23 kwietnia 2017

ZIAJA - Orzeźwiająca mgiełka zapachowa do twarzy ciała i włosów, oraz Żel micelarny z ogórkiem, miętą i kwasem PHA

Już jakiś czas temu wspominałam Wam o paczce z kosmetykami marki Ziaja, którą otrzymałam w ramach współpracy. Dzisiaj pokażę Wam bliżej dwa kolejne produkty, których używam już na tyle długo, ze mogę się na ich temat śmiało wypowiedzieć, a które być może akurat Was zainteresują :) Po Żel micelarny sięgnęłam jak tylko skończyłam używać mojego dotychczasowego ulubieńca (klik) wśród produktów do oczyszczania twarzy, natomiast Orzeźwiająca mgiełka towarzyszyła mi już wcześniej, bowiem pierwszy raz użyłam jej jako produktu do zwilżania własnoręcznie przygotowanej maseczki na bazie glinki. 

Oba kosmetyki znajdują się w plastikowych opakowaniach o minimalistycznej, ale czytelnej szacie graficznej. Orzeźwiająca mgiełka posiada wygodny w użyciu atomizer, dzięki któremu wydostający się z opakowania produkt ma postać na prawdę delikatnej i leciutkiej mgiełki. Żel micelarny posiada równie praktyczne opakowanie zakończone dozownikiem z pompką, który znacznie ułatwia precyzyjnie i jednocześnie higieniczne dozowanie.

Oczyszczający żel micelarny - ogórek, mięta, kwas PHA
Ultralekka receptura w formie delikatnie pieniącego żelu micelarnego. Łagodnie, ale skutecznie oczyszcza każdy rodzaj skóry. Zawiera kwas laktobionowy z grupy Polihydroksykwasów - PHA - o działaniu nawilżającym i łagodzącym, oraz ekstrakty: Cucumis Sativus i Mentha piperita. Żel jest przyjemny w aplikacji i odświeżający. Ma energetyczny, lekko chłodzący zapach. Łagodnie myje i oczyszcza skórę, równocześnie zmiękczając i wygładzając naskórek. Nie zaburza właściwego poziomu nawilżenia skóry, zapewnia uczucie czystości i orzeźwienia.

Kosmetyk ma konsystencję lekkiego, średnio gęstego żelu o jasnozielonym, transparentnym zabarwieniu. Kompozycja zapachowa jest bardzo przyjemna i świeża - dominuje nuta zielonego ogórka przełamana delikatną wonią mięty, dzięki czemu całość jest orzeźwiająca i umilająca aplikację. Żel łatwo się aplikuje, a w połączeniu z wodą tworzy delikatnie kremową i mało obfitą, w zasadzie znikomą pianę. Bezproblemowo się spłukuje nie pozostawiając na skórze żadnego filmu. Dogłębnie oczyszcza i odświeża skórę, delikatnie wygładza cerę i mam wrażenie, że przy systematycznym stosowaniu leciutko ją rozjaśnia. Dobrze oczyszcza strefę T z nadmiaru sebum, nie podrażniając przy tym pozostałych, wrażliwych partii mojej twarzy, jednak bezpośrednio po spłukaniu pozostawia na skórze lekki dyskomfort w postaci uczucia ściągnięcia, które znika po zastosowaniu toniku i kremu o działaniu nawilżającym. Żel nie zawiera SLS, a w jego składzie znajdziemy między innymi glicerynę, ekstrakt z ogórka, ekstrakt z mięty pieprzowej i kwas laktobionowy. W opakowaniu znajduje się 200 ml żelu, a jego koszt to około 9 złotych.

Skład: Aqua (Water), Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Cocoyl Isethionate,Undecylenamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Lactobionic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, CI 42090 (FD&C Blue No.1), CI 19140 (FD&C Yellow No.5), CI 47005 (D&C Yellow No.10)


Orzeźwiająca mgiełka zapachowa - twarz, ciało, włosy
Delikatna mgiełka o inspirującym, szyprowym zapachu natury z wyczuwalną świeżością ogrodu i ziół oraz nutą kwiatów i cytrusów. Zapewnia uczucie świeżości i orzeźwienia, doskonale nawilża oraz tonizuje. Działa łagodnie na skórę pozostawiając trwały, perfumeryjny zapach. Przeznaczona jest do stosowania na twarz, ciało oraz włosy. 

Mgiełka ma niezbyt intensywny i  ciekawy zapach, który trudno jednoznacznie opisać, łączy bowiem w sobie aromat ziół i kwiatów z nutami drzewnymi i owocowymi. Co prawda szyprowe nuty zapachowe nie należą do moich ulubionych, ale towarzystwo kwiatowego, a nawet lekko cytrusowego aromatu sprawia, że zapach jest przyjemny dla nosa. Po aplikacji na skórę staje się dosyć subtelny i nie utrzymuje się zbyt długo.  Ogromnym plusem tego produktu jest wspomniany już wyżej atomizer, który rozpyla zawartość opakowania w formie leciutkiej i delikatnej wodnej mgiełki, dzięki czemu mogłam bez obaw stosować go bezpośrednio na twarz. Kosmetyk błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia na skórze żadnego filmu, za to intensywnie orzeźwia. Mgiełka ma właściwości nawilżające oraz łagodzące, zapewniając przy tym natychmiastowe odświeżenie. Produkty tego typu można stosować przez cały rok i na wiele sposobów, ja używam ich najczęściej na twarz, nawet kilkukrotnie w ciągu dnia, kiedy moja cera potrzebuje dawki lekkiego nawilżenia bądź orzeźwienia i w tej roli mgiełka spisuje się znakomicie. Rewelacyjnie sprawdza się także do zwilżania maseczek na bazie glinek :) Latem może okazać się przyjemnym produktem do odświeżania ciała a także włosów, o ile spryskujecie je podobnymi produktami. Kosmetyk nie podrażnił i nie przesuszył mojej  skóry. Opakowanie zawiera 100 ml produktu i kosztuje około 7 złotych. 

Skład: Aqua (Water), Propylene Glycol, Panthenol, Glycerin, PPG-26-Blueth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Limonene, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Bytylphenyl Methypropional, Linalool, Geraniol, Citral, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citric Acid

Oba kosmetyki posiadają przyjazną dla portfela cenę i są łatwo dostępne - kupicie je w aptekach, drogeriach, stacjonarnych punktach sprzedaży marki Ziaja, czy sklepie internetowym e-ziaja. Ja chętnie sięgnę ponownie po orzeźwiającą mgiełkę zapachową, która okazała się bardzo przyjemnym i uniwersalnym kosmetykiem, który powinien idealnie sprawdzić się latem. Mieszane uczucia mam odnoście żelu micelarnego - z jednej strony bardzo go polubiłam ze względu na lekką, żelową konsystencję, śliczny ogórkowy zapach i skuteczne oczyszczanie, jednak dyskomfort w postaci mało przyjemnego ściągnięcia jakie finalnie pozostawia na mojej skórze sprawia, że raczej nie sięgnę po niego ponownie. Uważam jednak, że oba kosmetyki są warte wypróbowania, zwłaszcza jeśli szukacie całkiem przyjemnych produktów w niskiej cenie.



18 kwietnia 2017

NACOMI - Coconut Cream, czyli organiczny olej kokosowy w postaci jedwabistego kremu

Polską markę Nacomi darzę sporą sympatią, ponieważ niemal wszystkie kosmetyki które do tej pory wypróbowałam dobrze się u mnie sprawdzały, a poza tym podoba mi się bogata i systematycznie powiększana oferta produktów w przystępnych cenach. Jednym z kosmetyków tej marki który kusił mnie od jakiegoś czasu jest bohater dzisiejszego posta, czyli Krem kokosowy, którego formuła bazuje na nierafinowanym naturalnym oleju kokosowym. Tłoczony na zimno olej kokosowy w klasycznej postaci jest moim niekwestionowanym ulubieńcem zarówno w pielęgnacji ciała jak i włosów. Produkt marki Nacomi okazał się jednak całkiem niezłą alternatywą, łączącą w sobie przyjemną w aplikacji kremową formułę z bogatym w składniki odżywcze olejem kokosowym.

Opis producenta
Biały, mięsisty miąższ kokosa daje nam to, co w naturze najcenniejsze - głęboko odżywczy, intensywnie nawilżający i odmładzający składnik, czyli olej kokosowy. Przy produkcji kosmetyków Nacomi używany jest nierafinowany olej kokosowy, który wykazuje silne działanie nawilżające i wzmacniające oraz stymuluje skórę skórę do regeneracji. Krem kokosowy przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, twarzy oraz dłoni. Niewielką ilość kosmetyku należy lekko rozgrzać w dłoni a następnie wcierać w skórę okrężnymi ruchami, tak często, jak to tylko potrzebne. Dodatek witaminy E  zwanej witaminą młodości wpływa na zachowanie młodej i jędrnej skóry, działa nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Krem posiada egzotyczny aromat który utrzymuje się długo na skórze i wprawia w pozytywny nastrój.

Moim okiem
Krem znajduje się w solidnym, płaskim plastikowym pojemniczku z klasyczną zakrętką, pod którą znajduje się dodatkowe przezroczyste wieczko zabezpieczające zawartość opakowania. Szata graficzna tego dwukolorowego pojemniczka jest bardzo przyjemna dla oka. Połączenie transparentnego spodu o ślicznej, turkusowej barwie, z białą zakrętką kuszącą rysunkiem apetycznego orzecha kokosowego zdecydowanie zachęca, aby przyjrzeć się bliżej temu kosmetykowi. Opakowanie jest poręczne i wygodne w użyciu.

Konsystencja produktu w opakowaniu wydaje się być dosyć zbita i gęsta, jednak nie sprawia żadnego problemu podczas aplikacji, a wręcz przeciwnie - pod wpływem ciepła dłoni staje się jedwabiście kremowa i zaskakuje przyjemną lekkością, dzięki czemu łatwo się nakłada. Taka maślana konsystencja od razu przypadła mi do gustu - nie raz już zresztą wspominałam, że nie jestem fanką wodnistych lotionów czy lekkich balsamów do pielęgnacji ciała i niezależnie od pory roku wybieram kosmetyki o treściwszej formule.

Zapach jest niewątpliwym atutem tego kremu i powinien spodobać się w szczególności fanom kokosowego aromatu. Kosmetyk pachnie wyjątkowo apetycznie, niemal identycznie jak kokosowe wiórki ♥  Jest typowo kokosowy i lekko słodki, o wyważonej intensywności, dzięki czemu nie nachalny ani męczący. W moim odczuciu brak w nim chemicznej nuty. Dobrze wyczuwalny jest już w opakowaniu, jednak mam wrażenie, że cały swój bogaty aromat uwalnia w pełni dopiero podczas kontaktu ze skórą. Po aplikacji utrzymuje się dosyć długo na skórze, co dla mnie jest dużym plusem.

Zgodnie z zaleceniami producenta krem najlepiej wcierać w skórę okrężnymi ruchami, co biorąc pod uwagę jego przyjemną konsystencję i śliczny zapach, jest bardzo relaksującą czynnością. Co prawda nie jest to kosmetyk który wnika w skórę z prędkością światła, ale nałożony niezbyt grubą warstwą wchłania się bardzo przyzwoicie, nie pozostawiając finalnie na skórze żadnego filmu. Kremu używałam do pielęgnacji ciała po wieczornej kąpieli i okazał się bardzo skuteczny - nie tylko intensywnie nawilża, odżywia i regeneruje, ale także świetnie wygładza i uelastycznia skórę. Co ważne, efekt jest długotrwały, a regularne stosowanie znacznie poprawia kondycję skóry. Krem sprawdził się również jako kosmetyk o działaniu kojącym przy delikatnych podrażnieniach powstałych w wyniku depilacji mechanicznej. Jest to produkt który znakomicie pielęgnuje nie tylko skórę ciała, którą znakomicie regeneruje po zimie, ale także dłoni, łącznie ze skórkami wokół paznokci. Choć w opakowaniu znajduje się zaledwie 100 ml kremu, produkt okazał się całkiem wydajny, ponieważ już niewielka ilość wsmarowana w skórę pozwoliła mi uzyskać zadowalający efekt pielęgnacyjny.

Skład
Aqua, Cocos Nucifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Tocopherol Acetate, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydrostearc Acid

Za opakowanie kremu trzeba zapłacić około 15-18 złotych. Kosmetyk kupicie w wielu drogeriach internetowych, sklepie internetowym marki Nacomi, natomiast stacjonarnie dostępny jest z pewnością w drogeriach Hebe. Polecam wszystkim fanom kokosowego aromatu i produktów do pielęgnacji ciała o maślanej konsystencji :)



9 kwietnia 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - marzec !

W ostatnim poście z tej serii pokazywałam Wam ulubieńców stycznia. W lutym skupiłam się głównie na zużywaniu otwartych kosmetyków i starałam się nie sięgać po nowości, więc nie znalazłam nic na tyle wyjątkowego,  co mogłabym umieścić w gronie ulubieńców. Marzec natomiast przyniósł wiele obiecujących odkryć kosmetycznych, którymi z pewnością będę się dzielić z Wami na blogu :) Tymczasem dokonując małego podsumowania wybrałam sześć kosmetyków, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w ubiegłym miesiącu i które bardzo polubiłam - choć do jednego z nich przekonałam się dopiero po kilku aplikacjach ;)

Fantastyczna kosmetyczna marcowa szóstka:

Nacomi
Jedwabisty krem z organicznym olejem kokosowym
Krem na bazie zimnotłoczonego oleju kokosowego, który według producenta przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, dłoni i twarzy. W moim przypadku sprawdził się znakomicie jako kosmetyk do pielęgnacji ciała. Ma intensywnie kremową i dosyć bogatą konsystencję, ale bardzo przyjemnie się aplikuje i dosyć szybko wnika w skórę, otulając ją subtelnym, ślicznym kokosowym zapachem. Kosmetyk nawilża, odżywia i intensywnie wygładza skórę. Jest ciekawą alternatywą dla klasycznego oleju kokosowego.

Bioderma
Krem do twarzy Hydrabio Perfecteur SPF 30
Krem do twarzy o działaniu nawilżającym, wygładzającym i rozświetlającym skórę. Patent Aquagenium™ zapewnia doskonałe nawilżenie wszystkich warstw naskórka: witamina PP wspomaga zatrzymywanie wody w skórze, a wyciąg z pestek jabłek stymuluje powstanie akwaporyn, które stanowią naturalne kanały przepływu wody w skórze. Oprócz tego krem zapewnia ochronę przed promieniami UV gdyż zawiera filtry UVA/UVB. Dzięki zawartości pudrowych i perłowych drobinek kosmetyk maskuje przebarwienia i nadaje skórze natychmiastowy blask. Zawarty w kremie kwas salicylowy wyrównuje i wygładza skórę. Przyznam szczerze, że podczas pierwszej aplikacji krem mnie nie zachwycił, ale postanowiłam dać mu szansę i z każdym kolejnym dniem odkrywałam coraz więcej jego zalet. Począwszy od przyjemnego dla oka i funkcjonalnego opakowania z higienicznym dozownikiem, po świetne właściwości pielęgnacyjne. Kosmetyk intensywnie nawilża i delikatnie ujednolica koloryt cery, nie podrażnia i nie zapycha. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając na twarzy efekt subtelnego rozświetlenia, którego bardzo potrzebowała moja odrobinę poszarzała po zimie cera. 

Dove
Pianka do mycia ciała "Revitalisin pear"
W marcu skusiłam się na jedną z nowości w asortymencie marki Dove, czyli piankę pod prysznic o bardzo ładnym, świeżym zapachu aromatycznej gruszki z nutką aloesu w tle. Pianka wyróżnia się przyjemną i leciutką konsystencją przypominającą idealnie spienione mleko. Dobrze oczyszcza nie wysuszając i nie podrażniając przy tym mojej skóry. Po jej użyciu skóra jest na tyle miła w dotyku, że mogłabym obejść się bez dodatkowego kosmetyku nawilżającego w postaci masła lub balsamu do ciała. Pisałam o niej w poprzednim poście - klik

Dove
Antyperspirant w aerozolu "Pear and aloe vera"
Zapach pianki do mycia ciała spodobał mi się tak bardzo, że podczas kolejnej wizyty w drogerii sięgnęłam po antyperspirant w aerozolu z mojej ulubionej serii "Go Fresh" o tym samym zapachu. Dzięki temu mogę cieszyć się subtelnym aromatem świeżej, a jednocześnie soczyście słodkiej gruszki znacznie dużej. Oprócz walorów zapachowych antyperspirant ma także inne zalety - zapewnia mi ochronę przed poceniem się przez cały dzień, nie podrażnia delikatnej skóry pod pachami i nie brudzi ubrań.

Bourjois
Podkład do twarzy Healthy Mix 
W marcu zaczęłam używać witaminowy podkład rozświetlający Healthy Mix w nowej wersji, która została wzbogacona w krystaliczne pigmenty, dzięki czemu cera jest jeszcze bardziej rozświetlona i ujednolicona, oraz witaminy C, E i B5. Oprócz tego podkład zawiera wyciągi z moreli, jabłek i melonów. Wybrałam najjaśniejszy odcień podkładu o numerze 51 - Light vanilla, który okazał się ładnym beżem z przewagą pożądanych przeze mnie żółtych tonów. Kosmetyk ma kremową, ale lekką konsystencję, zapewniającą krycie na poziomie średnim. Łatwo i równomiernie się rozprowadza, nie pozostawia smug, nie zapycha i nie podrażnia. Idealnie dopasowuje się do cery, zapewniając na prawdę ładny i naturalny wygląd bez efektu maski. Podkład ma właściwości delikatnie rozświetlające cerę, dzięki czemu maskuje ślady zmęczenia i dodaje skórze blasku. W połączeniu z korektorem z tej samej serii który kupiłam kilka dni temu tworzy wyjątkowo udany duet. I choć jego trwałość nie jest aż tak spektakularna jak obiecuje producent i trzeba się liczyć w przypadku cer mieszanych z koniecznością przypudrowania noska w ciągu dnia, to jest to moim zdaniem jeden z przyjemniejszych podkładów drogeryjnych.

Golden Rose
Matowa pomadka w kredce
Słynna matowa pomadka w kredce, którą w marcu wypróbowałam po raz pierwszy - uwierzycie? Posiadam odcień numer 10, który okazał się ślicznym, chłodnym różem, dokładnie takim jak lubię. Pomadka ma bardzo przyjemną, aksamitnie kremową konsystencję, dzięki czemu wyjątkowo wygodnie, łatwo i równomiernie się rozprowadza. Nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek, a dodatkowo długo się utrzymuje. Teraz już wiem, dlaczego te pomadki są aż tak lubiane i z pewnością kupię kilka innych odcieni. Świetny produkt w przyjaznej dla portfela cenie, w dodatku dostępny w wielu pięknych odcieniach.


Znacie jakieś kosmetyki spośród mojej ulubionej marcowej szóstki? 

4 kwietnia 2017

Nowość od DOVE - Pianka do mycia ciała w wersji "Revitalising pear"

W ostatnich dniach piękna pogoda wprost nas rozpieszcza. Wiosna zawitała już na dobre, więc z chęcią odstawiłam kosmetyki, które ze względu na swoje słodkie i mocno otulające aromaty umilały mi zimowy czas, poszukując jednocześnie zapachów lżejszych i orzeźwiających - zwłaszcza wśród produktów do ciała. A biorąc pod uwagę, że trudno mi przejść obojętnie obok wszelkich nowości pojawiających się na drogeryjnych półkach, skusiłam się na jeden z najnowszych produktów lubianej przeze mnie marki Dove - Piankę do mycia ciała. Spośród trzech dostępnych wersji zapachowych wybrałam ciekawe połączenie gruszki z aloesem, licząc na odrobinę owocowej świeżości. I tak oto znalazłam jednego ze swoich kosmetycznych ulubieńców marca ;)

Opis producenta
Odmień swój codzienny prysznic z lekką jak chmurka pianką do mycia ciała Dove. Naciśnij pompkę, by uwolnić leciutką piankę, która nawilży Twoją skórę. Pianka łatwo się spłukuje pozostawiając skórę czystą oraz gładką. Lekkość, której szukasz. Pielęgnacja, której potrzebujesz.

Moim okiem
Produkt znajduje się w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml, zakończonym sporym, ale bardzo wygodnym w użyciu dozownikiem z pompką, który działa bez zarzutu i świetnie sprawdza się pod prysznicem. Szata graficzna opakowania jest estetyczna - dominuje przyjemna dla oka biel, ożywiona kilkoma akcentami kolorystycznymi.

Po naciśnięciu dozownika z opakowania wydobywa się leciutka, puszysta i niezwykle delikatna pianka, która swoją konsystencją przypomina mi idealnie spienione mleko. Mimo iż pianka jest dosyć rzadka, to podczas aplikacji nie przecieka przez palce i nie spływa ze skóry.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w tym produkcie, jest zapach dojrzałej i soczystej, aromatycznej gruszki ♥ Bardzo przyjemny, świeży, relaksujący i orzeźwiający, z subtelną nutką aloesu i słodyczy w tle. Co prawda nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, ale zdecydowanie umila aplikację i roztacza podczas kąpieli aromatyczną woń w całej łazience. Jeśli lubicie aromat gruszek, to zapewne pianka w tej właśnie wersji także i Wam przypadnie do gustu.

Aplikacja produktu jest bardzo przyjemna, choćby dlatego, że w kontakcie ze zwilżoną skorą konsystencja pianki staje się delikatnie kremowa i idealnie się rozprowadza. Kosmetyk spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu produktom: skutecznie oczyszcza, świetnie odświeża, otula ciało ślicznym owocowym aromatem i nie pozostawia na skórze żadnej tłustej warstewki. Co prawda nie ma co liczyć na wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne, ale pianka nie wysusza ani nie podrażnia mojej skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Łatwo się spłukuje, pozostawiając skórę na prawdę przyjemną w dotyku. Do minusów zaliczyłabym cenę, która niestety nie idzie w parze z wydajnością - pianki dosyć szybko ubywa, zwłaszcza, jeśli podkradają ją pozostali domownicy :)

Skład
Aqua, Sodium Lauroyl Glutamate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Sodium Lauroyl Glycinate, Lauric Acid, Sodium Laurate, Parfum, Polysorbate 20, Citric Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, PEG-4, PEG-4 Dilaurate, PEG-4 Laurate, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool

W sprzedaży dostępne są trzy wersje zapachowe: klasyczna i dobrze znana nuta zapachowa Dove, wersja o zapachu pistacji i magnolii oraz właśnie gruszki z aloesem, która bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością jeszcze nie raz zagości w mojej łazience. Opakowanie zawiera 200 ml produktu i kosztuje około 20 złotych. Pianki dostępne są miedzy innymi  w drogeriach Rossmann.

24 marca 2017

MAKEUP REVOLUTION - Luxury Banana Powder, czyli sypki puder bananowy

W dzisiejszym poście pokażę Wam produkt, który z pewnością nie jest jest dla mnie kosmetykiem niezbędnym do wykonania makijażu, ale okazuje się bardzo pomocny, zwłaszcza jeśli tak jak ja posiadacie cerę naczynkową ze skłonnością do zaczerwienień. Mowa o sypkim pudrze bananowym Makeup Revolution będącym jedną z nowości w asortymencie marki, który zagościł w mojej kosmetyczce po raz pierwszy kilka tygodni temu, a sięgnęłam po niego wyłącznie z czystej ciekawości ;)

Opis produktu
Puder do twarzy o sypkiej formule zapewniającej łatwą aplikację. Puder posiada właściwości matujące i utrwalające makijaż, ociepla cerę i wyrównuje jej koloryt. Idealnie sprawdzi się w celu zneutralizowania cieni pod oczami lub zamaskowania zaczerwienień. Nie pozostawia smug ani plam, a dzięki jedwabistej delikatnej formule zapewnia subtelne wykończenie makijażu. 

Moim okiem
Puder znajduje się w opakowaniu wykonanym ze sztywnego i transparentnego plastiku, z niewielką czarną zakrętką, pod którą znajduje się klasyczne sitko zabezpieczone folią ochronną wymagającą usunięcia przed pierwszym użyciem. Samo opakowanie niestety nie zachwyca ani szatą graficzną, ani starannością wykonania. Dodatkowo dziurki w sitku są moim zdaniem zbyt duże, przez co puder trzeba dozować dosyć ostrożnie - w przeciwnym razie wysypuje się go zbyt dużo.

Puder ma ciepły i bardzo ładny, żółto-beżowy odcień. Mimo iż w opakowaniu wydaje się być produktem o wyjątkowo mocnej pigmentacji, w rzeczywistości jest to puder połtransparentny, który idealnie stapia się z cerą czy podkładem. Nie posiada żadnego zapachu. Kosmetyk jest w moim odczuciu dosyć drobno zmielony, dzięki czemu łatwo się aplikuje i równomiernie rozprowadza. Ma lekką i delikatną, aksamitną konsystencję. 

Jak wiecie mam cerę naczynkową, która często boryka się z problemem zaczerwienień, dlatego wybieram wyłącznie podkłady w których dominują żółte tony, natomiast jak ognia unikam tych w różowej tonacji. Choć mam swoich sprawdzonych ulubieńców w tej kategorii, to czasami kusi mnie aby wypróbować jakąś nowość z drogeryjnej półki, co nie zawsze jest strzałem w dziesiątkę. Kołem ratunkowym dla zbyt różowego podkładu okazuje się u mnie właśnie puder bananowy, który pozwala w szybki i łatwy sposób zneutralizować ten niepożądany efekt. Dodatkowo kosmetyk użyty jako klasyczny puder wykończeniowy pomaga zamaskować ewentualne zaczerwienienia, bardzo ładnie wyrównuje koloryt skóry i optycznie ją wygładza. Puder świetnie sprawdza się także w przypadku sporych i nieestetycznych cieni pod oczami, bowiem nie tylko dobrze utrwala nałożony wcześniej korektor, ale dodatkowo pomaga zakryć zasinienia i subtelnie "rozświetla" okolicę oczu. 

Puder nakładam klasycznym, dużym pędzlem przeznaczonym do pudru, omiatając nim całą twarz. Natomiast gdy używam go w celu utrwalenia korektora, to "dociskam" puder miejsce w miejsce za pomocą gąbeczki do makijażu. Kosmetyk dobrze współpracuje z każdym używanym przeze mnie podkładem i korektorem, nie podkreśla suchych skórek i nie wchodzi w zmarszczki. Zapewnia cerze naturalne, ładne, aksamitne i lekko matowe wykończenie bez efektu maski, ale właściwości matujące pudru są w przypadku mojej mieszanej cery dosyć przeciętne - najlepiej pod tym względem sprawdza się w duecie ze sprawdzonym podkładem matującym. Nie grzeszy także spektakularną trwałością - używany do wykończenia makijażu nie utrzymuje się na skórze na tyle długo, aby zapewnić perfekcyjny efekt przez cały dzień, choć nie wypada także pod tym względem najgorzej w porównaniu z innymi używanymi przeze mnie pudrami sypkimi. Podsumowując - puder ma sporo zalet, ale nie jest pozbawiony wad. Podoba mi się jednak efekt jaki mogę uzyskać po jego użyciu  w odniesieniu do mojej kapryśnej cery i uważam, żer warto mieć go wśród kosmetyków do makijażu. Choćby awaryjnie ;)

Opakowanie zawiera 42 gramy pudru i kosztuje około 20 - 25 złotych w zależności od drogerii. Dostępny jest w wielu drogeriach internetowych.
Skład
Talc, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Methylparaben, Propylparaben, (+/-): CI 77891, CI 77491, CI 77492

W ostatnim czasie kupiłam także puder bananowy naszej rodzimej marki Wibo celem małego porównania, o wynikach którego zapewne niebawem Was poinformuję :) Mam także nadzieję, że w najbliższym czasie nie grożą nam już intensywne wichury, w wyniku których jedyny internet jaki posiadałam, to ten w telefonie...

Miłego weekendu!





15 marca 2017

CZTERY PORY ROKU - Skoncentrowane masło do skórek i paznokci

Skórki wokół paznokci wyjątkowo łatwo ulegają przesuszeniom, a jeśli nie zapewnimy im odpowiedniej pielęgnacji stają się nieestetyczne i sprawiają, że nawet najstaranniej pomalowane paznokcie tracą swój urok. Skórki wokół moich paznokci bywają kapryśne, ale odkąd zaczęłam o nie odpowiednio dbać, odwdzięczają się ładnym wyglądem. Dzisiaj pokażę Wam bliżej produkt, który znalazłam w jednym z ubiegłorocznych pudełek ShinyBox, a który okazał się ciekawą alternatywą dla klasycznych oliwek i zaskoczył mnie pozytywnie swoim działaniem.

Opis producenta
Masło Cztery Pory Roku dzięki skoncentrowanej formule skutecznie pielęgnuje suche i osłabione skorki wokół paznokci. Poprawia ich elastyczność oraz zapewnia długotrwałe nawilżenie. Pozostawia na skórkach warstwę ochronną, która zabezpiecza je przed pękaniem i zadzieraniem. Masło shea i olej ze słodkich migdałów wygładzają skórki a witaminy E i F skutecznie je odżywiają przywracając paznokciom zadbany wygląd. Masło stosować każdorazowo po zabiegu manicure i dodatkowo według potrzeb. Sposób użycia: niewielką ilość masełka nanieść na skorki paznokci, wmasować i pozostawić do wchłonięcia. 

Moim okiem
Masło znajduje się w niewielkim pojemniczku wykonanym z przezroczystego plastiku imitującego szkło, zakończonego klasyczną zakrętką, pod którą znajduje się specjalne plastikowe zabezpieczenie chroniące zawartość opakowania. Pojemniczek otrzymujemy zapakowany dodatkowo w solidny kartonik, na którym znajdziemy wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Muszę przyznać, że całość prezentuje się na prawdę ładnie i elegancko. Do gustu przypadła mi zwłaszcza kolorystyka, która zarówno w przypadku pojemniczka jak i zewnętrznego opakowania utrzymana jest w spójnych, biało-fioletowych barwach. Sam słoiczek prezentuje się na żywo wręcz uroczo i niewątpliwie wyróżnia swoim designem wśród podobnych produktów konkurencyjnych marek.

Masło ma biały kolor i intensywnie kremową, ale jednocześnie lekką konsystencję, dzięki której jest przyjemne w użyciu. Posiada bardzo ładny kwiatowy zapach, w którym mój nos wyczuwa między innymi ulubiony aromat hiacynta. Jest odpowiednio intensywny i utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po aplikacji.

Używanie tego masełka jest na prawdę przyjemne. Dzięki kremowej, ale dosyć lekkiej formule, łatwo je nanieść i wmasować w skórki wokół paznokci. Wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia tłustego filmu. Muszę przyznać, że masło pozytywnie wpłynęło na wygląd moich skórek już po pierwszej aplikacji, choć oczywiście najlepszych efektów można się spodziewać przy jego systematycznym używaniu. Produkt rzeczywiście skutecznie pielęgnuje skórki wokół paznokci - nawilża je, odżywia oraz zmiękcza, znacznie ułatwiając ich usunięcie. Sprawia, że są bardziej elastyczne i miękkie, nie zadzierają się oraz poprawia ich kondycję, a tym samym wygląd. Rzeczywiście świetnie sprawdza się po zabiegach manicure, zwłaszcza hybrydowych, choć jest także idealnym kosmetykiem zapewniającym codzienną, systematyczną pielęgnację okolic paznokci. Już niewielka ilość masełka wystarcza aby zadbać o skórki, więc produkt jest bardzo wydajny. 

W składzie produktu znajdziemy na drugim miejscu masło shea, poza tym olej ze słodkich migdałów, olej kukurydziany, olej z róży,  witaminę E, witaminę C, ekstrakt z liści rozmarynu czy olej słonecznikowy.

Skład
Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, C12-15 Alkyl Benzoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Palmitic Acid, Phenoxyethanol, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Parfum, Zea Mays Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Ethylparaben, Disodium Edta, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Geraniol

Opakowanie które mieści w sobie 15 ml masełka kosztuje około 7 złotych i dostępne jest stacjonarnie między innymi w drogerii Rossmann. 

Przyznam, że polubiłam się z tym masłem. Jest to niedrogi i skuteczny kosmetyk do pielęgnacji skórek, będący świetną alternatywą dla klasycznych oliwek. Nawilża, zmiękcza i uelastycznia skórki nie pozostawiając tłustej warstwy, stając się produktem idealnym do stosowania nie tylko po zabiegach manicure, ale także do codziennej pielęgnacji. 


8 marca 2017

ZIAJA - Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli z linii "Cupuacu"

Wiosna coraz bliżej, więc nadszedł czas, kiedy po raz ostatni sięgam po kosmetyki, które swoją konsystencją bądź nutą zapachową idealnie wpisują się w moją zimową pielęgnację. Do takich produktów należy między innymi Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli marki Ziaja z linii o nieco skomplikowanej nazwie Cupuacu ( czyt. kupłasu ), które w ostatnim czasie umilało mi kąpiel pod prysznicem :)

Opis producenta
Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli delikatnie oczyszcza i pielęgnuje skórę, chroniąc ją przed wysuszeniem w trakcie mycia i pozostawiając miękką w dotyku. Bogata konsystencja i wyjątkowe substancje aktywne - masło cupuacu oraz masło karite, tworzą na powierzchni skóry warstwę ochronną, redukują szorstkość i nadmierne łuszczenie, natomiast olej makadamia i z orzechów brazylijskich działają odżywczo i renatłuszczająco na naskórek. Produkt posiada cudowny zapach pobudzający zmysły.

Moim okiem
Mydło znajduje się w sporym, bo aż półlitrowym opakowaniu, o kształcie charakterystycznym dla pozostałych produktów marki przeznaczonych pod prysznic. Opakowanie wykonane jest z transparentnego plastiku o delikatnie brązowym zabarwieniu i zakończone klasyczną nakrętką z zamknięciem na zatrzask. Szata graficzna w przypadku tej serii jest nieco mniej minimalistyczna, ale równie przyjemna dla oka.

Produkt ma niezbyt gęstą, dosyć lekką oraz przyjemną konsystencję, w moim odczuciu idealną do stosowania pod prysznic, o transparentnym, apetycznie karmelowym zabarwieniu z intensywnym, perłowo złotym połyskiem, co wizualnie bardzo ciekawie wygląda. Zapach należy bez wątpienia do kategorii słodkich - określiłabym go jako połączenie masła kakaowego z wanilią i karmelem, z delikatnie wyczuwalną "ciasteczkową" nutą oraz urozmaicającą dominującą słodycz szczyptą korzennej, pierniczkowej pikanterii w tle. Jest raczej ciężki i specyficzny, nie każdemu przypadnie do gustu. Wyróżnia się dosyć intensywnym aromatem i przez jakiś czas można go wyczuć na skórze. Jest to zapach ciepły, przyjemnie otulający i odprężający, nadający się idealnie na wieczorną kąpiel pod prysznicem w chłodne, zimowe dni. Z pewnością nie sięgnęłabym po niego latem, ponieważ preferuję wtedy zapachy lekkie i orzeźwiające.

Mydło w połączeniu z wodą tworzy kremową, lecz nie bardzo obfitą pianę. Dobrze się rozprowadza i łatwo spłukuje, nie pozostawiając na skórze żadnego filmu. Moja skóra po jego użyciu jest odpowiednio oczyszczona i na prawdę miła w dotyku. Nie jest przesuszona ani podrażniona, nie towarzyszy jej uczucie nieprzyjemnego "ściągnięcia" i nie domaga się natychmiastowej porcji dodatkowego nawilżenia w postaci balsamu czy masła do ciała. Co prawda produkt zawiera SLS, ale w składzie znajdziemy także kilka dobroczynnych substancji takich jak olej z orzechów brazylijskich, olej z nasion makadamii, olej z nasion bawełny czy masło cupuacu, któremu zawdzięczamy nawę tej serii. Mydło ma przyzwoitą wydajność, a do tego przyjazną dla portfela cenę.

Skład 
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Acrylates Copolymer, Shea Butter Ethyl Esters, Berthoolletia Exceelsa Seed Oil, Tocopherol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Squalane, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Xanthan Gum, Mica, CI 77491, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Linalool, Geraniol, Citric Acid, CI 16035 (FD&C Red No. 40), CI 42090 (FD&C Blue No. 1), CI 19140 (FD&C Yellow No.5), CI 47005 (D&C Yellow No. 10)

Opakowanie które mieści aż 500 ml produktu i kosztuje około 8 złotych. Całą serię kosmetyków "Cupuacu"  można znaleźć w stacjonarnych punktach sprzedaży marki Ziaja, e-sklepie, marketach czy drogeriach - w tym także internetowych. W skład linii wchodzi łącznie siedem produktów, zarówno do pielęgnacji ciała jak i twarzy.






28 lutego 2017

ISANA - Pianka do golenia "Blueberry Sensation" z wyciągiem z czarnej jagody

Na korzyść kosmetyków z linii Isana, czyli popularnej marki własnej drogerii Rossmann,  przemawia choćby przystępna i adekwatna do pojemności cena oraz szeroki asortyment oferowanych produktów - w tym wiele wariantów zapachowych oraz kuszące edycje limitowane. Wypróbowałam już wiele kosmetyków tej marki - z różnym skutkiem, bowiem zdarzały się zarówno kosmetyczne zachwyty jak i rozczarowania. Wśród  produktów Isany do których zawsze chętnie wracam znajdują się między innymi pianki do golenia, które po pierwsze nieźle się u mnie sprawdzają, a po drugie należą do kategorii kosmetyków za które nie lubię przepłacać. Tym razem zagościła u mnie wersja "Blueberry Sensation" z ekstraktem z czarnej jagody.

Opis producenta
Pianka z ekstraktem z czarnej jagody do golenia na mokro. Posiada przyjazną formułę, która dzięki zawartości składników aktywnych takich jak aloes i gliceryna łagodzi podrażnienia i pielęgnuje skórę. Pianka przeznaczona jest do wszystkich rodzajów skóry. Ułatwia golenie nóg, pach i okolic bikini. Przebadana dermatologicznie.

Moim okiem
Pianka znajduje się w typowym dla tego typu produktów opakowaniu, czyli metalowym pojemniku pod ciśnieniem, zakończonym plastikowym dozownikiem i niewielką zatyczką. Opakowanie jest poręczne i wygodne w użyciu, a dozownik działa bez zarzutu - w zależności od siły nacisku możemy kontrolować ilość wydobywającego się produktu. Choć szata graficzna jest charakterystyczna dla pozostałych pianek do golenia tej marki, to ta wersja wyróżnia się przyjemnym dla oka połączeniem kolorystycznym i zdobiącym opakowanie rysunkiem apetycznej borówki. 

Opakowanie kryje w sobie piankę w białym kolorze, choć przyznam szczerze, że mając na względzie wersję jabłkową po cichu liczyłam na kolorowe, lekko "borówkowe" zabarwienie. Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna i kremowa, przypominająca gęsty, ale jednocześnie dosyć lekki mus. Zapach jest dosyć subtelny i miły dla nosa, przypomina mi jagodowy jogurt z delikatnie orzeźwiającą nutą w tle. Najbardziej wyczuwalny jest tuż po wydobyciu pianki z opakowania, potem stopniowo zanika i nie utrzymuje się na skórze. 

Bezpośrednio po wyciśnięciu z opakowania pianka lekko zwiększa swoją objętość, a dodatkowo - w przeciwieństwie do niektórych tego typu produktów - wraz z upływem czasu jej ilość nie maleje z prędkością światła, dzięki czemu nie muszę się śpieszyć podczas aplikacji. Pianka nie tylko łatwo i równomiernie się rozprowadza, ale także wyjątkowo dobrze przylega do powierzchni skóry i nie spływa z niej. Ułatwia golenie poprzez zmiękczanie włosków, a odpowiednio kremowa konsystencja zapewnia poślizg maszynce i chroni powierzchnię skóry przeznaczoną do golenia przed ewentualnymi podrażnieniami, dzięki czemu cały zabieg przebiega komfortowo i bezboleśnie. Na właściwości pielęgnacyjne pianki jak zwykle nie liczyłam, niemniej skóra po jej użyciu jest gładka oraz przyjemna w dotyku, nie towarzyszy jej uczucie przesuszenia, pieczenia czy ściągnięcia i nie domaga się natychmiastowego sięgnięcia po kosmetyk nawilżający. Pozostałe na skórze po goleniu resztki pianki można bez problemu usunąć letnią wodą, a gęsta konsystencja przekłada się na jej wydajność. Znalazłam jednak jeden minus - przy nałożeniu na skórę nieco grubszej warstwy pianka lubi zapychać maszynkę do golenia, czego nie zauważyłam w przypadku pozostałych wersji.

Skład
Aqua, Glycerin, Triethanolamine, Stearic Acid, Palmitic Acid, Butane, Laureth-23, Propane, Aloe Barbadnsis Leaf Juice, Sodium Laureth Sulfate, Parfum, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Potassium Sorbate, Sorbicacid, Phenoxyethanol

W opakowaniu znajduje się 150 ml produktu, a cena regularna to 5,99 zł. Pianka dostępna jest wyłącznie w drogeriach Rossmann, podobnie jak pozostałe produkty marki Isana.

Choć oczywiście zdarza mi się sięgać po podobne produkty innych, wiodących marek, to najczęściej podczas golenia towarzyszą mi właśnie pianki marki Isana. W promocji można je kupić za przysłowiowe grosze, a przy tym całkiem dobrze spełniają swoją funkcję. Mam nadzieję, że pojawi się więcej wersji zapachowych, jak choćby kokos czy mango :)



22 lutego 2017

BIODERMA - Łagodny żel oczyszczający do twarzy Sensibio Gel Moussant

Oczyszczanie twarzy jest nieodłącznym elementem codziennego rytuału pielęgnacyjnego. Jak wiecie, mam cerę mieszaną. Strefa T - czyli okolice czoła, a zwłaszcza nosa i brody - to skóra tłusta, która lubi błyszczeć i gromadzić nadmierną ilość sebum, nierzadko pojawiają się także w tych miejscach nieestetyczne zaskórniki. Pozostałe partie mojej twarzy - czyli policzki - to skóra bardzo wrażliwa, delikatna i naczynkowa, która ma skłonność do przesuszania się, a do tego wyjątkowo łatwo ulega podrażnieniom. Wybór produktów myjących do twarzy nie jest w moim przypadku łatwy, ponieważ jak się okazało, nawet kosmetyki z łagodnymi składami przeznaczone dla skóry wrażliwej potrafiły działać na moją cerę drażniąco. Idealny kosmetyk tego typu powinien skutecznie oczyszczać strefę T, nie podrażniającym i nie przesuszając przy tym pozostałych, delikatnych partii mojej cery, które wykazują dosyć niską tolerancję na większość dostępnych preparatów myjących. W styczniu wpadła mi w oko nowość marki Bioderma - Łagodny żel oczyszczający do twarzy z serii Sensibio, w skład której wchodzą kosmetyki dla skóry wrażliwej. I sprawdził się wyjątkowo dobrze ;)

 Obietnica producenta
Kojąco-łagodzący żel do mycia twarzy który delikatnie oczyszcza i usuwa makijaż z twarzy oraz okolic oczu. Unikalny kompleks DAF zawiera składnik czynne, które powodują wzmocnienie progu tolerancji wrażliwej skóry. Żel łagodzi podrażnienia, posiada także właściwości nawilżające i przywracające skórze równowagę hydrolipidową. Jest doskonale tolerowany, także przez delikatną skórę wokół oczu. Nie zawiera mydła, parabenów ani sztucznych barwników. Jest bezzapachowy, hipoalergiczny i nie zatyka porów. O jego zastosowaniu skóra jest delikatnie oczyszczona i przyjemna w dotyku. 
Moim okiem
Żel znajduje się w poręcznej, smukłej plastikowej buteleczce, zakończonej wygodnym w użyciu dozownikiem  z pompką, który w momencie zakupu jest fabrycznie zafoliowany. Opakowanie wykonane jest z transparentnego plastiku, dzięki czemu możemy na bieżąco kontrolować zużycie produktu. Całość utrzymana jest w przyjemnej dla oka, różowej kolorystyce, nawiązującej do pozostałych kosmetyków z serii Sensibio, natomiast szata graficzna jest charakterystyczna dla produktów tej marki. 

Opakowanie kryje w sobie przezroczysty produkt o konsystencji delikatnego i dosyć rzadkiego żelu. W przypadku takiej konsystencji łatwo przesadzić z ilością produktu, dlatego duży plus przyznaję praktycznemu dozownikowi - jedno naciśnięcie zapewnia mi ilość żelu wystarczającą do umycia całej twarzy. Produkt  zgodnie z obietnicą producenta jest bezzapachowy. 

Żel nałożony na zwilżoną wodą skórę zamienia się w lekką i delikatną, niezbyt obfitą białą piankę, dzięki której jego użycie jest na prawdę przyjemne.  Kosmetyk dobrze się rozprowadza i równie łatwo zmywa, nie pozostawiając na skórze żadnego filmu, który w tego typu kosmetykach nie jest dla mnie zaletą, a wadą. Żel świetnie sprawdza się zarówno podczas porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Skutecznie oczyszcza cerę usuwając nadmiar sebum, ale także znakomicie radzi sobie z domywaniem  ewentualnych resztek makijażu po uprzednim oczyszczeniu twarzy na przykład płynem micelarnym. Po jego użyciu skóra jest oczyszczona i odświeżona, a co najważniejsze, żel nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Nie podrażnia mojej wrażliwej skóry i nie wzmaga zaczerwienień, dobrze oczyszcza strefę T nie przesuszając przy tym pozostałych, delikatnych partii mojej twarzy. Według producenta żel nadaje się także do demakijażu oczu i jest dobrze tolerowany przez delikatną skórę tych okolic - rzeczywiście nie szczypie w oczy i nie podrażnia.

Skład
Aqua/Water/Eau, Sodium Cocoamphoacetate, Propanediol, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Citric Acid, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Citrate, PEG-90 Glyceryl Isostearate, Mannitol, Xylitol, Laureth-2, Rhamnose, Fructooligosaccharides, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin, Ascorbyl Palmitate 

Opakowanie ma pojemność 200 ml i kosztuje w cenie regularnej około 40-45 złotych. Żel dostępny jest w aptekach stacjonarnych i internetowych. Nie jest to tani produkt, ale całkiem wydajny - używam go od początku roku ( został moim kosmetycznym ulubieńcem stycznia ) i aktualnie, czyli po niemal dwóch miesiącach stosowania w buteleczce znajduje się jeszcze jedna trzecia kosmetyku. Moja cera polubiła się z tym żelem i z pewnością kupię go ponownie. 





14 lutego 2017

Siedem życzeń, czyli pierwsza lista zakupowa w 2017 roku

Dzisiaj przedstawię Wam moją pierwszą tegoroczną listę zakupową, na której znalazły się produkty, które chciałabym kupić w ciągu kilku najbliższych tygodni. W ubiegłym roku opublikowałam trzy takie listy - ostatecznie niemal w całości je zrealizowałam, więc postanowiłam kontynuować ten cykl na blogu. Jak zawsze, przy wyborze produktów kierowałam się zarówno aktualnymi potrzebami, jak i drobnymi zachciewajkami ;) 



1. Wibo
Puder do twarzy Banana Loose Powder
Sypki puder w żółtym odcieniu, który według producenta służy do aksamitnego wykończenia makijażu  i tworzenia konturu twarzy. Pozostawia cerę świetlistą i odświeżoną, komponując się przy tym z każdym odcieniem i rodzajem skóry. Puder koryguje widoczne zaczerwienienia i sińce pod oczami, jest także pomocny przy cerze tłustej. Pudru "bananowego" zaczęłam używać niedawno i choć nie jest to produkt niezbędny w mojej kosmetyczce, to czasem się przydaje, zwłaszcza w przypadku wrażliwej i zaczerwienionej cery. Jest to jedna z nowości marki Wibo do zakupu której przymierzałam się od dawna, ponieważ bardzo jestem ciekawa jak wypadnie w porównaniu  z aktualnie używanym przeze mnie pudrem innego producenta.

2. Nanshy
Pędzle do makijażu twarzy 
Doszłam do wniosku, że najwyższa pora kupić nowe pędzle do makijażu twarzy i póki co wybór padł na brytyjską markę Nanshy, oferującą dwa warianty kolorystyczne trzonków - białe oraz czarne. Nie wiem, czy zdecyduję się od razu na cały zestaw, czy też będę kupowała pędzle pojedynczo i skompletuję w ten sposób swój własny zestaw idealny :-)

3. Bourjois
Maskara Twist Up The Volume Black Balm Edition
Najnowsza wersja popularnej maskary Twist Up The Volume łącząca w sobie ultra czarny efekt oraz właściwości pielęgnacyjne tuszu. Jego formuła została wzbogacona w olejek z czarnej orchidei, nadający intensywnie czarny kolor oraz posiadający właściwości odżywcze. Maskara nadaje rzęsom maksymalną długość i objętość, nie kruszy się i nie pozostawia grudek. Tusze do rzęs z gamy Twist Up The Volume należą do jednych z moich ulubionych głównie za sprawą szczoteczki, którą możemy "przekręcić" i ustawić w dwóch pozycjach, sprawiając że rzęsy są wydłużone i pełne objętości. Z pewnością nie przejdę obojętnie obok tej edycji.

4. Revlon
Pomadka do ust Ultra HD Matte Lipcolor
Matowa pomadka do ust o aksamitnym wykończeniu, oraz żelowej konsystencji niezawierającej wosków. Zapewnia mocny i nasycony kolor już przy nałożeniu cieniutkiej warstwy produktu. Nie wysusza ust, długo się utrzymuje i przyjemnie pachnie. Dostępna jest w siedmiu pięknych kolorach - od subtelnych do bardziej wyrazistych i odważnych. Mimo iż pomadki dostępne są w sprzedaży już od kilku miesięcy, ja zwróciłam na nie uwagę dopiero podczas ostatniej wizyty w drogerii. Urzekły mnie przede wszystkim kolorystyką i leciutka konsystencją - chciałabym przygarnąć przynajmniej dwa odcienie :-)

5. Tangle Teezer
Szczotka do włosów w wersji The Ultimate
Najnowszy model popularnej szczotki do włosów - tym razem  z wygodną, dopasowaną do dłoni rączką, pozwalającą na używanie szczotki w tradycyjny sposób. Klasyczna wersja szczotki Tangle Teezer sprawdza się u mnie świetnie, ale towarzyszy mi od tak dawna, że pora ją wymienić - chętnie wypróbuję tym razem najnowszy model.

6. Resibo
Serum naturalnie wygładzające do twarzy
Serum według producenta wyraźnie ujędrnia, uelastycznia i rozświetla skórę, przywracając jej młodzieńczą świeżość i gładkość, dając naturalny efekt botoksu. Zawiera skoncentrowane, specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki, które mają potwierdzone testami działanie odmładzające. Kluczowe składniki serum to olej marula, skwalan roślinny, olej buriti, witamina C, Stoechiol - ekstrakt z lawendy motylej oraz Lakesis - olej z "łez" drzewa pistacia lentiscus. Po wyjątkowo udanej przygodzie z tonikiem tej marki postanowiłam sięgnąć także po inne produkty Resibo. Wybór padł na serum wygładzające do twarzy, ponieważ szukałam takiego właśnie kosmetyku do stosowania na noc, o przyjaznym składzie na bazie olejów. 

7. The Body Shop
Kosmetyki do pielęgnacji ciała z linii Almond Milk & Honey
Najnowsza linia do pielęgnacji skóry, czyli mleko migdałowe i miód, łączy odżywcze i przywracające nawilżenie składniki z delikatną formułą i subtelnym zapachem. Wszystkie produkty z linii zawierają organiczne migdałowe mleczko z Aragon, regionu w północno-wschodniej Hiszpanii, organiczny olejek migdałowy z Alikante na południu Hiszpanii oraz miód z lasów deszczowych Sheki z Etiopii. Cała linia zawiera specjalnie sformułowane, relaksujące i hipoalergiczne zapachy, co sprawia, że mało prawdopodobne jest spowodowanie jakichkolwiek podrażnień. Zapach zawiera następujące składniki: jabłko, grejpfrut, pomarańcz, miód, róża, jaśmin, kokos, wanilia, piżmo i drzewo sandałowe. Jestem fanką kosmetyków marki The Body Shop, a zwłaszcza żeli pod prysznic i maseł do pielęgnacji ciała. Niebawem wybieram się poznać bliżej kosmetyki z tej serii i mam nadzieję, że nie rozczarują mnie swoim zapachem :)


A jakie są Wasze plany zakupowe na najbliższe tygodnie?


8 lutego 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - styczeń !

Podobnie jak w ubiegłym roku, tak i w tym nie zabraknie na blogu kosmetycznych ulubieńców. W tych małych podsumowaniach będę jak zwykle wybierała kilka kosmetyków, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w danym miesiącu. W styczniu starałam się wybierać produkty, które ze względu na panujące warunki atmosferyczne zwiększą komfort mojej wrażliwej skóry, ale nie zabrakło także w poniższym zestawieniu kilku ulubionych aktualnie kosmetyków do makijażu. Ostatecznie wyróżniłam pięć produktów, których używałam w ubiegłym miesiącu z przyjemnością.

Fantastyczna kosmetyczna styczniowa piątka:


Bioderma
Łagodny żel oczyszczający do twarzy Sensibio Gel Moussant
Żel zalecany jest do codziennej higieny wrażliwej skóry, w tym do demakijażu twarzy i oczu. Jest to bezzapachowy produkt o przezroczystej, delikatnie żelowej konsystencji, który zagościł u mnie pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni. Znakomicie spisuje się o tej porze roku - skutecznie oczyszcza moją wrażliwą skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu nie powodując podrażnień i nie wysuszając jej. W połączeniu z wodą tworzy niezbyt obfitą, lekką pianę. Po jego użyciu skóra jest nie tylko dobrze oczyszczona, ale też odświeżona i nie towarzyszy jej uczucie "ściągnięcia".

Resibo
Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy
Mój faworyt ostatnich tygodni wśród toników do twarzy. Wyjątkowo przyjemny kosmetyk o przyjaznym dla skóry składzie, a przy tym na prawdę skuteczny. Nawilża, odświeża i przynosi natychmiastową ulgę mojej wrażliwej skórze. Błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Pisałam o nim tutaj - w pełni zasłużył na osobną recenzję ;)

Clochee
Intensywnie regenerujący krem-maska pod oczy
Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy o bogatej konsystencji, w składzie którego znajdziemy między innymi komórki macierzyste jabłka, ekstrakt z lilii wodnej, olej jojoba oraz olej arganowy, Produkt wyróżnia intensywnie kremowa i dosyć treściwa konsystencja, która jednak bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając lepiącej warstewki. Krem intensywnie odżywia i nawilża skórę wokół oczu, wygładza ją, a przy regularnym stosowaniu delikatnie ujędrnia. Wydaje mi się także, że delikatnie rozjaśnił moje cienie pod oczami, dzięki czemu sprawił, że spojrzenie jest bardziej promienne. Ma przyjemny, niezbyt intensywny i umilający aplikację zapach, będący połączeniem orzeźwiającego jabłka ze słodkim kokosem :)  Bardzo polubiłam ten krem, ponieważ to kolejny kosmetyk który jest nie tylko przyjemny w użyciu, ale przede wszystkim skuteczny. Moim zdaniem ma tylko jeden minus - cenę, ponieważ kosztuje 129 złotych. 

Revlon
Masełko do ust w odcieniu 045 Cotton Candy
Doskonale znane mi już masełko do ust w formie pomadki, o niezwykle przyjemnej, intensywnie kremowej formule na bazie masła z mango, masła shea, kokosa i witaminy E. Według producenta jest doskonałym połączeniem koloru, blasku oraz pielęgnacji i ja się z tym zgadzam. Znakomicie sprawdza się u mnie wtedy, gdy chcę aby moje usta były podkreślone delikatnym kolorem, miały subtelny połysk i zachowały komfort dzięki kremowej, odżywiającej konsystencji. Produkt z łatwością rozprowadza się na ustach, a przy tym ma przyjemne właściwości pielęgnacyjne - nawilża je i natłuszcza. Dodatkowym plusem jest subtelny, lekko waniliowy zapach. 

Rimmel
Szminka The Only 1 w odcieniu 200 It's A Keeper
Szminka, która według producenta jest wyjątkowa i wielozadaniowa, stanowiąc doskonałe połączenie wyrazistego koloru, nawilżenia i całodziennego komfortu. Ja polubiłam ją za kremową i przyjemną formułę, łatwość aplikacji oraz to, że nie wysusza moich ust. W tym przypadku kolor jest zdecydowanie bardziej wyrazisty i nasycony, a trwałość moim zdaniem zasługuje na pochwałę. Kiedy chciałam, aby moje usta były mocniej podkreślone sięgałam właśnie po tą szminkę - wybrany przeze mnie odcień to nieco ciemniejszy, chłodny róż, który ładnie ożywia moją cerę.

L'Oreal
Maskara Volume Million Lashes Fatale
Najnowsza odsłona maskary ze słynnej złotej gamy Volume Million Lashes, która przyciąga wzrok swoim pięknym opakowaniem. Jak wiecie, z drogeryjnych marek najchętniej sięgam po te właśnie tusze do rzęs, ponieważ dają na prawdę ładny efekt na moich rzęsach. Nie inaczej jest w przypadku tej najnowszej maskary. Silikonowa szczoteczka z ułożonymi w szachownicę włoskami pogrubia rzęsy i zwiększa ich objętość, ładnie je rozdziela i pokrywa intensywnym odcieniem czerni. Pięknie podkreśla spojrzenie i jest bardzo trwała - nie kruszy się, nie osypuje i wytrzymuje na rzęsach w idealnym stanie przez cały dzień. Recenzja wkrótce ;)


W lutym zapewne sięgnę po nowości, które przybyły do mnie w ostatnich tygodniach i mam nadzieję, że znajdę wśród nich kilku nowych kosmetycznych ulubieńców :)


30 stycznia 2017

ZIAJA - Kremowe mydło do rąk w wersji "Moringa z kokosem"

Są takie produkty, po które sięgamy nawet kilka razy dziennie, które stanowią podstawę naszej higieny, a jednocześnie są tak oczywiste, że nie poświęcamy im szczególnej uwagi. Mowa o pospolitych mydłach :) Co prawda tradycyjne mydło w kostce już dawno nie gościło w mojej łazience, ale zastąpiłam je bardziej ekonomicznym i higienicznym w użyciu mydłem w płynie. Asortyment tego typu produktów jest dosyć bogaty, a przy wyborze możemy kierować się na przykład upodobaniami zapachowymi, konsystencją, ceną lub składem danego mydła. Ja aktualnie używam mydła rodzimej i popularnej marki Ziaja, które wybrałam głownie ze względu na jego walory zapachowe. 

Obietnica producenta
Kremowe mydło do rąk zapewnia właściwą higienę dłoni oraz łatwo usuwa tłuszcz i neutralizuje kuchenne aromaty. Pozostawia skórę miękką i gładką w dotyku, nadając jej kokosowy zapach. 

Moim okiem
Mydło znajduje się w plastikowym opakowaniu zakończonym wygodnym w użyciu dozownikiem z pompką. Szata graficzna opakowania jest charakterystyczna dla produktów tej marki - minimalistyczna, ale przyjemna dla oka oraz czytelna. Opakowanie jest poręczne a sam dozownik działa bez zarzutu, nawet gdy w pojemniczku zostaje już resztka mydła.

Produkt ma białą barwę, oraz niezbyt gęstą ale przyjemną, kremową konsystencję. Zapach jest niewątpliwym atutem, zwłaszcza, jeśli tak jak ja lubicie kokosowy aromat. Dominują w nim nuty słodkiego i apetycznego kokosa, przełamane świeżą, lekko kwiatową wonią. Jest intensywny i dosyć wyrazisty, ale na skórze nie utrzymuje się długo. Przypadł mi do gustu, ponieważ jest niebanalny, delikatnie otulający i  nie drażni mojego nosa. 

W połączeniu z wodą mydło dobrze się pieni. Jest bardzo wydajne - jedno naciśnięcie dozownika zapewnia nam porcję pozwalającą na dokładne umycie dłoni. Skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, a skóra po jego użyciu nie jest nieprzyjemnie ściągnięta czy przesuszona, dzięki czemu nie muszę natychmiast sięgać po dodatkowy kosmetyk nawilżający moje dłonie. 

Skład
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Styrene/Acrylates Copolymer, Coco Glucoside, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Citric Acid


Do wyboru mamy cztery wersje zapachowe i oprócz pokazanej powyżej możemy wybrać połączenie tamaryndowca z zieloną pomarańczą, herbaty z cynamonem i grapefruita z zieloną miętą. Opakowanie zawiera 270 ml mydła i kosztuje około 6 złotych. Można je kupić w drogeriach stacjonarnych i internetowych, sklepie internetowym oraz sklepach stacjonarnych.

Podsumowanie
Produkt spełnił moje wymagania zarówno pod względem skuteczności działania jak i upodobań zapachowych. Pomimo zawartości SLS już na drugim miejscu w składzie nie podrażnił ani nie wysuszył skóry rąk. Plusem jest także jego wydajność oraz przyjazna dla portfela cena, więc z pewnością skuszę się kiedyś na inną wersję zapachową.



24 stycznia 2017

RESIBO - Tonik. Mgiełka nawilżająca

Pielęgnację mojej twarzy i ciała można określić mianem mieszanej, bowiem wśród produktów które  wybieram znajdują się zarówno kosmetyki o naturalnych, jak i konwencjonalnych składach. W każdej z tych kategorii mam swoich ulubieńców, ale chętnie sięgam także po nowe produkty.  Przygodę z polską marką Resibo rozpoczęłam w ubiegłym roku. Resibo oferuje kosmetyki naturalne, a w ofercie marki znajdziemy aktualnie zaledwie siedem produktów do pielęgnacji skóry twarzy, oraz balsam do ciała będący nowością w tym niezbyt obszernym, ale idealnie przemyślanym asortymencie. Na początek postanowiłam wypróbować kosmetyk, bez którego nie mogę obejść się podczas codziennego rytuału pielęgnacyjnego mojej cery, czyli tonik - mgiełkę nawilżającą.

Obietnica producenta
Produkt tonizuje, usprawnia działanie naczyń krwionośnych, działa oczyszczająco i antyseptycznie. Odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawiera wodę z róży damasceńskiej, która poprzez poprawę ogólnego krążenia redukuje obrzęki i zmniejsza spękane naczynka. Kolejnym składnikiem jest woda pomarańczowa, zawierająca cenne przeciwutleniacze. Działanie nawilżające toniku gwarantuje kwas hialuronowy oraz wyciąg z korzenia rabarbaru. Buteleczka ze sprayem rozpyla mgiełkę, a odpowiednia kompozycja drogocennych składników zapewnia wielofunkcyjne działanie.

Moim okiem
Zacznę od opakowania, które mimo zachowania dosyć minimalistycznej formy zdecydowanie się wyróżnia i zasługuje na pochwałę. Zewnętrzne, kartonowe opakowanie w formie tuby kryje w sobie plastikową buteleczkę z tonikiem o pojemności 150 ml, zakończoną atomizerem chronionym przez niewielką zatyczkę. Całość ozdobiona jest przyjemnym dla oka motywem kwiatowym, który zdecydowanie ożywia opakowania utrzymane w neutralnej, spokojnej kolorystyce. Taka przemyślana "prostota" bardzo przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że idzie w parze z przyjaznym dla naszej skóry składem i działaniem. 

Tonik jest bezbarwny i ma bardzo subtelny, różany zapach, co jest zapewne zasługą wody z róży damasceńskiej znajdującej się już na drugim miejscu w składzie. Jest na tyle delikatny, że nie powinien przeszkadzać nawet wrażliwym na zapachy nosom i osobom, które nie lubią różanego aromatu - zwłaszcza, że w tym przypadku jest on lekko przełamany owocową wonią. 

Moja skóra pokochała ten produkt - jest to bez wątpienia jeden z przyjemniejszych, a co najważniejsze skuteczniejszych toników jakich używałam. Pozytywne efekty odczuwalne są w zasadzie już od pierwszej aplikacji - kosmetyk dobrze nawilża skórę, posiada także właściwości kojące i odświeżające. Po kilku tygodniach codziennego stosowania wiem już, że kupię kolejne opakowanie i chyba szybko się z nim nie rozstanę. Przynosi natychmiastową ulgę mojej wrażliwej cerze i wyjątkowo skutecznie minimalizuje wszelkie zaczerwienienia. Cera po jego użyciu jest przyjemnie nawilżona, ukojona i gładka. Tonik bardzo szybko się wchłania, nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry i nie pozostawia tłustej warstewki. Ogromnym plusem jest także jego przyjazny skład, w którym znajdziemy wodę różaną, wodę pomarańczową z kwiatów gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z nasion dyni, kwas hialuronowy czy wyciąg z korzenia rabarbaru.

Kosmetyk doskonale sprawdza się jako jeden z kroków podczas porannej i wieczornej pielęgnacji mojej twarzy, ale według producenta można go także używać w ciągu dnia dla odświeżenia skóry. Najlepiej osiągnąć ten efekt spryskując przestrzeń przed sobą, a następnie przysunąć twarz w kierunku rozpylonej mgiełki, co zapewnia równomierne rozprzestrzenienie się produktu na skórze. I w tym momencie pora wspomnieć o jedynym minusie którego dopatrzyłam się w przypadku tego toniku, a który dotyczy nie samego produktu, lecz jego opakowania - a dokładnie atomizera, który zamiast obiecywanej delikatnej mgiełki dozuje dosyć silny, pojedynczy strumień który nie jest przyjemny dla mojej skóry. Szkoda, bo bardzo lubię bezpośrednią aplikację toniku na twarz w postaci delikatnej mgiełki, a zmuszona jestem najpierw nasączać nim wacik, którym następnie przecieram twarz. Zawsze w takim przypadku mam wrażenie, że niepotrzebnie marnuję zawartość opakowania, a już zwłaszcza w przypadku tak przyjemnego kosmetyku. 

Skład
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol*, Glycerin, Sodium Hyaluronate*, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate ( *składniki posiadają certyfikat naturalości )

Z dostępnością zarówno toniku jak i pozostałych kosmetyków Resibo nie ma problemu - produkty tej marki kupicie zarówno w wielu drogeriach internetowych, jak i sklepie internetowym marki. Opakowanie zawiera 150 ml produktu i kosztuje 49 złotych.

Podsumowanie
Mimo płatającego figle atomizera który nie chce aplikować toniku w formie obiecywanej, przyjemnej i lekkiej mgiełki, bardzo polubiłam ten produkt za skuteczność działania, która rekompensuje tą niedogodność. Jego właściwości łagodzące doceniła zwłaszcza moja wrażliwa i skłonna do zaczerwienień cera. Oprócz dawki nawilżenia tonik przynosi skórze ukojenie i pozostawia ją gładką, przyjemnie odświeżoną i najskuteczniej ze wszystkich toników wycisza zaczerwienienia. Zapewnia uczucie komfortu i świetnie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie podrażnia. Już szykuję się do zakupu kolejnego opakowania i wiem, że sięgnę także po inne kosmetyki z asortymentu Resibo.





22 stycznia 2017

Urlop od bloga wykorzystany, pora wracać :)


Wiem, że zniknęłam na kilka tygodni, ale bynajmniej nie z lenistwa. Ostatnio borykałam się z masą problemów o których jednak nie chcę tutaj pisać, ponieważ postanowiłam nie poruszać na blogu żadnych typowo prywatnych kwestii. Im dłużej mnie nie było, tym bardziej brakowało mi weny twórczej, a chciałabym, żeby tak jak dawniej tworzenie każdego kolejnego wpisu było przyjemnością, a nie koniecznością. Miło mi jednak poinformować, że wracam - zdążyłam tuż przed czwartymi urodzinami mojego bloga :) W międzyczasie postanowiłam wprowadzić kilka zmian wizualnych, które mam nadzieję sprawią, że miejsce to będzie nieco bardziej atrakcyjne, choć nadal pozostanie dosyć specyficzne :) Oczywiście nie dokonałam tego sama, po raz kolejny zwróciłam się z prośbą o pomoc do Kasi, której w tym miejscu najserdeczniej dziękuję ;*

Mam sporo do nadrobienia, ale będę chciała postawić na jakość, a nie na ilość - wyznaczyłam sobie w tym roku wiele celów i mam cichą nadzieję, że malutkimi krokami uda mi się osiągnąć to i owo :) W głowie kotłuje mi się cała masa pomysłów, chciałabym poszerzyć tematykę bloga między innymi o treści związane ze stylizacją paznokci, oraz pisać częściej o kosmetykach kolorowych.

Właśnie sobie uświadomiłam, że po takiej przerwie czuje się podobnie jak wtedy, kiedy zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem - odrobinę nieśmiało :) Ale Wiecie co? Bardzo tęskniłam za tym  miejscem... Nadal doskonale czuję się w kosmetycznym świecie i nie zamierzam szybko go opuszczać. Mam nadzieję, że zechcecie mi nadal towarzyszyć podczas tej przygody. Już od przyszłego tygodnia zapraszam Was na nowe posty i liczę, że rozkręcę się na dobre :)

Serdecznie pozdrawiam,
Basia

Etykiety:

recenzja (180) ulubione kosmetyki (136) codzienność (101) zakupy (83) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (46) włosy (40) pielęgnacja włosów (37) Rossmann (29) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (20) przemyślenia (20) filmy (19) promocje (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (17) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Isana (12) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) Nivea (7) krem do twarzy (7) kremy (7) maska do włosów (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) krem do rąk (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Biovax (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) stylizacja włosów (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)