Playboy - Woda toaletowa "Queen of the game"

Zapachy dobieram najczęściej do pory roku, dlatego wiosną i latem królują u mnie głównie lekkie
 i orzeźwiające aromaty owocowe czy subtelne kwiatowe wonie, natomiast jesienią i zimą lubię
sięgać po nieco cięższe i rozgrzewające nuty zapachowe. W sierpniu udało mi się otrzymać do
testów w ramach Klubu Ekspertek portalu Ofemin.pl najnowszą wodę toaletową marki Playboy
 o intrygującej nazwie "Queen of the game". Byłam bardzo ciekawa tej kompozycji zapachowej,
ponieważ do tej pory nie używałam żadnej wody toaletowej sygnowanej wizerunkiem króliczka.
Zapach niemal natychmiast przypadł mi do gustu. Co prawda okazał się jednak zbyt ciężki do
stosowania w ciągu upalnego dnia, ale świetnie sprawdzał się po zachodzie słońca. Intuicyjnie
czułam, że z przyjemnością wrócę do tej kompozycji jesienią oraz zimą, w pełni doceniając jej
charakter współgrający z moim aktualnym sampoczuciem.

Playboy
Woda toaletowa
Queen of the game


Opis producenta
Woda toaletowa Playboy Queen of the game to orzeźwiająca kompozycja, która zniewala swoim 
zmysłowym aromatem. Zapach został stworzony z myślą o kobietach zdecydowanych, lubiących
wyróżniać się pośród tłumu. Zmysłowy i wyrazisty zapach zawróci w głowie każdemu mężczyźnie.
Zniewalającą kompozycję otwiera kuszący aromat passiflory, połączony z energetyzującą czarną
porzeczką i aksamitnym zapachem kawy. Kompozycję dopełnia subtelna nuta prażonego sezamu,
która nadaje wyrazistości słodkim akordom kwiatu pomarańczy i kremowe, czekoladowego founde. 
Zmysłowości dodaje upajający aromat fasoli tonka, połączony z drzewem cedrowym i upajającym
aromatem paczuli. Dzięki tej wyrafinowanej kompozycji każda kobieta poczuje się jak królowa,
 zarówno podczas spotkania z przyjaciółmi, jak i wieczornego wyjścia do klubu czy na randkę.

Moim okiem
Woda toaletowa znajduje się w charakterystycznym dla pozostałych zapachów tej marki flakoniku
wykonanym z przezroczystego szkła, którego znakiem rozpoznawczym jest plastikowa zatyczka o
kształcie przypominającym królicze uszy. Ozdobę flakonika stanowią także subtelne wytłoczenia,
między innymi znajdujące się z tyłu buteleczki logo z kultowym już wizerunkiem króliczka. Choć
sam wygląd flakonika nie jest wyjątkowo elegancki czy wyszukany, to zdecydowanienie nie można
odmówić mu uroku. Całość znajduje się dodatkowo w kartoniku, który kolorystycznie jest idealnie
dopasowany do swojej zawartości - nasycony róż i klasyczna czerń tworzą przyjemny dla oka duet.
Warto wspomnieć także o tym, że flakonik jest bardzo poręczny, a atomizer działa bez zarzutu.


Zapach okazał się na prawdę ciekawy. Otacza go lekka nutka tajemnicy, a tym co pociąga mnie w
nim najbardziej, jest jego niejednoznaczność. W kompozycji zapachowej znajdziemy bowiem nuty
passiflory, czarnej porzeczki i pobudzającej kawy, jaśminu i kwiatu pomarańczy oraz prażonego
sezamu. Bazą tej wody toaletowej jest apetyczny aromat czekoladowego founde, fasola tonka oraz
cedr i paczula.

Bezpośrednio po pierwszym użyciu wydał mi się nieco zbyt mocny, ale już po chwili okazało się,
że ma w sobie także odrobinę pożądanej delikatności. W moim odczuciu jest to ładny i kobiecy
zapach, pełen zaskakujących, a jednocześnie idealnie uzupełniających się połączeń zapachowych
które sprawiają, że trudno wyodrębnić jeden, dominujący aromat. Określiłabym go jako słodki ale
 nie przesłodzony, o kwiatowej woni przełamanej orzeźwiającymi owocowymi nutami, ze szczyptą
zmysłowej pikanterii i odrobiną egzotycznego orientu. Jest ciepły, pobudzający i bardzo zmysłowy.
Należy do kategorii wyrazistych zapachów, jednak nie przytłacza swoją intensywnością i nie jest
duszący ani mdły. Dla mnie jest to zapach który idealnie nadaje się na wieczór, oraz na chłodne dni
 - świetnie sprawdza się zwłaszcza o tej porze roku otulając swoim ciekawym aromatem. Trwałość
wody toaletowej "Queen of the game" jest moim zdaniem przeciętna i jeśli chcemy aby ten zapach
towarzyszył nam przez cały dzień nie pozostaje nic innego, jak zabrać flakonik ze sobą.  Tak oto
rozpoczęłam swoją przygodę z marką Playboy i myślę, że przyjrzę się bliżej pozostałym zapachom
z "króliczkiem", choćby z ciekawości :)

Do testów otrzymałam flakonik o pojemności 40 ml który kosztuje około 40 złotych i jest dostępny
w wielu drogeriach, zarówno stacjonarnych jk i internetowych. W skład linii zapachowej wchodzi
także mgiełka do ciala, dezodorant i żel pod prysznic, oraz woda taletowa o pojemności 60 ml.

Jak zwykle zachęcam Was do zapoznania się z opniami pozostalych ekspertek portalu Ofeminin
- jak oceniły ten zapach pozostał przeczytacie tutaj






SKIN79 - Clean-on 2 STEP nose pack, czyli zestaw dwóch plasterków na nos

Jak pozbyć się nieestetycznych zaskórników na nosie, które są problemem wielu spośród nas,
często niezależnie od posiadanego typu cery, choć najczęściej bywają domeną skóry mieszanej
oraz tłustej? Sposobów, podobnie jak produktów które mogą pomóc w walce z zaskórnikami jest
wiele, począwszy od tych które możemy wypróbować w warunkach domowych, aż po bardziej
profesjonalne, jak wizyta w gabinecie kosmetycznym. Odkąd zdałam sobie sprawę czym są owe
zaskórniki i jak powstają, wprowadziłam szereg zmian w pielęgnacji mojej mieszanej cery oraz
zaczęłam zwracać większą uwagę na skład wybieranych kosmetyków. Co prawda ich całkowite
pozbycie się nie jest łatwe, ale dzięki systematyczności i stosowaniu przynoszących w naszym
przypadku pozytywne rezulalty zabiegów pielęgnacyjnych, możemy zmniejszyć ich ilość oraz
widoczność. Ja wspomagajaco regularnie sięgam po plastry oczyszczające na nos i choć do tej
pory zdecydowanie najskuteczniejsze okazały się w moim przypadku produkty marki Cettua, to
oczywiście jestem otwarta na wszelkie nowości. Dlatego tym razem postanowiłam wybróbować
nowość lubianej przeze mnie koreańskiej marki Skin79czyli zestaw składający się z dwóch
wzajemnie uzupełniających się plasterków - oczyszczającego i kojącego.

Skin79
Clean-on 2 STEP nose pack
czyli dwa proste kroki skutecznie oczyszczające
pory nosa i regulujące wydzielanie sebum


Opis producenta
Clean-on 2 STEP nose pack to dwa proste kroki skutecznie oczyszczające pory nosa i regulujące 
wydzielanie sebum. Krok 1 to maseczka peel-off zawierająca sproszkowany węgiel, absorbujący
zanieczyszczenia i usuwający zaskórniki. Krok 2 to hydrożelowa maseczka peel-off, zawierająca
kojące składniki roślinne takie jak zielona herbata, kwas winowy który zwęzi pory oraz rozjaśni
drobne przebarwienia, wyciąg z ogórka o właściwościach nawilżających, czy oczar wirginijski 
który działa ściągająco, regenerująco i przeciwzapalnie. Zestaw zaleca się stosować minimum
 raz w tygodniu.


Moim okiem
Produkt znajduje się w niewielkiej, szczelnie zamkniętej saszetce wykonanej z przyjemnego w 
dotyku plastiku, którą dzięki znajdującemu się pośrodku opakowania zgrzewowi łatwo możemy 
 podzielić na dwie części. Jedno opakowanie zawiera dwa plasterki na nos - oczyszczający oraz 
kojący. Do wypróbowania zawartości opakowania zachęcają nas nie tylko obietnice producenta,
 ale także wyjątkowo ładna szata graficzna - sympatyczny jeżyk idealnie komponuje się z tłem w 
kolorze spokojnej zieleni. 


Krok 1 - ta część opakowania kryje w sobie plaster oczyszczający w szarym odcieniu - dosyć
 cienki i elastyczny, składający się z dwóch warstw. Zewnętrzna warstwa przypomina w dotyku 
miękką i przyjemną flizelinę, natomiast od spodu jego powierzchnia jest gładka i śliska, dzięki 
czemu plaster dokładnie dopasowuje oraz przykleja się do skóry. Ma dosyć specyficzny zapach
 na który zwróciłam uwagę już przy pierwszym użyciu tego zestawu, ale na szczęście przestaje
być wyczuwalny, gdy przyklejony na nos plasterek zaczyna wysychać. Zawiera sproszkowany
 węgiel aktywny, o którym coraz głośniej w kosmetycznym świecie, a który uznawany jest za 
najsilniejszy adsorbent występujący w stanie naturalnym, bowiem podczas kontaktu ze skórą 
jego cząsteczki są w stanie przyciągnąć zanieczyszczenia zarówno z powierzchni skóry, jak i 
jej głębszych warstw. Otwierają pory i oczyszczają je usuwając zanieczyszczenia, wychwytują
także między innymi bakterie oraz wirusy, będąc przy tym całkowicie bezpiecznym dla skóry. 

Skład: Vinyl Caprolactam/VP/Dimethylaminoethyl Methacrylate Copolymer, Water, Silica, Charocal Powder, 
Titanium Dioxide (CI 77891), CI 77499, Fragrance, Allantoin, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Hamamelis
Virginiana (Witch Hazel) Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract


Krok 2 - w tej części saszetki znajdziemy biały i nieco grubszy, hydrożelowy plasterek kojący,
który zawiera wiele cennych substancji: olej rycynowy, kwas winowy używany w kosmetyce ze 
względu na właściwości oczyszczające i rozjaśniające a także zwęzające pory, olejek eteryczny 
z drzewa herbacianego, ekstrakt z zielonej herbaty, wyciąg z ogórka oraz oczaru wirginijskiego. 
Warstwę zewnętrzną stanowi mięciutka bawełniana tkanina, natomiast pod spodem znajduje się 
niezwykle przyjemna dla skóry, lekko wilgotna warstwa żelowa. Plaster ma delikatny i raczej 
przyjazny dla nosa, lekko odświeżający zapach, w którym wyczuwalne są głównie nuty mięty
 i specyficzny, choć bardzo subtelny w tym przypadku aromat olejku z drzewa herbacianego.

Skład: Water, Glycerin, Sorbitol, Sodium Polyacrylate, Polyacrylic Acid, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, 
Triethylhexanoin, Cellulose Gum, Kaolin, Tartaric Acid, Aluminum Glycinate, Methylparaben, Disodium EDTA, 
CI 77891, Menthol, Allantoin, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cucumis
Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Hamamelis Virginiana (With Hazel) Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract


Zestaw zaczynamy używać oczywiście od zawartości pierwszej saszetki, czyli oczyszczającego
"szarego" plasterka z węglem aktywnym, a sposób aplikacji podany przez producenta na odwrocie 
opakowania jest banalnie prosty: zwilżamy nos tonikiem tak aby pozostał mokry, odklejamy z folii 
plasterek i przyklejamy go do skóry dobrze dociskając przy skrzydełkach nosa, dodatkowo możemy
 zwilżyć naklejony już na nos plasterek tonikiem tak aby zmienił kolor na ciemnoszary, a następnie 
pozostawiamy go na skórze na 10 minut do momentu aż stwardnieje. Po upływie tego czasu oraz
 jego całkowitym wyschnięciu energicznie odklejamy go od skóry. Teraz pora na krok drugi, czyli
sięgamy po zawartość drugiej saszetki i nakładamy na nos hydrożelową maseczkę peel-of - biały 
plaster o działaniu kojącym. 

Zestawu używam zawsze wieczorem, po bardzo dokładnym oczyszczeniu skóry twarzy z resztek
makiajżu oraz wszelkich innych zanieczyszczeń. Zwilżam nos zgodnie z zaleceniami producenta 
aktualnie używanym tonikiem, ale równie dobrze w moim przypadku sprawdza się zwykła woda 
i nie widzę pod tym kątem żadnej różnicy w skuteczności działania plastrów. Przed naklejeniem 
oczyszczajągo plasterka zawsze dbam o to, by powierzchnia nosa była wystarczająco zwilżona 
wodą, ponieważ zapewnia to jego skuteczne przyklejenie. Plasterek oczyszczający jest w moim 
odczuciu dosyć "suchy", więc po jego wstępnym przyklejeniu zwilżam go za radą producenta
doatkowo odrobiną toniku lub wody, a następnie ponownie dociskam do skóry, zwłaszcza przy 
skrzydełkach nosa. Plaster trzymam na nosie zalecane 10 minut - po upływie tego czasu staje 
się zupełnie suchy, a na skórze w miejscu jego naklejenia pojawia się lekkie uczucie ściągnięcia. 
Wtedy odrywam go jednym, dosyć energicznym i pewnym ruchem - trzeba przyznać, że trzyma 
się na prawdę mocno. Zdejmowanie tego typu plastrów w zasadzie nie jest bolesne, ale nigdy ni
 jest dla mnie przyjemne - w tym przypadku poszło dosyć szybko i sprawnie. Po oderwaniu plastra 
kluczową sprawą jest oczywiście sprawdzenie jego skuteczności i muszę przyznać, że efekty są 
zadowalajace, ponieważ "wyciąga" na prawdę sporo zaskórników, co widać nie tylko na plasterku, 
ale i na samym nosie, który po jego użyciu stał się znacznie gładszy oraz znacznie jaśniejszy dzięki 
zminimalizowaniu ilości "czarnych kropeczek".

Co prawda bezpośrednio po oderwaniu plastra oczyszczającego na nosie pojawia się lekkie
i przemijające zaczerwienienie oraz szczypanie, ale w tym momencie pomocny okazuje się
dołączony do zestawu plasterek kojący. Nie ukrywam, że ten biały plasterek wydawał mi się 
na na początku zupełnie zbędnym dodatkiem, mającym jedynie wyróżnić ten zestaw na tle 
podobnych produktów innych marek. Po jego użyciu poczułam się miło zaskoczona, bowiem
okazał się bardzo skuteczny. Nie tylko przyjemnie chłodzi powierzchnię skóry i wygładza ją,
ale koi podrażnienia i łagodzi zaczerwienienia, stając się tym samym idealnym uzupełnieniem 
plastra oczyszczającego. Dodatkowo znacznie zmniejsza widoczność rozszerzonych porów.
Żelową "maseczkę" nakładamy na 15 minut - w przeciwieństwie do plastra oczyszczajacego
nie zasycha, jest wyjątkowo przyjemna w aplikacji, a jej ściągnięcie nie sprawia żadnego
problemu.

Producent zaleca stosowanie tego zestawu minimum raz w tygodniu, ja używam go dwa, trzy
 razy w miesiącu. Niestety zestaw nie jest tani, ponieważ jego regularna cena to 15,90 zł, ale w 
promocji można go nabyć za niecałe 10 złotych. Kupicie go zarówno w sklepie internetowym 
dystrybutora marki Skin79 oraz w niektórych drogeriach internetowych.

Podsumowanie
Plastry oczyszczające na nos ma w swojej ofercie wiele marek - we wszystkich pokładałam
spore nadzieje, ale niestety tylko niektóre spośród nich okazały się w moim przypadku na tyle
skuteczne, że chętnie sięgałam po nie ponownie. Zestaw który dzisiaj Wam pokazałam bardzo
miło mnie zaskoczył. Składa się z dwóch, idealnie uzupełniających się plastrów, pozwalających
nie tylko na skuteczne pozbycie się zanieczyszczeń, ale idących o krok dalej - zapewniających   
kompleksową pielęgnację skóry po oczyszczeniu działając kojąco, ściągająco i przeciwzapalnie.
Moim zdaniem to bardzo ciekawy, a co najważniejsze spełniający swoje zadanie produkt, który
warto wypróbować. Ja z pewnością kupię jeszcze kilka zestawów w promocyjnej cenie :)





Ulubieńcy kosmetyczni - październik !

Październik nie był dla mnie łatwym miesiącem, ponieważ życie prywatne i różne sprawy z nim
związane pochłonęły niemal cały mój wolny czas, nie pozwalając mi na zachowanie potrzebnej
równowagi. Wiecie, są rzeczy ważne i ważniejsze, czasem trzeba z czegoś zrezygnować i ustalić
nowe priorytety. Mam nadzieję, że listopad będzie pod tym względem bardziej łaskawy i pozwoli
 mi nadrobić zaległości zarówno na moim, jak i Waszych blogach. Ale! Mimo iż bywałam bardzo
rzadko na blogu absolutnie nie znaczy, że kosmetycznie próżnowałam - ostatecznie o urodę
trzeba zadbać - nawet jeśli nie w pierwszej, to w następnej kolejności:-)

Dzisiaj pora na małe podsumowanie ubiegłego miesiąca, czyli kosmetycznych ulubieńców
października. Z jakimi tym razem kosmetykami polubiłam się najbardziej ?


Fantastyczna kosmetyczna październikowa czwórka:


Bourjois
Rozświetlający korektor pod oczy Radiance reveal
Korektor ten chciałam wypróbować od dawna, jednak zniechęcała mnie niezbyt przyjazna dla 
portfela cena. Świetną okazją do jego zakupu okazała się ostatnia promocja na kosmetyki do
makijażu w drogeriach Rossmann i cieszę się, że wreszcie się na niego skusiłam, ponieważ  
okazał się korektorem idealnym na aktualną porę roku. Kosmetyk ma przyjemną, intensywnie
kremową konsystencję która jest jednocześnie lekka i niezwykle łatwa w aplikacji, także za 
sprawą wygodnego i mięciutkiego aplikatora. Bardzo dobrze kryje ewentualne przebarwienia i
cienie pod oczami, które najczęściej występują u mnie właśnie jesienią i zimą. Dodatkowo w 
subtelny sposób rozświetla okolice oczu maskując tym samym oznaki zmęczenia i zapewnia
zdrowy, promienny wygląd. Korektor jest bardzo trwały, nie wchodzi w zmarszczki oraz nie 
wysusza delikatnej skóry pod oczami, a do tego ma delikatny i ładny zapach. Dostępny jest 
w dwóch odcieniach - 01 Ivory oraz 02 Beige


Bourjois
Tusz do rzęs Volume Reveal 
Maskarę otrzymałam do testów w ramach Klubu Ekspertek portalu Ofeminin.pl co niezmiernie
mnie ucieszyło, ponieważ bardzo lubię tusze tej marki. To co wyróżnia tą maskarę już na pierwszy
rzut oka, to niebanalne i eleganckie opakowanie w kształcie trójkąta, z umieszczonym na jednym 
z boków trzykrotnie powiększającym lusterkiem. Ale to co zachwyciło mnie najbardziej, to efekt 
jaki mogę przy pomocy tego tuszu wyczarować na moich rzęsach. Maskara precyzyjnie rozdziela 
rzęsy i pokrywa je tuszem o ładnym, intensywnie czarnym kolorze od ich nasady aż po same końce. 
Intensywnie pogrubia rzęsy i dodaje im pożądanej objętości, pozwalając tym samym na budowanie 
wymarzonego efektu poprzez dokładanie kolejnych warstw, dzięki czemu możemy uzyskać zarówno 
bardziej naturalne, jak i intensywnie podkreślone spojrzenie. Jest bardzo trwała, nie osypuje się, nie 
skleja rzęs i nie tworzy grudek. Bardzo polubiłam także silikonową szczoteczkę, która rzeczywiście 
pozwala na precyzyjne podkreślenie rzęs. 


Mokosh
Hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej
Do tej pory używałam najchętniej hydrolatu różanego oraz pomarańczowego które świetnie się
 u mnie sprawdzały, jednak chcąc nieco urozmaicić dotychczasową pielęgnację twarzy sięgnęłam 
tym razem po hydrolat malinowy. Używam go od początku października do codziennej pielęgnacji 
cery jako toniku, wypróbowałam go także do maseczki na bazie glinki. Stosowany bezpośrednio 
na skórę jako tonik przyjemnie odświeża, ale przede wszystkim wykazuje działanie kojące, co jest 
bardzo ważne w przypadku mojej wrażliwej cery. Po jego użyciu odczuwam przyjemne nawilżenie,
a skóra jest miękka i delikatnie wygładzona. 


Nivea
Jedwabisty mus pod prysznic do mycia ciała Creme Soft
Nowość do mycia ciała pod prysznicem w formie leciutkiej, puszystej białej pianki i otulającym,
idealnym na chłodne dni zapachem, będącym połączeniem nut zapachowych kultowej linii marki
Nivea i subtelnej woni migdałów. Bardzo polubiłam się z tym produktem i uważam go za świetną
alternatywę dla dotychczas używanych tradycyjnych żeli pod prysznic. W ubiegłym miesiącu to 
właśnie ten mus towarzyszył mi najczęściej pod prysznicem i nadal mi się nie znudził - kupiłam
już nawet kolejne opakowanie. Jeśli zainteresował Was ten produkt, zapraszam do przeczytania
obszerniejszej recenzji.


W ubiegłym miesiącu wypróbowałam także dwa bardzo popularne i zachwalane na blogach
kosmetyki, które niestety nie znalazły się w powyższym gronie, ponieważ mnie rozczarowały.
I to między innymi o nich przeczytacie w kolejnych postach.

Miłego weekendu :-)




Etykiety:

recenzja (178) ulubione kosmetyki (130) codzienność (101) zakupy (83) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (44) włosy (41) pielęgnacja włosów (37) Rossmann (29) książki (28) L'Oreal (23) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) farby do włosów (20) przemyślenia (20) filmy (19) pielęgnacja twarzy (19) promocje (19) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) pielęgnacja ciała (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Isana (11) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) farbowanie (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) Nivea (7) krem do twarzy (7) kremy (7) maska do włosów (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) gazetki (6) krem do rąk (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Dove (5) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) paznokcie (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Biovax (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) żel do twarzy (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) stylizacja włosów (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Syoss (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)