10 sierpnia 2017

NIVEA SUN - Nawilżający balsam do opalania Protect & Moisture SPF 30

Nie wyobrażam sobie, aby nie skorzystać z uroków upalnego lata, zwłaszcza przebywając nad morzem, ale do kąpieli słonecznych podchodzę z umiarem i rozwagą. Lubię, kiedy moja skóra jest opalona, ale nie mam tu na myśli efektu "skwarki", a ładną i naturalną, zdrową opaleniznę. Co prawda moja skóra nie wykazuje problemów podczas opalania, ale podczas słonecznej ekspozycji zawsze sięgam po specjalne kosmetyki zapewniające jej odpowiednią ochronę. Jako Przyjaciółka Nivea miałam przyjemność testować Nawilżający balsam do opalania z linii NIVEA SUN o udoskonalonej formule chroniącej ubrania przed plamami po filtrach UV, który otrzymałam w idealnym momencie, bo tuż przed urlopem :) Balsam posiada filtr SPF 30 więc zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną i jest to minimalny faktor po jaki sięgam, gdy rozpoczynam swoją przygodę ze słońcem.

Opis producenta
NIVEA SUN Protect & Moisture to wodoodporny balsam do opalania o zaawansowanej formule pielęgnacyjnej, zapewniający intensywne i długotrwałe nawilżenie skóry. Zawiera wysoce skuteczny system filtrów UVA/UVB zapewniający natychmiastową i długotrwałą ochronę przed promieniowaniem słonecznym, oraz redukując ryzyko uczuleń słonecznych. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Jest to kosmetyk, który dba zarówno o odpowiednią ochronę skóry, jak i ubrań, chroniąc je przed plamami po filtrach UV. Z nową formułą opracowaną przez ekspertów pomaga łatwiej usunąć plamy po filtrach UV, dzięki czemu chroni ubrania zarówno po relaksie na plaży, jak i na co dzień w mieście. Produkt dostępny jest w różnych wariantach ochrony przeciwsłonecznej: z faktorem 15, 20, 30 i 50+. Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie.

Moim okiem
Balsam znajduje się w smukłym, plastikowym opakowaniu z wygodnym w użyciu zamknięciem typu klik. Opakowanie jest solidne, dzięki czemu można swobodnie wrzucić je do torby z innymi plażowymi akcesoriami bez obaw o przypadkowe rozlanie jego zawartości. Niestety nie jest transparentne, więc nie można kontrolować zużycia produktu. Szata graficzna jest bardzo przyjemna dla oka. Kolorystyczną bazę opakowania stanowi tradycyjnie kolor niebieski, tym razem w ślicznej, chabrowej odsłonie, choć nie mogło oczywiście zabraknąć słonecznego akcentu w postaci zatyczki w intensywnie żółtym odcieniu. 

Produkt ma białą barwę i aksamitną, niezbyt gęstą konsystencję - intensywnie kremową, ale jednocześnie wyjątkowo lekką, przypominającą delikatne mleczko do pielęgnacji ciała. Jest przyjemny w aplikacji, z łatwością rozprowadza się na skórze i niemal błyskawicznie wchłania, nie bieli skóry i nie pozostawia na niej lepiącej warstewki. Zapach balsamu jest bardzo ładny, raczej subtelny, ale jednocześnie dobrze wyczuwalny na skórze, zwłaszcza rozgrzanej słońcem :) Umila aplikację i pozwala odprężyć się podczas słonecznych kąpieli. Kompozycja zapachowa jest trudna do rozszyfrowania dla mojego nosa, ale jest idealnie letnia i świeża, z delikatną kremową nutą. Nie doszukałam się tutaj tego "charakterystycznego" zapachu klasycznego kremu Nivea - być może mój zmysł węchu za bardzo się rozleniwił :) W każdym razie jest to taki zapach, który już zawsze będzie mi się kojarzył się ze słońcem, plażą i wakacjami.

Skóra po użyciu tego produktu jest aksamitna, przyjemna w dotyku i otulona subtelnym zapachem. Balsam rzeczywiście nawilża i wygładza skórę, zapobiegając jej nadmiernemu przesuszeniu podczas słonecznej ekspozycji. Muszę przyznać, że kosmetyk dobrze chroni przed oparzeniami czy podrażnieniami słonecznymi i pozwala stopniowo osiągnąć złocistą, wymarzoną opaleniznę. Oczywiście należy pamiętać, że nawet po zastosowaniu produktów zapewniających ochronę przeciwsłoneczną należy kierować się rozsądkiem i unikać zbyt długiego przebywania na słońcu, ponieważ żaden tego typu kosmetyk nie zapewnia całkowitej ochrony. Warto zapoznać się z umieszczonymi przez producenta z tyłu opakowania ważnymi wskazówkami odnośnie prawidłowego stosowania produktu. Według producenta balsam jest wodoodporny i rzeczywiście pozostawał na mojej skórze nawet podczas pobytu w wodzie, jednak zgodnie z zaleceniami po wyjściu z wody aplikowałam produkt ponownie.

Skład
Aqua, Homoslate, Octorylene, Glycerin, Alcohol Denat, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, C12-15 Alkyl Benzoate, Titanium Dioxide (nano), Glyceryl Stearate Citrate, Panthenol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Myristil Myristate, Tocopheryl Acetate, Tetrasodium Iminodisuccinate, Cellulose Gum, VP/Hexadecene Copolymer, Xanthan Gum, Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Silica, Dimethicone, Trisdodium EDTA, Xydroxyacetophenone, Ethylhexylglycerin, Linalool, Limonene, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Coumarin, Parfum

Opakowanie Nawilżającego balsamu do opalania SPF 30 zawiera 200 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 35 złotych - niestety sporo, więc warto czekać na ewentualne promocje. Całą linię kosmetyków do ochrony przeciwsłonecznej marki Nivea bez problemu znajdziecie w drogeriach, na przykład w Rossmannie. 

Nie ukrywam, że bardzo lubię kosmetyki do opalania marki Nivea i sięgam po nie od lat, więc tym bardziej się cieszę, że i tym razem się nie zawiodłam. Nawilżający balsam do opalania spełnił wszystkie moje oczekiwania. Znakomicie sprawdził się podczas pierwszych kąpieli słonecznych, zapobiegając zaczerwienieniu czy pieczeniu skóry, a dzięki właściwościom pielęgnacyjnym zapewnił komfort mojej skórze podczas ekspozycji na promienie słoneczne. Polecam w szczególności tym osobom, które tak jak ja lubią sięgać po produkty do ochrony przeciwsłonecznej w postaci lekkiego balsamu lub mleczka :)









1 sierpnia 2017

BIOVAX - Maska intensywnie regenerująca "Opuntia Oil & Mango"

Moje włosy o tej porze roku narażone są na działanie wielu niekorzystnych czynników. Słońce, słona woda czy wiatr sprawiają, że staja się przesuszone i tracą blask. Latem wymagają szczególnie intensywnej pielęgnacji, więc częściej niż zwykle sięgam po kosmetyki o działaniu nawilżającym i regenerującym, które pomagają poprawić ich kondycję. W ostatnim czasie pojawiło się w mojej kosmetyczce kilka nowych produktów do pielęgnacji włosów, a wśród nich maska marki Biovax® z najnowszej serii Opuntia Oil & Mango do włosów zniszczonych, która stała się jednym z wakacyjnych ulubieńców kosmetycznych. 

Opis producenta
Maska intensywnie regenerująca Opuntia Oil & Mango zawiera kompleks naturanych substancji lipidowych LipidFX, który odbudowuje  i cementuje zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej gładkość i połysk. To intensywnie regenerująca kuracja przeznaczona do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. Olej z opuncji figowej jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-6 i Omega-9, które tworzą ochronną warstwę na włosach. Sprawia, że włosy staja się idealnie gładkie i lśniące bez efektu obciążenia. Masło mango spektakularnie wygładza włosy i zapobiega rozdwajaniu się końcówek. Dyscyplinuje włosy, ułatwiając ich układanie. Ceramidy są naturalnym cementem łączącym łuski włosa. Odbudowują suche i zniszczone włosy dzięki czemu staja się one sprężyste, elastyczne i dobrze nawilżone. Produkt przebadany dermatologicznie, nie zawiera silikonów, parabenów, parafiny oraz SLS i SLES. Zapach soczystego owocu mango działa odświeżająco i pobudzająco.

Moim okiem
Maska znajduje się w charakterystycznym dla marki, prostym pojemniczku o pojemności 250 ml, który wykonany jest z solidnego plastiku i zakończony klasycznym wieczkiem. Pod wieczkiem znajduje się specjalne zabezpieczenie wymagające usunięcia przed pierwszym użyciem produktu, dzięki czemu mamy pewność, że opakowanie nie było wcześniej otwierane. Pojemniczek zapakowany jest dodatkowo w estetyczny kartonik zawierający wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Każda seria do pielęgnacji włosów tej marki posiada inną kolorystykę, a najnowsza linia Opuntia Oil & Mango niewątpliwie się pod tym względem wyróżnia. Całość utrzymana jest w matowej, wyrazistej i jednolitej, koralowej kolorystyce z akcentami w odcieniu delikatnej bieli. Sama szata graficzna jest typowa dla kosmetyków marki Biovax - nie sposób pomylić się na sklepowej półce. Tradycyjnie w kartonowym opakowaniu znajdziemy także dwa małe prezenty dołączone przez producenta - próbkę Jedwabiu w płynie "Silk" oraz czepek Termocap, który wspomaga utrzymanie ciepła podczas zabiegów regeneracji włosów, dzięki czemu ułatwia przenikanie substancji aktywnych do ich wnętrza.

Produkt ma białą barwę z delikatną czerwoną poświatą i perłowym połyskiem. Konsystencja maski jest taka jak lubię, czyli intensywnie kremowa i gęsta, ale jednocześnie bardzo przyjemna w aplikacji. Kosmetyk łatwo się rozprowadza i dokładnie pokrywa pasma, dosyć szybko wnika we włosy i bez problemu spłukuje, pozostawiając na włosach piękny zapach. Na kompozycję zapachową składają się nuty uwielbianego przeze mnie słodkiego, egzotycznego mango ♥ Jest owocowo, odświeżająco, cytrusowo, letnio i niezwykle przyjemnie dla nosa. Na włosach zapach utrzymuje się dosyć długo, a efekt ten można przedłużyć używając kilku kosmetyków z tej serii.

Wysoko w składzie maski znajdziemy glicerynę, olej z opuncji figowej, masło mango i betainę. Warto zaznaczyć, że olej z opuncji figowej to najdroższy z roślinnych olejów, bowiem do wytworzenia jednego litra potrzeba aż miliona pestek wydobytych z 500 kg owoców opuncji figowej, które zbierane są tylko przez kilka dni w roku.

Maski do włosów marki Biovax różnie sprawdzały się na moich włosach, bowiem nie wszystkie serie przypadły im do gustu. Jednak maska z tej najnowszej linii zdała egzamin na szóstkę z plusem i stała się moim hitem w pielęgnacji włosów tego lata - niebawem kończę drugie opakowanie :) Produkt nakładam na umyte i osuszone ręcznikiem włosy dokładnie go wmasowując - intensywnie kremowa i nie spływająca konsystencja w połączeniu z cudownym zapachem zdecydowanie umila aplikację. Maskę trzymam na włosach około piętnastu minut bez żadnego przykrycia, lub kilkadziesiąt minut przy użyciu dołączonego do opakowania czepka, z którego zresztą korzystam w połączeniu z maskami innych marek. Włosy po użyciu tej maski znacznie łatwiej się rozczesują, są mięciutkie i aksamitne w dotyku. Kosmetyk intensywnie wygładza włosy, ale jednocześnie nie pozbawia ich pożądanej objętości i nie sprawia, że są przyklapnięte. Pasma są sprężyste, optymalnie dociążone i nabierają ładnego, zdrowego połysku. Są nawilżone, odżywione i zdyscyplinowane. 

Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Esters, Quaternium-87, Opuntia Ficus-Indica Seed Oil, Magnifera Indica Seed Butter, Betaine, Palmitoyl Myristyl Serinate, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Bis-(Isostearoyl/Oleoyl Isopropyl) Dimonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Methylisothiazolinone, PEG-8, PEG-8/SMDI Copolymer, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Parfum, Citric Acid, CI. 15985, CI. 16255

Opakowanie mieści w sobie 250 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 17 złotych. Kosmetyki z tej serii dostępne są stacjonarnie w aptekach, oraz drogeriach Super-Pharm, Natura i Hebe. Oczywiście bez problemu kupicie je także przez internet.

Nie wyobrażam sobie, aby w tegorocznej wakacyjnej kosmetyczce mogło zabraknąć tej właśnie maski, ponieważ moje włosy ją pokochały. Zarówno konsystencją jak i działaniem spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu kosmetykom, a śliczny zapach jest przysłowiową wisienką na torcie i chyba już zawsze będzie przywoływał u mnie wakacyjne wspomnienia :) Planuję kupić także pozostałe produkty z tej linii i mam nadzieję, że będę z nich równie zadowolona!



19 czerwca 2017

NIVEA - Olejek w balsamie "Kwiat wiśni i olejek jojoba"

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że dołączyłam do zacnego grona Przyjaciółek Nivea. Dzięki temu wraz z innymi blogerkami oraz vlogerkami internetowymi mam przyjemność testować nowości tej właśnie marki. Miesiąc temu otrzymałam w ramach akcji pierwszą przesyłkę zawierającą najnowszy produkt do pielęgnacji ciała - Olejek w balsamie w wersji "Kwiat wiśni i olejek jojoba". Kosmetyk ten towarzyszył mi na etapie codziennej, wieczornej pielęgnacji ciała i nadeszła pora, aby podzielić się moimi odczuciami na jego temat.

Opis producenta
Kobieca potrzeba efektywności, a zarazem sensualności wynikającej z pielęgnacji ciała sprawia, że często stajemy w obliczu wyboru: drogocenne właściwości odżywcze i nawilżające olejków, czy wygodna, lekka i szybka aplikacja balsamu? Nowa linia Olejków w Balsamach Nivea pozwala nowoczesnej kobiecie czerpać korzyści ze składników odżywczych zawartych w olejkach, zapewniając tym samym doznanie wysokiej jakości pielęgnacji zamkniętej w lekkiej, błyskawicznie wchłaniającej się formule balsamu. Olejki w Balsamach to cztery wyjątkowe kombinacje, które zapewnią skórze głębokie nawilżenie oraz promienny wygląd, a także poprawią samopoczucie otulając zmysły wyjątkowymi zapachami: delikatnego kwiatu wiśni z olejkiem jojoba, łagodnej wanilii z olejkiem migdałowym, apetycznego kakao i olejku makadamia oraz zmysłowej róży z olejkiem arganowym. Zamknięty w pielęgnacyjnym balsamie zapach kwiatu wiśni cudownie podkreśla delikatność skóry i harmonijnie stapia się z zapachem kobiecego ciała. Zapach kwiatu wiśni jest cichy i dyskretny, ma w sobie niewymuszoną elegancję i minimalistyczny ład.

Moim okiem
Produkt znajduje się w poręcznym opakowaniu wykonanym z solidnego plastiku o charakterystycznym dla marki kształcie, z wygodnym zamknięciem opatrzonym logo producenta. Szata graficzna utrzymana jest w delikatnej kolorystyce, która moim zdaniem idealnie odzwierciedla specyfikę tego kosmetyku.

Olejek w balsamie ma białe zabarwienie i przyjemną, leciutką konsystencję, która przypomina mi delikatny lotion do pielęgnacji ciała. Produkt jest niezbyt gęsty, ale też nie przelewa się przez palce i okazuje się bardzo wygodny w aplikacji. Wchłania się dosyć szybko i nie pozostawia na skórze żadnego filmu, nawet jeśli nieco przesadzimy z jego ilością. Zapach jest niezbyt intensywny, ale bardzo przyjemny dla nosa, określiłabym go jako kremowo-kwiatowy z lekką nutką słodyczy, ale i odrobiną św. Nie będę jednak ukrywać, że bezpośrednio po wydobyciu kosmetyku z opakowania wyczuwam zapach alkoholu który jest obecny w składzie produktu, choć na szczęście jego woń szybko się ulatnia. Kwiatowy aromat utrzymuje się na skórze jeszcze przez jakiś czas po aplikacji, ale jest na tyle "dyskretny", że nie będzie się kłócił z ulubionymi perfumami.

Skóra mojego ciała nie jest wyjątkowo wymagająca, ale lubi, kiedy dostarczam jej codzienną porcję nawilżenia, więc nie brakuje u mnie produktów do jej pielęgnacji. Wiecie, że niezależnie od pory roku najchętniej sięgam po kosmetyki o treściwej konsystencji, więc otrzymany Olejek w balsamie okazał się ciekawą odmianą. Jak oceniam jego działanie? Produkt ma wiele zalet - łączy w sobie delikatny balsam z olejkiem jojoba, tworząc produkt o leciutkiej konsystencji i miłym zapachu oraz przyjemnej aplikacji. Szybkie wchłanianie bez finalnego uczucia lepkości na skórze czyni go kosmetykiem idealnym na upalne dni. Po użyciu zapewnia niemal natychmiastowe uczucie nawilżenia i przyjemnego wygładzenia skóry, jednak nie nawilża tak długotrwałe, jakbym sobie tego życzyła - optymalny efekt pielęgnacyjny zapewnia stosowany rano i wieczorem. Balsam dedykowany jest do skóry normalnej i suchej, jednak w moim odczuciu dobrze sprawdzi się w przypadku tej pierwszej, natomiast może nie zaspokoić potrzeb pielęgnacyjnych skóry suchej, a zwłaszcza bardzo suchej. Mimo iż w składzie znajdziemy wspomniany wyżej, wyczuwalny przez mój nos alkohol denaturowany nie zauważyłam, aby moja skóra uległa przesuszeniu podczas stosowania tego produktu. Jeśli szukacie kosmetyku do pielęgnacji ciała o wyjątkowo lekkiej konsystencji zapewniającej jednocześnie bezproblemową aplikację i szybkie wchłanianie oraz przyjemne doznania zapachowe, a Wasza skóra nie jest problematyczna i nie wymaga szczególnej uwagi - ta nowość może przypaść Wam do gustu. Zwłaszcza, że do wyboru są jeszcze trzy inne wersje: wanilia z olejkiem migdałowym, kakao i olejek makadamia, oraz róża z olejkiem arganowym.

Skład
Aqua, Glycerin, Dicaprylyl Ether, Alcohol Denat, Glyceryl Stearate SE, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Dimethicone, Carbomer, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hydroxide, Trisodium EDTA, Phenoxyethanol, Linalool, Limonene, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Parfum


Wszystkie cztery warianty Olejków w balsamie dostępne są w opakowaniach o pojemności 200 ml w cenie około 19 złotych, natomiast opakowania o pojemności 400 ml w kosztują około 23 złote. Produktów szukajcie w drogeriach - na pewno znajdziecie je na półkach w Rossmannie. 

Myślę, że sięgnę po ten produkt ponownie, jednak teraz wybiorę wersję z kakao i olejkiem makadamia - choć do wakacyjnej kosmetyczki spakowałam już prawdziwy arsenał kosmetyków do pielęgnacji ciała o intensywnym działaniu odżywiającym, to przyda mi się także produkt w wersji "light" który także ma swoje plusy - pozwala ubrać się praktycznie od razu po jego aplikacji. 

11 czerwca 2017

Schwarzkopf got2b - Spray unoszący włosy u nasady "Volumania "

Bardzo lubię sięgać po produkty do stylizacji włosów, ponieważ dzięki nim mogę nadać swojej fryzurze klasyczną formę pełną objętości i zapewnić jej odpowiednie utrwalenie. Kosmetyki do "zadań specjalnych" pozwalają mi natomiast puścić wodze fantazji i stworzyć na moich prostych niczym druty włosach romantyczne fale, lub pozornie niekontrolowany nieład. Najczęściej używam jednak produktów unoszących włosy u nasady i dodających im objętości, zwykle w formie praktycznego w użyciu spray'u. Cenię sobie w tym zakresie przede wszystkim kosmetyki profesjonalne, ale od czasu do czasu w moich zbiorach trafia się także produkt z drogeryjnej półki. Zatem dzisiaj w roli głównej Spray unoszący włosy u nasady "Volumania" od got2b.

Opis producenta
Stwórz fryzurę nie z tej ziemi i pochwal się światu niesamowitą objętością dzięki spray'owi unoszącemu włosy od nasady Got2b Volumania. Zaszalej z mega objętością, która trwa i trwa! Spray to idealny sposób na utrwalenie fryzury, dzięki niemu stworzysz niesamowitą stylizację nadając swoim włosom objętość od nasady, aż po same końce.

Moim okiem
Spray znajduje się w plastikowym opakowaniu zakończonym wygodnym w użyciu atomizerem, oraz niewielką zatyczką. Atomizer precyzyjnie rozpyla produkt w formie nieco intensywniejszej mgiełki, działając przy tym bez zarzutu. Opakowanie wyróżnia niebanalna i intensywna, zabawna kolorystyka, która kojarzy mi się z wakacjami :)  Połączenie soczystej, słonecznej żółci z mocno nasyconym różem sprawia, że nie sposób przeoczyć tą nową gamę kosmetyków na sklepowej półce.

Spray ma przeźroczystą barwę i wodnistą, odrobinę lepką konsystencję. Jak już wyżej wspominałam, wygodę użycia zapewnia dozownik w formie atomizera. W tego typu produktach do stylizacji włosów nie oczekuję leciutkiej mgiełki jak choćby w przypadku toników do twarzy, ale nie lubię także, gdy strumień po naciśnięciu atomizera jest zbyt intensywny. Ten spray określiłabym pod tym względem jako optymalny - strumień nie jest zbyt mocny ani szeroki i zapewnia dokładnie taką ilość kosmetyku, jakiej potrzebuję. Atutem produktu jest śliczny, kwiatowo-owocowy zapach, subtelnie wyczuwany na włosach po aplikacji i ułożeniu fryzury. Lekki i świeży, idealnie letni.

Spray aplikuję na wilgotne włosy, spryskując je u nasady z odległości kilkunastu centymetrów, a następnie dokładnie je przeczesuję i suszę przy pomocy suszarki. Po jego użyciu moje włosy są lekko odbite od nasady i puszyste, dzięki czemu przez wiele godzin mogę cieszyć się fryzurą pełną objętości. Warto zaznaczyć, że efekt jest naturalny - spray nie powoduje obciążenia ani nadmiernego usztywnienia włosów i nie skleja ich, dzięki czemu pozostają przyjemne w dotyku i swobodnie się układają. Dodatkowo włosy dłużej zachowują świeżość, która jest ogromnie pożądana zwłaszcza w upalne dni. Kosmetyk nie podrażnia skóry głowy ani nie przesusza włosów. Jest wydajny - używam go około dwóch tygodni, a w opakowaniu ubyło niewiele produktu.

Opakowanie mieści 150 ml produktu i kosztuje około 19 złotych - ja kupiłam spray w promocji za nieco ponad 13 złotych w drogerii Rossmann. W skład serii Volumania wchodzi także lakier nadający objętości włosom, oraz pianka do stylizacji włosów. Wszystkie produkty bez problemu znajdziecie w drogeriach stacjonarnych i internetowych.

Skład
Aqua, VP/Methacrylamide/Vinyl Imidazole Copolymer, Polyquaternium-69, Polyquaterium-68, PPG-26-Bluteth-26, Alcohol denat, Sodium Benzoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cetrimonium Chloride, PEG-12 Dimethicone, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol, Lactic Acid, PEG-12 Allyl Ether, Citric Acid, PEG-12, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Linalool, Citronellol, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Pantolactone, Geraniol

Podsumowując - spray spełnia swoje zadanie i ja jestem z niego zadowolona. Okazał się ciekawą drogeryjną alternatywą dla znacznie droższych kosmetyków profesjonalnych, w dodatku całkiem skuteczną.














4 czerwca 2017

Ziaja - Krem pod oczy z witaminą E, oraz Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust z serii "Liście zielonej oliwki"

Nadrabiając majową nieobecność na blogu zapraszam Was dzisiaj na ostatni post z kosmetykami marki Ziaja w roli głównej, które otrzymałam w ramach współpracy. W paczce z kosmetykami znalazłam jeszcze dwa produkty - Oliwkowy dwufazowy płyn do demakijażu który postanowiłam wypróbować ze względu na towarzyszące mu pozytywne recenzje, oraz Krem pod oczy z witaminą Ektóry zaciekawił mnie obiecywaną lekką konsystencją. Jak się sprawdziły?

Krem pod oczy z witaminą E
Lekki, nieperfumowany krem do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu. Intensywnie nawilża i tonizuje naskórek oraz wyraźnie wygładza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. zmniejsza obrzęki wokół oczu. Witamina E zwana witaminą młodości neutralizuje wolne rodniki odpowiedzialne za procesy starzenia się skóry, opóźniając powstawanie zmarszczek. Prowitamina B5 intensywnie nawilża i i skutecznie łagodzi podrażnienia. Olej winogronowy ma właściwości odżywcze, a także doskonale natłuszcza i zmiękcza naskórek. Krem może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe. Produkt nieperfumowany, testowany dermatologicznie pod kontrolą lekarzy okulistów. Zaleca się stosowanie produktu po 25 roku życia. 
Krem znajduje się w niewielkiej, miękkiej plastikowej tubce zakończonej wygodnym w użyciu aplikatorem, który jest zabezpieczony klasyczną zakrętką. Tubka zapakowana jest w zafoliowany kartonik, zawierający niezbędne informacje o produkcie. Szata graficzna jest stonowana i przyjemna dla oka. Krem ma biały kolor oraz niezbyt gęstą, lekką i nietłustą konsystencję. Wchłania się błyskawicznie i świetnie współgra z kosmetykami do makijażu, nie waży się i nie roluje. Jest przyjemny w aplikacji i zapewnia uczucie ukojenia, oraz lekkiego nawilżenia i wygładzenia. Dla mojej wymagającej skóry pod oczami jest co prawda zbyt delikatny w działaniu - zwykle sięgam po kosmetyki intensywnie nawilżające i regenerujące z większą zawartością aktywnych substancji przeciwzmarszczkowych, jednak dzięki leciutkiej konsystencji okazał się całkiem fajny w upalne dni. Poleciłabym go zwłaszcza osobom szukającym lekkiego kremu do codziennej pielęgnacji oczu o delikatnym działaniu nawilżającym. W składzie produktu znajdziemy między innymi glicerynę, olej z pestek winogron, panthenol i witaminę E. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry ani oczu. Opakowanie Kremu pod oczy zawiera 15 ml produktu i kosztuje około 5 złotych, więc cena jest bardzo przyjazna dla portfela.

Skład: Aqua ( Water), Octyldodecanol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Glycerin, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Ceteareth-20, Cetearyl Glucoside, Dimethicone, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Carbomer, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Sodium Hydroxide

Oliwkowy płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust
Oliwkowy płyn do demakijażu oczu i ust. Preparat pełni funkcję oczyszczającą, ale jednocześnie pielęgnuje skórę i wzmacnia rzęsy. Usuwa wodoodporny, intensywny, nawet teatralny makijaż. Faza wodna skutecznie nawilża i odświeża delikatną skórę wokół oczu. Faza olejowa zmiękcza naskórek i zapobiega napinaniu skóry w trakcie aplikacji. Zawiera składniki wzmacniające rzęsy - witaminę E, olej oliwkowy i rycynowy. Preparat nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy, nie zawiera barwników. 

Płyn znajduje się w plastikowym opakowaniu z zakrętką, utrzymanym w charakterystycznej dla tej linii kosmetyków zielono-białej kolorystyce. Jest to klasyczny kosmetyk dwufazowy, składający się z warstwy wodnej oraz olejowej, które przed użyciem należy dokładnie wymieszać. Jest bezbarwny i bezzapachowy. Postanowiłam go wypróbować, ponieważ wielokrotnie trafiałam na bardzo pozytywne recenzję tego produktu, jednak u mnie zupełnie się nie sprawdził. Produkt nie jest skuteczny nawet w przypadku klasycznego tuszu do rzęs, ponieważ nie usuwa go dokładnie i ma tendencję do jego rozmazywania, a przy wykonywaniu demakijażu wymaga intensywnego pocierania oczu nasączonym wacikiem. Pozostawia na skórze bardzo tłustą warstwę i powoduje nieprzyjemny "efekt mgły" na oczach. O ile tłusta warstwa po pewnym czasie wchłania się samoistnie w skórę, o tyle efekt mgły niestety towarzyszy mi dosyć długo. Dodatkowo, po każdym użyciu odczuwałam lekkie pieczenie skóry i łzawienie oczu. A szkoda, bo w składzie znajdziemy kilka przyjemnych składników: olej oliwkowy, olej rycynowy, ekstrakt z liści oliwek i witaminę E. I choć ogromnie polubiłam się z Oliwkową wodą tonizującą z witaminą C z tej właśnie linii, to niestety ten płyn do demakijażu nie okazał się dla mnie odpowiedni. Opakowanie Płynu dwufazowego do demakijażu zawiera 120 ml  produktu i kosztuje około 7 złotych.

Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Hexyl Laurate, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Olea Europea Leaf Extract, Sodium Benzonate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol

Ze wszystkich otrzymanych kosmetyków najbardziej polubiłam Kremowe mydło do rąk w ślicznie pachnącej wersji "Moringa z kokosem", oraz Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli z linii "Cupuacu", które swoim otulającym zapachem umilało mi wieczorną kąpiel w chłodne dni i po te dwa produkty z wielką chęcią sięgnę ponownie.

Dajcie znać w komentarzach, czy używałyście płynu do demakijażu z tej serii i co o nim myślicie - czy tylko ja się z nim nie polubiłam?


31 maja 2017

YOPE - Łagodzący krem do rąk "Herbata i mięta ", czyli idealny kosmetyk do pielęgnacji dłoni na lato :-)


Moje dłonie niezależnie od pory roku narażone są na negatywne działanie wielu czynników zewnętrznych, dlatego regularnie sięgam po kosmetyki które odpowiednio je pielęgnują i dbają o ich dobrą kondycję. O ile zimą najchętniej wybieram kremy do rąk o bogatej konsystencji zapewniającej długotrwały efekt odżywienia, o tyle latem poszukuję kosmetyków typowo nawilżających, o lżejszej konsystencji nie pozostawiającej na skórze żadnego filmu i szybkim wchłanianiu. I właśnie znalazłam krem idealny na nadchodzącą porę roku wśród produktów naszej rodzimej marki Yope, który spełnia wszystkie moje wymagania, a do tego przepięknie i orzeźwiająco pachnie zieloną herbatą ♥

Opis producenta
Naturalny, łagodzący krem do rąk, stworzony do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry dłoni. Krem zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego oraz o niskim stopniu przetworzenia. W orzeźwiająco pachnącym kremie znajduje się naturalny ekstrakt z zielonej herbaty który zwalcza wolne rodniki i wspomaga produkcję włókien kolagenu, oraz ekstrakt z mięty który działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i wspomaga naturalną regenerację komórek. Dzięki dużej porcji organicznego masła shea krem intensywnie nawilża i chroni dłonie przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, powstrzymując zbyt szybkie parowanie wody z naskórka. Olejek arganowy i kokosowy wraz z oliwą z oliwek wzmacniają i odżywiają skórę. Krem do rąk nie zawiera olei mineralnych, silikonów i PEG-ów.

Moim okiem
Krem znajduje się w metalowej tubce zakończonej niewielką plastikową zakrętką. Opakowanie wyróżnia się nie tylko niebanalnym designem, ale także uroczą kolorystyką utrzymaną w odcieniu delikatnego, pudrowego różu, który bardzo dobrze komponuje się z dodatkami w kolorze klasycznej czerni. Oczywiście nie mogło zabraknąć także charakterystycznej dla marki grafiki ze zwierzątkiem, która cieszy oczy i idealnie dopełnia całość. Opakowanie jest poręczne, choć zamknięcie w postaci malutkiej zakrętki bywa uciążliwe i trzeba się do niego przyzwyczaić. Tubka zapakowana jest dodatkowo w kartonik który zawiera wszystkie niezbędne informacje o produkcie, a jego szata graficzna jest idealnie dopasowana do zawartości. Całość prezentuje się elegancko i oryginalnie.

W środku tubki znajdziemy kosmetyk o białej barwie i bardzo przyjemnej, niezbyt gęstej kremowej konsystencji, która mimo dosyć treściwego składu nie jest tłusta i zaskakuje wyjątkową lekkością. Krem łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze lepiącej warstwy.

Ponieważ jestem amatorką herbaty zdecydowałam się na krem w tej właśnie wersji zapachowej i muszę przyznać, że pachnie na prawdę ładnie. W tej niebanalnej kompozycji zapachowej dominuje aromatyczna zielona herbata z subtelnymi nutami cytrusowymi, a całość dopełnia odrobina orzeźwiającej mięty. Prawdziwa herbaciana uczta dla dłoni, w lekkiej i przyjemnie świeżej wersji. Zapach jest jest dosyć dobrze wyczuwalny, ale jednocześnie nie jest zbyt intensywny ani męczący i utrzymuje się na skórze jeszcze jakiś czas po aplikacji kremu.

Skóra moich dłoni nie jest wyjątkowo wymagająca ani nadmiernie przesuszona, jednak regularna dawka solidnego nawilżenia dba o jej kondycję zapewniając jednocześnie uczucie komfortu i tego właśnie oczekuję od kremu do rąk. Wiadomo, że niedostatecznie nawilżona skóra staje się szorstka i traci elastyczność, a także szybciej się starzeje. Ten kosmetyk spełnia moje wymagania, ponieważ posiada intensywne działanie nawilżające i przynosi skórze natychmiastowe ukojenie, a dodatkowo wygładza skórę, pozostawiając ją aksamitnie miękką w dotyku. Podczas aplikacji kremu zauważyłam także delikatny efekt chłodzący będący zapewne zasługą ekstraktu z mięty w składzie, dzięki czemu produkt idealnie nadaje się na upalne dni :) Ze względu na lekką konsystencję i szybkie wchłanianie krem znakomicie sprawdza się w ciągu dnia, ponieważ po jego aplikacji możemy niemal natychmiast wrócić do wykonywanych czynności. Natomiast nałożony grubszą warstwą na noc - zwłaszcza z zastosowaniem bawełnianych rękawiczek - będzie znakomitym kompresem pielęgnacyjnym dla naszych dłoni. Według producenta jest to krem przeznaczony do skóry suchej, jednak moim zdaniem najlepiej sprawdzi się w przypadku skóry normalnej. Jeśli skóra Waszych dłoni jest bardzo przesuszona i szczególnie wymagająca, efekt pielęgnacyjny może okazać się niewystarczający. Kosmetyk jest bardzo wydajny, a w jego składzie znajdziemy pełno dobroczynnych substancji - oliwę z oliwek, masło shea, olej kokosowy, olej arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty oraz ekstrakt z mięty. 

Opakowanie zawiera 100 ml kremu i kosztuje w cenie regularnej około 30 złotych. Produkt kupicie bez problemu w wielu sklepach internetowych ( ja znalazłam w cenie 24,55 zł ), a stacjonarnie widziałam ostatnio w kilku drogeriach Rossmann, między innymi w centrum handlowym Silesia City Center w Katowicach. Do wyboru są jeszcze dwie wersje zapachowe - szałwia i zielony kawior oraz imbir i drzewo sandałowe.

Skład
Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool

Krem do rąk naszej rodzimej marki Yope okazał się idealnym kosmetykiem do pielęgnacji moich dłoni na nadchodzącą letnią porę roku. Łączy w sobie przyjazny skład z lekką konsystencją i szybkim wchłanianiem, skutecznie nawilża skórę moich dłoni i ma śliczny, orzeźwiający zapach. Mój ulubieniec, którego z pewnością zabiorę ze sobą na tegoroczne wakacje nad morzem :)

17 maja 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - kwiecień!

Po króciutkiej przerwie zapraszam Was dzisiaj na spóźniony post z kosmetycznym podsumowaniem kwietnia, w którym tradycyjnie pokażę Wam kosmetyki które wypróbowałam i polubiłam w ubiegłym miesiącu. Kwiecień obfitował w wiele ciekawych kosmetyków, ale ostatecznie tym razem w gronie ulubieńców znalazło się sześć produktów, w tym jedno absolutne odkrycie kosmetyczne - peeling do skóry głowy :)

Fantastyczna kosmetyczna kwietniowa szóstka:


Pharmaceris
Micelarny szampon kojąco-nawilżający H-SENSITONIN
_________________________________________________

Szampon przeznaczony do mycia i pielęgnacji wrażliwej skóry głowy nie tolerującej SLS i SLES, skłonnej do podrażnień, przesuszenia, świądu i pieczenia, oraz włosów cienkich i delikatnych. Oparty jest na wyjątkowo delikatnej formule micelarnej, skutecznie oczyszczającej włosy i skórę głowy, oraz zapewniającej niezbędny poziom nawilżenia. Wyciąg z lnu, betaina i alantoina zmniejszają nadreaktywność skóry głowy, a w połączeniu z piroktonianem olaminy łagodzą jej podrażnienia, niwelując pieczenie i swędzenie. D-pantenol intensyfikuje działanie kojące, a ochronne proteiny pszenicy wnikają w uszkodzone miejsca, nawilżając i wzmacniając włosy na całej ich długości. Szampon ma przejrzystą, delikatnie żelową konsystencję i bardzo ładny zapach. Łatwo aplikuje się na włosy, a w połączeniu z wodą tworzy przyjemną i delikatną pianę. Moje włosy po jego użyciu są dobrze oczyszczone i zaskakująco długo zachowują świeżość. Są puszyste, lekko odbite od nasady i pięknie pachną. Dzięki temu szamponowi mogłam pozwolić sobie na wydłużenie czasu między kolejnymi myciami moich włosów i zdecydowanie nie poprzestanę na jednym opakowaniu.

Pharmaceris
Oczyszczający peeling trychologiczny H-STIMUPEEL
______________________________________________

Peeling trychologiczny jest nowością w gamie produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka. Odblokowuje ujścia mieszków włosowych i przywraca skórze fizjologiczną równowagę, stanowiąc pierwszy, niezbędny krok we właściwej pielęgnacji skóry z problemem wypadania włosów i łupieżu. Rekomendowany jest do regularnego i profilaktycznego stosowania w celu zwiększenia efektów i skuteczności kuracji pielęgnacyjnych. Oparty jest na na działaniu enzymatycznych i mechanicznych składników złuszczających takich jak papaina i łupiny z pestek moreli, dzięki czemu dogłębnie oczyszcza skórę głowy, zmniejszając tendencję do przetłuszczania się włosów. Na uwagę zasługuje samo opakowanie peelingu w postaci sporej, miękkiej tubki, zakończonej wyjątkowo wygodnym w użyciu aplikatorem, który pozwala na precyzyjne rozprowadzenie produktu na skórze głowy. Peeling ma konsystencję delikatnego i średnio gęstego kremu, w którym znajdują się składniki złuszczające - między innymi drobno zmielone łupiny z pestek moreli. Aplikacja peelingu jest na prawdę łatwa i bardzo przyjemna, także za sprawą ślicznego zapachu. Po nałożeniu produktu na mokrą skórę głowy należy wykonać delikatny masaż, który jest cudownie relaksujący. Peeling delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę głowy, pozytywnie wpływając na jej kondycję. Jest to kosmetyk który zasługuje na osobną recenzję, więc zamierzam poświęcić mu jeden z kolejnych postów. 

Resibo 
Serum naturalnie wygładzające
___________________________

Estetyczna, szklana buteleczka z wygodną w użyciu pipetą, kryje w sobie specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki o potwierdzonym działaniu odmładzającym. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej działa jak naturalny botoks. Lakesis, czyli ekstrakt z "łez" drzewa pistacia lentiscus pobudza produkcję tak zwanego "białka młodości", dzięki czemu skóra odzyskuje gęstość i wygląda na bardziej jędrną. Olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, regenerujące i przeciwzmarszczkowe. Skwalan roślinny zapobiega utracie wilgotności oraz przywraca skórze gładkość i elastyczność. Olej buriti jest silnym naturalnym przeciwutleniaczem, likwiduje drobne zmarszczki oraz nawilża skórę. Skład uzupełnia najwyższej jakości pochodna witaminy C, odznaczająca się wysoką skutecznością. Jest to produkt, który stał się nieodłącznym elementem mojej wieczornej pielęgnacji. Przyjemną aplikację serum umila subtelny aromat, a po delikatnym wklepaniu w skórę kosmetyk ładnie się wchłania. Działanie jest fantastyczne!  Serum intensywnie wygładza skórę, nawilża i odżywia, a także delikatnie ujędrnia. Łagodzi podrażnienia i skutecznie niweluje ewentualne przesuszenia. Cera staje się bardziej promienna i wygląda zdrowiej. Serum nie jest tanie, ale za to wyjątkowo wydajne i na prawdę skuteczne.

Isana
Masełko do ust "Fresh Berries"
___________________________

Produkt do pielęgnacji ust zamknięty w niewielkim, metalowym pojemniczku, o przyjemnym  i apetycznym zapachu owoców leśnych. Co prawda jego treściwa konsystencja przypomina mi raczej zbitą wazelinę niż "masełko" do ust, ale mimo wszystko bardzo go polubiłam. Bezbarwna formuła skutecznie nawilża, odżywia i chroni usta oraz nadaje im lekki połysk. W jego składzie znajdziemy między innymi olejek rycynowy, masło shea oraz olej jojoba. 

Lovely
Puder ryżowy "White chocolate"
____________________________

Transparentny puder prasowany w przyjemnym dla oka kartonowym opakowaniu, który swoją strukturą przypomina tabliczkę czekolady. Prawdę mówiąc kupiłam go z czystej ciekawości i nie liczyłam na efekt "wow", tymczasem puder pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie stapia się z cerą dzięki czemu staje się niewidoczny na skórze, oraz skutecznie matuje moją strefę T nawet na kilka godzin. Optycznie wygładza skórę i przyzwoicie utrwala makijaż. I choć kartonowe opakowanie nie jest zbyt trwałe, a zapach pudru nie do końca przypomina mi obiecywany intensywny czekoladowy aromat, to i tak bardzo polubiłam ten puder. Moim zdaniem jest to najbardziej udany produkt z całej gamy "Chocolate" i jeden z tych kosmetyków, który z chęcią kupiłabym ponownie.

Bourjois
Paleta cieni "Les Nudes"
_____________________

Niewielka i zgrabna paletka o subtelnej szacie graficznej i niezwykle wygodnym, obrotowym lusterku, zawierająca osiem cieni do powiek w tonacji "nude", idealnych do wykonania dziennego makijażu. Do tej pory sięgałam w zasadzie wyłącznie po cienie do powieki o matowym wykończeniu, jednak dzięki tej paletce pozwoliłam sobie na małe urozmaicenie i lekki "błysk" na powiekach, bowiem cienie posiadają świecące drobinki. Odcienie dobrze ze sobą harmonizują i można je dowolnie mieszać, lub nakładać pojedynczo. Są całkiem nieźle napigmentowane i dobrze się rozprowadzają, a nałożone z umiarem zapewniają efekt subtelnego rozświetlenia. Wiosną można odrobinę zaszaleć :)


Jeżeli znacie któryś z pokazanych wyżej kosmetyków dajcie koniecznie znać jak spisał się u Was! 

2 maja 2017

Garść kwietniowych nowości kosmetycznych

Płatający pogodowe figle kwiecień umiliłam sobie nieco małymi zakupami. Wiosennych nowości przybyło zarówno w mojej garderobie, jak i kosmetycznych zapasach - tym razem każdy zakup był przemyślany i ilość kwietniowych zdobyczy na szczęście nie przyprawia o ból głowy :) 

Wśród kosmetycznych nowości ostatnich tygodni nie sposób pominąć zakupów w drogerii Rossmann, podczas słynnej promocji która miała miejsce kilka dni temu. Chętnie korzystam z tego typu akcji, ponieważ jest to świetna okazja do wypróbowania kosmetycznych nowości, na które tym razem w głównej mierze postawiłam. Jakie produkty znalazły się na mojej liście zakupowej? 

Marka L'Oreal Paris skusiła mnie ciekawą nowością, czyli Paletą korektorów do twarzy "Total Cover", która posiada aż pięć różnych odcieni pozwalających na skorygowanie mankamentów urody takich jak przebarwienia, cienie pod oczami czy zaczerwienienia. Kremowa formuła produktu zapewnia szybką i łatwą aplikację oraz wysokie krycie niedoskonałości bez efektu maski, utrzymując się na skórze przez wiele godzin. Nie mogłam przejść obojętnie także obok najnowszych matowych Pomadek do ust "Matte Adiction" z gamy Color Riche, które dostępne są w wielu ślicznych odcieniach. Posiadają miękką i kremową formułę wzbogaconą w olejek Jojoba oraz olej Camelia, dzięki czemu zapewniają efekt gładkich, zadbanych i odpowiednio nawilżanych ust. Spośród bogatej gamy kolorystycznej wybrałam dla siebie dwa odcienie - nr 103 Blush In A Rusch, oraz nr 104 Strike A Rose. Ostatni kosmetyk tej marki który kupiłam nie jest co prawda nowością, ale za to moim niekwestionowanym ulubieńcem w kategorii matujących podkładów do twarzy - mowa o podkładzie z gamy Infallible "Matte" w odcieniu nr 11 Vanilla.

Marka Maybelline przyciągnęła moją uwagę najnowszą Paletą cieni do powiek "The Blushed Nudes", która umożliwia wykonanie zarówno dziennego, jak i eleganckiego makijażu. W opakowaniu znajduje się dwanaście odcieni o matowym, oraz lekko błyszczącym wykończeniu. Muszę przyznać, że kolory są śliczne i już skradły moje serce ♥ Kosmetykiem który bardzo chciałam wypróbować jest nowy Podkład matujący Fit Me! dedykowany skórze normalnej i tłustej, o którym czytałam wiele dobrego. Zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień 105 Natural Ivory, który okazał się przyjemnym, klasycznym beżem. Wśród nowości wypatrzyłam także Paletę do stylizacji brwi "Master Brow", która składa się z wygładzającego wosku, cienia nadającego kolor, rozświetlacza oraz niewielkiego pędzelka z dwoma końcówkami. Zestaw dostępny jest w dwóch  wariantach kolorystycznych, ja wybrałam jaśniejszy Soft Brown.

Polska marka Wibo na bieżąco poszerza swój asortyment wprowadzając coraz ciekawsze i na prawdę ładnie zapakowane kosmetyki. Niestety z listy którą sporządziłam udało mi się kupić tylko jedną rzecz, czyli Brozner do twarzy i ciała "Into The Sun" który jest matowy i pozbawiony drobinek rozświetlających, czyli dokładnie taki, jak lubię najbardziej. Szkoda tylko, że jego odcień nie jest w chłodniejszej tonacji, bo mógłby zostać bronzerem idealnym.

Szafę z kosmetykami marki Revlon odwiedzam podczas takich promocji obowiązkowo. Tym razem skupiłam swoją uwagę na najnowszych Pomadkach do ust "Ultra HD Gel Lipcolor", które posiadają wyjątkową formułę - pigmenty zostały zatopione w żelowej bazie, dzięki czemu ich wysokie stężenie pozwala uzyskać intensywny i błyszczący kolor nie obciążając przy tym ust. Dodatkowo pomadki zostały wzbogacone w nawilżający kwas hialuronowy. Bardzo spodobała mi się gama kolorystyczna tych pomadek oraz metaliczne, smukłe opakowania. Wybrałam dwa odcienie: delikatny i lekko połyskujący róż 720 Pink Cloud będący miłą odmianą od królujących ostatnio u mnie pomadek o matowym wykończeniu, oraz intensywny i soczysty róż wpadający w fuksję 730 Tropical, który pięknie ożywia cerę. A ponieważ kosmetyków do pielęgnacji ust nigdy u mnie za dużo, do koszyka z zakupami włożyłam także Balsam do ust "Revlon Kiss" w wersji Fresh Strawberry, którego formuła została wzbogacona naturalnymi olejami. Balsam oprócz właściwości nawilżających i wygładzających nadaje ustom delikatny kolor, a dzięki filtrowi SPF 20 zapewnia ochronę przeciwsłoneczną.

Najnowsza linia kosmetyków po pielęgnacji ciała marki Body Shop "Almond Milk & Honey" idealnie wpisuje się w moje pielęgnacyjne potrzeby i otula ciało subtelnym, przyjemnym zapachem. Seria bazuje na mleku migdałowym i miodzie łącząc w sobie odżywcze i przywracające nawilżenie składniki z delikatnymi formułami. Wszystkie produkty z linii zawierają organiczne mleczko migdałowe z Aragon (regionu w północno-wschodniej Hiszpanii), organiczny olejek migdałowy z Alikante na południu Hiszpanii, oraz miód z lasów deszczowych Sheki z Etiopii. Specjalnie sformułowany, relaksujący i hipoalergiczny zapach minimalizuje ryzyko jakichkolwiek podrażnień. Na nutę głowy składa się jabłko, grejpfrut i pomarańcz, w sercu zapachu znajdziemy miód, różę i jaśmin, a jego bazą jest kokos, wanilia, piżmo i drzewo sandałowe. W skład linii wchodzi żel pod prysznic, delikatne mleczko do kąpieli, kostka do mycia ciała, masło do ciała, balsam do ciała, kremowy peeling oraz ochronny krem do rąk. Ja wybrałam żel pod prysznic, kojące masło do ciała i nawilżający balsam do ciała. Kosmetyki nie tylko skutecznie pielęgnują, ale mają także przyjemne formuły i ślicznie pachną.

W kwietniu otrzymałam także wspaniałe produkty do testowania w ramach Klubu Ekspertek portalu Ofeminin.pl wśród których znalazł się Micelarny szampon kojąco-nawilżający H-SENSITONIN oraz Oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy H-STIMUPEEL marki Pharmaceris. Oba kosmetyki mnie zachwyciły, a zwłaszcza peeling do skóry głowy, którego byłam szczególnie ciekawa gdyż to pierwszy tego typu produkt w mojej pielęgnacji włosów. Niebawem pojawi się recenzja, w której szczegółowo opiszę moje odczucia po użyciu obu kosmetyków, póki co mogę Wam zdradzić, że powyższy duet z pewnością zagości w ulubieńcach kwietnia. Udało mi się także zakwalifikować do testów najnowszej maskary marki Rimmel "Volume Shake", która posiada rewolucyjną technologię Shake-Shake z opatentowanym mechanizmem, dzięki czemu pozostaje świeża od pierwszego do ostatniego użycia. Jak sprawdza się na moich rzęsach przeczytacie w osobnej recenzji.

Jak widzicie, niewiele tym razem kosmetyków do pielęgnacji ciała, królują bowiem produkty do makijażu. A ja ochoczo zabieram się za dalsze testowanie nowości :)


23 kwietnia 2017

ZIAJA - Orzeźwiająca mgiełka zapachowa do twarzy ciała i włosów, oraz Żel micelarny z ogórkiem, miętą i kwasem PHA

Już jakiś czas temu wspominałam Wam o paczce z kosmetykami marki Ziaja, którą otrzymałam w ramach współpracy. Dzisiaj pokażę Wam bliżej dwa kolejne produkty, których używam już na tyle długo, ze mogę się na ich temat śmiało wypowiedzieć, a które być może akurat Was zainteresują :) Po Żel micelarny sięgnęłam jak tylko skończyłam używać mojego dotychczasowego ulubieńca (klik) wśród produktów do oczyszczania twarzy, natomiast Orzeźwiająca mgiełka towarzyszyła mi już wcześniej, bowiem pierwszy raz użyłam jej jako produktu do zwilżania własnoręcznie przygotowanej maseczki na bazie glinki. 

Oba kosmetyki znajdują się w plastikowych opakowaniach o minimalistycznej, ale czytelnej szacie graficznej. Orzeźwiająca mgiełka posiada wygodny w użyciu atomizer, dzięki któremu wydostający się z opakowania produkt ma postać na prawdę delikatnej i leciutkiej mgiełki. Żel micelarny posiada równie praktyczne opakowanie zakończone dozownikiem z pompką, który znacznie ułatwia precyzyjnie i jednocześnie higieniczne dozowanie.

Oczyszczający żel micelarny - ogórek, mięta, kwas PHA
Ultralekka receptura w formie delikatnie pieniącego żelu micelarnego. Łagodnie, ale skutecznie oczyszcza każdy rodzaj skóry. Zawiera kwas laktobionowy z grupy Polihydroksykwasów - PHA - o działaniu nawilżającym i łagodzącym, oraz ekstrakty: Cucumis Sativus i Mentha piperita. Żel jest przyjemny w aplikacji i odświeżający. Ma energetyczny, lekko chłodzący zapach. Łagodnie myje i oczyszcza skórę, równocześnie zmiękczając i wygładzając naskórek. Nie zaburza właściwego poziomu nawilżenia skóry, zapewnia uczucie czystości i orzeźwienia.

Kosmetyk ma konsystencję lekkiego, średnio gęstego żelu o jasnozielonym, transparentnym zabarwieniu. Kompozycja zapachowa jest bardzo przyjemna i świeża - dominuje nuta zielonego ogórka przełamana delikatną wonią mięty, dzięki czemu całość jest orzeźwiająca i umilająca aplikację. Żel łatwo się aplikuje, a w połączeniu z wodą tworzy delikatnie kremową i mało obfitą, w zasadzie znikomą pianę. Bezproblemowo się spłukuje nie pozostawiając na skórze żadnego filmu. Dogłębnie oczyszcza i odświeża skórę, delikatnie wygładza cerę i mam wrażenie, że przy systematycznym stosowaniu leciutko ją rozjaśnia. Dobrze oczyszcza strefę T z nadmiaru sebum, nie podrażniając przy tym pozostałych, wrażliwych partii mojej twarzy, jednak bezpośrednio po spłukaniu pozostawia na skórze lekki dyskomfort w postaci uczucia ściągnięcia, które znika po zastosowaniu toniku i kremu o działaniu nawilżającym. Żel nie zawiera SLS, a w jego składzie znajdziemy między innymi glicerynę, ekstrakt z ogórka, ekstrakt z mięty pieprzowej i kwas laktobionowy. W opakowaniu znajduje się 200 ml żelu, a jego koszt to około 9 złotych.

Skład: Aqua (Water), Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Cocoyl Isethionate,Undecylenamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Lactobionic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, CI 42090 (FD&C Blue No.1), CI 19140 (FD&C Yellow No.5), CI 47005 (D&C Yellow No.10)


Orzeźwiająca mgiełka zapachowa - twarz, ciało, włosy
Delikatna mgiełka o inspirującym, szyprowym zapachu natury z wyczuwalną świeżością ogrodu i ziół oraz nutą kwiatów i cytrusów. Zapewnia uczucie świeżości i orzeźwienia, doskonale nawilża oraz tonizuje. Działa łagodnie na skórę pozostawiając trwały, perfumeryjny zapach. Przeznaczona jest do stosowania na twarz, ciało oraz włosy. 

Mgiełka ma niezbyt intensywny i  ciekawy zapach, który trudno jednoznacznie opisać, łączy bowiem w sobie aromat ziół i kwiatów z nutami drzewnymi i owocowymi. Co prawda szyprowe nuty zapachowe nie należą do moich ulubionych, ale towarzystwo kwiatowego, a nawet lekko cytrusowego aromatu sprawia, że zapach jest przyjemny dla nosa. Po aplikacji na skórę staje się dosyć subtelny i nie utrzymuje się zbyt długo.  Ogromnym plusem tego produktu jest wspomniany już wyżej atomizer, który rozpyla zawartość opakowania w formie leciutkiej i delikatnej wodnej mgiełki, dzięki czemu mogłam bez obaw stosować go bezpośrednio na twarz. Kosmetyk błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia na skórze żadnego filmu, za to intensywnie orzeźwia. Mgiełka ma właściwości nawilżające oraz łagodzące, zapewniając przy tym natychmiastowe odświeżenie. Produkty tego typu można stosować przez cały rok i na wiele sposobów, ja używam ich najczęściej na twarz, nawet kilkukrotnie w ciągu dnia, kiedy moja cera potrzebuje dawki lekkiego nawilżenia bądź orzeźwienia i w tej roli mgiełka spisuje się znakomicie. Rewelacyjnie sprawdza się także do zwilżania maseczek na bazie glinek :) Latem może okazać się przyjemnym produktem do odświeżania ciała a także włosów, o ile spryskujecie je podobnymi produktami. Kosmetyk nie podrażnił i nie przesuszył mojej  skóry. Opakowanie zawiera 100 ml produktu i kosztuje około 7 złotych. 

Skład: Aqua (Water), Propylene Glycol, Panthenol, Glycerin, PPG-26-Blueth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Limonene, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Bytylphenyl Methypropional, Linalool, Geraniol, Citral, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citric Acid

Oba kosmetyki posiadają przyjazną dla portfela cenę i są łatwo dostępne - kupicie je w aptekach, drogeriach, stacjonarnych punktach sprzedaży marki Ziaja, czy sklepie internetowym e-ziaja. Ja chętnie sięgnę ponownie po orzeźwiającą mgiełkę zapachową, która okazała się bardzo przyjemnym i uniwersalnym kosmetykiem, który powinien idealnie sprawdzić się latem. Mieszane uczucia mam odnoście żelu micelarnego - z jednej strony bardzo go polubiłam ze względu na lekką, żelową konsystencję, śliczny ogórkowy zapach i skuteczne oczyszczanie, jednak dyskomfort w postaci mało przyjemnego ściągnięcia jakie finalnie pozostawia na mojej skórze sprawia, że raczej nie sięgnę po niego ponownie. Uważam jednak, że oba kosmetyki są warte wypróbowania, zwłaszcza jeśli szukacie całkiem przyjemnych produktów w niskiej cenie.



18 kwietnia 2017

NACOMI - Coconut Cream, czyli organiczny olej kokosowy w postaci jedwabistego kremu

Polską markę Nacomi darzę sporą sympatią, ponieważ niemal wszystkie kosmetyki które do tej pory wypróbowałam dobrze się u mnie sprawdzały, a poza tym podoba mi się bogata i systematycznie powiększana oferta produktów w przystępnych cenach. Jednym z kosmetyków tej marki który kusił mnie od jakiegoś czasu jest bohater dzisiejszego posta, czyli Krem kokosowy, którego formuła bazuje na nierafinowanym naturalnym oleju kokosowym. Tłoczony na zimno olej kokosowy w klasycznej postaci jest moim niekwestionowanym ulubieńcem zarówno w pielęgnacji ciała jak i włosów. Produkt marki Nacomi okazał się jednak całkiem niezłą alternatywą, łączącą w sobie przyjemną w aplikacji kremową formułę z bogatym w składniki odżywcze olejem kokosowym.

Opis producenta
Biały, mięsisty miąższ kokosa daje nam to, co w naturze najcenniejsze - głęboko odżywczy, intensywnie nawilżający i odmładzający składnik, czyli olej kokosowy. Przy produkcji kosmetyków Nacomi używany jest nierafinowany olej kokosowy, który wykazuje silne działanie nawilżające i wzmacniające oraz stymuluje skórę skórę do regeneracji. Krem kokosowy przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, twarzy oraz dłoni. Niewielką ilość kosmetyku należy lekko rozgrzać w dłoni a następnie wcierać w skórę okrężnymi ruchami, tak często, jak to tylko potrzebne. Dodatek witaminy E  zwanej witaminą młodości wpływa na zachowanie młodej i jędrnej skóry, działa nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Krem posiada egzotyczny aromat który utrzymuje się długo na skórze i wprawia w pozytywny nastrój.

Moim okiem
Krem znajduje się w solidnym, płaskim plastikowym pojemniczku z klasyczną zakrętką, pod którą znajduje się dodatkowe przezroczyste wieczko zabezpieczające zawartość opakowania. Szata graficzna tego dwukolorowego pojemniczka jest bardzo przyjemna dla oka. Połączenie transparentnego spodu o ślicznej, turkusowej barwie, z białą zakrętką kuszącą rysunkiem apetycznego orzecha kokosowego zdecydowanie zachęca, aby przyjrzeć się bliżej temu kosmetykowi. Opakowanie jest poręczne i wygodne w użyciu.

Konsystencja produktu w opakowaniu wydaje się być dosyć zbita i gęsta, jednak nie sprawia żadnego problemu podczas aplikacji, a wręcz przeciwnie - pod wpływem ciepła dłoni staje się jedwabiście kremowa i zaskakuje przyjemną lekkością, dzięki czemu łatwo się nakłada. Taka maślana konsystencja od razu przypadła mi do gustu - nie raz już zresztą wspominałam, że nie jestem fanką wodnistych lotionów czy lekkich balsamów do pielęgnacji ciała i niezależnie od pory roku wybieram kosmetyki o treściwszej formule.

Zapach jest niewątpliwym atutem tego kremu i powinien spodobać się w szczególności fanom kokosowego aromatu. Kosmetyk pachnie wyjątkowo apetycznie, niemal identycznie jak kokosowe wiórki ♥  Jest typowo kokosowy i lekko słodki, o wyważonej intensywności, dzięki czemu nie nachalny ani męczący. W moim odczuciu brak w nim chemicznej nuty. Dobrze wyczuwalny jest już w opakowaniu, jednak mam wrażenie, że cały swój bogaty aromat uwalnia w pełni dopiero podczas kontaktu ze skórą. Po aplikacji utrzymuje się dosyć długo na skórze, co dla mnie jest dużym plusem.

Zgodnie z zaleceniami producenta krem najlepiej wcierać w skórę okrężnymi ruchami, co biorąc pod uwagę jego przyjemną konsystencję i śliczny zapach, jest bardzo relaksującą czynnością. Co prawda nie jest to kosmetyk który wnika w skórę z prędkością światła, ale nałożony niezbyt grubą warstwą wchłania się bardzo przyzwoicie, nie pozostawiając finalnie na skórze żadnego filmu. Kremu używałam do pielęgnacji ciała po wieczornej kąpieli i okazał się bardzo skuteczny - nie tylko intensywnie nawilża, odżywia i regeneruje, ale także świetnie wygładza i uelastycznia skórę. Co ważne, efekt jest długotrwały, a regularne stosowanie znacznie poprawia kondycję skóry. Krem sprawdził się również jako kosmetyk o działaniu kojącym przy delikatnych podrażnieniach powstałych w wyniku depilacji mechanicznej. Jest to produkt który znakomicie pielęgnuje nie tylko skórę ciała, którą znakomicie regeneruje po zimie, ale także dłoni, łącznie ze skórkami wokół paznokci. Choć w opakowaniu znajduje się zaledwie 100 ml kremu, produkt okazał się całkiem wydajny, ponieważ już niewielka ilość wsmarowana w skórę pozwoliła mi uzyskać zadowalający efekt pielęgnacyjny.

Skład
Aqua, Cocos Nucifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Tocopherol Acetate, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydrostearc Acid

Za opakowanie kremu trzeba zapłacić około 15-18 złotych. Kosmetyk kupicie w wielu drogeriach internetowych, sklepie internetowym marki Nacomi, natomiast stacjonarnie dostępny jest z pewnością w drogeriach Hebe. Polecam wszystkim fanom kokosowego aromatu i produktów do pielęgnacji ciała o maślanej konsystencji :)



9 kwietnia 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - marzec !

W ostatnim poście z tej serii pokazywałam Wam ulubieńców stycznia. W lutym skupiłam się głównie na zużywaniu otwartych kosmetyków i starałam się nie sięgać po nowości, więc nie znalazłam nic na tyle wyjątkowego,  co mogłabym umieścić w gronie ulubieńców. Marzec natomiast przyniósł wiele obiecujących odkryć kosmetycznych, którymi z pewnością będę się dzielić z Wami na blogu :) Tymczasem dokonując małego podsumowania wybrałam sześć kosmetyków, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w ubiegłym miesiącu i które bardzo polubiłam - choć do jednego z nich przekonałam się dopiero po kilku aplikacjach ;)

Fantastyczna kosmetyczna marcowa szóstka:

Nacomi
Jedwabisty krem z organicznym olejem kokosowym
Krem na bazie zimnotłoczonego oleju kokosowego, który według producenta przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, dłoni i twarzy. W moim przypadku sprawdził się znakomicie jako kosmetyk do pielęgnacji ciała. Ma intensywnie kremową i dosyć bogatą konsystencję, ale bardzo przyjemnie się aplikuje i dosyć szybko wnika w skórę, otulając ją subtelnym, ślicznym kokosowym zapachem. Kosmetyk nawilża, odżywia i intensywnie wygładza skórę. Jest ciekawą alternatywą dla klasycznego oleju kokosowego.

Bioderma
Krem do twarzy Hydrabio Perfecteur SPF 30
Krem do twarzy o działaniu nawilżającym, wygładzającym i rozświetlającym skórę. Patent Aquagenium™ zapewnia doskonałe nawilżenie wszystkich warstw naskórka: witamina PP wspomaga zatrzymywanie wody w skórze, a wyciąg z pestek jabłek stymuluje powstanie akwaporyn, które stanowią naturalne kanały przepływu wody w skórze. Oprócz tego krem zapewnia ochronę przed promieniami UV gdyż zawiera filtry UVA/UVB. Dzięki zawartości pudrowych i perłowych drobinek kosmetyk maskuje przebarwienia i nadaje skórze natychmiastowy blask. Zawarty w kremie kwas salicylowy wyrównuje i wygładza skórę. Przyznam szczerze, że podczas pierwszej aplikacji krem mnie nie zachwycił, ale postanowiłam dać mu szansę i z każdym kolejnym dniem odkrywałam coraz więcej jego zalet. Począwszy od przyjemnego dla oka i funkcjonalnego opakowania z higienicznym dozownikiem, po świetne właściwości pielęgnacyjne. Kosmetyk intensywnie nawilża i delikatnie ujednolica koloryt cery, nie podrażnia i nie zapycha. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając na twarzy efekt subtelnego rozświetlenia, którego bardzo potrzebowała moja odrobinę poszarzała po zimie cera. 

Dove
Pianka do mycia ciała "Revitalisin pear"
W marcu skusiłam się na jedną z nowości w asortymencie marki Dove, czyli piankę pod prysznic o bardzo ładnym, świeżym zapachu aromatycznej gruszki z nutką aloesu w tle. Pianka wyróżnia się przyjemną i leciutką konsystencją przypominającą idealnie spienione mleko. Dobrze oczyszcza nie wysuszając i nie podrażniając przy tym mojej skóry. Po jej użyciu skóra jest na tyle miła w dotyku, że mogłabym obejść się bez dodatkowego kosmetyku nawilżającego w postaci masła lub balsamu do ciała. Pisałam o niej w poprzednim poście - klik

Dove
Antyperspirant w aerozolu "Pear and aloe vera"
Zapach pianki do mycia ciała spodobał mi się tak bardzo, że podczas kolejnej wizyty w drogerii sięgnęłam po antyperspirant w aerozolu z mojej ulubionej serii "Go Fresh" o tym samym zapachu. Dzięki temu mogę cieszyć się subtelnym aromatem świeżej, a jednocześnie soczyście słodkiej gruszki znacznie dużej. Oprócz walorów zapachowych antyperspirant ma także inne zalety - zapewnia mi ochronę przed poceniem się przez cały dzień, nie podrażnia delikatnej skóry pod pachami i nie brudzi ubrań.

Bourjois
Podkład do twarzy Healthy Mix 
W marcu zaczęłam używać witaminowy podkład rozświetlający Healthy Mix w nowej wersji, która została wzbogacona w krystaliczne pigmenty, dzięki czemu cera jest jeszcze bardziej rozświetlona i ujednolicona, oraz witaminy C, E i B5. Oprócz tego podkład zawiera wyciągi z moreli, jabłek i melonów. Wybrałam najjaśniejszy odcień podkładu o numerze 51 - Light vanilla, który okazał się ładnym beżem z przewagą pożądanych przeze mnie żółtych tonów. Kosmetyk ma kremową, ale lekką konsystencję, zapewniającą krycie na poziomie średnim. Łatwo i równomiernie się rozprowadza, nie pozostawia smug, nie zapycha i nie podrażnia. Idealnie dopasowuje się do cery, zapewniając na prawdę ładny i naturalny wygląd bez efektu maski. Podkład ma właściwości delikatnie rozświetlające cerę, dzięki czemu maskuje ślady zmęczenia i dodaje skórze blasku. W połączeniu z korektorem z tej samej serii który kupiłam kilka dni temu tworzy wyjątkowo udany duet. I choć jego trwałość nie jest aż tak spektakularna jak obiecuje producent i trzeba się liczyć w przypadku cer mieszanych z koniecznością przypudrowania noska w ciągu dnia, to jest to moim zdaniem jeden z przyjemniejszych podkładów drogeryjnych.

Golden Rose
Matowa pomadka w kredce
Słynna matowa pomadka w kredce, którą w marcu wypróbowałam po raz pierwszy - uwierzycie? Posiadam odcień numer 10, który okazał się ślicznym, chłodnym różem, dokładnie takim jak lubię. Pomadka ma bardzo przyjemną, aksamitnie kremową konsystencję, dzięki czemu wyjątkowo wygodnie, łatwo i równomiernie się rozprowadza. Nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek, a dodatkowo długo się utrzymuje. Teraz już wiem, dlaczego te pomadki są aż tak lubiane i z pewnością kupię kilka innych odcieni. Świetny produkt w przyjaznej dla portfela cenie, w dodatku dostępny w wielu pięknych odcieniach.


Znacie jakieś kosmetyki spośród mojej ulubionej marcowej szóstki? 

4 kwietnia 2017

Nowość od DOVE - Pianka do mycia ciała w wersji "Revitalising pear"

W ostatnich dniach piękna pogoda wprost nas rozpieszcza. Wiosna zawitała już na dobre, więc z chęcią odstawiłam kosmetyki, które ze względu na swoje słodkie i mocno otulające aromaty umilały mi zimowy czas, poszukując jednocześnie zapachów lżejszych i orzeźwiających - zwłaszcza wśród produktów do ciała. A biorąc pod uwagę, że trudno mi przejść obojętnie obok wszelkich nowości pojawiających się na drogeryjnych półkach, skusiłam się na jeden z najnowszych produktów lubianej przeze mnie marki Dove - Piankę do mycia ciała. Spośród trzech dostępnych wersji zapachowych wybrałam ciekawe połączenie gruszki z aloesem, licząc na odrobinę owocowej świeżości. I tak oto znalazłam jednego ze swoich kosmetycznych ulubieńców marca ;)

Opis producenta
Odmień swój codzienny prysznic z lekką jak chmurka pianką do mycia ciała Dove. Naciśnij pompkę, by uwolnić leciutką piankę, która nawilży Twoją skórę. Pianka łatwo się spłukuje pozostawiając skórę czystą oraz gładką. Lekkość, której szukasz. Pielęgnacja, której potrzebujesz.

Moim okiem
Produkt znajduje się w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml, zakończonym sporym, ale bardzo wygodnym w użyciu dozownikiem z pompką, który działa bez zarzutu i świetnie sprawdza się pod prysznicem. Szata graficzna opakowania jest estetyczna - dominuje przyjemna dla oka biel, ożywiona kilkoma akcentami kolorystycznymi.

Po naciśnięciu dozownika z opakowania wydobywa się leciutka, puszysta i niezwykle delikatna pianka, która swoją konsystencją przypomina mi idealnie spienione mleko. Mimo iż pianka jest dosyć rzadka, to podczas aplikacji nie przecieka przez palce i nie spływa ze skóry.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w tym produkcie, jest zapach dojrzałej i soczystej, aromatycznej gruszki ♥ Bardzo przyjemny, świeży, relaksujący i orzeźwiający, z subtelną nutką aloesu i słodyczy w tle. Co prawda nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, ale zdecydowanie umila aplikację i roztacza podczas kąpieli aromatyczną woń w całej łazience. Jeśli lubicie aromat gruszek, to zapewne pianka w tej właśnie wersji także i Wam przypadnie do gustu.

Aplikacja produktu jest bardzo przyjemna, choćby dlatego, że w kontakcie ze zwilżoną skorą konsystencja pianki staje się delikatnie kremowa i idealnie się rozprowadza. Kosmetyk spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu produktom: skutecznie oczyszcza, świetnie odświeża, otula ciało ślicznym owocowym aromatem i nie pozostawia na skórze żadnej tłustej warstewki. Co prawda nie ma co liczyć na wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne, ale pianka nie wysusza ani nie podrażnia mojej skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Łatwo się spłukuje, pozostawiając skórę na prawdę przyjemną w dotyku. Do minusów zaliczyłabym cenę, która niestety nie idzie w parze z wydajnością - pianki dosyć szybko ubywa, zwłaszcza, jeśli podkradają ją pozostali domownicy :)

Skład
Aqua, Sodium Lauroyl Glutamate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Sodium Lauroyl Glycinate, Lauric Acid, Sodium Laurate, Parfum, Polysorbate 20, Citric Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, PEG-4, PEG-4 Dilaurate, PEG-4 Laurate, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool

W sprzedaży dostępne są trzy wersje zapachowe: klasyczna i dobrze znana nuta zapachowa Dove, wersja o zapachu pistacji i magnolii oraz właśnie gruszki z aloesem, która bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością jeszcze nie raz zagości w mojej łazience. Opakowanie zawiera 200 ml produktu i kosztuje około 20 złotych. Pianki dostępne są miedzy innymi  w drogeriach Rossmann.

Etykiety:

recenzja (181) ulubione kosmetyki (139) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (47) włosy (42) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (30) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (20) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) mój pies (14) zdrowie (14) Isana (13) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) Nivea (8) maska do włosów (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) krem do twarzy (7) kremy (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)