Rimmel - Najnowsza maskara stopniowo przyciemniająca rzęsy Wonder'full Volume Colourist


Niemal dwa miesiące temu na jednym z kobiecych portali udało mi się znaleźć w gronie
testerek najnowszej maskary marki Rimmel z gamy Wonder'full - "Volume Colourist".
Nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam, ponieważ wypatrzyłam ją już jakiś czas temu w
kosmetycznych zapowiedziach i bardzo mnie zaciekawiła. Według producenta zawiera
specjalny kompleks, który stopniowo przyciemnia rzęsy. Wydaje mi się, że używam jej
już wystarczająco długo, aby podzielić się z Wami swoją opinią. Czy dołączy do grona
moich ulubionych maskar?


Opis producenta
Nigdy więcej niewidzialnych rzęs - wyglądaj świetnie, nawet w tych niespodziewanych
momentach! Nasza najnowsza, maskara podkreśla rzęsy.....nawet, kiedy jej nie używasz! 
Formuła przyciemniająca rzęsy z naturalnymi barwnikami stopniowo sprawia, że Twoje
naturalne rzęsy stają się coraz ciemniejsze, a dzięki formule pogrubiającej zyskują głęboki,
intensywnie czarny kolor. Zachwycaj ciemniejszymi, bardziej seksownymi i widocznymi
rzęsami - z maskarą lub bez niej! 


Moim okiem
Opakowanie maskary wykonane jest z solidnego plastiku i ma charakterystyczny kształt dla 
pozostałych tuszy z gamy Wonder'Full. Wyróżnia się kolorystyką, która w tym przypadku 
 łączy dominującą, intensywną czerń, z ciekawym efektem cieniowania w metalicznym 
odcieniu różu z brązową poświatą, oraz złotymi napisami. Opakowanie jest eleganckie,
lekkie i dobrze leży w dłoni.


Konsystencja tuszu jest kremowa i bezpośrednio po otwarciu opakowania dosyć "mokra",
jednak po około tygodniu używania staje się optymalnie gęsta. Ma intensywnie czarną
barwę, dzięki czemu pokrywa rzęsy głębokim odcieniem czerni. Nie jest perfumowany.

Maskara posiada dosyć długą i cienką, lekko zwężającą się szczoteczkę z klasycznego włosia. 
Jednorazowo nabiera odpowiednią ilość tuszu, bez konieczności usuwania jego ewentualnego 
nadmiaru. Dobrze rozdziela i wychwytuje nawet najkrótsze rzęsy, co pozwala na precyzyjne
pokrycie ich tuszem od nasady aż po końce. Jest sztywno osadzona i dosyć twarda.

Pierwsza warstwa maskary dobrze rozdziela moje rzęsy, oraz ładnie je wydłuża i podkręca. 
Pokrywa je także głębokim odcieniem czerni i dodaje im wizualnej objętości - już na tym 
etapie można uzyskać co prawda bardzo naturalne, ale widoczne podkreślenie spojrzenia. 
Druga warstwa pozwala na lekkie wzmocnienie uzyskanego wcześniej efektu, zwłaszcza 
po muśnięciu tuszem dolnych rzęs. Przy nakładaniu pierwszej i drugiej warstwy aplikuje
 się wyjątkowo przyjemnie - nie skleja rzęs i nie tworzy grudek.  Przy próbie nałożenia 
trzeciej warstwy rzęsy zaczęły wyglądać mało estetycznie i wręcz karykaturalnie, więc 
pozostałam przy optymalnym, dwuwarstwowym wariancie. Tusz dosyć szybko schnie, 
więc nie trzeba długo czekać z nakładaniem kolejnych warstw.Moim zdaniem nie jest 
to maskara, która pozwoli na nadanie rzęsom spektakularnego efektu sztucznych rzęs, 
natomiast doskonale nadaje się codziennego, niezbyt mocnego makijażu. 

Czy maskara rzeczywiście przyciemnia rzęsy? Tak - w moim przypadku pierwsze efekty 
zaczęły być widoczne po tygodniu. Co prawda efekt jest dosyć subtelny i nie można go 
porównywać do tego, który uzyskujemy po barwieniu rzęs henną, niemniej zauważalny. 
Mam naturalnie jasne rzęsy, które bez barwienia - zwłaszcza latem - stają się w zasadzie
 lekko widoczne, a ta maskara sprawia, że mogą być choć odrobinę ciemniejsze. Jak się 
jednak okazało, codzienne używanie tuszu nie gwarantuje, że efekt ten będzie się coraz 
bardziej pogłębiał - u mnie pomimo niemal dwumiesięcznego stosowania utrzymuje się 
na tym samym poziomie. Wydaje mi się, że im jaśniejsze są naturalne rzęsy, tym większa
 szansa na bardziej widoczny efekt i odwrotnie - na ciemniejszych rzęsach będzie on 
niestety niezauważalny. 

Cóż, wydawać by się mogło, że maskara jest pozbawiona znaczących minusów - otóż nie. 
Makijaż wykonany przy jej użyciu ma przeciętną trwałość, a w dodatku maskara lubi się
rozmazywać tworząc mało estetyczne, sine cienie pod oczami. Również demakijaż sprawia 
problemy, co zapewne jest zasługą barwnika koloryzującego i nie każdy produkt radzi sobie
 ze skutecznym i całkowitym usunięciem maskary z rzęs. U mnie póki co najlepiej sprawdził 
się najnowszy płyn micelarny marki Garnier z olejkiem arganowym. Na szczęście formuła 
okazała się delikatna dla moich oczu i tusz nie spowodował ich szczypania czy łzawienia.

Efekty:

Rzęsy przed pomalowaniem:

Rzęsy z jedną warstwą tuszu:

Dwie warstwy tuszu:

Opakowanie zawiera 11 ml tuszu i w cenie regularnej kosztuje 38 złotych. Zawartość
opakowania należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Maskarę bez problemu 
kupicie w drogeriach stacjonarnych i internetowych.

Podsumowanie
Najnowsza maskara z gamy Wonder'full może okazać się bardzo przyjemnym produktem
dla zwolenniczek niezbyt mocnego, naturalnego podkreślenia rzęs, które przy jej użyciu
stają się precyzyjnie rozdzielone, ładnie wydłużone i podkręcone. Tusz ma dosyć szybko
schnącą formułę, dzięki której nie trzeba zbyt długo czekać z nałożeniem kolejnych warstw.
Obietnice producenta o stopniowym przyciemnieniu rzęs zostały spełnione, choć zapewne
nie dla każdej użytkowniczki będzie ono w pełni satysfakcjonujące. Efekt którego można 
się spodziewać jest subtelny, ale widoczny. Myślę, że zastosowanie tego typu barwników 
w tuszu do rzęs jest świetnym pomysłem. Maskara może zachwycić te spośród nas, które
 mają bardzo jasne i wręcz niewidoczne rzęsy, a nie chcą farbować ich henną - dzięki temu 
produktowi będą mogły cieszyć się choć odrobinę ciemniejszymi rzęsami. Szkoda, że tusz
nie może pochwalić się wielogodzinną trwałością i ma tendencję do rozmazywania. W skali 
od jednego do pięciu oceniłabym go na trójkę z plusem. Nie zachwycił mnie na tyle, aby
powiększyć grono moich ulubionych tuszy, ale absolutnie nie zaliczyłabym go także do
kosmetycznych bubli - można nim wyczarować na rzęsach naturalny, ale całkiem ładny 
efekt, no i na prawdę nieco je przyciemnia.





Biovax - Intensywnie regenerująca maseczka pogrubiająca i zagęszczająca włosy z najnowszej serii "Bambus & Olej Avocado"


Wiosna w pełni, więc pomyślałam, że nie powinno zabraknąć na blogu zielonego akcentu -
rzecz jasna kosmetycznego :-) Wybór był prosty, bowiem wśród kosmetycznych ulubieńców
lutego znalazła się między innymi maska do włosów marki Biovax z najnowszej, cieszącej
 oko energetycznymi i soczyście zielonymi opakowaniami serii - najwyższa pora napisać o
niej kilka słów. Zwłaszcza, że moje włosy bardzo ją polubiły i właśnie otworzyłam drugie
opakowanie.

Biovax
Intensywnie regenerująca maseczka
pogrubiająca i zagęszczająca włosy
"Bambus & Olej Avocado"



Opis producenta
Intensywnie regenerująca maseczka Bambus & Olej Avocado zawiera unikalny kompleks
3D Bamboo Protect odbudowujący oraz pogrubiający strukturę włosów, pobudzający je do 

wzrostu oraz cementujący ich uszkodzenia. Działa aż na trzech poziomach włosów: cebulce,
łodydze i rdzeniu, zapewniając wielowymiarową rekonstrukcję włókien aż po ich końcówki.
Maseczka przeznaczona jest do włosów suchych, osłabionych oraz pozbawionych gęstości.
Ekstrakt z korzenia bambusa, czyli najbogatsze i naturalne źródło organicznego krzemu
sprzyja wzmocnieniu, zagęszczeniu oraz pogrubieniu włókien. Wyciąg z liści bambusa 
dotlenia uśpione cebulki pobudzają je do życia i dopinguje włosy do szybszego wzrostu.
 Olejek z młodych pędów bambusa zawiera wysoką koncentrację witamin i minerałów, 
które wzmacniają rdzeń włosa i uodparniają go na uszkodzenia wewnętrznej struktury. 
Olej Avocado dzięki wysokiej zawartości odżywczych kwasów Omega 3 uzupełnia braki 
w kompozycji lipidowej włosów, oraz pokrywa włókna filmem ochronnym, zapobiegając 
rozdwajaniu się końcówek. Wysublimowany zapach kuracji dopieści zmysły delikatnymi 
nutami białych kwiatów oraz uwodzicielskim akcentem piżma. Receptura tej maseczki
została oparta o wyselekcjonowane, naturalne i bezpieczne składniki - bez silikonów, 
parabenów, parafiny, SLS i SLES.

Moim okiem
Maska znajduje się w charakterystycznym dla tej marki, prostym plastikowym pojemniczku
 z wieczkiem. Opakowanie posiada plastikowe zabezpieczenie, które trzeba oderwać przed
pierwszym użyciem, co daje nam pewność, że nie było wcześniej otwierane i tym samym
gwarantuje także świeżość produktu. Pojemniczek zapakowany jest dodatkowo w kartonik,
 w którym znajdziemy także dwa małe prezenty -  saszetkę o pojemności 1,5 ml z olejkiem
regenerującym włosy z tej samej serii, oraz "termocap", czyli specjalny czepek, który po
nałożeniu wspomaga utrzymanie ciepła, dzięki czemu substancje aktywne zawarte w
produkcie łatwiej przenikają do wnętrza włosa.

 Szata graficzna opakowania - choć typowa dla kosmetyków marki Biovax - tym razem
wyróżnia się za sprawą kolorystyki. Intensywna i soczysta, lekko połyskująca zieleń i
odrobina złota sprawiają, że całość wygląda zachęcająco.


Maska ma jasno zielone zabarwienie i bardzo przyjemny zapach, będący według producenta 
połączeniem delikatnych nut białych kwiatów oraz akcentów piżma - moim zdaniem jest to
  rozwijająca się kompozycja zapachowa. Początkowo dominują tutaj intensywnie świeże
 nuty, ale po chwili zaczyna być wyczuwalna także delikatna kwiatowa woń. Zapach jest 
na prawdę ładny i szkoda, że nie utrzymuje się zbyt długo na włosach - ale przynajmniej
umila samą aplikację.

Konsystencja jest dokładnie taka, jak lubię - kremowa, przypominająca gęsty budyń i
nie spływająca z włosów. Wygodnie się nakłada, pozwalając dokładnie pokryć każde 
pasmo i dosyć szybko wnika we włosy.

Działanie maski zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie już od pierwszego użycia, choć
najlepsze efekty zauważyłam oczywiście przy jej regularnym stosowaniu. Każda kolejna 
aplikacja zapewnia moim włosom solidną dawkę nawilżenia i regeneracji. Są wygładzone
 i przyjemne w dotyku, optymalnie dociążone i sprężyste, a także o wiele bardziej podatne 
na układanie. Maska zapewnia moim pasmom ładny, zdrowy połysk i w żaden sposób ich 
nie obciąża, co jest wyjątkowo ważne przy moich delikatnych włosach. Wręcz przeciwnie,
 lekko odbija włosy u nasady i dodaje im naturalnej objętości. Jest to jedna z kilku zaledwie
 masek, którą mogę nałożyć także na skórę głowy bez najmniejszej obawy o późniejszy
 "przyklap". Włosy są lekkie, pełne życia i zdecydowanie zdrowiej wyglądają, są bardziej
"mięsiste" i ze względu na dodanie objętości rzeczywiście wydaje się, że jest ich nieco
więcej. Maska nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów. 


Wysoko w składzie znajdziemy między innymi olej z awokado, ekstrakt z korzenia bambusa,
 wyciąg z liści bambusa, olej z młodych pędów bambusa, a także olej z nasion słonecznika. 
Kosmetyk nie zawiera silikonów, parabenów, parafiny i SLS.

Skład
Aqua Purificata*, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Persea Gratissima (Avocado) Oil*,
Behentrimonium Chloride, Bambusa Arundinacea Root Extract*, Bambusa Vulgaris
(Leaf/Stem) Extract*, Bambusa Vulgaris Shoot Extract*, Silica, Helianthus Annus
(Sunflower) Seed Oil*, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Propylene Glycol, Dica -
prylate/Dicaprate, Bis-(Isostearoyl/Oleoyl Ispopropyl) Domonium Methosulfate,
Lactic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, BHT, Methylchloroisothiazolinone, Methyl-
sothiazolinone, Isopropyl Alcohol, CI 42090, CI 19140

* składnik pochodzenia naturalnego

Opakowanie zawiera 250 ml produktu i kosztuje w cenie regularne około 20 złotych.
Seria dostępna jest między innymi w Super-Pharm, Hebe i aptekach.

Podsumowanie
Maski do włosów Biovax sprawdzały się u mnie różnie. Z jednymi żegnałam się bez żalu
po jednorazowej przygodzie, a inne towarzyszyły mi dłużej. Natomiast maska z najnowszej
serii "Bambus & Olej Avocado" stała się prawdziwym hitem w pielęgnacji moich włosów.
Ma przyjemną, budyniową konsystencję, dzięki której łatwo się nakłada oraz śliczny, świeży
zapach umilający aplikację i rewelacyjne działanie. Łączy w sobie właściwości nawilżające
i znacznie poprawiające kondycję włosów, z jednoczesnym dbaniem o ich lekkość i objętość.
Nareszcie mogę bez obaw dbać nie tylko o włosy na ich długości, ale także i o skórę głowy,

Znacie, lubicie?








The Body Shop - Peeling do ciała o zapachu truskawki


Sezon truskawkowy powoli się rozpoczyna i choć na zdecydowanie najpyszniejsze,
nasze krajowe truskawki trzeba jeszcze troszkę poczekać, to te pojawiające się już
na bazarkach i w sklepach przypomniały mi, jak bardzo lubię ten pyszny owoc oraz
jego niepowtarzalny aromat - także w kosmetykach do pielęgnacji cała. Czy może
być zatem lepszy moment na to, aby sięgnąć po produkt, który swoim wyglądem i
zapachem sprawi, że podarujemy sobie odrobinę kolorowej, truskawkowej
 przyjemności?

The Body Shop
Peeling do ciała o zapachu truskawki
do skóry normalnej


Opis producenta
Pieniący się żel pod prysznic z peelingiem. Zawarte w żelu pestki kiwi oraz zmielone
 łupiny orzechów delikatnie złuszczają. Sok truskawkowy bogaty w kwasy AHA odnawia
naskórek, a miód nawilża. Pachnie truskawkami. Może być używany nawet codziennie.

Moim okiem
Peeling znajduje się w opakowaniu wykonanym z miękkiego plastiku, zakończonym 
zamknięciem typu "klik". Opakowanie ma formę wygodnej w użyciu, stojącej tubki. 
Dzięki jego transparentności uwagę przykuwa przede wszystkim sama zawartość, 
która wyglądem jak i kolorem przypomina apetyczny mus z dojrzałych truskawek.
 Szata graficzna jest prosta i delikatna. Oczywiście nie mogło zabraknąć owocowej 
grafiki, informującej nas o tym, z jakiej serii zapachowej pochodzi dany produkt, jak
i charakterystycznego logo producenta. Całość prezentuje się na prawdę ładnie.

Za minus uważam jednak to, że podobnie jak w przypadku innych używanych przeze
 mnie kosmetyków tej marki - na przykład maseł do ciała - opakowanie nie jest w żaden 
sposób zabezpieczone choćby folią ochronną. Na szczęście, każdy produkt w sklepie 
stacjonarnym posiada tester.


Peeling kolorem przypomina mus z dojrzałych, rozgniecionych truskawek, w którym
dobrze widoczne są także czarne pestki kiwi, oraz zmielone łupiny orzechów.

Konsystencja produktu przypomina lekki, niezbyt gęsty żel i jest bardzo przyjemna w
aplikacji oraz wygodna w rozprowadzaniu na skórze. Zapach tego peelingu określany
bywa różnie. Dla jednych wprost idealnie odzwierciedla aromat świeżych truskawek,
 a innym wydaje się sztuczny, chemiczny i męczący. Cóż, ja się z nim polubiłam od
 pierwszego użycia. Dla mnie pachnie jak rozgniecione, bardzo dojrzałe, intensywnie
czerwone truskawki, które długo przebywały na słońcu. Takie, które mają w sobie
przeważającą, intensywną słodycz, ale i ociupinkę goryczy. Wydaje mi się też, że
gdzieś w tle tego zapachu ukryta jest bardzo subtelna, miodowa nuta.

Producent określa ten produkt jako pieniący się żel pod prysznic z peelingiem, który
 jest przeznaczony do skóry normalnej. Kiedy nałożymy produkt na wilgotną skórę i
zaczniemy wykonywać masaż, rzeczywiście pojawia się niewielka ilość delikatnej,
kremowej piany. Jak już wyżej wspomniałam, w żelu znajdują się pestki kiwi oraz
zmielone łupiny orzechów, które podczas masażu ciała są bardzo dobrze wyczuwalne
 na skórze, nie rozpuszczają się podczas kontaktu z wodą i w mojej ocenie skutecznie
spełniają swoją funkcję. I chociaż zdecydowanie daleko mu do mocnego, klasycznego
 "zdzieraka" to muszę przyznać, że w porównaniu do innych podobnych produktów,
czyli żeli peelingujących łączących w sobie właściwości myjące i złuszczające, ten
w przypadku mojej skóry wykazuje najmocniejsze działanie wygładzające. Skóra po
 jego użyciu jest bardzo delikatna i przyjemna w dotyku, oczyszczona, odświeżona i
otulona owocowym zapachem. Truskawkowy aromat nie pozostaje na skórze zbyt
 długo, jednak można go przedużyć stosując inne produkty pielęgnacyjne do ciała z
tej serii. Nie pozostawia na ciele tłustej warstewki i nie podrażnia mojej delikatnej
 skóry. Właściwości nawilżających co prawda nie zauważyłam, ale za to z pewnością
mojej skóra nie jest przesuszona i po jego użyciu nie domaga się natychmiastowej
porcji balsamu. Peeling Świetnie nadaje się do aromatycznego masażu całego
 ciała pod prysznicem.

Wydajność produktu jest średnia i oczywiście zależy od tego, jak często go używamy.
Według producenta możemy stosować go nawet codziennie, dla mnie wystarczające
jest używanie go mniej więcej trzy razy w tygodniu, wykonując przy tym dokładny
masaż ciała. Wydajność niestety nie idzie w parze z ceną, która jest bardzo wysoka -
za opakowanie tego peelingu trzeba zapłacić około 65 złotych. Ja skorzystałam z
promocji i kupiłam jeszcze w ubiegłym roku dwa opakowania w cenie jednego.

W składzie tego żelu peelingującego znajdziemy wspomiane wyżej zmielone łupiny
orzechów, pestki kiwi, miód oraz sok z truskawek - szkoda, że większość po zapachu.

Skład
Aqua/Water/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates
 Copolymer, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Parfum/Fragrance, Benzyl Alcohol,
Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Actinidia Chinensis (Kiwi) Seed, Mel/ Honey/Miel 
Fragaria Vesca (Strawberry ) Juice, Sodium Hydroxide, Butyl Methoxydibenzolymethane, 
Disodium EDTA, Limonene, Denatonium Benzoate, Salicylic Acid, CI 14700, Ci 17200

W opakowaniu znajduje się 200 ml produktu. Cena regularna peelingu to aż 65 złotych.
 Kosmetyk kupicie w sklepach firmowych The Body Shop.

Podsumowanie
Wiecie, że nie przepadam za intensywnie działającymi peelingami do ciała, ponieważ
moja skóra zwykle reaguje na takie mocne "zdzieraki" podrażnieniem - poza kilkoma 
wyjątkami, o których zapewne kiedyś napiszę. W związku z tym już dawno zastąpiłam
 je właśnie żelami o właściwościach peelingujących, które wykazują delikatniejsze, choć
 także skuteczne działanie - kluczem do osiągnięcia pożądanych efektów jest regularne 
stosowanie, które zapewnia mi zadowalający stopień złuszczania martwego naskórka i 
wygładzenia skóry. Ten peeling polecam szczególnie tym osobom, które mają wrażliwą
skórę i tak jak ja szukają produktów o delikatniejszym działaniu złuszczającym, lub 
zwyczajnie lubią tego typu kosmetyki. No i oczywiście wszystkim tym, którzy lubią 
truskawkowe aromaty :-) Chętnie wprowadziłabym go na stałe do swojej pielęgnacji,
 ale ze względu na cenę sięgnę po niego ponownie wyłącznie wtedy, kiedy nadarzy
 się korzystna okazja do zakupu.

Znacie jakieś przyjemne "truskawkowe" kosmetyki? Piszcie w komentarzach :-)









Etykiety:

recenzja (156) ulubione kosmetyki (118) codzienność (101) zakupy (79) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) włosy (39) ulubieńcy miesiąca (38) pielęgnacja włosów (34) Rossmann (29) książki (28) kosmetyki (22) L'Oreal (21) Yves Rocher (21) kosmetyki do włosów (21) farby do włosów (20) przemyślenia (20) filmy (19) promocje (19) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) projekt denko (16) zwierzęta (16) Garnier (15) pielęgnacja ciała (15) pielęgnacja twarzy (15) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) makijaż (12) Isana (11) odżywki do włosów (11) Maybelline (10) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) farbowanie (8) Bielenda (7) kremy (7) maska do włosów (7) regeneracja (7) szampon do włosów (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) gazetki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Dove (5) Kallos (5) Nivea (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) krem do rąk (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) przesyłki (5) Regenerum (4) krem do twarzy (4) paznokcie (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) rzęsy (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Lirene (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) żel do twarzy (3) Biovax (2) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) Timotei (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Syoss (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) stylizacja włosów (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)