29 sierpnia 2016

Testowanie z EVELINE COSMETICS - Precious Oils Lip Elixir, czyli Olejek do ust 8 w 1 "Vanilla"

Naturalne olejki coraz częściej pojawiają się w składach kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów,
ciała, twarzy, a nawet ust. Tego typu produkty, które zapewniają ustom odżywienie idące w parze
z kuszącym wyglądem ma w ofercie wiele marek, zarówno tych selektywnych, jak i oferujących 
kosmetyki w nieco bardziej przyjaznej dla portfela cenie. Jednym z takich właśnie produktów jest
Olejek do ust Lip Elixir 8 w 1, który znalazłam w paczce z kosmetykami od Eveline Cosmetics

Przyznam szczerze, że choć dobroczynne olejki na stałe wpisały się w pielęgnację mojego ciała 
czy włosów, to w przypadku pielęgnacji ust uważałam je za zbędne w mojej kosmetyczce. Czy
tego typu produkt może okazać się alternatywą dla popularnych balsamów, maseł, wazelinek
czy pomadek ochronnych do ust? 

Eveline
Lip Eliksir
Olejek do ust 8 w 1 "Vanilla"


Opis producenta
Nawilżający olejek do ust w formie błyszczyka, który łączy moc wyjątkowo skutecznych olejków: 
arganowego, kokosowego, awokado, z oliwek oraz Inca Inchi z kolagenem o właściwościach
powiększających usta. Eliksir doskonale odżywia, nawilża i zmiękcza usta, zapewniając idealną 
gładkość i poprawiając ich ukrwienie. Odmładza je spłycając już istniejące zmarszczki a także
zapobiega powstawaniu kolejnych, wspomaga odnowę komórek oraz neutralizuje wolne rodniki. 
Chroni skórę ust przed niską temperaturą, słońcem i wiatrem. Olejek polecany jest do suchych
 i spierzchniętych ust. Delikatna konsystencja pozostawia na ustach uczucie komfortu przez cały 
dzień. Usta są gładkie, nawilżone i powiększone.

Moim okiem
Olejek znajduje się w plastikowym, wygodnym w użyciu transparentnym opakowaniu z zakrętką, 
którego wygląd jest charakterystyczny dla błyszczyków do ust. Posiada cienki i lekko spłaszczony 
aplikator w formie puszystej i miękkiej gąbeczki. Samo opakowanie olejku niczym szczególnym 
się nie wyróżnia, walorów estetycznych dostarcza nam natomiast dołączony do całości kartonik, 
który ma bardzo przyjemną dla oka i elegancką szatę graficzną. Tradycyjnie znajdziemy na nim
także najważniejsze informacje o produkcie, oraz pomaga odróżnić na sklepowej półce "eliksir"
 od klasycznego błyszczyka do ust, które bez tego szczegółu można pomylić.


Olejek w opakowaniu ma intensywnie pomarańczowy, wręcz apetyczny kolor. Posiada dosyć
subtelny, ładny waniliowy zapach, który jest na prawdę przyjemny i pozbawiony drażniącej 
sztuczności. Zdecydowanie umila aplikację, ale po nałożeniu na usta dosyć szybko przestaje
 być wyczuwalny. Moim zdaniem olejek nie posiada żadnego smaku. Wyróżnia go ciekawa 
konsystencja bardzo gęstego, odrobinę "żelowego" delikatnego olejku.

Dzięki gęstej konsystencji i wygodnemu w użyciu, dobrze wyprofilowanemu aplikatorowi z 
gąbeczką, która za każdym razem wchłania odpowiednią porcję olejku - wystarczającą, aby
dokładnie pokryć całe usta - jego aplikacja jest bezproblemowa i przyjemna. Soczysty kolor
produktu w opakowaniu nie ma odzwierciedlenia na ustach - po aplikacji jest transparentny,
jednak rekompensuje to pozostawiając na ustach piękną, błyszczącą taflę, która w bardzo
delikatny i naturalny sposób je podkreśla. 

Olejek bardzo komfortowo nosi się na ustach - po aplikacji tworzy lekką, otulającą je warstwę,
nie klei się i nie zbiera nieestetycznie w załamaniach. Ale czy spełnia obietnice producenta ?
W przypadku moich ust olejek ma przyjemne właściwości pielęgnacyjne - nawilża, odżywia i
wygładza. Efekt lśniącej tafli na ustach powoduje, że mogą optycznie wydawać się większe, a 
dodatkowo zapewnia ustom ładny, zdrowy i kuszący wygląd. Pomaga je także chronić przed 
szkodliwym działaniem promieni słonecznych które sprzyjają ich nadmiernemu przesuszaniu 
się - co prawda zawiera niezbyt wysoki filtr SPF 10, ale lepszy taki stopień ochrony niż żaden.
Natomiast mimo stosowania olejku codziennie przez niemal dwa tygodnie nie zauważyłam na
swoich ustach poprawy konturu warg, zniwelowania zmarszczek czy widocznego powiększenia
nie wynikającego z efektu optycznego. 

Skład
Polybutene, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Olea Europea Fruit Oil, 
Diethylamino Hydroxybenzol Hexyl Benzoate, Persea Gratissima Oil, Isostearoyl Hydrolyzed 
Collagen, Parfum, Argania Spinosa Kernel Oil, Cocos Nucifera Oil, Barbadensis Leaf Extract, 
PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Buthylmethoxydobenzo-
ylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Plukenetia Volubilis seed Oil, Penthaerythriytl Tetra-di-t-
butyl Hydroxyhydrocinnamate, Hydroxystearic Acid, Benzotriazolyl Docedyl p-Cresol May
contain (+/-): CI26100, CI 60725, CI 47000

Opakowanie zawiera 7 ml olejku i kosztuje w cenie regularnej około 12 złotych - co biorąc pod 
uwagę jego sporą wydajność nie wydaje mi się kwotą wygórowaną. Dostępny jest między innymi
 w sklepie internetowym producenta, czy stacjonarnie choćby w drogeriach Rossmann.

Podsumowanie
Olejek do ust okazał się bardzo ciekawym kosmetykiem, posiadającym skuteczne właściwości 
pielęgnacyjne. Używając go uzyskałam wszystko to, na czym zależało mi w przypadku tego 
produktu najbardziej, czyli nawilżenie, odżywienie i wygładzenie ust, zapewnienie im ładnego
wyglądu i ochronę przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi. Na uwagę zasługuje także
 ciekawa konsystencja , ładny waniliowy zapach i przyjemna aplikacja, oraz wszechstronność 
samego kosmetyku, który jest idealny nie tylko do stosowania w ciągu dnia. Podsumowując -
olejek jak najbardziej okazał się ciekawą alternatywą dla innych produktów przeznaczonych
do pielęgnacji ust, a obecnie to właśnie jego używam najchętniej i najczęściej. Jestem na tak i 
w przyszłości zapewne skuszę się także na drugą, żurawinową wersję, choć nie miałabym nic 
przeciwko, gdyby pojawiło się więcej wersji owocowych, na przykład truskawkowa :)





25 sierpnia 2016

BIOVAX - Regenerujący olejek do włosów Bambus & Olej Avocado

Jakiś czas temu pokazywałam Wam jeden z moich aktualnie najbardziej ulubionych kosmetyków
 pielęgnacji włosów - Intensywnie regenerującą maseczkę pogrubiającą i zagęszczającą włosy z
serii Bambus & Avocado marki Biovax, która zachwyciła mnie swoim działaniem i tym samym
zachęciła do wypróbowania pozostałych produktów z tej linii, wyróżniającej się opakowaniami
w kolorze soczystej zieleni. Ponieważ w pielęgnacji moich włosów dużą wagę przywiązuję do
zabezpieczania ich końcówek, chętnie sięgnęłam po Regenerujący olejek do włosów, który od
niemal trzech miesięcy pomaga zapewnić im ładny, zdrowy wygląd.

Biovax
Regenerujący olejek do włosów
Bambus & Olej Avocado


Opis producenta
Regenerujący Olejek do włosów Bambus & Olej Avocado został specjalnie opracowany, aby 
wzmocnić, odbudować i rozświetlić Twoje włosy, oraz przywrócić im elastyczność i zmysłowy 
wygląd. Zawiera wyselekcjonowane najbardziej odżywcze frakcje z młodych pędów oraz liści 
bambusa, spojone bogatym olejem z owocu awokado. Wyciąg z liści bambusa to bogactwo 
flawonoidów o wysokiej aktywności antyrodnikowej, pomagających w utrzymaniu integralności
 oraz koloru włosa. Olejek z młodych pędów bambusa zawiera wysoką koncentrację witamin
 i minerałów które wzmacniają rdzeń włosa i uodparniają go na uszkodzenia. Olej z awokado 
zaś dzięki kwasom tłuszczowym Omega 3 odbudowuje i uszczelnia cement międzykomórkowy
 włosa, intensywnie regenerując jego włókno i zapobiegając rozdwajaniu się końcówek. Walory
 odżywcze tych roślin zapewniają włosom wielowymiarową pielęgnację od ich cebulek aż po 
końcówki włókien. Lekka formuła nie obciąża włosów, a wysublimowany zapach dopieszcza 
 zmysły nutami białych kwiatów i uwodzicielskim akcentem piżma.

Moim okiem
Olejek znajduje się w plastikowym opakowaniu posiadającym ekonomiczny dozownik z pompką,
oraz niewielką zatyczkę. Całość jest nie tylko poręczna i wygodna w użyciu, ale także estetyczna
kolorystycznie i bardzo przyjemna dla oka. Spód opakowania jest transparentny, co pozwala nam
na kontrolowanie zużycia kosmetyku. Produkt posiada także kartonowe opakowanie, na którym
tradycyjnie możemy znaleźć wszystkie ważne informacje odnośnie jego zawartości, a które swoją
charakterystyczną kolorystyką i szatą graficzną nawiązuje do pozostałych produktów z tej serii.


Olejek jest bezbarwny, a jego konsystencja jak na produkt tego typu przystało jest "olejkowa",
choć nieco bardziej gęsta i treściwa niż w przypadku innych podobnych kosmetyków których
 do tej pory używałam. Zapach jest bardzo przyjemny i umilający aplikację, ale jednocześnie na 
tyle subtelny, że nie powinien przeszkadzać nawet wrażliwym nosom. Nie utrzymuje się długo
 na włosach, ale używając kilku kosmetyków z tej samej serii jego eleganckie, kwiatowe i
 świeże nuty zapachowe będą towarzyszyć nam dłużej.

Produkt ten jest mieszanką silikonów z dodatkiem olejów, ekstraktów z bambusa oraz witamin.
W jego składzie oprócz wspominanych lotnych i zmywalnych łagodnymi detergentami silikonów
znajdziemy ekstrakt z trzonu i liści bambusa, ekstrakt z pędów bambusa, olej z awokado, olej z 
nasion słonecznika, olej sojowy, witaminę A, witaminę E, olej z nasion krokosza barwierskiego.

Używam go po każdym myciu włosów jako ostatni krok w ich pielęgnacji, przed rozpoczęciem
suszenia i stylizacji, na jeszcze wilgotne, ale delikatnie odsączone ręcznikiem z nadmiaru wody 
włosy. Po jednym pełnym naciśnięciu dozownika otrzymuję kroplę olejku wielkości mniej więcej 
ziarna grochu, którą nastepnie lekko rozcieram w dłoniach i wmasowuję we włosy od połowy ich 
długości, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek - na włosy mojej długości taka jedna "porcja"
olejku jest w zupełności wystarczająca. Produkt bardzo przyjemnie się aplikuje i szybko wnika we
włosy, nie pozostawiając na nich żadnej wyczuwalnej tłustej warstwy. Jest bardzo wydajny - w
moim opakowaniu pozostało jeszcze ponad trzy czwarte jego zawartości, a olejku używam od
około trzech miesięcy po każdym myciu włosów, a wykonuję tą czynność nawet codziennie,
czasami co dwa dni.

Działanie produktu na moich włosach jest rewelacyjne. Olejek przede wszystkim intensywnie
wygładza, uelastycznia i pielęgnuje włosy, skutecznie ujarzmia niesforne końcówki i ułatwia 
ich stylizację. Nadaje ładny, naturalny połysk i odpowiednio dociąża moje włosy, jednocześnie
 nie powodując ich obciążania, sklejania, utraty objętości czy też kształtu fryzury. Dzięki niemu 
końcówki moich włosów, które ze względu na zabiegi farbowania, częstą stylizację i używanie 
suszarki nie mają łatwego życia, zachowują między kolejnymi wizytami w salonie fryzjerskim
 na prawdę ładny wygląd. Ułatwia także rozczesywanie włosów i wydaje mi się, że przyśpiesza
 nieco ich schnięcie. A ponieważ olejek po dłuższym, regularnym stosowaniu spisuje się tak 
samo dobrze, więc chyba znalazłam produkt idealny :-) 

Skład
Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Amodimethicone, Phenyl Trimethicone, Bambusa Vulgaris
( Leaf/Steam ) Exctract, Bambusa Vulgaris Shoot Extract, Persea Gratissima ( Avocado ) Oil,
Helianthus Annus ( Sunflower ) Seed Oil, Glycine Soja ( Soybean ) Oil, Retinyl Palmitate,
Tocopheryl Acetate, Linoleic Acid, Carthamus Tinctorius ( Safflower ) Seed Oil, Isopropyl
Myristate, Isohexadecane, Propylene Glycol, Dicaprylate/Dicaprate, PPG-3 Caprylyl Ether,
Parfum, BHT

W opakowaniu znajduje się 50 ml olejku, który w cenie regularnej kosztuje około 26 złotych.
Cała seria dostępna jest w aptekach SuperPharm, niektórych drogeriach Natura i Hebe ( ale
w mojej okolicy niestety w Hebe kosmetyków z tej serii nie ma na półkach ), stacjonarnych
i internetowych aptekach oraz sklepie internetowym producenta.

Regenerujący olejek do włosów to już drugi produkt z serii Bambus & Olej Avocado, 
który skradł moje serce. Mam nadzieję, że nie ostatni :-)







17 sierpnia 2016

Make Me Bio - BIO Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą

Nie wiem czy pamiętacie, ale swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami Make Me Bio 
rozpoczęłam od kremu do rąk o bardzo przyjemnym działaniu pielęgnacyjnym, który był
wtedy jedną z nowości w asortymencie marki. Jak się okazało, Make Me Bio w ostatnim
czasie uzupełniło swoją ofertę o kilka innch ciekawych produktów, a jednym spośród nich
jest bohater dzisiejszego posta. Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą, bo właśnie o
nim mowa, zdecydowanie zasługuje na to, aby przedstawić go bliżej. Sprawdził się u mnie
znakomicie i tym samym znalazł w ścisłym gronie kosmetycznych ulubieńców czerwca.

Make Me Bio
Bio Krem Pod Oczy
z marakują i zieloną herbatą


Opis producenta
Negatywne działanie czynników zewnętrznych, dojrzały wiek, intensywny tryb życia - wszystkie
 te elementy mają wpływ na wygląd Twojej skóry pod oczami. I wszystkim można przeciwdziałać 
jednym kremem. Niespotykane połączenie ekstraktu z marakui i zielonej herbaty ma zbawienny 
wpływ na delikatną skórę wokół oczu. Krem rozjaśnia naskórek, pobudza produkcję kolagenu i
krążenie krwi, zmniejszając obrzęki i wygładzając zmarszczki. Proteiny jedwabiu nawilżają oraz
pielęgnują cerę, a kwas hialuronowy regeneruje naskórek poprawiając jego jędrność. Odkryj 
niezrównane właściwości wyjątkowych składników. Naturalnie z Make Me Bio.

Moim okiem
Krem znajduje się w plastikowym opakowaniu i posiada dozownik typu "airless", który bardzo
cenię sobie w tego typu produktach, gdyż pozwala na higieniczne przechowywanie zawartości
opakowania chroniąc przed dostępem powietrza i zanieczyszczeniami, a dodatkowo jest także
 dosyć ekonomiczny i wygodny w użyciu. W tym przypadku także działa bez zarzutu i pozwala
na pełną kontrolę ilości wydobywanego produktu poprzez siłę nacisku. Dozownik zabezpiecza
niewielka zatyczka, a specjalna papierowa etykieta informuje nas o tym, czy pojemnik nie był
wcześniej otwierany, gdyż ulega ona wtedy widocznemu zniszczeniu. Opakowanie, choć dosyć
niewielkie, zawiera wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Niestety nie jest transparentne
 i trudno zorientować się, ile kosmetyku zostało jeszcze w pojemniczku. Szata graficzna jest jak
zwykle bardzo prosta i utrzymana tym razem w biało-koralowej kolorystyce, choć nie zabrakło
charakterystycznych dla marki elementów - przewiązanego przez zakrętkę sznurka i dołączonej
do niego niewielkiej papierowej etykietki. 


Krem ma białą barwę i kremową, ale lekką konsystencję. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, a
 dosyć szybkie wchłanianie czyni go idealnym pod makijaż. Nie posiada żadnego zapachu.

W przypadku tego produktu nie mogę pominąć jego przyjaznego składu, w którym znajdziemy
 prawdziwe bogactwo składników: sok z liści aloesu, olej z pestek słonecznika, oliwę z oliwek,
olej kokosowy, masło shea, olej z pestek moreli, proteiny jedwabiu, kwas hialuronowy, olejek 
arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z marakui, olej z arniki, witaminę C, witaminę
E, czy wyciąg z maliny i ekstrakt z czarnej borówki. 

Mam wrażenie, że wszystkie składniki idealnie się ze sobą komponują i wzajemnie uzupełniają,
tworząc kosmetyk o bardzo przyjemnych właściwościach. Krem znakomicie nawilża, odżywia 
oraz skutecznie koi delikatną skórę pod oczami, zapewniając jej uczucie komfortu przez cały
 dzień. Regeneruje, wygładza i zwiększa elastyczność naskórka. Systematycznie stosowany 
wpływa na zmniejszenie cieni i porannych obrzęków pod oczami, oraz widocznie poprawia 
koloryt skóry dodając jej zdrowego blasku i tym samym redukując oznaki zmęczenia. Krem 
posiada filtr SPF 25, jest więc idealnym kosmetykiem do stosowania przede wszystkim na 
dzień. Produkt mnie nie uczulił i nie podrażnił wrażliwej skóry ani oczu. Jest wyjątkowo
wydajny - jedna "porcja" kremu wyciśnięta z opakowania wystarcza na dokładne pokrycie
skóry pod oczami.

Skład
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Cetearyl Alcohol & Polysorbate 60, Palm Free Vegetable 
Glycerin , Helianthus Annuus Seed Oil*, Olea Europaea Oil*, Cocos Nucifera Oil*, Butyrospermum
Parkii Butter*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Zinc Oxide, Silk Peptide Protein, Ascorbic Acid, 
Sodium Hyaluronate, Palm Stearic Acid, Xanthan Gum, Triticum Vulgare Germ Oil, Argania Oil, 
Camellia Sinensis Leaf Extract*, Passiflora Edulis Extract*, Tocopherol, Arnica Oil, Ficus Carica 
Leaf Extract*, Vaccinium Myrthillus Extract*, Rubus Ideaus Extract*, Phenoxyethanol, 
Ethylhexylglycerin  (* z upraw organicznych )

Opakowanie zawiera 15 ml kremu, który w cenie regularnej kosztuje 36 złotych. Z jego
dostępnością nie ma żadnego problemu - kupicie go w wielu drogeriach internetowych,
lub internetowym sklepie firmowym marki. 

Tak jak pisałam na początku posta, opakowanie niestety nie pozwala na kontrolowanie zużycia 
jego zawartości, ale intuicyjnie czuję, że mojego kremu wystarczy jeszcze zaledwie na kilka
aplikacji. Choć produkt Make Me Bio sprawdził się u mnie znakomicie i z pewnością jeszcze
do niego wrócę, postanowiłam wypróbować tym razem krem innej marki - może Resibio? 






13 sierpnia 2016

Yves Rocher - moje trzy ulubione zapachy żeli pod prysznic z linii Plaisirs Nature

Jedną z podstawowych linii kosmetycznych marki Yves Rocher która od dawna cieszy się dużym
powodzeniem jest seria Plaisirs Nature. Na początku tego roku marka zaprezentowała nam całą
linię w nowej, bardziej eleganckiej odsłonie. Zmieniono jednak nie tylko wygląd opakowań, ale
wprowadzono także kilka zupełnie nowych kosmetyków, oraz poszerzono gamę o nowe zapachy.
Aktualnie znajdziemy pośród tych owocowo pachnących kosmetyków żele pod prysznic, peelingi
cukrowe do ciała, żele peelingujące pod prysznic, mydła w kostce, mleczka i balsamy do ciała, a
nawet pastylki do kąpieli, czy wody toaletowe. Dzisiaj pokażę Wam moje trzy ulubione żele pod
prysznic z tej właśnie serii, o apetycznym zapachu mango i kolendry, kokosa oraz maliny z miętą
pieprzową.


Energizujący żel pod prysznic i do kąpieli Mango & Kolendra
Słodycz delikatnego i soczystego mango idealnie zrównoważona odrobiną aromatycznej kolendry. 
Mój zdecydowany faworyt spośród całej trójki, ponieważ uwielbiam aromat owoców egzotycznych
 który w tej kompozycji zapachowej gra pierwsze skrzypce. Połączenie pięknie pachnącego mango
z wyrazistą kolendrą dodaje temu zapachowi odrobiny przyjemnej pikanterii, oraz moc świeżości.
Żel ma na prawdę ładny, pobudzający i wręcz apetyczny zapach. Choć mango wprost uwielbiam,
to nie przepadam za kolendrą i nieco obawiałam się takiego połączenia - zupełnie niepotrzebnie.

Skład: Aqua/Water/Eau, Ammonium Lauryl Sulfate, Decyl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Parfum/Fragrance,
Cocamidopropyl Betaine, Citric Acid, Sodium Benzonate, Sodium Chloride, Glycerin, Cocamide Mipa, Tetrasodium
EDTA, Limonene, Salicyd Acid, Methylpropanediol, Magnifera Indica (Mango) Fruit Extract, Denatonium Benzoate,
CI 14777 (Red 4), CI 15985 (Yellow 6), CI19140 (Yellow 5 ).


Zmysłowy żel pod prysznic i do kąpieli Kokos
W odróżnieniu od wszystkich pozostałych żeli z linii Plaisirs Nature ta wersja posiada kremową
 i nieprzeźroczystą konsystencję, przypominającą gęstsze mleczko kokosowe. Żel pachnie dosyć 
słodko i przyjemnie kokosowo, ale nie jest to zapach kokosa, jaki zwykle znamy z popularnych
batoników czy innych kosmetyków pielęgnacyjnych. Ten aromat jest bardzo naturalny i łączy w
sobie nuty zapachowe aromatycznych wiórków kokosowych ze świeżym miąższem z orzecha
kokosowego i odrobiną dosyć specyficznej wody kokosowej. Zapach przyjemnie otula ciało pod
prysznicem, pozostawiając na skórze subtelną, ale dosyć długo wyczuwalną kokosową nutkę.

Skład: Aqua/Water/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Pafrum/Fragrance,
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Benzonate, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Citric
Acid, Tetrasodium EDTA, Styrene/Acrylates Copolymer, Sodium Chloride, Acrylates/C 10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,
Polyquaternium-7, Coumarin, Salicyd Acid, Hexyl Cinnamal, Sodium Lauryl Sulfate, Denatonium Benzonate


Energizujący żel pod prysznic i do kąpieli Malina & Mięta pieprzowa
Jeżeli znudzi się nam słodkie mango i jeszcze słodszy kokos, możemy sięgnąć po żel o zapachu
aromatycznej i lekko kwaskowatej maliny, wzbogacony orzeźwiającym olejkiem zapachowym z
 mięty pieprzowej. Idealny na lato i sezon malinowy, kuszący apetyczną maliną, z delikatną oraz
naturalną nutą mięty w tle. Świeży i pobudzający, w sam raz na poranny prysznic :)

Skład: Aqua/Water/Eau, Ammonium Lauryl Sulfate, Decyl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Parfum/Fragrance,
Cocamide Mipa, Cocamidopropyl Betaine, Citric Acid, Sodium Benzoate, Tetrasodium EDTA, Sodium Chloride, Glycerin,
Limonene, Salicylic Acid, Bht, Rubus Idaeus (Raspberry) fruit Extract, Methylpropanediol, Sodium Hydroxide, Potassium 
Sorbate, Denatonium Benzoate, CI 14700 (Red 4), CI 17200 (Red 33), CI 19140 (Yellow 5)



Wszystkie żele z serii Plaisirs Nature dostępne są w opakowaniach o pojemności 200 ml w cenie
11,90 zł oraz większych, zawierających aż 400 ml produktu w cenie 16,90 zł. Opakowania mają
ładną i miłą dla oka szatę graficzną, oraz są poręczne i wygodne w użyciu. Żele oprócz swoich
głównych walorów zapachowych są bardzo przyjemne w użyciu. W połączeniu z wodą tworzą
otulającą, kremową pianę i doskonale spełniają swoją podstawową funkcję, czyli oczyszczają
skórę, ani trochę jej przy tym nie przesuszając. Wersja z mango i kolendrą oraz maliną i miętą
pieprzową posiadają dosyć przyzwoity skład jak na żele pod prysznic, wersja z kokosem nieco
  gorzej wypada pod tym względem ze względu na SLS, choć mnie osobiście jego zawartość w
tego typu produktach nie przeszkadza.


Pozostałe dostępne wersje zapachowe to: migdał i kwiat pomarańczy, lawenda i jeżyna, wanilia,
mandarynka z cytryną i cedrem, oraz dwa najnowsze - oliwka i petit grain a także cytryna i bazylia.
Wszystkie produkty z serii Plaisirs Nature kupicie w sklepie internetowym i stacjonarnych sklepach
firmowych marki.


Napiszcie koniecznie, jakie są Wasze ulubione zapachy żeli pod prysznic ;)



9 sierpnia 2016

Veet - Pachnący krem do depilacji skóry pod prysznic do skóry wrażliwej

Jakiś czas temu zgłosiłam się na portalu Ofeminin.pl do testowania w ramach Klubu Ekspertek
zestawu składającego się z dwóch nowych kremów do depilacji skóry wrażliwej "Silk & Fresh"
marki Veet, w wersji klasycznej oraz pod prysznic. Choć podstawowa wersja kremu do depilacji
tej marki jest mi dobrze znana - kiedyś używałam jej chętnie i często, to zainteresowała mnie jej
nowa odsłona, oraz wersja pod prysznic, której dotąd nie miałam przyjemności wypróbować.

Veet
Krem do depilacji skóry pod prysznic
Silk&Fresh
Skóra wrażliwa


Opis producenta
Doznaj jedwabistej gładkości skóry i poczuj przyjemny zapach nowego kremu do depilacji skóry 
Veet z formułą Silk & Fresh ™. Nowy krem Veet skutecznie depiluje i nawilża Twoją skórę aż do 
24 godzin, a dzięki nowej technologii nie pozostawia nieprzyjemnego zapachu. Krem działa blisko
cebulek włosków, nawet tych króciutkich, pozostawiając skórę gładką do czterech dni. Krem Veet 
do depilacji pod prysznicem został stworzony, aby dopasować się do rytmu Twojego dnia: dzięki 
unikalnej mieszance składników odpornych na wodę działa pod prysznicem, abyś nie musiała 
marnować czasu. Specjalna ormuła do skóry wrażliwej została wzbogacona aloesem i witaminą
 E, dzięki czemu Twoja skóra będzie nie tylko gładka, ale także aksamitnie miękka i zadbana, a 
odrastające włoski cieńsze i słabsze.

Moim okiem
Krem znajduje się w opakowaniu w formie poręcznej tubki wykonanej z miękkiego plastiku,
zakończonej tradycyjną, dosyć sporą zakrętką, dzięki której wygodnie przechowuje się go w
pozycji stojącej. Do kremu dołączona jest także dwustronna gąbka, służąca do nakładania i
usuwania kremu. Cały zestaw jest bardzo dobrze zabezpieczony - fabrycznie zapakowany
jest w przeźroczyste, solidne plastikowe zgrzane opakowanie, a tubka z kremem do depilacji
dodatkowo posiada folię ochronną, gwarantującą świeżość produktu. Całość utrzymana jest
w przyjemnej dla oka, delikatnej kolorystyce.


Krem ma intensywnie kremową i dosyć gęstą konsystencję o jasnokremowej barwie - wygodnie
 się go aplikuje i bardzo dobrze przylega do powierzchni skóry, nie sprawiając także problemów
 podczas wyciskania z opakowania. Do zestawu dołączona jest niewielka, dwustronna i owalna
gąbeczka - różowa i jednocześnie delikatniejsza strona służy do nakładania kremu, natomiast 
biała do jego usuwania. Zapach kremu jest raczej subtelny, kwiatowy i rzeczywiście przyjemny,
najbardziej wyczuwalny jest w opakowaniu, choć umila także samą aplikację.

Według producenta, do uzyskania jedwabiście gładkiej skóry przy użyciu tego właśnie kremu
 do depilacji pod prysznic, dzieli nas tylko pięć kroków. Krok pierwszy: należy nałożyć krem
 na suchą skórę przed wzięciem prysznica używając delikatniejszej strony gąbki upewniając się
 że cała powierzchnia skóry którą chcemy wydepilować jest dokładnie pokryta kremem. Kremu 
nie należy wcierać w skórę, lecz dokładnie pokryć nim jej powierzchnię, nie zapominając także
o zmyciu kremu z rąk po zakończeniu tej czynności. Krok drugi: po aplikacji kremu na skórę 
należy odczekać przynajmniej 2 minuty przed wejściem pod prysznic. Krok trzeci: dopiero 
teraz możemy wziąć normalnie prysznic, ale przez pierwsze 3 minuty należy starać się unikać 
kierowania strumienia wody bezpośrednio na powierzchnię skóry pokrytą wcześniej kremem, 
aby mógł wystarczająco długo pozostać i dobrze zadziałać. Część kremu będzie się już na tym
etapie stopniowo zmywała ze skóry. Krok czwarty:  należy pozostawić krem na skórze przez
 5 minut, a następnie delikatnie usunąć go z niewielkiego obszaru skóry przy użyciu drugiej,
białej strony gąbki, aby sprawdzić efekt. Jeżeli włoski łatwo schodzą, usuwamy resztę kremu
 gąbką. Jeżeli natomiast włoski są uparte, pozostawiamy krem na skórze przez dodatkowe 5
 minut ale nie dłużej, by nie przekroczyć maksymalnego dozwolonego czasu czyli 10 minut.
 Na bardziej wrażliwych partiach skóry krem możemy usunąć delikatniejszą, różową stroną 
gąbki. Krok piąty: dokładnie spłukać powierzchnię skóry aby usunąć pozostałości kremu i
 osuszyć ją. 

Przyznam szczerze, że używając tego kremu nie do końca zastosowałam się do powyższych 
zaleceń producenta. Jak już wspominałam na początku tego posta, dawniej chętnie i często
sięgałam po klasyczną wersję kremu do depilacji tej marki i dlatego wiem, że w przypadku
 moich włosków potrzeba ponad 5 minut, aby produkt zaczął skutecznie działać. Zatem przed 
wzięciem prysznica aplikuję krem niezbyt grubą, ale równomierną warstwą na powierzchnię 
skóry którą chcę wydepilować i czekam około 5 minut - w tym czasie mogę na przykład zmyć 
makijaż, czy też nałożyć na twarz ulubioną maseczkę. Dzięki gęstej i kremowej konsystencji
produkt bardzo dobrze przylega do skóry i absolutnie nie musimy się martwić, że w między
czasie zacznie spływać. Po upływie tego czasu sprawdzam przy użyciu dołączonej do zestawu
 gąbeczki czy krem już zadziałał i wtedy wchodzę pod prysznic, następnie po chwili usuwam 
włoski kolistymi ruchami białą, czyli nieco ostrzejszą stroną gąbeczki oraz dokładnie spłukuję 
wszelkie ewentualne pozostałości produktu. Krem według producenta przeznaczony jest do
depilacji nóg, pach, rąk i okolic bikini. Ja używam go do do usuwania zbędnych włosków na 
nogach i pod pachami, oraz w strefie bikini. W każdym przypadku okazał się skuteczny, choć
 włoski na nogach wymagały pozostawienia go nieco dłużej niż na pozostałych okolicach ciała. 
Czytałam sporo negatywnych opinii tego produktu wynikających z jego braku skuteczności -
u mnie sprawdził się bardzo dobrze w usuwaniu zarówno krótszych, jak i dłuższych włosków.
Nie spowodował uczulenia, nie podrażnia nawet dosyć wrażliwych okolic bikini i nie wysusza 
skóry, która po jego użyciu jest dosyć przyjemna w dotyku, a nieprzyjemny zapach który jest
charakterystyczny dla tego typu produktów jest mało wyczuwalny i znacznie mniej uciążliwy.
Minusem jest niewątpliwie jego wydajność - chcąc pokryć kremem podczas każdej depilacji 
całe nogi, okolice bikini i pachy, jedno opakowanie wystarczy zaledwie na dwie, trzy aplikacje. 
Idealnie gładkimi nogami też nie nacieszyłam się niestety zbyt długo po użyciu tego kremu,
 gdyż włoski zaczęły bardzo szybko odrastać - nawet szybciej, niż po usuwaniu ich klasyczną
maszynką do golenia - choć to oczywiście kwestia bardzo indywidualna. 

Skład
Aqua, Urea, Cetearyl Alcohol, Potassium Thioglycolate, Ceteareth-20, Calcium Hydroxide,
VP/Hexadecene Copolymer, PPG-15 Stearyl Ether, Parafiinum Liquidum, Parfum, Magne-
sium Trisilicate, Propylene Glycol, Lithium Magnesium Sodium Silicate, Sodium Gluconate, 
Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Hexyl Cinnamal, Linalool, Acrylates
Copolymer, Butylphenyl Methylprioponal, BHT, Potassium Sorbate, Sodium Benzonate,
CI 77891

Warto wspomnieć, że przed użyciem kremu producent zaleca sprawdzić reakcję swojej skóry 
nakładając krem na mały obszar, na którym będzie on używany - jeżeli po 42 godzinach nie
wystąpi żadna reakcja niepożądana taka jak pieczenie, swędzenie, zaczerwienienie, wysypka,
to można zacząć bez obaw stosować produkt. Krem nie jest odpowiedni do użycia na głowie, 
twarzy, oraz blisko oczu, uszu, nosa, okolic intymnych. Nie powinien być także stosowany na 
skórę z żylakami, bliznami, znamionami, wypryskami, a także uszkodzoną, podrażnioną, lub 
poparzoną słońcem. Co równie ważne, między kolejnymi depilacjami należy zawsze odczekać
 72 godziny. 

W tubce znajduje się 135 ml kremu. Zestaw w skład którego wchodzi jedno opakowanie kremu 
do depilacji i gąbeczka kosztuje około 26 złotych. Dostępny jest w marketach oraz drogeriach.

Podsumowanie
Krem do depilacji skóry pod prysznic Veet okazał się ciekawą alternatywą dla używanej przeze
 mnie maszynki do golenia. Ma odpowiednio gęstą konsystencję która zapewnia komfort aplikacji 
i dobrze przylega do powierzchni skóry zapobiegając spływaniu produktu, oraz dosyć przyjemny 
zapach, znacznie mniej uciążliwy niż w innych tego typu produktach. Aplikacja kremu wydaje
się być początkowo nieco czasochłonna, ale jak się okazuje, zajmuje mniej więcej tyle czasu ile
usuwanie włosków maszynką do golenia. Zwłaszcza, że czas przeznaczony na działanie kremu
możemy umilić nakładając na twarz ulubioną maseczkę, lub wykonując inny zabieg pielęgnacyjny.
Produkt w moim przypadku okazał się skuteczny - poradził sobie z usuwaniem zarówno krótszych 
jak i dłuższych włosków bez zastrzeżeń, choć musiałam dostosować czas trzymania kremu na
poszczególnych częściach ciała, aby osiągnąć maksymalną skuteczność. Sporym minusem jest
wydajność kremu, ponieważ zawartość jednego opakowania wystarcza na dwie, góra trzy pełne
aplikacje, co biorąc pod uwagę jego cenę sprawia, że nie zagości na stałe w mojej łazience.

Zachęcam Was także do zapoznania się z innymi opiniami na temat tego kremu, które
znajdziecie tutaj.




3 sierpnia 2016

Ulubieńcy kosmetyczni - lipiec!

Sierpień przywitał mnie piękną i słoneczną, a co najważniejsze, spokojną pogodą i po cichu
liczę, że tak już zostanie :) Zgodnie z tradycją, pierwszy sierpniowy post poświęcę na małe
kosmetyczne podsumowanie ubiegłego miesiąca, czyli przedstawię Wam moich skromnych
lipcowych ulubieńców. Tym razem wyróżniłam pięć produktów, po które sięgałam często i
najchętniej :)



Fantastyczna kosmetyczna lipcowa piątka:


Farmona
Spray do ciała z linii Tutti Frutti "Soczysta Marakuja"
Produkt, który wiele z Was zapewne dobrze zna :) Spray ma przepiękny, prawdziwie owocowy
zapach, który natychmiast dodaje energii. Jest to znakomity kosmetyk na upalne dni - świetnie
odświeża, orzeźwia i otula ciało delikatną mgiełką o subtelnym aromacie. Wchłania się szybko
 i nie pozostawia na skórze lepiącej się warstwy, dzięki czemu można go używać tak często, jak 
tylko ma się na to ochotę. Kosmetyk ma dosyć przyjemny skład, który nie wysusza naszej skory,
 a wręcz przeciwnie - pomaga dbać o jej kondycję. Dzięki zawartości soku z aloesu przyjemnie
 koi skórę, a dodatek kwasu hialuronowego zapewnia jej dawkę nawilżenia. Produkt jest bardzo
wydajny i do tego niewiele kosztuje, ja go uwielbiam i szczerze Wam polecam, także pozostałe
wersje zapachowe.


L'Oreal Professionnel
Szampon do włosów "Mythic Oil"
Szampon przeznaczony do codziennej pielęgnacji włosów cienkich i normalnych, zawierający
między innymi olejek z imbiru i wyciąg z osmanthusa. Ma cudowną, lekką konsystencję, która
przypomina mi olejek w żelu i bardzo ładny zapach eleganckich perfum. Skutecznie oczyszcza
 moje włosy, tworząc na ich powierzchni przyjemną, kremową pianę i co ważne, nie obciąża ich
oraz nie wpływa na szybsze przetłuszczanie. Włosy po jego użyciu są mięciutkie i przyjemne w 
dotyku, wygładzone i mają ładny połysk. Na uwagę zasługuje także ciekawe, a przy tym także 
bardzo wygodne w użyciu opakowanie. Jest to bez wątpienia mój aktualnie ulubiony szampon
i - jak pisałam w poprzednim poście - przymierzam się do zakupu maski do włosów z tej serii,


Make Me Bio
Woda różana
Hydrolat różany jest jednym z moich ulubionych, ponieważ wyjątkowo dobrze sprawdza się w 
 przypadku mojej wrażliwej, naczynkowej cery. W lipcu sięgałam po niego dosyć często i tym 
razem wybrałam produkt marki Make Me Bio w wygodnym opakowaniu z atomizerem, który
rozpyla delikatną mgiełkę. Wody różanej używam zamiast tradycyjnego toniku, lub jako dawki
dodatkowego nawilżenia w ciągu dnia, a także dodaję ją do glinek. Produkt nawilża, odżywia, 
koi i odświeża cerę, a także nieco wzmacnia moje naczynka - zwłaszcza regularnie stosowany. 


Maybelline
Matujący podkład do twarzy "Dream Velvet"
Według producenta jest to podkład, który został stworzony specjalnie z myślą o wymagającej cerze
mieszanej - nie tylko matuje i zapobiega błyszczeniu się cery, ale dzięki konsystencji ultralekkiego 
żelu z podwójną zawartością wody także nawilża skórę. Mimo różnych opinii o tym podkładzie, u
mnie spisuje się bardzo dobrze i to jego właśnie używałam w ubiegłym miesiącu najchętniej. Ma
ciekawą konsystencję, która choć wydaje się intensywnie kremowa, przypomina bardziej leciutki
mus. Bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy i idealnie stapia z cerą, dając bardzo naturalne i
ładne, lekko aksamitne matowe wykończenie. Recenzja wkrótce :)


Bielenda
Wazelinka do ust "Kuszący arbuz"
Wazelinka do ust o dosyć przyjemnym, arbuzowym zapachu, nadająca ustom delikatny, różowy
odcień. Sprawdziła się u mnie całkiem nieźle po częstych wizytach u stomatologa, kiedy moje
usta były wysuszone i odczuwałam spory dyskomfort. Co prawda nie jest kosmetyk na miarę
pielęgnacyjnego hitu, jednak radził sobie z nawilżeniem moich ust, delikatnie je natłuszczał i
wygładzał, likwidując uczucie ściągnięcia i suchości. Wazelinka ma dosyć przyjemny skład -
znajdziemy z nim między innymi lanolinę, masło shea, olej kokosowy i olej awokado. Ma
także wygodne w użyciu opakowanie w formie miękkiej tubki ze ściętą końcowką.


Zdradźcie Waszych kosmetycznych ulubieńców ubiegłego miesiąca :)


Etykiety:

recenzja (182) ulubione kosmetyki (140) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (48) włosy (43) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (31) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (21) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) Isana (14) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) Nivea (9) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) maska do włosów (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) krem do twarzy (7) kremy (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)