5 grudnia 2017

DERMEDIC - Olejowy syndet do mycia twarzy z najnowszej linii OILAGE

Chętnie śledzę wszelkie nowinki na kosmetycznym rynku, nie uszło więc mojej uwadze pojawienie się nowej serii OILAGE marki Dermedic. Jest to linia dermokosmetyków przeznaczona do kompleksowej pielęgnacji skóry dojrzałej i wrażliwej, której zadaniem jest opóźnienie i złagodzenie objawów okołomenopauzalnego starzenia się skóry. Choć daleko mi do grupy docelowej, to dostrzegam u siebie pierwsze oznaki starzejącej się skóry i coraz częściej sięgam po produkty o działaniu przeciwzmarszczkowym i kondycjonującym. Swoją przygodę z linią OILAGE postanowiłam rozpocząć od kuszącego innowacyjną, żelowo-olejową recepturą Olejowego syndetu do mycia twarzy. I szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że będzie tak zaskakująco udana :-)

Opis producenta
Olejowy syndet do mycia twarzy to produkt o nowoczesnej, olejowo-żelowej konsystencji, który skutecznie oczyszcza i pielęgnuje wrażliwą skórę twarzy, szyi i dekoltu z oznakami starzenia się. Nie dopuszcza do wysuszenia i ściągnięcia skóry, wzmacnia jej strukturę i odporność na drażniące czynniki środowiskowe. Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia nie powodując podrażnień - specjalnie zaprojektowany dla wrażliwej i wymagającej skóry układ środków myjących oczyszcza skórę, nie naruszając jej równowagi fizjologicznej. Formuła produktu nie podrażnia, nie wysusza skóra i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Regeneruje i uzupełnia niedobory składników odżywczych w skórze, dzięki unikatowemu połączeniu izoflawonów sojowych z olejami z wiesiołka, awokado i soi w specjalnym kompleksie TriOleum zapewnia efektywną pielęgnację przecwstarzeniową również podczas codziennego oczyszczania twarzy. Po zastosowaniu syndet pozostawia skórę odżywioną, gładką, miękką i elastyczną. Tworzy warstwę okluzyjną na naskórku i chroni go przed wpływem zanieczyszczonego środowiska. Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe, Niacynamid i Polyquaternium-7 uzupełniają barierę lipidową, zapewniającą utrzymanie optymalnego poziomu nawilżenia i natłuszczenia skóry. Formuła Anti-Polution stymuluje odporność naskórka i jego funkcje obronne.

Moim okiem
Produkt znajduje się w przezroczystej, plastikowej buteleczce, zakończonej wygodnym w użyciu dozownikiem z higieniczną pompką, który działa bez zarzutu i posiada możliwość blokady. Opakowanie wyróżnia stonowana i estetyczna szata graficzna.

Kosmetyk ma miodową barwę, oraz niezbyt intensywny i umilający aplikację słodki zapach, który w moim odczuciu posiada lekko "olejkową" nutę. Komfortowa, olejowo-żelowa konsystencja syndetu zachwyciła mnie od pierwszego użycia. Jest niezbyt gęsta, delikatna i pozbawiona nadmiernej tłustości. Jest spójna i nie ulega rozwarstwieniu, dzięki czemu produkt z łatwością rozprowadza się na skórze. 

Syndet jest bardzo przyjemny w użyciu - niewielką ilość nanoszę na zwilżoną skórę, a następnie masuję kolistymi ruchami i dokładnie spłukuję letnią wodą. Kosmetyk w połączeniu z wodą tworzy najpierw niezbyt obfitą kremową piankę, a następnie przemienia się w delikatną, mleczną emulsję. Łatwo się spłukuje, nie rozmazuje na skórze i jest bardzo wydajny - jedno naciśnięcie dozownika zapewnia porcję produktu wystarczającą do umycia całej twarzy. Polubiłam go za to, że znakomicie sprawdził się w oczyszczaniu mojej wrażliwej cery, którą aktualnie mogę określić jako mieszaną w kierunku suchej. Stosowany rano dokładnie usuwa nadmiar sebum i pozostałości kosmetyków nałożonych na noc, zapewniając efekt idealnie czystej i odświeżonej skóry. Wieczorem stosuję go po wstępnym zmyciu makijażu płynem micelarnym i przyznam, że doskonale sobie radzi z usuwaniem ewentualnych resztek makijażu i zanieczyszczeń osadzających się na skórze w ciągu dnia. Skóra po użyciu syndetu jest efektywnie oczyszczona i przyjemnie wygładzona, a dzięki delikatnemu masażowi także odprężona. Produkt nie pozostawia na skórze tłustej warstewki, nie przesusza i nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Nie podrażnia mojej wrażliwej skóry i nie obciąża jej, oraz - co dla mnie bardzo ważne - nie zaostrza rumienia. Podoba mi się, że po jego zastosowaniu moja skóra w strefie T nie ma tendencji do świecenia się, a nawet jest delikatnie zmatowiona. Nie szczypie podczas przypadkowego dostania się do oczu. Miałam małe obawy, czy stosowanie tego typu produktu nie będzie skutkowało zapychaniem porów, ale na szczęście nic takiego nie zaobserwowałam. Używam go codziennie od niemal trzech tygodni i z przyjemnością zastąpiłam nim tradycyjny żel do mycia twarzy. 

W składzie syndetu znajdziemy takie składniki aktywne jak kompleks TriOleum w skład którego wchodzi olej z wiesiołka, olej z awokado i soi oraz izoflawony sojowe, a także betainę czy glicerynę. Nie zawiera parafiny, z czego ogromnie się cieszę, ponieważ unikam tego składnika w produktach pielęgnacyjnych do twarzy.

Olejowy syndet do mycia twarzy kosztuje na stronie producenta 36,90 zł, a w opakowaniu znajduje się 200 ml produktu. W skład serii Oilage wchodzą także dwa kremy do twarzy przywracające gęstość skóry, przeznaczone do stosowania odpowiednio na dzień i na noc, oraz przeciwzmarszczkowy krem pod oczy. Produkty dostępne są w aptekach stacjonarnych i internetowych, oraz między innymi w sieci drogerii Hebe. 

Skład
Aqua, Decyl Glucoside, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PPG-2 Hydoxyethyl Cocamide, Glycine Soja Seed Extract, Propylene Glycol, Sorbitol, Polyquaternium-7, Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Oil, Gratissima Oil, Allantoin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, CI15985

Syndet przypadł go gustu mojej cerze. Spełnia wszystkie wymagania - skutecznie usuwa z powierzchni skóry sebum i inne zanieczyszczenia nie przesuszając przy tym wrażliwych partii mojej twarzy, odświeża i wygładza, nie podrażnia, nie wzmaga rumienia i nie wpływa na nadmierne przetłuszczanie się strefy T.  Ma bardzo przyjemną konsystencję i jest łatwy w aplikacji. Ciekawa alternatywa dla klasycznych produktów oczyszczających, nie tylko dla kobiet w okresie menopauzalnym. Po tak udanej przygodzie z syndetem z ogromną chęcią sięgnę po inne produkty z tej linii, w szczególności interesuje mnie Naprawczy krem na noc.



20 listopada 2017

ISANA Young - Pielęgnacyjna maseczka na usta "Lip Patch"

Aby zapewnić ustom ładny i zdrowy wygląd nie powinnyśmy zapominać o nich podczas codziennych rytuałów pielęgnacyjnych. Zaniedbane i przesuszone nie prezentują się najlepiej, a szminka zamiast poprawić ich wygląd, bezlitośnie podkreśla wszystkie mankamenty. Aby temu zapobiec sięgamy po specjalne produkty, zapewniające ustom kompleksową pielęgnację - delikatne peelingi, odżywcze masełka, nawilżające pomadki, czy inne kosmetyki do zadań specjalnych. Podczas ostatniej wizyty w drogerii Rossmann skusiłam się na jedną z nowości - Maseczkę na usta marki Isana. Jak skończyła się moja pierwsza przygoda z tego typu produktem?

Opis producenta
Rozpieść i upiększ swoje usta, które po 20 minutach wywołają piorunujące wrażenie. Rozkoszuj się tym, że usta staną się cudownie wypielęgnowane, delikatne i uwodzicielskie. Sposób użycia: skórę twarzy oczyścić i osuszyć, maseczkę położyć na usta i delikatnie docisnąć, a następnie pozwolić jej działać przez 20 minut. Produkt jednorazowego użytku, przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

Moim okiem
Maseczka znajduje się w plastikowej saszetce o przyjemnej dla oka kolorystyce i szacie graficznej. Opakowanie zawiera jedną sztukę maseczki umieszczoną dodatkowo w specjalnej, plastikowej podkładce, która pełni funkcję ochronną i zapobiega ewentualnym uszkodzeniom delikatnej zawartości. 

Sama maseczka prezentuje się uroczo - ma różowy kolor i odzwierciedla kształtem kuszące usta :-) Posiada mięciutką i delikatną w dotyku, żelowo-gumową strukturę, bogato nasączoną substancjami pielęgnującymi. Jest dosyć cienka i elastyczna, dzięki czemu dobrze dopasowuje się do kształtu ust. Ma subtelny i nienachalny, świeży zapach.

Skład produktu jest dosyć obiecujący, a znajdziemy w nim między innymi glicerynę, wyciąg z alg brunatnych, olej z orzechów makadamia, sok z aloesu, kwas hialuronowy, ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, oraz kilka innych roślinnych ekstraktów.

Przed użyciem produktu należy zgodnie z zaleceniami producenta umyć i osuszyć skórę twarzy, oraz oczywiście usta, na które nakładamy maseczkę, lekko dociskając. Pozostawiamy ją na około 20 minut i po upływie tego czasu zdejmujemy. Mimo, iż maseczka po nałożeniu dosyć dobrze dopasowuje się do kształtu ust, to niestety lubi się zsuwać i często trzeba ją poprawiać - aktywne spędzanie czasu w trakcie tego "zabiegu" jest zatem raczej wykluczone. Bezpośrednio po nałożeniu odczułam wyraźny efekty chłodzenia, do którego po kilku minutach dołączyło leciutkie mrowienie. Po zdjęciu maseczki na ustach pozostała dosłownie odrobina pielęgnującego płynu, który samoistnie wchłonął się w ciągu kilku sekund, nie tworząc żadnej wilgotnej czy lepiącej warstewki. A efekt finalny? Usta rzeczywiście stały się bardziej miękkie i wygładzone oraz nieco jędrniejsze niż zwykle, jednak cieszyłam się tym efektem dosyć krótko. Maseczka pozostawia na ustach uczucie delikatnego nawilżenia, które niestety równie szybko znika - po tak ciekawym składzie spodziewałam się jednak nieco silniejszych właściwości pielęgnacyjnych. Moim zdaniem maseczka sprawdzi się idealnie jako baza pod szminkę, zwłaszcza przed ważnym wyjściem, jednak wyłącznie u osób, które nie borykają się z problemem mocno przesuszonych ust. Produkt nie wywołał żadnego podrażnienia podczas stosowania. Cóż, nie skuszę się na ponowny zakup, ale cieszę się że wypróbowałam tą maseczkę, bo zaspokoiłam swoją ciekawość :-)

Jak już wyżej wspominałam, opakowanie zawiera jedną sztukę maseczki i jest to produkt wyłącznie do jednorazowego użytku, a zawartość saszetki należy zużyć bezpośrednio po jej otwarciu. Nie należy stosować produktu na podrażnione i popękane wargi. Maseczka dostępna jest wyłącznie w drogeriach Rossmann w cenie regularnej 7,99 zł.

Skład
Aqua, Glycerin, Ascophyllum Nodosum Extract, Epilobium Angustifolium Flower/Leaf/Stem Extract, Portulaca Oleracea Extract, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Olus Oil, Tocopherol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Illicium Verum Fruit Extract, Scutellaria Bicalensis Root Extract, Sodium Hyaluronate, Butylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Caprylyl/Capryl Glucoside, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Agar, Cellulose Gum, Carrageenan, Phenoxyethanol, Dipotassium Glycyrrhizate, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Sodium Citrate, CI 16255

Nadchodzi zima, która jak wiadomo jest trudnym czasem dla naszych ust. Po jakie produkty do ich pielęgnacji sięgacie najchętniej o tej porze roku?









12 listopada 2017

PHARMACERIS - Oczyszczający peeling trychologiczny H-STIMUPEEL

Kilka miesięcy temu otrzymałam od portalu Ofeminin w ramach Klubu Ekspertek przyjemny duet do pielęgnacji włosów marki Pharmaceris - Micelarny szampon kojąco-nawilżający H-SENSITONIN oraz ciekawą nowość z linii specjalistycznych preparatów przeciw wypadaniu włosów, czyli Oczyszczający peeling trychologiczny H-STIMUPEEL. Oba produkty znakomicie się u mnie sprawdziły, jednak peeling polubiłam tak bardzo, że na stałe wpisał się w aktualną pielęgnację moich włosów. Z chęcią sięgnęłam po kolejne opakowania, zaskoczona efektami, które przeszły moje oczekiwania. Choć nie borykam się z tak poważnymi problemami skóry głowy jak łupież czy łysienie,  to jednak włosy i skóra głowy niemal codziennie narażone są na zanieczyszczenia - nie unikam kosmetyków do stylizacji które obciążają skórę głowy i zakłócają jej prawidłowe funkcjonowanie, dodatkowo moje włosy mają tendencję do przetłuszczania się, bywają matowe i przeciążone. Jak poprawić kondycję skóry głowy, a co za tym idzie - także włosów? Sięgnąć po peeling! Jest to godny polecenia, gotowy produkt, który warto włączyć do włosowego rytuału pielęgnacyjnego.

Opis producenta
Peeling trychologiczny skutecznie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka, które tworzą na skórze tak zwaną warstwę krystalizacyjną. Odblokowuje ujścia mieszków włosowych i przywraca skórze fizjologiczną równowagę, stanowiąc pierwszy, niezbędny krok we właściwej pielęgnacji skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu. Peeling oparty na komplementarnym działaniu enzymatycznych i mechanicznych składników złuszczających - papaina, oraz łupiny z pestek moreli - dogłębnie oczyszcza skórę głowy z łupieżu, sebum czy lakieru do włosów, zmniejszając tendencję do przetłuszczania się włosów. Formuła zawiera piroktonian olaminy o właściwościach antybakteryjnych i regulujących procesy rogowacenia naskórka, który zmniejsza niekorzystną mikroflorę w obrębie łusek i skutecznie zwalcza objawy łupieżu oraz zapobiega jego nawrotom. Zawarta w peelingu kofeina, znana z właściwości wydłużających cykl życia włosa, poprawia mikrocyrkulację skóry głowy oraz dotlenia komórki, umacniając korzeń włosa. Natomiast mocznik zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry głowy, zapobiegając przesuszeniom.  Stosowanie peelingu zwiększa przyswajalność substancji aktywnych innych preparatów używanych w pielęgnacji skóry głowy, podnosząc ich skuteczność. Znacznie poprawia kondycję skóry głowy i włosów, unosząc je u nasady, nie obciążając ich i nie przetłuszczając. Polecany do głębokiego oczyszczania skóry głowy dla kobiet i mężczyzn z problemem wypadania włosów, przerzedzenia, łysienia, oraz osób z problemem łupieżu oraz łojotokowym zapaleniem skóry głowy. Rekomendowany jest także do regularnego i profilaktycznego stosowania w celu zwiększenia efektów i skuteczności kuracji pielęgnacyjnych. 

Moim okiem
Peeling znajduje się w tubce wykonanej z miękkiego plastiku, która zakończona jest bardzo wygodną w użyciu nakrętką ze specjalnie wyprofilowaną końcówką, która dozuje odpowiednią ilość produktu i pozwala na jego precyzyjną aplikację bezpośrednio na skórę głowy. Wystarczy przekręcić aplikator w lewo, aż do usłyszenia charakterystycznego "klik", a następnie wyciskając z opakowania pożądaną ilość kosmetyku rozprowadzać go od razu na mokrej skórze głowy. Tubka posiada dodatkowe, kartonowe opakowanie zawierające niezbędne informacje o produkcie, a świeżość peelingu gwarantuje znajdująca się pod zakrętką folia zabezpieczającą, którą należy oderwać przed pierwszym użyciem. Szata graficzna produktu jest przejrzysta i przyjemna dla oka. Całość utrzymana jest w stonowanej kolorystyce i prezentuje się estetycznie.

Peeling ma jasną barwę i dosyć gęstą, kremową konsystencję, z widocznymi brązowymi drobinkami złuszczającymi - w tym przypadku są to drobno zmielone łupiny z pestek moreli. Dzięki optymalnej konsystencji kosmetyk równomiernie się rozprowadza i nie spływa ze skóry głowy. Dodatkowym atutem produktu jest dobrze wyczuwalny, śliczny kwiatowy zapach, który umila aplikację.

Formuła produktu oparta jest na działaniu zarówno enzymatycznych ( papaina ) jak i mechanicznych ( wspomniane drobno zmielone łupiny z pestek moreli ) składników złuszczających. Oprócz tego w składzie znajdziemy między innymi glicerynę, kofeinę, mocznik, lecytynę oraz pirokton olaminy znany również jako Octopirox, który ma właściwości antybakteryjne oraz szerokie spektrum działania przeciwgrzybicznego.

Sposób użycia jest bardzo prosty - peeling nakładamy na mokrą skórę głowy przed użyciem szamponu, a następnie rozprowadzamy go okrężnymi ruchami, wykonując delikatny masaż. Kremowa baza produktu zawiera sporą ilość drobinek złuszczających które skutecznie oczyszczają, a jednocześnie są na tyle delikatne, że nie podrażniają skóry głowy. Po przyjemnym masażu spłukujemy resztki peelingu wodą, a następnie myjemy włosy w tradycyjny sposób. Początkowo miałam małe obawy, czy wypłukanie takiej ilości drobinek peelingujących nie będzie problematyczne, jednak okazało się, że resztki produktu można po wykonaniu całego zabiegu usunąć z łatwością zarówno z powierzchni skóry głowy jak i włosów. Jak zdradziłam Wam już na początku wpisu, polubiłam ten peeling od pierwszego użycia i sięgam po niego regularnie od kilku miesięcy - właśnie kończę kolejne opakowanie. Choć systematyczność w stosowaniu pewnych kosmetyków nie jest moją mocną stroną i nadal stanowi spore wyzwanie, to jednak w tym przypadku pozytywne efekty działania jakie zaobserwowałam po jego użyciu zmobilizowały mnie do regularnego stosowania. Zwłaszcza, że cały "zabieg" zajmuje zaledwie kilka minut. Początkowo nakładałam peeling raz w tygodniu, teraz wykonuję go nieco rzadziej, mniej więcej co dziesięć dni. Dzielę włosy na partie i korzystając z wygodnego aplikatora nakładam go w kilku miejscach, a następnie rozprowadzam w obrębie skóry głowy i opuszkami palców wykonuję delikatny, ale jednocześnie dosyć dokładny, około dwuminutowy masaż. Produkt bardzo skutecznie oczyszcza skórę głowy, pozostawiając ją odczuwalnie wygładzoną, odświeżoną i zrelaksowaną. Regularnie stosowany rzeczywiście zmniejsza tendencję włosów do przetłuszczania się i sprawia, że są bardziej odbite od nasady oraz dłużej zachowują świeżość. Niweluje swędzenie, skóra głowy jest uspokojona i towarzyszy jej długotrwałe uczucie komfortu. Dodatkowo włosy nie wypadają na potęgę, co zwykle miało miejsce w moim przypadku o tej porze roku, a wręcz przeciwnie - ostatnio pojawia się u mnie więcej niesfornych "baby hair". Peeling nie podrażnia, a dzięki zawartości substancji nawilżających również nie wysusza skóry głowy. Nie obciąża włosów i nie pozostawia na nich żadnej lepkiej warstwy. W kwestii likwidacji łupieżu nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ ten problem mnie nie dotyczy. Kosmetyk rekomendowany jest do regularnego stosowania nie tylko u osób z konkretnym problemem skóry głowy - łupieżem, wypadaniem włosów, łysieniem, czy ich nadmiernym przetłuszczaniem się. Jego profilaktyczne stosowanie sprawi, że skóra głowy będzie lepiej przyswajać składniki odżywcze zawarte w kosmetykach, dzięki czemu zwiększy efekty i skuteczność kuracji pielęgnacyjnych, co wpłynie pozytywnie na kondycję skóry głowy oraz włosów.

Opakowanie zawiera 125 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 35 złotych. Zarówno peeling jak i pozostałe dermokosmetyki z tej serii kupicie w aptekach. Produkt należy zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia opakowania. Kosmetyk jest wydajny - w moim przypadku zawartość jednej tubki wystarcza na około osiem aplikacji.

Skład
Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Trilaureth-4 Phosphate, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Piroctone Olamine, Glycerin, Tartaric Acid, Caffeine, Cesalpinia Spinosa Gum, Papain, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Alcohol, Lactic Acid, Maltodextrin, Urea, Xanthnan Gum, Hydroxyethylcellulose, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lecithin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum


Sięgacie po gotowe peelingi do skóry głowy dostępne na sklepowych półkach, czy wolicie przygotowywać je sami domowymi sposobami?





5 października 2017

NIVEA - Jedwabisty mus do mycia ciała " Rabarbar i malina"

Do bardzo lubianej przeze mnie klasycznej linii Jedwabistych musów pod prysznic do mycia ciała marki Nivea dołączyły jakiś czas temu dwa nowe, limitowane produkty - Care Shower Silk mousse Cytryna i Moringa, oraz Care Shower Silk mousse Rabarbar i Malina. Obie wersje mają przyjemne dla nosa zapachy które przywodzą na myśl lato, a ich wyjątkowa konsystencja pozwala przełamać pielęgnacyjną rutynę pod prysznicem. Jako Przyjaciółka Nivea miałam przyjemność wypróbować wersję z owocową nutą maliny i rabarbaru,  która swoim aromatem przypomina cudowne, ciepłe dni.

Opis producenta
Poczuj zapach lata w nowej, limitowanej edycji Jedwabistych musów do mycia ciała NIVEA Care Shower Silk o zapachu rabarbaru i maliny. Produkt dzięki formule lekkiego, piankowego musu zamieniającego się w delikatną pianę, pozwala na przyjemną pielęgnację i pielęgnuje skórę dzięki ekstraktom z naturalnego jedwabiu, pozostawiając ją miękką i delikatną. Innowacyjna aplikacja i wyjątkowa formuła sprawiają, że mus wystarcza nawet na dwa razy dłużej niż tradycyjne produkty pod prysznic. 

Moim okiem
Mus znajduje się w metalowym opakowaniu pod ciśnieniem, zakończonym plastikowym dozownikiem oraz niewielką zatyczką. Pojemniczek posiada niewielkie wyprofilowanie, które ułatwia używanie produktu pod prysznicem, zapobiegając wyślizgiwaniu się opakowania z wilgotnych dłoni. Dozownik działa sprawnie i lekko - jedno pełne naciśnięcie pozwala wydobyć  ilość musu wystarczającą do umycia całego ciała, co przekłada się pozytywnie na wydajność produktu. Na uwagę zasługuje wyjątkowo przyjemna dla oka kolorystyka tej wersji zapachowej utrzymana w odcieniach delikatnego, pastelowego różu i klasycznej bieli, dzięki czemu opakowanie jest bardzo estetyczne.

Po naciśnięciu dozownika z opakowania wydobywa się biały, puszysty mus, który podczas aplikacji na wilgotną skórę zamienia się w delikatną, kremową piankę. Konsystencja produktu jest niezwykle lekka i przyjemna, a specjalna formuła sprawia, że  mus równomiernie się rozprowadza i nie spływa ze skóry. Zapach jest bardzo ładny i choć niezbyt intensywny, to zdecydowanie umila aplikację i otula ciało subtelnym aromatem jeszcze przez jakiś czas po kąpieli. W moim odczuciu stanowi połączenie kremowej nuty z delikatnym aromatem słodkiej, dojrzałej maliny, przełamanej dodatkiem kwaskowatego rabarbaru. Odświeżający, relaksujący i wprost idealny na lato, choć tak spodobał się mojemu nosowi, że mogłabym go stosować przez cały rok :)

Produktu używam z przyjemnością - znakomicie się rozprowadza otulając ciało delikatną pianką, a przy tym skutecznie oczyszcza i odświeża moja skórę, pozostawiając ją gładką i miękką w dotyku. Po użyciu musu moja skóra nie domaga się natychmiastowego nawilżenia, nie towarzyszy jej także uczucie "ściągnięcia", przesuszenia czy podrażnienia. Myślę, że cała seria jest fajną i ciekawą alternatywą dla tradycyjnych produktów myjących pod prysznic i cieszę się, że producent rozszerza tą linię o nowe, sezonowe zapachy - już niebawem na sklepowych pólkach pojawi się wersja o zapachu wanilii i karmelu ♥ 

Opakowanie zawiera 200 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 14 złotych. Musy - także  edycje limitowane - dostępne są w drogeriach stacjonarnych takich jak Rossmann czy Hebe, oraz internetowych.

Skład
Aqua, Isobutane, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Propane, Hydrolyzed Silk, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Butane, Xanthan Gum,PEG-14 M, Sodium Benzoate, Linalool. Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Geraniol, Parfum

A Wy lubicie sięgać po takie produkty ?









24 września 2017

Polubiłam w sierpniu

W poprzednim poście pokazałam Wam, jakie zapachy towarzyszyły mi podczas tegorocznych wakacji i pomyślałam, że miło jeszcze przez chwilę pozostać w tej letniej tematyce. Co prawda mamy już drugą połowę września, jednak nadrabiając zaległości postanowiłam zacząć od małego podsumowania ubiegłego miesiąca i zaprezentować Wam produkty, po które bardzo chętnie sięgałam w sierpniu. Tym razem w gronie kosmetycznych ulubieńców znalazło się sześć kosmetyków, oraz dobrze znana i chętnie używana przeze mnie wersja popularnej szczotki do włosów pochodząca z nowej, letniej edycji limitowanej, która skusiła mnie swoim kolorowym motywem :)

Polubieni w sierpniu w mini recenzjach:


L'Oreal Paris
Podkład w poduszeczce Nude Magique Cushion
_____________________________________
             
Podkład w płynie o lekkiej formule zanurzony w poduszeczce, która pozwala dozować odpowiednią ilość podkładu. Intensywność krycia można dostosować dzięki unikalnemu aplikatorowi, który pozwala na łatwą do opanowania sztukę nakładania podkładu: dotknij delikatnie w celu uzyskania subtelnego wykończenia lub mocniej, aby otrzymać dokładne pokrycie. Dostępny w 6 odcieniach, posiada filtr SPF 25. 

Produkt ma eleganckie opakowanie utrzymane w przyjemnej dla oka kolorystyce. Pudełeczko jest wygodne w użyciu i niewielkie, dzięki czemu bez problemu mieści się nawet w niewielkiej torebce i zawiera wszystko, co niezbędne do wykonania ewentualnych poprawek w ciągu dnia - podkład, lusterko i aplikator. Sam podkład jest lekki i delikatny, idealnie stapia się z cerą i zgodnie z obietnicami producenta pozwala na budowanie poziomu krycia, choć zdecydowanie nie należy do podkładów mocno kryjących. Moja cera nie sprawia ostatnio żadnych problemów, więc taki stopień krycia jest dla mnie wystarczający. Podkład nadaje skórze ładne i naturalne wykończenie poprawiając jej wygląd, wyrównuje koloryt cery oraz delikatnie rozświetla. Nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach i nie zatyka porów. W moim odczuciu najładniejszy i najbardziej naturalny efekt wykończenia można uzyskać zamieniając dołączony do opakowania aplikator na gąbeczkę do makijażu w kształcie "jajeczka" - w moim przypadku marki Blend It! Posiadam odcień 03 Vanilla który jest ładnym, klasycznym beżem z żółtymi tonami, niemal idealnie dopasowanym do koloru mojej cery. Kosmetyk zawiera filtr SPF 25. Uwielbiam ten podkład i nie ukrywam, że ze względu na słabą dostępność zrobiłam sobie mały zapas :-)

Catrice
Tusz do rzęs Glam & Doll
____________________

Najnowsza maskary z gamy Glam & Doll posiada głęboko czarną formułę, która zwielokrotnia rzęsy sprawiając, że spojrzenie nabiera głębi i staje się bardziej wyraziste.. Podkręcona silikonowa szczoteczka uchwyci każdą rzęsę i delikatnie ją uniesie, zapewniając jednocześnie rozdzielenie bez sklejania i grudek. 

Tusz znalazłam w jednym z pudełeczek Be Glossy i nawet się ucieszyłam, bo pomimo popularności marki Catrice nigdy wcześniej nie używałam żadnej maskary tego producenta. Zabrałam go ze sobą na urlop i pozytywnie się zaskoczyłam. Maskara posiada średniej wielkości silikonową szczoteczkę wygiętą w delikatny łuk, z gęsto osadzonymi włoskami. Ma kremową konsystencję która nie sprawia problemów i dobrze rozprowadza się na rzęsach już od pierwszego użycia. Dokładnie rozczesuje rzęsy i ładnie je podkręca, lekko pogrubia i nadaje im intensywny odcień czerni. Obiecywanego przez producenta efektu sztucznych rzęs co prawda nie zapewnia, ale jest bardzo przyjemną maskarą do wykonania lżejszego, dziennego makijażu. Na uwagę zasługuje także przyzwoita trwałość oraz przystępna dla portfela cena - tusz kosztuje około 16 złotych. 

Revlon
Pomadka do ust Ultra HD Gel Lipcolor 
______________________________


Pomadka do ust, której rewolucyjna żelowa formuła została wzbogacona o nawilżający kwas hialuronowy, a wysokie stężenie pigmentów pozwala uzyskać niezwykle intensywny i błyszczący kolor. Sekret tkwi w wyjątkowej formule: intensywne pigmenty zostały zatopione w żelowej bazie, dzięki czemu pomadka nadaje ustom intensywny kolor jednocześnie ich nie obciążając, a  kwas hialuronowy nawilża i wygładza usta. Specjalnie ścięta końcówka dopasowuje się do kształtu ust i pomaga precyzyjnie zaznaczyć ich kontur.

Produkt ma eleganckie, smukłe i błyszczące opakowanie, którego kolor odpowiada odcieniowi znajdującej się w nim pomadki. Pomadka pojawiła się w sprzedaży kilka miesięcy temu i skusiłam się wtedy na dwa odcienie - neutralny i delikatny jasny róż Pink Cloud, oraz intensywny i soczysty "fuksjowy" róż Tropical, który bardzo lubiłam nosić na ustach latem. W rzeczywistości kolor jest subtelniejszy niż w opakowaniu, pięknie ożywia cerę i dodaje uroku muśniętej słońcem skórze. Kosmetyk ma lekką i bardzo przyjemną żelową formułę, a ścięta końcówka rzeczywiście pomaga w precyzyjnej aplikacji. Trudno mi stwierdzić, czy pomadka nawilża usta, ale z pewnością ich nie wysusza i  zapewnia intensywny odcień bez konieczności poprawek nawet do kilku godzin.

L'Biotica Biovax
Maska do włosów Opuntia Oil & Mango
__________________________________

Intensywnie regenerująca maska do włosów zawierająca kompleks naturalnych substancji lipidowych LipidFX, który odbudowuje i cementuje zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej gładkość i połysk. To intensywnie regenerująca kuracja przeznaczona do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. 

Maska, która od niemal trzech miesięcy jest jednym z moich ulubionych kosmetyków do pielęgnacji włosów. Ma bardzo przyjemną konsystencję przypominającą nieco krem do ciasta - treściwą, ale jednocześnie puszystą i niezbyt ciężką, oraz śliczny zapach egzotycznego mango. Produkt ułatwia rozczesywanie, nadaje włosom miękkość i zdrowy połysk, oraz intensywnie wygładza i odżywia włosy nie powodując ich obciążania. Pełną recenzję znajdziecie tutaj :-)

Kueshi
Rewitalizujący tonik do twarzy 
_________________________

Tonik przeznaczony do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Nawilża i równoważy skórę, zapewniając jej wrażenie świeżości i miękkości. Łączy naturalne i nawilżające składniki takie jak aloes, rumianek i nagietek, które koją skórę i pozostawiają ją piękną, oczyszczoną i zdrową. 

Tonik zupełnie nieznanej mi wcześniej hiszpańskiej marki Kueshi znalazłam w czerwcowym pudełku Shiny Box. Polubiłam go za przyjemną, lekko żelową formułę, bardzo subtelny zapach oraz działanie - kosmetyk koi, odświeża i lekko nawilża skórę. Nie podrażnia mojej wrażliwej cery i nie pozostawia na skórze lepiącej warstewki. Ze względu na dosyć wysoką cenę regularną - około 40 złotych - sama ponownie nie sięgnę po ten tonik, ale z przyjemnością go wypróbowałam.

Dermedic
Masło utrwalające opaleniznę z linii Sunbrella
_____________________________________

Pielęgnujące skórę masło utrwalające opaleniznę. Intensyfikuje naturalną opaleniznę i poprawia wygląd skóry. Zawarte w formule składniki aktywne, takie jak Biotanning ® i masło kakaowe, zwiększają syntezę melaniny - barwnika, którego stężenie w skórze decyduje o odcieniu widocznej opalenizny. Produkt zapobiega nadmiernemu wysuszaniu i złuszczaniu się naskórka oraz nawilża go. Nadaje skórze promienny wygląd i wspomaga regenerację naskórka - witamina E, olej kokosowy i polifenole pochodzące z masła kakaowego zmniejszają ilość uszkodzeń w skórze i przyśpieszają proces odnowy komórek skóry, działają także antyoksydacyjnie. Dzięki zawartości D-Panthenolu masło łagodzi stany zapalne w naskórku zmniejszając zaczerwienienie i koi podrażnienia.

Kosmetyk ten odkryłam dopiero podczas pobytu nad morzem i polubiłam od pierwszego użycia. W opakowaniu ma treściwą i intensywnie kremową konsystencję, która podczas kontaktu ze skórą staje się lekka i przyjemna niczym mus, dzięki czemu łatwo się aplikuje i dobrze rozprowadza, otulając ciało ślicznym, subtelnym zapachem. Co prawda nie wchłaniania się błyskawicznie, ale jego właściwości pielęgnacyjne w pełni to rekompensują. Masło intensywnie nawilża, odżywia i wygładza skórę, oraz rzeczywiście koi i łagodzi ewentualne podrażnienia po kąpielach słonecznych. Ma bardzo przyjemny skład, w którym znajdziemy między innymi olej kokosowy, masło kakaowe, masło shea, panthenol, olej lniany oraz witaminę E. Kosmetyk idealny do wieczornej pielęgnacji ciała, dzięki któremu możemy dłużej cieszyć się wymarzoną opalenizną, a dodatkowo nadać skórze zdrowy i promienny wygląd. 

Tangle Teezer 
Szczotka do włosów w wersji Compact Styler Palm Flamino
_____________________________________________________

Słynna szczotka Tangle Teezer w bardzo lubianej przeze mnie wersji kompaktowej, tym razem ze ślicznym motywem różowych flamingów wśród palm :) Wersja kompaktowa jest mniejsza od klasycznej i posiada specjalną nakładkę zapobiegającą wyginaniu czy zniekształcaniu się "włosków", dzięki czemu znakomicie sprawdzi się w podróży. Możemy bez obaw nosić ją ze sobą nawet na plażę, ponieważ jest niewielka, lekka, wygodna w użyciu i łatwa w utrzymaniu czystości. U mnie obie wersje sprawdzają się rewelacyjnie już od kilku lat, zarówno na mokrych jak i suchych włosach. Cóż, mam słabość do tych szczotek i czasami nie mogę się oprzeć edycjom limitowanym :)


Od przyszłego miesiąca będę tutaj znacznie częściej, co przełoży się na ilość postów publikowanych na blogu. A będzie o czym pisać - w ostatnim czasie odkryłam sporo przyjemnych i wartych polecenia kosmetyków, ale pojawiły się także kosmetyczne rozczarowania.



11 września 2017

Czym pachniało lato, czyli moje ulubione wakacyjne zapachy


Choć lato już za nami i niebawem będziemy rozglądać się za perfumami na nachodzący wielkimi krokami sezon jesienno-zimowy, postanowiłam pokazać Wam, jakimi zapachami otaczałam się podczas tegorocznych wakacji.

Czym pachnieć latem? Oto jest pytanie :) W zależności od upodobań możemy sięgnąć po zapachy inspirowane morską bryzą w których królują nuty wodne, lekkie kompozycje z orzeźwiającymi cytrusami, lub postawić na klasyczną kwiatową słodycz. Tym razem sięgnęłam po trzy zapachy, które najbardziej skojarzyły mi się z upalnym latem, a przy tym podkreślały moją osobowość i znakomicie poprawiały samopoczucie. Idealne kompozycje wakacyjne, które będą przywoływały piękne letnie wspomnienia. 

Giorgio Armani
 "Sun di Gioia"
Poczuj delikatne promienie słońca i rozkoszuj się ciepłem otulającym Twoje ciało. Zmysłowe nuty zapachu są jak dotyk rozgrzanej słońcem skóry. Pierwsze uniesienie, w którym królują bergamotka i frezja, wyznacza drogę do kwiatowo-słonawego serca skomponowanego wokół nut plumerii, ylang-ylang i pobudzającego zmysły jaśminu jaśmninu wielkolistnego. Na koniec spotykamy ciepłe i pełne elegancji nuty bazy z wątkiem irysa i wanilii oraz benzoes i ambroksan. Nuta głowy: bergamotka, frezja i akord morski. Nuta serca: jaśmin Sambac, plumeria, ylang-ylang. Nuta bazy: mleczko kokosowe, bursztyn i irys.

Minimalistyczny flakonik z grubego, transparentnego szkła o barwie jasnego bursztynu, kryje w sobie kwiatowo-orientalną kompozycję zapachową, będącą dla mnie kwintesencją lata. Odnajduję w nim aromat egzotycznych kwiatów skąpanych w promieniach słońca,  zapach piaszczystej plaży, muśniętej słońcem skóry, olejku do opalania i lekko słonej, morskiej bryzy. Kompozycja typowo letnia, słoneczna i ciepła, ale jednocześnie delikatna i nie przytłaczająca, wesoła i odrobinę zadziorna. Znakomicie podkreśla atmosferę upalnego, słonecznego lata. Zapach jest dosyć słodki ale nie przesłodzony, ze sporą dawką orzeźwienia, dzięki czemu całość jest idealnie wyważona. Trwałość zapachu zasługuje na uwagę - na mojej skórze utrzymuje się wyjątkowo długo i choć po kilku godzinach staje się oczywiście mniej intensywny, to subtelny aromat towarzyszy mi aż do końca dnia.

Emanuel Ungaro 
Fruit d' Amour "Turquoise"
W czasach króla Artura żyła piękna wróżka która rządziła Avalonem, legendarną wyspą jabłek. Triumfowała tam wieczna wiosna, morze było zawsze spokojne, a na drzewach dojrzewały piękne owoce. Ungaro Turquoise to zapach współczesnej marzycielki, spokojnej i pełnej nadziei optymistki. Należy do kwiatowo-słonecznej rodziny zapachowej i przypomina bukiet kwiatów otulony promieniami słońca. Nuta głowy: słoneczny optymizm rozprzestrzenia się wprost ze świeżej masy kokosowej i grejpfruta oraz morskiej bryzy. Nuta serca: bukiet kwiatów gardenii i słonecznej orchidei w towarzystwie jedwabiście gładkich płatków kwiatu pomarańczy. Nuta bazy: uspokajające drzewo sandałowe z mistyczną paczulą otoczone kokonem wanilii.

Do linii zapachowej Fruit d' Amour marki Emanuel Ungaro dołączyła w tym roku nowa, kwiatowo-wodna odsłona o wdzięcznej nazwie "Turquoise". Flakonik o charakterystycznym kształcie jabłka wykonany z przezroczystego szkła i zakończony bogato zdobioną zakrętką w odcieniu złota kryje w sobie spokojną, lekką i świeżą kompozycję zapachową. W moim odczuciu jest to zapach, który łączy w sobie nuty morskie z delikatnym kokosem, oraz słodyczą kwiatów doskonale zrównoważoną subtelną goryczą grejpfruta, która idealnie komponuje się ze słodkimi nutami zapachowymi. Zwieńczeniem zapachu jest relaksujący aromat drzewa sandałowego oraz poprawiająca samopoczucie słodka wanilia. Kompozycja jest delikatna i orzeźwiająca, poprawiająca samopoczucie i idealna na letnie, słoneczne dni. Wybrałam ten zapach ze względu na jego lekkość i dominujące nuty morskie, które uwielbiam w letnich kompozycjach zapachowych. Trwałość perfum na mojej skórze okazała się przeciętna, natomiast na ubraniu zapach utrzymuje się znacznie dłużej.

Victoria's Secret 
Sparkling Citrus "Citrus Dream"
Mgiełka do ciała z linii Sparkling Citrus, łącząca w sobie nuty zapachowe grejpfruta z czerwoną lilią. Odświeżająca formuła zawiera także aloes i rumianek.

Mgiełka przeleżała dosyć długo w moich kosmetycznych zapasach, jednak przypomniałam sobie o niej w samą porę, czyli przed wyjazdem na urlop :) Jest miłą odmianą od pozostałych dwóch zapachów - esencjonalnej i intensywnie "słonecznej" wody perfumowanej Sun di Gioia, oraz przenoszącego w morskie klimaty najnowszego zapachu Ungaro. Mamy tutaj bowiem prawdziwą cytrusową eksplozję w delikatnym kwiatowym towarzystwie. Zapach bardzo orzeźwiający, lekko "musujący", energetyczny i pogodny, idealny na upalne dni. Tuż po rozpyleniu uwalnia niezwykle apetyczny aromat soczystego  grejpfruta, do którego dołącza później lekka nutka przyjemniej dla nosa, kwiatowej słodyczy czerwonej lilii. Zapach długo utrzymuje się na skórze, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Mgiełka nie wysusza skóry, mimo iż na pierwszym miejscu w składzie produktu znajduje się alkohol. 

Przepełnione słońcem wakacje zamknięte w szklanej butelce, orzeźwiająca morska bryza i ciepły letni deszcz, oraz apetyczna cytrusowa eksplozja - każda kompozycja ma w sobie coś wyjątkowego. I choć tak od siebie różne, to mają jedną wspólną cechę - wywołują uśmiech na mojej twarzy i same pozytywne wspomnienia. 

Macie swoje ulubione letnie zapachy? 








10 sierpnia 2017

NIVEA SUN - Nawilżający balsam do opalania Protect & Moisture SPF 30

Nie wyobrażam sobie, aby nie skorzystać z uroków upalnego lata, zwłaszcza przebywając nad morzem, ale do kąpieli słonecznych podchodzę z umiarem i rozwagą. Lubię, kiedy moja skóra jest opalona, ale nie mam tu na myśli efektu "skwarki", a ładną i naturalną, zdrową opaleniznę. Co prawda moja skóra nie wykazuje problemów podczas opalania, ale podczas słonecznej ekspozycji zawsze sięgam po specjalne kosmetyki zapewniające jej odpowiednią ochronę. Jako Przyjaciółka Nivea miałam przyjemność testować Nawilżający balsam do opalania z linii NIVEA SUN o udoskonalonej formule chroniącej ubrania przed plamami po filtrach UV, który otrzymałam w idealnym momencie, bo tuż przed urlopem :) Balsam posiada filtr SPF 30 więc zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną i jest to minimalny faktor po jaki sięgam, gdy rozpoczynam swoją przygodę ze słońcem.

Opis producenta
NIVEA SUN Protect & Moisture to wodoodporny balsam do opalania o zaawansowanej formule pielęgnacyjnej, zapewniający intensywne i długotrwałe nawilżenie skóry. Zawiera wysoce skuteczny system filtrów UVA/UVB zapewniający natychmiastową i długotrwałą ochronę przed promieniowaniem słonecznym, oraz redukując ryzyko uczuleń słonecznych. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Jest to kosmetyk, który dba zarówno o odpowiednią ochronę skóry, jak i ubrań, chroniąc je przed plamami po filtrach UV. Z nową formułą opracowaną przez ekspertów pomaga łatwiej usunąć plamy po filtrach UV, dzięki czemu chroni ubrania zarówno po relaksie na plaży, jak i na co dzień w mieście. Produkt dostępny jest w różnych wariantach ochrony przeciwsłonecznej: z faktorem 15, 20, 30 i 50+. Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie.

Moim okiem
Balsam znajduje się w smukłym, plastikowym opakowaniu z wygodnym w użyciu zamknięciem typu klik. Opakowanie jest solidne, dzięki czemu można swobodnie wrzucić je do torby z innymi plażowymi akcesoriami bez obaw o przypadkowe rozlanie jego zawartości. Niestety nie jest transparentne, więc nie można kontrolować zużycia produktu. Szata graficzna jest bardzo przyjemna dla oka. Kolorystyczną bazę opakowania stanowi tradycyjnie kolor niebieski, tym razem w ślicznej, chabrowej odsłonie, choć nie mogło oczywiście zabraknąć słonecznego akcentu w postaci zatyczki w intensywnie żółtym odcieniu. 

Produkt ma białą barwę i aksamitną, niezbyt gęstą konsystencję - intensywnie kremową, ale jednocześnie wyjątkowo lekką, przypominającą delikatne mleczko do pielęgnacji ciała. Jest przyjemny w aplikacji, z łatwością rozprowadza się na skórze i niemal błyskawicznie wchłania, nie bieli skóry i nie pozostawia na niej lepiącej warstewki. Zapach balsamu jest bardzo ładny, raczej subtelny, ale jednocześnie dobrze wyczuwalny na skórze, zwłaszcza rozgrzanej słońcem :) Umila aplikację i pozwala odprężyć się podczas słonecznych kąpieli. Kompozycja zapachowa jest trudna do rozszyfrowania dla mojego nosa, ale jest idealnie letnia i świeża, z delikatną kremową nutą. Nie doszukałam się tutaj tego "charakterystycznego" zapachu klasycznego kremu Nivea - być może mój zmysł węchu za bardzo się rozleniwił :) W każdym razie jest to taki zapach, który już zawsze będzie mi się kojarzył się ze słońcem, plażą i wakacjami.

Skóra po użyciu tego produktu jest aksamitna, przyjemna w dotyku i otulona subtelnym zapachem. Balsam rzeczywiście nawilża i wygładza skórę, zapobiegając jej nadmiernemu przesuszeniu podczas słonecznej ekspozycji. Muszę przyznać, że kosmetyk dobrze chroni przed oparzeniami czy podrażnieniami słonecznymi i pozwala stopniowo osiągnąć złocistą, wymarzoną opaleniznę. Oczywiście należy pamiętać, że nawet po zastosowaniu produktów zapewniających ochronę przeciwsłoneczną należy kierować się rozsądkiem i unikać zbyt długiego przebywania na słońcu, ponieważ żaden tego typu kosmetyk nie zapewnia całkowitej ochrony. Warto zapoznać się z umieszczonymi przez producenta z tyłu opakowania ważnymi wskazówkami odnośnie prawidłowego stosowania produktu. Według producenta balsam jest wodoodporny i rzeczywiście pozostawał na mojej skórze nawet podczas pobytu w wodzie, jednak zgodnie z zaleceniami po wyjściu z wody aplikowałam produkt ponownie.

Skład
Aqua, Homoslate, Octorylene, Glycerin, Alcohol Denat, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, C12-15 Alkyl Benzoate, Titanium Dioxide (nano), Glyceryl Stearate Citrate, Panthenol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Myristil Myristate, Tocopheryl Acetate, Tetrasodium Iminodisuccinate, Cellulose Gum, VP/Hexadecene Copolymer, Xanthan Gum, Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Silica, Dimethicone, Trisdodium EDTA, Xydroxyacetophenone, Ethylhexylglycerin, Linalool, Limonene, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Coumarin, Parfum

Opakowanie Nawilżającego balsamu do opalania SPF 30 zawiera 200 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 35 złotych - niestety sporo, więc warto czekać na ewentualne promocje. Całą linię kosmetyków do ochrony przeciwsłonecznej marki Nivea bez problemu znajdziecie w drogeriach, na przykład w Rossmannie. 

Nie ukrywam, że bardzo lubię kosmetyki do opalania marki Nivea i sięgam po nie od lat, więc tym bardziej się cieszę, że i tym razem się nie zawiodłam. Nawilżający balsam do opalania spełnił wszystkie moje oczekiwania. Znakomicie sprawdził się podczas pierwszych kąpieli słonecznych, zapobiegając zaczerwienieniu czy pieczeniu skóry, a dzięki właściwościom pielęgnacyjnym zapewnił komfort mojej skórze podczas ekspozycji na promienie słoneczne. Polecam w szczególności tym osobom, które tak jak ja lubią sięgać po produkty do ochrony przeciwsłonecznej w postaci lekkiego balsamu lub mleczka :)









1 sierpnia 2017

BIOVAX - Maska intensywnie regenerująca "Opuntia Oil & Mango"

Moje włosy o tej porze roku narażone są na działanie wielu niekorzystnych czynników. Słońce, słona woda czy wiatr sprawiają, że staja się przesuszone i tracą blask. Latem wymagają szczególnie intensywnej pielęgnacji, więc częściej niż zwykle sięgam po kosmetyki o działaniu nawilżającym i regenerującym, które pomagają poprawić ich kondycję. W ostatnim czasie pojawiło się w mojej kosmetyczce kilka nowych produktów do pielęgnacji włosów, a wśród nich maska marki Biovax® z najnowszej serii Opuntia Oil & Mango do włosów zniszczonych, która stała się jednym z wakacyjnych ulubieńców kosmetycznych. 

Opis producenta
Maska intensywnie regenerująca Opuntia Oil & Mango zawiera kompleks naturanych substancji lipidowych LipidFX, który odbudowuje  i cementuje zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej gładkość i połysk. To intensywnie regenerująca kuracja przeznaczona do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. Olej z opuncji figowej jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-6 i Omega-9, które tworzą ochronną warstwę na włosach. Sprawia, że włosy staja się idealnie gładkie i lśniące bez efektu obciążenia. Masło mango spektakularnie wygładza włosy i zapobiega rozdwajaniu się końcówek. Dyscyplinuje włosy, ułatwiając ich układanie. Ceramidy są naturalnym cementem łączącym łuski włosa. Odbudowują suche i zniszczone włosy dzięki czemu staja się one sprężyste, elastyczne i dobrze nawilżone. Produkt przebadany dermatologicznie, nie zawiera silikonów, parabenów, parafiny oraz SLS i SLES. Zapach soczystego owocu mango działa odświeżająco i pobudzająco.

Moim okiem
Maska znajduje się w charakterystycznym dla marki, prostym pojemniczku o pojemności 250 ml, który wykonany jest z solidnego plastiku i zakończony klasycznym wieczkiem. Pod wieczkiem znajduje się specjalne zabezpieczenie wymagające usunięcia przed pierwszym użyciem produktu, dzięki czemu mamy pewność, że opakowanie nie było wcześniej otwierane. Pojemniczek zapakowany jest dodatkowo w estetyczny kartonik zawierający wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Każda seria do pielęgnacji włosów tej marki posiada inną kolorystykę, a najnowsza linia Opuntia Oil & Mango niewątpliwie się pod tym względem wyróżnia. Całość utrzymana jest w matowej, wyrazistej i jednolitej, koralowej kolorystyce z akcentami w odcieniu delikatnej bieli. Sama szata graficzna jest typowa dla kosmetyków marki Biovax - nie sposób pomylić się na sklepowej półce. Tradycyjnie w kartonowym opakowaniu znajdziemy także dwa małe prezenty dołączone przez producenta - próbkę Jedwabiu w płynie "Silk" oraz czepek Termocap, który wspomaga utrzymanie ciepła podczas zabiegów regeneracji włosów, dzięki czemu ułatwia przenikanie substancji aktywnych do ich wnętrza.

Produkt ma białą barwę z delikatną czerwoną poświatą i perłowym połyskiem. Konsystencja maski jest taka jak lubię, czyli intensywnie kremowa i gęsta, ale jednocześnie bardzo przyjemna w aplikacji. Kosmetyk łatwo się rozprowadza i dokładnie pokrywa pasma, dosyć szybko wnika we włosy i bez problemu spłukuje, pozostawiając na włosach piękny zapach. Na kompozycję zapachową składają się nuty uwielbianego przeze mnie słodkiego, egzotycznego mango ♥ Jest owocowo, odświeżająco, cytrusowo, letnio i niezwykle przyjemnie dla nosa. Na włosach zapach utrzymuje się dosyć długo, a efekt ten można przedłużyć używając kilku kosmetyków z tej serii.

Wysoko w składzie maski znajdziemy glicerynę, olej z opuncji figowej, masło mango i betainę. Warto zaznaczyć, że olej z opuncji figowej to najdroższy z roślinnych olejów, bowiem do wytworzenia jednego litra potrzeba aż miliona pestek wydobytych z 500 kg owoców opuncji figowej, które zbierane są tylko przez kilka dni w roku.

Maski do włosów marki Biovax różnie sprawdzały się na moich włosach, bowiem nie wszystkie serie przypadły im do gustu. Jednak maska z tej najnowszej linii zdała egzamin na szóstkę z plusem i stała się moim hitem w pielęgnacji włosów tego lata - niebawem kończę drugie opakowanie :) Produkt nakładam na umyte i osuszone ręcznikiem włosy dokładnie go wmasowując - intensywnie kremowa i nie spływająca konsystencja w połączeniu z cudownym zapachem zdecydowanie umila aplikację. Maskę trzymam na włosach około piętnastu minut bez żadnego przykrycia, lub kilkadziesiąt minut przy użyciu dołączonego do opakowania czepka, z którego zresztą korzystam w połączeniu z maskami innych marek. Włosy po użyciu tej maski znacznie łatwiej się rozczesują, są mięciutkie i aksamitne w dotyku. Kosmetyk intensywnie wygładza włosy, ale jednocześnie nie pozbawia ich pożądanej objętości i nie sprawia, że są przyklapnięte. Pasma są sprężyste, optymalnie dociążone i nabierają ładnego, zdrowego połysku. Są nawilżone, odżywione i zdyscyplinowane. 

Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Esters, Quaternium-87, Opuntia Ficus-Indica Seed Oil, Magnifera Indica Seed Butter, Betaine, Palmitoyl Myristyl Serinate, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Bis-(Isostearoyl/Oleoyl Isopropyl) Dimonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Methylisothiazolinone, PEG-8, PEG-8/SMDI Copolymer, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Parfum, Citric Acid, CI. 15985, CI. 16255

Opakowanie mieści w sobie 250 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 17 złotych. Kosmetyki z tej serii dostępne są stacjonarnie w aptekach, oraz drogeriach Super-Pharm, Natura i Hebe. Oczywiście bez problemu kupicie je także przez internet.

Nie wyobrażam sobie, aby w tegorocznej wakacyjnej kosmetyczce mogło zabraknąć tej właśnie maski, ponieważ moje włosy ją pokochały. Zarówno konsystencją jak i działaniem spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu kosmetykom, a śliczny zapach jest przysłowiową wisienką na torcie i chyba już zawsze będzie przywoływał u mnie wakacyjne wspomnienia :) Planuję kupić także pozostałe produkty z tej linii i mam nadzieję, że będę z nich równie zadowolona!



19 czerwca 2017

NIVEA - Olejek w balsamie "Kwiat wiśni i olejek jojoba"

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że dołączyłam do zacnego grona Przyjaciółek Nivea. Dzięki temu wraz z innymi blogerkami oraz vlogerkami internetowymi mam przyjemność testować nowości tej właśnie marki. Miesiąc temu otrzymałam w ramach akcji pierwszą przesyłkę zawierającą najnowszy produkt do pielęgnacji ciała - Olejek w balsamie w wersji "Kwiat wiśni i olejek jojoba". Kosmetyk ten towarzyszył mi na etapie codziennej, wieczornej pielęgnacji ciała i nadeszła pora, aby podzielić się moimi odczuciami na jego temat.

Opis producenta
Kobieca potrzeba efektywności, a zarazem sensualności wynikającej z pielęgnacji ciała sprawia, że często stajemy w obliczu wyboru: drogocenne właściwości odżywcze i nawilżające olejków, czy wygodna, lekka i szybka aplikacja balsamu? Nowa linia Olejków w Balsamach Nivea pozwala nowoczesnej kobiecie czerpać korzyści ze składników odżywczych zawartych w olejkach, zapewniając tym samym doznanie wysokiej jakości pielęgnacji zamkniętej w lekkiej, błyskawicznie wchłaniającej się formule balsamu. Olejki w Balsamach to cztery wyjątkowe kombinacje, które zapewnią skórze głębokie nawilżenie oraz promienny wygląd, a także poprawią samopoczucie otulając zmysły wyjątkowymi zapachami: delikatnego kwiatu wiśni z olejkiem jojoba, łagodnej wanilii z olejkiem migdałowym, apetycznego kakao i olejku makadamia oraz zmysłowej róży z olejkiem arganowym. Zamknięty w pielęgnacyjnym balsamie zapach kwiatu wiśni cudownie podkreśla delikatność skóry i harmonijnie stapia się z zapachem kobiecego ciała. Zapach kwiatu wiśni jest cichy i dyskretny, ma w sobie niewymuszoną elegancję i minimalistyczny ład.

Moim okiem
Produkt znajduje się w poręcznym opakowaniu wykonanym z solidnego plastiku o charakterystycznym dla marki kształcie, z wygodnym zamknięciem opatrzonym logo producenta. Szata graficzna utrzymana jest w delikatnej kolorystyce, która moim zdaniem idealnie odzwierciedla specyfikę tego kosmetyku.

Olejek w balsamie ma białe zabarwienie i przyjemną, leciutką konsystencję, która przypomina mi delikatny lotion do pielęgnacji ciała. Produkt jest niezbyt gęsty, ale też nie przelewa się przez palce i okazuje się bardzo wygodny w aplikacji. Wchłania się dosyć szybko i nie pozostawia na skórze żadnego filmu, nawet jeśli nieco przesadzimy z jego ilością. Zapach jest niezbyt intensywny, ale bardzo przyjemny dla nosa, określiłabym go jako kremowo-kwiatowy z lekką nutką słodyczy, ale i odrobiną św. Nie będę jednak ukrywać, że bezpośrednio po wydobyciu kosmetyku z opakowania wyczuwam zapach alkoholu który jest obecny w składzie produktu, choć na szczęście jego woń szybko się ulatnia. Kwiatowy aromat utrzymuje się na skórze jeszcze przez jakiś czas po aplikacji, ale jest na tyle "dyskretny", że nie będzie się kłócił z ulubionymi perfumami.

Skóra mojego ciała nie jest wyjątkowo wymagająca, ale lubi, kiedy dostarczam jej codzienną porcję nawilżenia, więc nie brakuje u mnie produktów do jej pielęgnacji. Wiecie, że niezależnie od pory roku najchętniej sięgam po kosmetyki o treściwej konsystencji, więc otrzymany Olejek w balsamie okazał się ciekawą odmianą. Jak oceniam jego działanie? Produkt ma wiele zalet - łączy w sobie delikatny balsam z olejkiem jojoba, tworząc produkt o leciutkiej konsystencji i miłym zapachu oraz przyjemnej aplikacji. Szybkie wchłanianie bez finalnego uczucia lepkości na skórze czyni go kosmetykiem idealnym na upalne dni. Po użyciu zapewnia niemal natychmiastowe uczucie nawilżenia i przyjemnego wygładzenia skóry, jednak nie nawilża tak długotrwałe, jakbym sobie tego życzyła - optymalny efekt pielęgnacyjny zapewnia stosowany rano i wieczorem. Balsam dedykowany jest do skóry normalnej i suchej, jednak w moim odczuciu dobrze sprawdzi się w przypadku tej pierwszej, natomiast może nie zaspokoić potrzeb pielęgnacyjnych skóry suchej, a zwłaszcza bardzo suchej. Mimo iż w składzie znajdziemy wspomniany wyżej, wyczuwalny przez mój nos alkohol denaturowany nie zauważyłam, aby moja skóra uległa przesuszeniu podczas stosowania tego produktu. Jeśli szukacie kosmetyku do pielęgnacji ciała o wyjątkowo lekkiej konsystencji zapewniającej jednocześnie bezproblemową aplikację i szybkie wchłanianie oraz przyjemne doznania zapachowe, a Wasza skóra nie jest problematyczna i nie wymaga szczególnej uwagi - ta nowość może przypaść Wam do gustu. Zwłaszcza, że do wyboru są jeszcze trzy inne wersje: wanilia z olejkiem migdałowym, kakao i olejek makadamia, oraz róża z olejkiem arganowym.

Skład
Aqua, Glycerin, Dicaprylyl Ether, Alcohol Denat, Glyceryl Stearate SE, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Dimethicone, Carbomer, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hydroxide, Trisodium EDTA, Phenoxyethanol, Linalool, Limonene, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Parfum


Wszystkie cztery warianty Olejków w balsamie dostępne są w opakowaniach o pojemności 200 ml w cenie około 19 złotych, natomiast opakowania o pojemności 400 ml w kosztują około 23 złote. Produktów szukajcie w drogeriach - na pewno znajdziecie je na półkach w Rossmannie. 

Myślę, że sięgnę po ten produkt ponownie, jednak teraz wybiorę wersję z kakao i olejkiem makadamia - choć do wakacyjnej kosmetyczki spakowałam już prawdziwy arsenał kosmetyków do pielęgnacji ciała o intensywnym działaniu odżywiającym, to przyda mi się także produkt w wersji "light" który także ma swoje plusy - pozwala ubrać się praktycznie od razu po jego aplikacji. 

11 czerwca 2017

Schwarzkopf got2b - Spray unoszący włosy u nasady "Volumania "

Bardzo lubię sięgać po produkty do stylizacji włosów, ponieważ dzięki nim mogę nadać swojej fryzurze klasyczną formę pełną objętości i zapewnić jej odpowiednie utrwalenie. Kosmetyki do "zadań specjalnych" pozwalają mi natomiast puścić wodze fantazji i stworzyć na moich prostych niczym druty włosach romantyczne fale, lub pozornie niekontrolowany nieład. Najczęściej używam jednak produktów unoszących włosy u nasady i dodających im objętości, zwykle w formie praktycznego w użyciu spray'u. Cenię sobie w tym zakresie przede wszystkim kosmetyki profesjonalne, ale od czasu do czasu w moich zbiorach trafia się także produkt z drogeryjnej półki. Zatem dzisiaj w roli głównej Spray unoszący włosy u nasady "Volumania" od got2b.

Opis producenta
Stwórz fryzurę nie z tej ziemi i pochwal się światu niesamowitą objętością dzięki spray'owi unoszącemu włosy od nasady Got2b Volumania. Zaszalej z mega objętością, która trwa i trwa! Spray to idealny sposób na utrwalenie fryzury, dzięki niemu stworzysz niesamowitą stylizację nadając swoim włosom objętość od nasady, aż po same końce.

Moim okiem
Spray znajduje się w plastikowym opakowaniu zakończonym wygodnym w użyciu atomizerem, oraz niewielką zatyczką. Atomizer precyzyjnie rozpyla produkt w formie nieco intensywniejszej mgiełki, działając przy tym bez zarzutu. Opakowanie wyróżnia niebanalna i intensywna, zabawna kolorystyka, która kojarzy mi się z wakacjami :)  Połączenie soczystej, słonecznej żółci z mocno nasyconym różem sprawia, że nie sposób przeoczyć tą nową gamę kosmetyków na sklepowej półce.

Spray ma przeźroczystą barwę i wodnistą, odrobinę lepką konsystencję. Jak już wyżej wspominałam, wygodę użycia zapewnia dozownik w formie atomizera. W tego typu produktach do stylizacji włosów nie oczekuję leciutkiej mgiełki jak choćby w przypadku toników do twarzy, ale nie lubię także, gdy strumień po naciśnięciu atomizera jest zbyt intensywny. Ten spray określiłabym pod tym względem jako optymalny - strumień nie jest zbyt mocny ani szeroki i zapewnia dokładnie taką ilość kosmetyku, jakiej potrzebuję. Atutem produktu jest śliczny, kwiatowo-owocowy zapach, subtelnie wyczuwany na włosach po aplikacji i ułożeniu fryzury. Lekki i świeży, idealnie letni.

Spray aplikuję na wilgotne włosy, spryskując je u nasady z odległości kilkunastu centymetrów, a następnie dokładnie je przeczesuję i suszę przy pomocy suszarki. Po jego użyciu moje włosy są lekko odbite od nasady i puszyste, dzięki czemu przez wiele godzin mogę cieszyć się fryzurą pełną objętości. Warto zaznaczyć, że efekt jest naturalny - spray nie powoduje obciążenia ani nadmiernego usztywnienia włosów i nie skleja ich, dzięki czemu pozostają przyjemne w dotyku i swobodnie się układają. Dodatkowo włosy dłużej zachowują świeżość, która jest ogromnie pożądana zwłaszcza w upalne dni. Kosmetyk nie podrażnia skóry głowy ani nie przesusza włosów. Jest wydajny - używam go około dwóch tygodni, a w opakowaniu ubyło niewiele produktu.

Opakowanie mieści 150 ml produktu i kosztuje około 19 złotych - ja kupiłam spray w promocji za nieco ponad 13 złotych w drogerii Rossmann. W skład serii Volumania wchodzi także lakier nadający objętości włosom, oraz pianka do stylizacji włosów. Wszystkie produkty bez problemu znajdziecie w drogeriach stacjonarnych i internetowych.

Skład
Aqua, VP/Methacrylamide/Vinyl Imidazole Copolymer, Polyquaternium-69, Polyquaterium-68, PPG-26-Bluteth-26, Alcohol denat, Sodium Benzoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cetrimonium Chloride, PEG-12 Dimethicone, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol, Lactic Acid, PEG-12 Allyl Ether, Citric Acid, PEG-12, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Linalool, Citronellol, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Pantolactone, Geraniol

Podsumowując - spray spełnia swoje zadanie i ja jestem z niego zadowolona. Okazał się ciekawą drogeryjną alternatywą dla znacznie droższych kosmetyków profesjonalnych, w dodatku całkiem skuteczną.














4 czerwca 2017

Ziaja - Krem pod oczy z witaminą E, oraz Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust z serii "Liście zielonej oliwki"

Nadrabiając majową nieobecność na blogu zapraszam Was dzisiaj na ostatni post z kosmetykami marki Ziaja w roli głównej, które otrzymałam w ramach współpracy. W paczce z kosmetykami znalazłam jeszcze dwa produkty - Oliwkowy dwufazowy płyn do demakijażu który postanowiłam wypróbować ze względu na towarzyszące mu pozytywne recenzje, oraz Krem pod oczy z witaminą Ektóry zaciekawił mnie obiecywaną lekką konsystencją. Jak się sprawdziły?

Krem pod oczy z witaminą E
Lekki, nieperfumowany krem do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu. Intensywnie nawilża i tonizuje naskórek oraz wyraźnie wygładza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. zmniejsza obrzęki wokół oczu. Witamina E zwana witaminą młodości neutralizuje wolne rodniki odpowiedzialne za procesy starzenia się skóry, opóźniając powstawanie zmarszczek. Prowitamina B5 intensywnie nawilża i i skutecznie łagodzi podrażnienia. Olej winogronowy ma właściwości odżywcze, a także doskonale natłuszcza i zmiękcza naskórek. Krem może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe. Produkt nieperfumowany, testowany dermatologicznie pod kontrolą lekarzy okulistów. Zaleca się stosowanie produktu po 25 roku życia. 
Krem znajduje się w niewielkiej, miękkiej plastikowej tubce zakończonej wygodnym w użyciu aplikatorem, który jest zabezpieczony klasyczną zakrętką. Tubka zapakowana jest w zafoliowany kartonik, zawierający niezbędne informacje o produkcie. Szata graficzna jest stonowana i przyjemna dla oka. Krem ma biały kolor oraz niezbyt gęstą, lekką i nietłustą konsystencję. Wchłania się błyskawicznie i świetnie współgra z kosmetykami do makijażu, nie waży się i nie roluje. Jest przyjemny w aplikacji i zapewnia uczucie ukojenia, oraz lekkiego nawilżenia i wygładzenia. Dla mojej wymagającej skóry pod oczami jest co prawda zbyt delikatny w działaniu - zwykle sięgam po kosmetyki intensywnie nawilżające i regenerujące z większą zawartością aktywnych substancji przeciwzmarszczkowych, jednak dzięki leciutkiej konsystencji okazał się całkiem fajny w upalne dni. Poleciłabym go zwłaszcza osobom szukającym lekkiego kremu do codziennej pielęgnacji oczu o delikatnym działaniu nawilżającym. W składzie produktu znajdziemy między innymi glicerynę, olej z pestek winogron, panthenol i witaminę E. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry ani oczu. Opakowanie Kremu pod oczy zawiera 15 ml produktu i kosztuje około 5 złotych, więc cena jest bardzo przyjazna dla portfela.

Skład: Aqua ( Water), Octyldodecanol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Glycerin, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Ceteareth-20, Cetearyl Glucoside, Dimethicone, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Carbomer, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Sodium Hydroxide

Oliwkowy płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust
Oliwkowy płyn do demakijażu oczu i ust. Preparat pełni funkcję oczyszczającą, ale jednocześnie pielęgnuje skórę i wzmacnia rzęsy. Usuwa wodoodporny, intensywny, nawet teatralny makijaż. Faza wodna skutecznie nawilża i odświeża delikatną skórę wokół oczu. Faza olejowa zmiękcza naskórek i zapobiega napinaniu skóry w trakcie aplikacji. Zawiera składniki wzmacniające rzęsy - witaminę E, olej oliwkowy i rycynowy. Preparat nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy, nie zawiera barwników. 

Płyn znajduje się w plastikowym opakowaniu z zakrętką, utrzymanym w charakterystycznej dla tej linii kosmetyków zielono-białej kolorystyce. Jest to klasyczny kosmetyk dwufazowy, składający się z warstwy wodnej oraz olejowej, które przed użyciem należy dokładnie wymieszać. Jest bezbarwny i bezzapachowy. Postanowiłam go wypróbować, ponieważ wielokrotnie trafiałam na bardzo pozytywne recenzję tego produktu, jednak u mnie zupełnie się nie sprawdził. Produkt nie jest skuteczny nawet w przypadku klasycznego tuszu do rzęs, ponieważ nie usuwa go dokładnie i ma tendencję do jego rozmazywania, a przy wykonywaniu demakijażu wymaga intensywnego pocierania oczu nasączonym wacikiem. Pozostawia na skórze bardzo tłustą warstwę i powoduje nieprzyjemny "efekt mgły" na oczach. O ile tłusta warstwa po pewnym czasie wchłania się samoistnie w skórę, o tyle efekt mgły niestety towarzyszy mi dosyć długo. Dodatkowo, po każdym użyciu odczuwałam lekkie pieczenie skóry i łzawienie oczu. A szkoda, bo w składzie znajdziemy kilka przyjemnych składników: olej oliwkowy, olej rycynowy, ekstrakt z liści oliwek i witaminę E. I choć ogromnie polubiłam się z Oliwkową wodą tonizującą z witaminą C z tej właśnie linii, to niestety ten płyn do demakijażu nie okazał się dla mnie odpowiedni. Opakowanie Płynu dwufazowego do demakijażu zawiera 120 ml  produktu i kosztuje około 7 złotych.

Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Hexyl Laurate, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Olea Europea Leaf Extract, Sodium Benzonate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol

Ze wszystkich otrzymanych kosmetyków najbardziej polubiłam Kremowe mydło do rąk w ślicznie pachnącej wersji "Moringa z kokosem", oraz Krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli z linii "Cupuacu", które swoim otulającym zapachem umilało mi wieczorną kąpiel w chłodne dni i po te dwa produkty z wielką chęcią sięgnę ponownie.

Dajcie znać w komentarzach, czy używałyście płynu do demakijażu z tej serii i co o nim myślicie - czy tylko ja się z nim nie polubiłam?


31 maja 2017

YOPE - Łagodzący krem do rąk "Herbata i mięta ", czyli idealny kosmetyk do pielęgnacji dłoni na lato :-)


Moje dłonie niezależnie od pory roku narażone są na negatywne działanie wielu czynników zewnętrznych, dlatego regularnie sięgam po kosmetyki które odpowiednio je pielęgnują i dbają o ich dobrą kondycję. O ile zimą najchętniej wybieram kremy do rąk o bogatej konsystencji zapewniającej długotrwały efekt odżywienia, o tyle latem poszukuję kosmetyków typowo nawilżających, o lżejszej konsystencji nie pozostawiającej na skórze żadnego filmu i szybkim wchłanianiu. I właśnie znalazłam krem idealny na nadchodzącą porę roku wśród produktów naszej rodzimej marki Yope, który spełnia wszystkie moje wymagania, a do tego przepięknie i orzeźwiająco pachnie zieloną herbatą ♥

Opis producenta
Naturalny, łagodzący krem do rąk, stworzony do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry dłoni. Krem zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego oraz o niskim stopniu przetworzenia. W orzeźwiająco pachnącym kremie znajduje się naturalny ekstrakt z zielonej herbaty który zwalcza wolne rodniki i wspomaga produkcję włókien kolagenu, oraz ekstrakt z mięty który działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i wspomaga naturalną regenerację komórek. Dzięki dużej porcji organicznego masła shea krem intensywnie nawilża i chroni dłonie przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, powstrzymując zbyt szybkie parowanie wody z naskórka. Olejek arganowy i kokosowy wraz z oliwą z oliwek wzmacniają i odżywiają skórę. Krem do rąk nie zawiera olei mineralnych, silikonów i PEG-ów.

Moim okiem
Krem znajduje się w metalowej tubce zakończonej niewielką plastikową zakrętką. Opakowanie wyróżnia się nie tylko niebanalnym designem, ale także uroczą kolorystyką utrzymaną w odcieniu delikatnego, pudrowego różu, który bardzo dobrze komponuje się z dodatkami w kolorze klasycznej czerni. Oczywiście nie mogło zabraknąć także charakterystycznej dla marki grafiki ze zwierzątkiem, która cieszy oczy i idealnie dopełnia całość. Opakowanie jest poręczne, choć zamknięcie w postaci malutkiej zakrętki bywa uciążliwe i trzeba się do niego przyzwyczaić. Tubka zapakowana jest dodatkowo w kartonik który zawiera wszystkie niezbędne informacje o produkcie, a jego szata graficzna jest idealnie dopasowana do zawartości. Całość prezentuje się elegancko i oryginalnie.

W środku tubki znajdziemy kosmetyk o białej barwie i bardzo przyjemnej, niezbyt gęstej kremowej konsystencji, która mimo dosyć treściwego składu nie jest tłusta i zaskakuje wyjątkową lekkością. Krem łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze lepiącej warstwy.

Ponieważ jestem amatorką herbaty zdecydowałam się na krem w tej właśnie wersji zapachowej i muszę przyznać, że pachnie na prawdę ładnie. W tej niebanalnej kompozycji zapachowej dominuje aromatyczna zielona herbata z subtelnymi nutami cytrusowymi, a całość dopełnia odrobina orzeźwiającej mięty. Prawdziwa herbaciana uczta dla dłoni, w lekkiej i przyjemnie świeżej wersji. Zapach jest jest dosyć dobrze wyczuwalny, ale jednocześnie nie jest zbyt intensywny ani męczący i utrzymuje się na skórze jeszcze jakiś czas po aplikacji kremu.

Skóra moich dłoni nie jest wyjątkowo wymagająca ani nadmiernie przesuszona, jednak regularna dawka solidnego nawilżenia dba o jej kondycję zapewniając jednocześnie uczucie komfortu i tego właśnie oczekuję od kremu do rąk. Wiadomo, że niedostatecznie nawilżona skóra staje się szorstka i traci elastyczność, a także szybciej się starzeje. Ten kosmetyk spełnia moje wymagania, ponieważ posiada intensywne działanie nawilżające i przynosi skórze natychmiastowe ukojenie, a dodatkowo wygładza skórę, pozostawiając ją aksamitnie miękką w dotyku. Podczas aplikacji kremu zauważyłam także delikatny efekt chłodzący będący zapewne zasługą ekstraktu z mięty w składzie, dzięki czemu produkt idealnie nadaje się na upalne dni :) Ze względu na lekką konsystencję i szybkie wchłanianie krem znakomicie sprawdza się w ciągu dnia, ponieważ po jego aplikacji możemy niemal natychmiast wrócić do wykonywanych czynności. Natomiast nałożony grubszą warstwą na noc - zwłaszcza z zastosowaniem bawełnianych rękawiczek - będzie znakomitym kompresem pielęgnacyjnym dla naszych dłoni. Według producenta jest to krem przeznaczony do skóry suchej, jednak moim zdaniem najlepiej sprawdzi się w przypadku skóry normalnej. Jeśli skóra Waszych dłoni jest bardzo przesuszona i szczególnie wymagająca, efekt pielęgnacyjny może okazać się niewystarczający. Kosmetyk jest bardzo wydajny, a w jego składzie znajdziemy pełno dobroczynnych substancji - oliwę z oliwek, masło shea, olej kokosowy, olej arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty oraz ekstrakt z mięty. 

Opakowanie zawiera 100 ml kremu i kosztuje w cenie regularnej około 30 złotych. Produkt kupicie bez problemu w wielu sklepach internetowych ( ja znalazłam w cenie 24,55 zł ), a stacjonarnie widziałam ostatnio w kilku drogeriach Rossmann, między innymi w centrum handlowym Silesia City Center w Katowicach. Do wyboru są jeszcze dwie wersje zapachowe - szałwia i zielony kawior oraz imbir i drzewo sandałowe.

Skład
Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool

Krem do rąk naszej rodzimej marki Yope okazał się idealnym kosmetykiem do pielęgnacji moich dłoni na nadchodzącą letnią porę roku. Łączy w sobie przyjazny skład z lekką konsystencją i szybkim wchłanianiem, skutecznie nawilża skórę moich dłoni i ma śliczny, orzeźwiający zapach. Mój ulubieniec, którego z pewnością zabiorę ze sobą na tegoroczne wakacje nad morzem :)

Etykiety:

recenzja (182) ulubione kosmetyki (140) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (48) włosy (43) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (31) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (21) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) Isana (14) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) Nivea (9) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) maska do włosów (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) krem do twarzy (7) kremy (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)