Maybelline - podkład do twarzy w sztyfcie Fit Me!


W dzisiejszym poście przedstawię Wam moją subiektywną opinię o najnowszym
podkładzie do twarzy marki Maybelline - Fit Me! Do tej pory używałam niemal
wyłącznie podkładów w płynie, dlatego kiedy zobaczyłam ten produkt o ciekawej
formie wysuwanego sztyftu pomyślałam, że to fajny i warty wypróbowania pomysł.

Niestety, do grona moich ulubieńców kosmetycznych z pewnością zaliczyć go
nie mogę, ponieważ minusy przeważyły nad plusami. A szkoda, bo sama idea
kosmetyku była bardzo interesująca.

Maybelline
Podkład w sztyfcie o podwójnym działaniu
Fit Me!


Opis producenta

Podkład w sztyfcie o podwójnym działaniu. Dzięki kremowej formule idealnie się
 rozprowadza. Zastosowanie wkładu pudrującego w środku zapewnia matowe
wykończenie makijażu. Najłatwiejsza aplikacja, dopasowanie i matowienie w 
jednym.

Moim okiem

Podkład w formie wysuwanego sztyftu znajduje się w plastikowym opakowaniu z
zatyczką. Szata graficzna jest dosyć skromna, z dominującym kolorem czarnym.
Opakowanie jest niewielkie, poręczne i wygodne w użyciu, a mechanizm który
pozwala nam wysuwać zawartość działa bez zarzutu.

Wygląd samego sztyftu jest bardzo ciekawy, ponieważ składa się on z dwóch warstw.
Umieszczony w samym środku biały wkład pudrujący, który zdaniem producenta ma
nadać naszej cerze matowe wykończenie, otoczony jest podkładem w wybranym przez
nas odcieniu.


Podkład dostępny jest na naszym rynku w bardzo ograniczonej gamie kolorystycznej,
ponieważ możemy wybierać tylko spośród czterech odcieni: 120 Classic Ivory,
130 Buff Beige, 220 Natural Beige oraz 250 Sun Beige. Pierwszy odcień okazał się
dla mnie nie tylko zbyt jasny, ale po użyciu testera stwierdziłam, że wpada w różowe
tony, a takich jako posiadaczka cery naczynkowej i skłonnej do zaczerwienienia
zdecydowanie w podkładach unikam. Wybór padł więc na kolejny odcień numer 130.

Konsystencja podkładu jest dosyć kremowa i miękka, a po nałożeniu na skórę
przypomina mi nieco podkłady w musie. Dobrze i łatwo się rozprowadza. 
Zapach nie jest zbyt przyjemny, chemiczny, ale na szczęście poza opakowaniem 
zupełnie niewyczuwalny.


Wydaje mi się, że jest to podkład, w przypadku którego każda z nas musi wypracować
 swój najlepszy sposób aplikacji. Dla jednej z nas będą to palce, dla innych pędzel lub
 gąbeczka. Ja nakładam go na twarz punktowo lub jako grube linie, a następnie rozcieram
 pędzlem typu flat top, lub delikatnie zmoczonym jajeczkiem do makijażu Ebelin. 
Dzięki temu bardzo łatwo się rozprowadza i stapia ze skórą, nie pozostawia smug i 
nadaje jej naturalny wygląd bez efektu maski. 

Wbrew moim początkowym wyobrażeniom podkład ten nie należy do tych "ciężkich". 
Prawdę mówiąc spodziewałam się po nim dużo mocniejszego krycia, tymczasem
 określiłabym je w przypadku jednej warstwy jako zaledwie lekkie. W miejscach które
 szczególnie chcemy zakryć można nałożyć kolejne warstwy, osiągając krycie na 
poziomie zbliżonym do średniego. Nie można jednak przesadzić, bowiem twarz 
zaczyna wyglądać sztucznie i zwyczajnie brzydko.

Rozczarować może także brak idealnego matu, podkład nadaje bowiem satynowe
wykończenie, które w moim przypadku wymaga przypudrowania zarówno bezpośrednio
po jego nałożeniu, jak i poprawek w ciągu dnia.

Bezlitośnie podkreśla wszystkie suche skórki, dlatego regularne wykonywanie peelingu
 i intensywne nawilżanie cery to podstawa podczas jego używania. Wydaje mi się, że 
przy częstym stosowaniu także i on sam może powodować przesuszanie skóry.

Niestety nie jest także trwały, już po około czterech godzinach zaczyna powoli 
znikać z twarzy i bynajmniej nie dzieje się w to w naturalny, mało widoczny sposób. 
Dodatkowo mam wrażenie, jakby wcale nie zastygał i nie utrwalał się na skórze, 
ściera się bowiem przy najmniejszym nawet dotknięciu twarzy. 

Wydajność pozostawia wiele do życzenia. Sztyft zużywa się dosyć szybko i
z pewnością nie wystarczy na zbyt długo, a dodatkowo warstwa podkładu znika
szybciej niż centralnie położony wkład pudrujący.

Efekty - jedna warstwa:



W opakowaniu znajduje się 9 ml produktu.
W cenie regularnej kosztuje około 33 złote, dostępny jest w większości drogerii.
Jeśli macie ochotę go wypróbować, proponuję poczekać na promocję :-)


Podsumowanie
Moim zdaniem podkład Fit Me! nadaje się raczej dla posiadaczek cer pozbawionych
niedoskonałości, którym zależy głównie na wyrównaniu kolorytu cery. Przy odpowiednim
sposobie aplikacji można uzyskać efekt ładnej, naturalnej i zdrowo wyglądającej cery
 bez efektu maski, z ciekawym, satynowym efektem końcowym.

 Tym z nas, którym ze względu na niedoskonałości zależy na mocniejszym kryciu, pozostaje
możliwość nałożenia kolejnej warstwy, oraz przyjaźń z dobrym korektorem i pudrem.
U mnie, jako posiadaczki cery mieszanej a do tego naczynkowej, niestety się nie sprawdził.
 Słabo kryje, praktycznie wcale nie matuje, wymaga wielu poprawek w ciągu dnia, szybko
znika z twarzy i w porównaniu do podkładów w płynie nie wystarczy na długo. Dostępne
w Polsce zaledwie cztery odcienie mogą sprawiać trudności z doborem właściwego koloru.
Do plusów można zaliczyć ciekawą formę sztyftu oraz niewielkie i wygodne opakowanie,
 które można zabrać niemal wszędzie ze sobą.

Podkładu Fit Me! od Maybelline ponownie nie kupię, ale jeśli inna drogeryjna marka
wprowadzi taką nowość do swojego asortymentu, to chętnie wypróbuję dla porównania.
Mojego sztyftu nie pozostało już zbyt wiele, a poza tym stwierdziłam, że można go
także zużyć jako korektor :-)




A w jednym z kolejnych postów pokażę Wam inny podkład, którym dla
odmiany jestem zachwycona :-)




TAG - The "Me Time"

Witajcie :-)

Do tej zabawy zostałam nominowana już dosyć dawno temu przez Justynę,
właścicielkę bloga Wszystko i nic - za co serdecznie dziękuję :-)

Jeśli chcecie przeczytać kilka kolejnych ciekawostek o mnie, zapraszam!


1. Co oglądasz lub czytasz podczas swojego "czasu dla siebie"?
Raczej czytam niż oglądam, wolę sięgnąć po książkę niż oglądać telewizję, choć 
oczywiście nie rezygnuję z niej całkowicie. Czas spędzony z dobrą książką w ręku 
jest dla mnie idealnym relaksem i wytchnieniem po dniu pełnym wrażeń. Szczególnie 
cenię sobie powieści które na długo zostają w pamięci, a jedną z nich będzie z
 pewnością najnowsza książka Sue Monk Kidd "Czarne skrzydła". Chciałabym
także obejrzeć kilka ciekawie zapowiadających się filmów.


2. Co masz na sobie podczas "czasu dla siebie"?
Zdecydowanie coś wygodnego, czyli najczęściej dres, lub legginsy i koszulkę,  
ewentualnie luźny sweterek.

3. Jakich produktów kosmetycznych używasz podczas czasu dla siebie?
Najczęściej sięgam po peelingi oraz maseczki do twarzy, chętnie korzystając z 
gotowych produktów. Poświęcam też więcej czasu na pielęgnację włosów.
Maluję paznokcie, robię porządek z brwiami :-)

4. Aktualnie ulubiony lakier do paznokci to?
Zestaw mini lakierów Essie z zimowej edycji. Wszystkie cztery kolory są piękne,
 choć moje serce najbardziej podbiły Jump In My Jumpsuit oraz Double Breasted Jacket.
Z niecierpliwością czekam na kolejną "kostkę" !


5. Co jesz/pijesz gdy masz czas dla siebie?
Wyciągam największą filiżankę lub kubek i szykuję sobie pyszną kawę, herbatę
 z cytryną, kakao lub czekoladę na gorąco, ewentualnie szklankę wody niegazowanej 
lub soku. Co jem ? Najczęściej owoce ( aktualnie zajadam się mandarynkami ) no ale
 oczywiście nie pogardzę także czekoladą lub jakimś pysznym ciachem ;-) Lubię też
 przegryzać bakalie.

6. Aktualnie ulubiona świeczka to?
Odkąd poznałam bliżej woski zapachowe Yakee Candle tylko one mi towarzyszą.
Do tej pory nie zdążyłam co prawda wypróbować ich zbyt dużo, ale staram się przy 
okazji innych zakupów nabyć jakiś nowy wosk. Szczególnie lubię zapachy jabłka :-), 
cytrusów i lekkich kwiatów, a ostatnio moje serce podbił także słynny już wosk 
"Soft Blanket" ze słodkim misiem na opakowaniu :-)

7. Czy kiedykolwiek miałaś czas dla siebie 'na zewnątrz'?
Oczywiście :-) Mimo że mieszkam w bloku mam spory balkon, a dookoła rozciąga się
piękny las, nie brakuje więc terenów spacerowych. Oprócz tego zawsze mogę skorzystać 
z wielkiego ogrodu babci, który w sezonie usiany jest niezliczoną ilością stokrotek :-)



8. Czy kiedykolwiek poszłaś sama do kina?
Nigdy nie byłam sama w kinie i z pewnością się nie wybiorę. W towarzystwie 
znacznie przyjemniej :-)

9. Ulubiony sklep online?
Przyznam szczerze, że zakupy w sklepach internetowych robię w ostateczności. 
Najczęściej wtedy, kiedy szukam produktów o słabej dostępności stacjonarnej
lub zainteresuje mnie korzystna oferta cenowa. 

10. Coś do dodania? Co jeszcze robisz podczas swojego 'czasu dla siebie'?
Ćwiczę swoją kreatywność tworząc własny niepowtarzalny "Dziennik" :-)
Doszłam do wniosku, że ta "książka" rzeczywiście niesamowicie pobudza moją 
uśpioną dotąd w dużej mierze wyobraźnię. Przypominam sobie nawet kolorowanki
 z dzieciństwa :-) Czekam na kolejną pozycję tej autorki !



Oprócz tego przeglądam blogi, czytam kobiecą prasę, lub zwyczajnie nie robię nic :-)


Do odpowiedzi na pytania zapraszam oczywiście wszystkie chętne osoby 
zachęcam Was gorąco do wzięcia udziału. Pochwalcie się, jak wygląda 
Wasz "Me Time" :-)




The Body Shop - masło do ciała "Glazzed Apple"


Magiczny czas świąt dawno już za nami, więc najwyższa pora, aby napisać kilka słów
 o kosmetyku do pielęgnacji ciała, po który bardzo chętnie wtedy właśnie sięgałam.

Wielokrotnie już pisałam, że z produktów do pielęgnacji ciała najbardziej lubię
treściwe kremy lub masła. A jeśli na dodatek ich opakowania kryją jabłkowo
pachnącą zawartość, to jest to dla mnie połączenie idealne!

The Body Shop
Hydration Body Butter
"Glazzed Apple"



Seria produktów o zapachu kandyzowanego jabłka pojawiła się w sprzedaży w ubiegłym
roku jako edycja limitowana na święta. W jej skład wchodziło między innymi nawilżające
masło do ciała, które według producenta przeznaczone jest dla wszystkich typów skóry.

Masło znajduje się w płaskim opakowaniu z zakrętką, wykonanym z solidnego plastiku. 
Producent zadbał o to, aby szata graficzna tej wersji kojarzyła nam się ze świętami.
Samo opakowanie jest poręczne i wygodne w użyciu, pozwala także na bezproblemowe
zużycie zawartości do końca.

Masło ma niezwykle przyjemną, gęstą i treściwą konsystencję, która w momencie
nakładania na skórę nieco rzednie sprawiając tym samym, że rozprowadza się na skórze
łatwo, szybko i równomiernie.

Jasnozielony kolor i śliczny zapach stanowią idealne dopełnienie całości. Masło
kupiłam zupełnie w ciemno i byłam bardzo ciekawa jak pachnie. Absolutnie się nie
rozczarowałam, bowiem aromat zachwyca już od momentu otwarcia opakowania.
Mnie kojarzy się z soczystym i bardzo apetycznym zielonym jabłkiem, którego
słodycz została przełamana subtelną nutką kwaskowości, jabłkową galaretką w
cukrze i jabłkowymi żelkami. Jednym słowem zapach jest bardzo apetyczny, w
moim odczuciu dosyć intensywny i bardzo długo utrzymuje się na skórze. Mnie ta
niezwykła jabłkowa woń oczarowała, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie
 każdemu może się spodobać.


Masło świetnie rozprowadza się na skórze i szybko w nią wnika, nie pozostawiając
 tłustej czy lepiącej warstwy. Rewelacyjnie nawilża, odżywia i wygładza skórę 
pozostawiając ją przyjemną w dotyku. Uelastycznia i zmiękcza, nadając skórze 
ciała ładny, zdrowy wygląd.

Skład
( kliknij aby powiększyć )
Pojemność 200 ml, cena regularna około 60 zł.
Dostępne w sklepach stacjonarnych The Body Shop, można poszukać go także
w sprzedaży internetowej.


Podsumowanie

Do tej pory miałam okazję używać tylko dwóch maseł do ciała The body Shop
i uważam, że są to z całą pewnością godne polecenia produkty do pielęgnacji ciała.
Wersja "Glazzed Apple" zachwyciła mnie idealną, kremową konsystencją, niezwykle
ciekawym i ślicznym zapachem który podbił moje serce, oraz świetnym działaniem
pielęgnacyjnym. Minus jest tylko jeden - masła używa się tak przyjemnie, że niestety
szybko się kończy :-)




Etykiety:

recenzja (105) codzienność (101) ulubione kosmetyki (81) zakupy (67) nowinki kosmetyczne (66) miłe chwile (50) włosy (35) książki (28) pielęgnacja włosów (26) Rossmann (23) kosmetyki (22) ulubieńcy miesiąca (22) kosmetyki do włosów (21) przemyślenia (20) farby do włosów (19) filmy (19) L'Oreal (16) zwierzęta (16) Garnier (14) mój pies (14) promocje (14) zdrowie (14) weekend (13) zachciewajki (13) pielęgnacja twarzy (12) odżywki do włosów (11) tusze do rzęs (11) zużyte kosmetyki (11) Maybelline (10) projekt denko (10) Yves Rocher (9) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) farbowanie (8) pielęgnacja ciała (8) Bielenda (7) Isana (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Schwarzkopf (6) gazetki (6) kremy (6) makijaż (6) oferty (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) Dove (5) Nivea (5) TAG (5) kino (5) maska do włosów (5) szampon do włosów (5) wygrane rozdania (5) Święta (5) Avon (4) Kallos (4) Regenerum (4) Wyniki rozdania :) (4) balsamy do ciała (4) prezenty (4) regeneracja włosów (4) rozdanie (4) rzęsy (4) tanie i fajne (4) Lirene (3) Rimmel (3) inspiracje (3) krem do twarzy (3) peeling (3) podkład (3) podkład matujący (3) przesyłki (3) próbki (3) rozdanie na blogu (3) serum do twarzy (3) życzenia (3) Bioliq (2) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Gliss Kur (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) Timotei (2) apteka (2) balsam do ust (2) krem do rąk (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) niespodzianki (2) oddanie na blogu (2) olejek do włosów (2) peeling do ciała (2) produkty do twarzy (2) sport (2) żel do twarzy (2) Aussie (1) Batiste (1) Biovax (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Elseve (1) Palette (1) Syoss (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) kosmetyki apteczne (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) paznokcie (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) stylizacja włosów (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1) wyniki "Oddania" (1)