Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

11 marca 2018

DERMEDIC - Peeling enzymatyczny z linii Hydrain3 Hialuro

Pewne partie mojej mieszanej cery są wrażliwe, łatwo ulegają przesuszeniu i podrażnieniom oraz mają tendencję do pękających naczynek, więc nie tolerują peelingów mechanicznych. Aby nadać mojej skórze ładny wygląd i zadbać o jej prawidłową kondycję sięgam zatem po peelingi enzymatyczne, które w delikatny ale skuteczny sposób oczyszczają i odświeżają cerę, znakomicie uzupełniając jej podstawową pielęgnację. Aktualnie używam Peelingu enzymatycznego marki Dermedic z bardzo lubianej przeze mnie linii Hydrain3 Hialuro, który sprostał wszystkim wymaganiom mojej problematycznej skóry.

Opis producenta
Peeling enzymatyczny zalecany do oczyszczania wrażliwej i suchej skóry w łagodny, nie wymagający ścierania mechanicznego sposób. Delikatnie i nieinwazyjnie usuwa martwe warstwy naskórka, udrażniając drogę dla kosmetyków pielęgnacyjnych i dogłębnego nawilżenia. Nie podrażnia skóry jak peeling mechaniczny - enzymy kwasów owocowych w stężeniu 6% delikatnie złuszczają martwe komórki naskórka. Dzięki zawartości kwasu hialuronowego i mocznika zapewnia optymalne nawilżenie skóry podczas zabiegu. Do stosowania raz w tygodniu, bez tarcia i bez konieczności zmywania skóry po zabiegu.

Moim okiem
Peeling znajduje się w poręcznej tubce wykonanej z miękkiego, lekko transparentnego plastiku, zakończonej niewielką zatyczką z zamknięciem typu "klik". Jakość produktu gwarantuje znajdująca się na zatyczce specjalna folia ochronna, którą należy usunąć przed pierwszym otwarciem. Opakowanie jest bardzo wygodne w użyciu i pozwala na wyciśnięcie odpowiedniej ilości peelingu bezpośrednio na dłoń. Szata graficzna jak i kolorystyka produktu jest charakterystyczna dla pozostałych kosmetyków z serii Hydrain3 - czytelna, estetyczna i przyjemna dla oka.

Peeling ma białą barwę i intensywnie kremową konsystencję przypominającą krem do twarzy o treściwej formule, dzięki której jest niezwykle łatwy w aplikacji. Jego atutem jest śliczny, typowy dla tej serii zapach - lekki i intensywnie odświeżający, będący połączeniem nut świeżego ogórka z orzeźwiającą morską bryzą ♥ Znakomicie umila aplikację, relaksuje i przyjemnie orzeźwia.

Substancje aktywne zawarte w składzie peelingu to woda termalna, kompleks kwasów AHA o stężeniu 6%, L-arginina, kwas hialuronowy, mocznik, gliceryna i alantoina. Kosmetyk stosuję raz w tygodniu wieczorem na oczyszczoną skórę, nakładając go niezbyt cienką i równomierną warstwą niczym maseczkę do twarzy. Dzięki wspominanej wyżej kremowej konsystencji bardzo łatwo się rozprowadza, zmieniając barwę w momencie aplikacji i tworząc na powierzchni skóry przezroczysty film. Nie spływa ze skóry, nie zasycha i nie zamienia się w nieprzyjemną skorupkę. Po nałożeniu odpowiedniej ilości produktu pozostawiam go do wchłonięcia i pozwalam mu działać przez zalecane 20 minut. Peeling bardzo szybko wnika w skórę i po upływie tego czasu pozostaje na niej jedynie znikoma, lekko śliska warstewka, którą bez problemu można usunąć przy pomocy płatka kosmetycznego lub chusteczki. Po zabiegu nie ma konieczności zmywania skóry wodą, ale ja z przyzwyczajenia przecieram twarz wacikiem nasączonym najczęściej różanym hydrolatem, który dodatkowo wykazuje dobroczynne działanie na moją skórę z tendencją do pękających naczynek. Peeling zarówno w trakcie jak i po zabiegu nie powoduje u mnie uczucia pieczenia, podrażnienia czy zaczerwienienia nawet wrażliwych partii cery. Delikatnie ale skutecznie złuszcza obumarły naskórek, a dzięki składnikom łagodzącym i nawilżającym nie powoduje przy tym przesuszenia skóry. Cera po jego użyciu jest intensywnie odświeżona, oczyszczona i wygładzona, a ewentualne suche skórki zlikwidowane. Choć pozytywne efekty działania peelingu widoczne są w zasadzie już od pierwszego użycia,  to jego regularne stosowanie przynosi dodatkowe korzyści w postaci lekkiego rozjaśnienia i poprawy kolorytu skóry oraz zmniejszenia widoczności porów. Cera jest bardziej promienna, wygląda na zdrowszą i wypoczętą. Po zastosowaniu tego typu kosmetyków  skóra jest lepiej przygotowana do dalszych etapów pielęgnacji, lubię więc na zakończenie całego zabiegu nałożyć na twarz maseczkę lub serum. Jeśli Wasza cera nie toleruje peelingów mechanicznych i posiadacie wrażliwą, skłonną do podrażnień skórę z tendencją do pękających naczynek i zaczerwienień, to polecam ten peeling. Choć dedykowany jest dla suchej skóry, w przypadku mojej cery mieszanej dobrze sprawdza się nie tylko na wrażliwych partiach ze skłonnością do przesuszania, ale także w przetłuszczającej się strefie T. Skuteczny, delikatny, łatwy w aplikacji niczym maseczka do twarzy i przyjemnie pachnący. Warto wspomnieć także o przyzwoitej wydajności - w ciągu miesiąca zużyłam mniej niż połowę opakowania.

Za tubkę w której znajduje się 50g produktu trzeba zapłacić w cenie regularnej około 34 złote. Peeling jak i inne produkty z tej linii dostępne są w aptekach oraz między innymi w drogeriach Hebe. 

23 stycznia 2018

NIVEA - Linia kosmetyków URBAN SKIN do cery zmęczonej i pozbawionej blasku

Kosmetyki wchodzące w skład serii Urban Skin marki Nivea otrzymałam dosyć dawno temu, bo w ubiegłym roku po wakacjach, w ramach akcji Przyjaciółki Nivea. Zaczęłam ich jednak używać dopiero późną jesienią, ponieważ latem sięgnęłam po jeden z kremów ogromnie zachwalanej w blogosferze marki, który niespodziewanie bardzo pogorszył stan mojej cery i dosyć długo zajęło mi doprowadzenie jej do ładu. Cała linia bardzo mnie kusiła i w końcu mogłam zabrać się za testowanie. Według producenta nowa linia kosmetyków Nivea Urban skin zapewnia optymalną pielęgnację dla mieszkających w mieście kobiet pomiędzy 20-tym a 30-tym rokiem życia. Delikatna formuła kosmetyków bazuje na ekstrakcie z zielonej herbaty i innych skutecznych antyoksydantów oraz kwasie hialuronowym, dzięki czemu pomaga chronić skórę przed oznakami przedwczesnego starzenia. Jak potwierdziły badania naukowe, wyjątkowo skuteczne i wysoce wydajne antyoksydanty wchodzące w skład nowej linii niwelują działanie wolnych rodników i pozytywnie oddziałują na skórę. Dodatkowo kosmetyki te cechuje stabilizujące pH, zbliżone do naturalnego, które pomaga przywrócić równowagę fizjologiczną skóry. Linia do pielęgnacji skóry Urban Skin działa niczym tarcza ochronna wspomagając naturalne procesy obronne skóry, zabezpieczając ją i chroniąc przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. To prawdziwy detoks dla naszej cery!  Jak poszczególne kosmetyki sprawdziły się na mojej skórze? Wszystko dokładnie opisałam Wam poniżej :)

W skład linii wchodzą trzy produkty: Krem na dzień Urban Skin Ochrona, Krem na noc Urban Skin Detoks oraz Jednominutowa maska do twarzy Urban Skin Detoks. Cała seria wyróżnia się przyjemną i czytelną dla oka szatą graficzną oraz śliczną, intensywną  kolorystyką. Połączenie klasycznej bieli z soczystą zielenią i intensywnym granatem zdecydowanie cieszy moje oko i doskonale odzwierciedla charakterystykę produktów. Kremy znajdują się w poręcznych, płaskich plastikowych słoiczkach z klasyczną zakrętką na której wytłoczone jest logo producenta i posiadają standardową pojemność 50 ml. Pod zakrętkami znajdują się ochronne "sreberka" gwarantujące świeżość kosmetyków. Zewnętrzne kartonowe opakowanie są fabrycznie zafoliowane i tradycyjnie zawierają niezbędne informacje o kryjących się w nich produktach. Warto zaznaczyć, że krem na dzień różni się od wersji na noc kolorem nakrętki, co jest dla mnie bardzo praktycznym rozwiązaniem. Po otwarciu opakowań nie sposób nie zwrócić uwagi na zabarwienie kremów - oba mają pastelowy, ładny zielony odcień. Łączy je także niezwykle przyjemny, intensywnie świeży i relaksujący zapach, w którym nie zabrakło subtelnego i wyjątkowo udanego nawiązania do kremowej nuty kultowego kremu Nivea. Po aplikacji dosyć długo utrzymuje się na skórze. Ja jestem nim zachwycona ♥ choć mam świadomość, że dla wyjątkowo wrażliwych nosków może okazać się jednak zbyt intensywny. Maska znajduje się w miękkiej plastikowej tubce z zamknięciem typu "klik" o pojemności 75 ml. Podobnie jak kremy z tej serii posiada zielone zabarwienie, jednak w nieco bardziej rozbielonym wydaniu. Zapach jest równie świeży i przyjemny, bazujący na kremowej nucie, ale posiada w sobie także wyczuwalną delikatną kwiatową woń, która umila aplikację produktu. Wszystkie kosmetyki wchodzące w skład serii kupicie w drogeriach w przystępnej dla portfela cenie około 17 zł.

Krem na dzień Urban Skin Ochrona SPF 20
Chroni skórę przed zanieczyszczeniami pochodzącymi z powietrza. Zawiera detoksykujący ekstrakt z bio zielonej herbaty, likochalon A czyli wyciąg z lukrecji będący naturalnym przeciwutleniaczem o silnym działaniu przeciwzapalnym wspomagającym system obronny skóry, oraz kwas hialuronowy. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry i zapewnia jej intensywne nawilżenie. Zbliżone do naturalnego pH kremu sprawia, że skóra zachowuje wewnętrzną równowagę fizjologiczną, a dzięki filtrowi SPF 20 zapewnia ochronę przeciw promieniom słonecznym. 

Krem ma wyjątkowo przyjemną konsystencję która przypomina mi leciutki, puszysty mus. Łatwo się aplikuje i szybko wnika w skórę, pozostawiając na niej delikatną, niemal niewyczuwalną satynową warstewkę, którą jestem w stanie zaakceptować. Po aplikacji kremu skóra jest wygładzona i przyjemna w dotyku, ukojona oraz przyzwoicie nawilżona - po użyciu produktu nie odczuwałam konieczności dostarczenia mojej skórze dodatkowej porcji nawilżenia. Nie zauważyłam także, aby skóra była przesuszona. Lekka i nieobciążająca formuła zapewnia intensywne uczucie odświeżenia, który to efekt szczególnie lubię w kosmetykach używanych do porannej pielęgnacji. Kosmetyk doskonale nadaje się pod makijaż, ponieważ znakomicie współpracuje ze wszystkimi używanymi przeze mnie podkładami. Nie zapycha porów i choć nie jest to krem który po nałożeniu wchłania się do całkowitego matu, nie powoduje na szczęście szybszego przetłuszczania się mojej strefy T. Nie podrażnia mojej skóry i nie wzmaga rumienia, a wręcz przeciwnie, mam wrażenie że zielone zabarwienie w niewielkim stopniu optycznie neutralizuje zaczerwienienia. Dzięki filtrowi SPF 20 zapewnia niby niewielką, ale jednak, ochronę przeciwsłoneczną. Jest bardzo wydajny i zdecydowanie nie należy przesadzać z jego ilością, ponieważ nałożenie zbyt grubej warstwy powoduje nieestetyczne świecenie się skóry i powstanie lepkiej warstewki, z którą już zdecydowanie polubić się nie mogłam :)

Skład
Aqua, Octocrylene, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Alcohol Denat, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methylpropanediol, Distarch Phosphate, C12-15 Alkyl Benzoate, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Silica Dimethyl Silylate, Glycyrrhiza Inflata Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Stearate, Cetearylo Alcohol, Dimethicone, Carbomer, Dimethiconol, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Trisodium EDTA, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Citronellol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Benzyl Alcohol, BHT, Parfum, CI 47005, CI 42090

Krem na noc Urban skin Detoks
Pomaga cerze zregenerować się podczas snu . Zawiera detoksykujący ekstrakt z bio zielonej herbaty, prowitaminę B5 oraz kwas hialuronowy. Dzięki pH zbliżonemu do naturalnego skóra zachowuje wewnętrzną równowagę fizjologiczną. Pomaga oczyszczać skórę z toksyn każdego wieczoru, przywracając jej zdolność antyoksydacyjną i wzmacniając naturalny system ochronny. Zapewnia obfite nawilżenie. 

Krem do wieczornej pielęgnacji posiada nieco bardziej kremową konsystencję przypominającą puszysty budyń, jednak równie lekką i delikatną jak wersja na dzień. Równomiernie się rozprowadza  i szybciutko wnika w skórę, nie pozostawiając na jej powierzchni w moim odczuciu żadnego filmu - po chwili od aplikacji wchłania się w zasadzie do "matu". Ma właściwości wygładzające, kojące i nawilżające, choć w tym ostatnim przypadku jego działanie jako kosmetyku używanego "na noc" okazało się dla mnie niewystarczające ( a już zwłaszcza o tej porze roku ), więc po kilku aplikacjach zaczęłam go stosować w duecie z aktualnie używanym serum i dopiero takie połączenie pozwoliło mi uzyskać uczucie głębokiego nawilżenia i odżywienia. Po użyciu przyjemnie odświeża skórę, a dodatkowo bezpośrednio po jego zastosowaniu odczuwalny jest efekt "chłodzenia". Wersja na noc również nie obciążała i nie podrażniła mojej skóry, nie zapychała porów i wzmagała rumienia. Cóż, wynika z tego, że krem przeznaczony do stosowania na noc mógłby pod pewnymi względami przypaść do gustu mojej skórze jako wersja na dzień - zwłaszcza, gdyby intensywniej nawilżał. 

Skład
Aqua, Cyclomethicone, Glycerin, Alcohol Denat, Distarch Phosphate, Methylpropanediol, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Glucosylrutin, Isoquercitrin, Glycyrrhiza Inflata Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Trisodium EDTA, Dimethiconol, Sodium Hydroxide, BHT, Phenoxyethanol, Citronellol, Linallol, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Benzyl Alcohol, Parfum, CI 47005, CI 42090

1-Minutowa Maska Urban Skin Detoks
Zawiera aktywny ekstrakt z magnolii, który jest naturalnym przeciwutleniaczem o silnym działaniu przeciwzapalnym, oraz białą glinkę która działa niczym magnes, wyciągając z powierzchni skóry cząsteczki tłuszczu, sebum oraz inne zanieczyszczenia, zapobiegając jednocześnie pojawieniu się wyprysków i umożliwiając skórze swobodne oddychanie. Produkt głęboko oczyszcza skórę z toksyn, a formuła z drobinkami peelingującymi złuszcza martwe komórki naskórka, udoskonalając cerę i wspierając jej piękny wygląd. 

Według producenta maskę należy nakładać grubą warstwą na oczyszczoną cerę, w szczególności na czoło, nos i brodę. Należy unikać okolic oczu i ust. Pozostawiamy ją na skórze na co najmniej jedną minutę, po czym dokładnie zmywamy letnią wodą. Dla uzyskania najlepszych rezultatów zaleca się używać ją codziennie. Maska ma intensywnie kremową i dosyć gęstą konsystencję. Dzięki takiej formule łatwo się aplikuje, równomiernie rozprowadza i nie spływa z twarzy. Produkt nakładam wyłącznie na strefę T, omijając policzki, czyli najbardziej wrażliwe partie mojej skóry. Bezpośrednio po rozprowadzeniu maski na skórze pojawia się mało przyjemne, na szczęście przemijające uczucie pieczenia.  Po upływie mniej więcej minuty od aplikacji produkt zaczyna zastygać i jest to idealny moment na wykonanie lekkiego peelingu z wykorzystaniem zawartych w formule niewielkich drobinek peelingujących. Wystarczy lekko zwilżyć całość letnią wodą a następnie wykonać delikatny masaż, po czym spłukać resztki produktu i obficie przemyć skórę czystą letnią wodą. Po zmyciu produktu i osuszeniu skóry pojawia się uczucie napięcia i ściągnięcia skóry, które mija po nałożeniu dowolnego serum lub kremu o działaniu nawilżającym. I wiecie co? To właśnie ten produkt z całej serii polubiłam najbardziej. Mimo iż nakładam ją na zaledwie jedną minutę, moja strefa T po jej użyciu jest dosyć dobrze oczyszczona, rozjaśniona i intensywnie wygładzona, a pory lekko zwężone. Maska zapewnia natychmiastowe zmatowienie i przyjemne odświeżenie. Jest doskonałym uzupełnieniem podstawowej pielęgnacji. Używam jej nie częściej niż dwa razy w tygodniu, częstsza aplikacja nie jest u mnie konieczna.

Ogromnie się cieszę, że mogłam wypróbować produkty z serii Urban Skin, ponieważ nie ukrywam, że cała linia bardzo mnie zainteresowała. Ostatecznie czuję pewien niedosyt jeśli chodzi o kremy do twarzy, natomiast polubiłam się z jednominutową maską. Wydaje mi się, że kosmetyki z tej serii najlepiej sprawdzą się wiosną i latem u osób które posiadają mało problematyczną i niewymagającą specjalnej pielęgnacji cerę. Jeśli unikacie kosmetyków zawierających w składzie alcohol denat to niestety znajdziecie go we wszystkich trzech produktach. Mnie on nie przeszkadza i nie odczułam aby powodował przesuszenie cery, ale wiem, że wiele spośród Was stroni od kosmetyków opartych na tym składniku. Na szczęście żaden z produktów mnie nie uczulił i nie podrażnił, obyło się także bez niespodzianek na twarzy. Osobiście żałuję, że w skład linii nie wchodzi dodatkowo krem pod oczy lub serum, bo mogłyby być jej znakomitym uzupełnieniem. 



2 stycznia 2018

DERMEDIC - Płyn micelarny dla skóry wrażliwej i naczynkowej z serii ANGIO

Posiadam cerę wrażliwą z miejscowo występującymi niewielkimi "pajączkami", która dosyć łatwo ulega podrażnieniom, reagując najczęściej charakterystycznym zaczerwienieniem i uczuciem pieczenia. W codziennym rytuale oczyszczania twarzy staram się zatem unikać produktów które mogą nasilać powstawanie rumienia oraz przyczyniać się do pogorszenia jej stanu. Ostatnio sięgnęłam po płyn micelarny marki Dermedic z serii Angio Preventi, w skład której wchodzą produkty przeznaczone do kompleksowej pielęgnacji skóry ze skłonnością do rozszerzonych naczynek i objawami trądziku różowatego. Czy sprostał wymaganiom mojej cery?

Opis producenta
Płyn micelarny zalecany do codziennego oczyszczania skóry wrażliwej i naczynkowej, również dla osób nietolerujących tradycyjnych sposobów demakijażu. Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając uczucie świeżości i czystości. Micele estrów kwasów tłuszczowych "przyciągają" zanieczyszczenia bez potrzeby nadmiernego tarcia skóry wacikiem. Produkt łagodzi objawy rozszerzonych naczynek i pielęgnuje wrażliwą skórę naczynkową. Dzięki zawartości wyciągu z melisy oraz dodatku soku z aloesu wykazuje właściwości kojące i łagodzące. Nie zatyka porów, jest neutralny dla oczu i nie pozostawia filmu na skórze. 

Moim okiem
Płyn micelarny znajduje się w plastikowej, przezroczystej buteleczce, zakończonej niewielką zakrętką z lubianym przeze mnie zamknięciem typu "press". Szata graficzna jest stonowana, czytelna i przyjemna dla oka. Z tyłu opakowania znajduje się etykieta zawierająca pełną informację na temat produktu.

W środku opakowania znajdziemy bezbarwny płyn o typowej dla tego typu produktów wodnistej konsystencji, który delikatnie się pieni po potrząśnięciu butelką. Ma bardzo przyjemny i subtelny, umilający aplikację świeży zapach.

Płyn bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem twarzy, łatwo i dokładnie usuwając nie tylko nałożone kosmetyki do makijażu jak choćby podkład, korektor, puder, róż czy bronzer, ale także inne zanieczyszczenia. Podczas aplikacji leciutko chłodzi, zapewniając przyjemne odświeżenie. Nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia skóry i nie pozostawia tłustego filmu. Rzeczywiście nie podrażnia mojej wrażliwej cery, nie przesusza i nie wzmaga rumienia. A nawet mam wrażenie, że lekko uspokaja te partie, na których występują rozszerzone naczynka. Cera po jego użyciu jest oczyszczona i pozbawiona uczucia lepkości. Płyn nie obciąża skóry i nie zapycha porów. Jeśli chodzi o demakijaż oczu, to niestety nie jest mistrzem w tej kategorii. Aby dokładnie usunąć niektóre kosmetyki do makijażu oczu oraz uniknąć efektu pandy, trzeba w zależności od rodzaju użytych produktów powtórzyć czynność nawet kilkukrotnie. Używam tuszy o klasycznej formule popularnych drogeryjnych marek i o ile z jednymi poradził sobie całkiem przyzwoicie, o tyle usunięcie innych okazało się małym testem na cierpliwość :) Mnie to nie jednak przeszkadza, ponieważ od dawna jestem zwolenniczką stosowania specjalnych płynów przeznaczonych typowo do demakijażu oczu, których składniki pozwalają skutecznie i szybko pozbyć się nawet intensywnego makijażu. Nie można za to w tej kwestii odmówić mu delikatności podczas kontaktu ze skórą wokół oczu, ponieważ płyn nie podrażnia, nie wywołuje zaczerwienienia, nie szczypie podczas przypadkowego dostania się do oczu i nie powoduje uczucia mglistego spojrzenia. Jest dosyć wydajny, ale jak już wyżej wspominałam, używam go w zasadzie do oczyszczania samej cery. I pod tym względem sprostał wszystkim wymaganiom mojej kapryśnej skóry. Zostanie ze mną na dłużej :)

Skład
Aqua, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-7, Glyceryl Cocoate, Melissa Officinalis Leaf Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetrimonium Bromide, Parfum

Płyn posiada krótki i przejrzysty skład, a znajdziemy w nim między innymi glicerynę, wyciąg z melisy oraz sok z aloesu. Dostępny jest w dwóch pojemnościach - 200 ml i 400 ml. Za opakowanie o mniejszej pojemności trzeba zapłacić około 20 złotych. Produkty marki Dermedic znajdziecie w aptekach stacjonarnych i internetowych, oraz w drogeriach Hebe.

Zdradźcie swoich ulubieńców w tej kategorii! 






5 grudnia 2017

DERMEDIC - Olejowy syndet do mycia twarzy z najnowszej linii OILAGE

Chętnie śledzę wszelkie nowinki na kosmetycznym rynku, nie uszło więc mojej uwadze pojawienie się nowej serii OILAGE marki Dermedic. Jest to linia dermokosmetyków przeznaczona do kompleksowej pielęgnacji skóry dojrzałej i wrażliwej, której zadaniem jest opóźnienie i złagodzenie objawów okołomenopauzalnego starzenia się skóry. Choć daleko mi do grupy docelowej, to dostrzegam u siebie pierwsze oznaki starzejącej się skóry i coraz częściej sięgam po produkty o działaniu przeciwzmarszczkowym i kondycjonującym. Swoją przygodę z linią OILAGE postanowiłam rozpocząć od kuszącego innowacyjną, żelowo-olejową recepturą Olejowego syndetu do mycia twarzy. I szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że będzie tak zaskakująco udana :-)

Opis producenta
Olejowy syndet do mycia twarzy to produkt o nowoczesnej, olejowo-żelowej konsystencji, który skutecznie oczyszcza i pielęgnuje wrażliwą skórę twarzy, szyi i dekoltu z oznakami starzenia się. Nie dopuszcza do wysuszenia i ściągnięcia skóry, wzmacnia jej strukturę i odporność na drażniące czynniki środowiskowe. Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia nie powodując podrażnień - specjalnie zaprojektowany dla wrażliwej i wymagającej skóry układ środków myjących oczyszcza skórę, nie naruszając jej równowagi fizjologicznej. Formuła produktu nie podrażnia, nie wysusza skóra i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Regeneruje i uzupełnia niedobory składników odżywczych w skórze, dzięki unikatowemu połączeniu izoflawonów sojowych z olejami z wiesiołka, awokado i soi w specjalnym kompleksie TriOleum zapewnia efektywną pielęgnację przecwstarzeniową również podczas codziennego oczyszczania twarzy. Po zastosowaniu syndet pozostawia skórę odżywioną, gładką, miękką i elastyczną. Tworzy warstwę okluzyjną na naskórku i chroni go przed wpływem zanieczyszczonego środowiska. Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe, Niacynamid i Polyquaternium-7 uzupełniają barierę lipidową, zapewniającą utrzymanie optymalnego poziomu nawilżenia i natłuszczenia skóry. Formuła Anti-Polution stymuluje odporność naskórka i jego funkcje obronne.

Moim okiem
Produkt znajduje się w przezroczystej, plastikowej buteleczce, zakończonej wygodnym w użyciu dozownikiem z higieniczną pompką, który działa bez zarzutu i posiada możliwość blokady. Opakowanie wyróżnia stonowana i estetyczna szata graficzna.

Kosmetyk ma miodową barwę, oraz niezbyt intensywny i umilający aplikację słodki zapach, który w moim odczuciu posiada lekko "olejkową" nutę. Komfortowa, olejowo-żelowa konsystencja syndetu zachwyciła mnie od pierwszego użycia. Jest niezbyt gęsta, delikatna i pozbawiona nadmiernej tłustości. Jest spójna i nie ulega rozwarstwieniu, dzięki czemu produkt z łatwością rozprowadza się na skórze. 

Syndet jest bardzo przyjemny w użyciu - niewielką ilość nanoszę na zwilżoną skórę, a następnie masuję kolistymi ruchami i dokładnie spłukuję letnią wodą. Kosmetyk w połączeniu z wodą tworzy najpierw niezbyt obfitą kremową piankę, a następnie przemienia się w delikatną, mleczną emulsję. Łatwo się spłukuje, nie rozmazuje na skórze i jest bardzo wydajny - jedno naciśnięcie dozownika zapewnia porcję produktu wystarczającą do umycia całej twarzy. Polubiłam go za to, że znakomicie sprawdził się w oczyszczaniu mojej wrażliwej cery, którą aktualnie mogę określić jako mieszaną w kierunku suchej. Stosowany rano dokładnie usuwa nadmiar sebum i pozostałości kosmetyków nałożonych na noc, zapewniając efekt idealnie czystej i odświeżonej skóry. Wieczorem stosuję go po wstępnym zmyciu makijażu płynem micelarnym i przyznam, że doskonale sobie radzi z usuwaniem ewentualnych resztek makijażu i zanieczyszczeń osadzających się na skórze w ciągu dnia. Skóra po użyciu syndetu jest efektywnie oczyszczona i przyjemnie wygładzona, a dzięki delikatnemu masażowi także odprężona. Produkt nie pozostawia na skórze tłustej warstewki, nie przesusza i nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Nie podrażnia mojej wrażliwej skóry i nie obciąża jej, oraz - co dla mnie bardzo ważne - nie zaostrza rumienia. Podoba mi się, że po jego zastosowaniu moja skóra w strefie T nie ma tendencji do świecenia się, a nawet jest delikatnie zmatowiona. Nie szczypie podczas przypadkowego dostania się do oczu. Miałam małe obawy, czy stosowanie tego typu produktu nie będzie skutkowało zapychaniem porów, ale na szczęście nic takiego nie zaobserwowałam. Używam go codziennie od niemal trzech tygodni i z przyjemnością zastąpiłam nim tradycyjny żel do mycia twarzy. 

W składzie syndetu znajdziemy takie składniki aktywne jak kompleks TriOleum w skład którego wchodzi olej z wiesiołka, olej z awokado i soi oraz izoflawony sojowe, a także betainę czy glicerynę. Nie zawiera parafiny, z czego ogromnie się cieszę, ponieważ unikam tego składnika w produktach pielęgnacyjnych do twarzy.

Olejowy syndet do mycia twarzy kosztuje na stronie producenta 36,90 zł, a w opakowaniu znajduje się 200 ml produktu. W skład serii Oilage wchodzą także dwa kremy do twarzy przywracające gęstość skóry, przeznaczone do stosowania odpowiednio na dzień i na noc, oraz przeciwzmarszczkowy krem pod oczy. Produkty dostępne są w aptekach stacjonarnych i internetowych, oraz między innymi w sieci drogerii Hebe. 

Skład
Aqua, Decyl Glucoside, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PPG-2 Hydoxyethyl Cocamide, Glycine Soja Seed Extract, Propylene Glycol, Sorbitol, Polyquaternium-7, Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Oil, Gratissima Oil, Allantoin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, CI15985

Syndet przypadł go gustu mojej cerze. Spełnia wszystkie wymagania - skutecznie usuwa z powierzchni skóry sebum i inne zanieczyszczenia nie przesuszając przy tym wrażliwych partii mojej twarzy, odświeża i wygładza, nie podrażnia, nie wzmaga rumienia i nie wpływa na nadmierne przetłuszczanie się strefy T.  Ma bardzo przyjemną konsystencję i jest łatwy w aplikacji. Ciekawa alternatywa dla klasycznych produktów oczyszczających, nie tylko dla kobiet w okresie menopauzalnym. Po tak udanej przygodzie z syndetem z ogromną chęcią sięgnę po inne produkty z tej linii, w szczególności interesuje mnie Naprawczy krem na noc.



24 stycznia 2017

RESIBO - Tonik. Mgiełka nawilżająca

Pielęgnację mojej twarzy i ciała można określić mianem mieszanej, bowiem wśród produktów które  wybieram znajdują się zarówno kosmetyki o naturalnych, jak i konwencjonalnych składach. W każdej z tych kategorii mam swoich ulubieńców, ale chętnie sięgam także po nowe produkty.  Przygodę z polską marką Resibo rozpoczęłam w ubiegłym roku. Resibo oferuje kosmetyki naturalne, a w ofercie marki znajdziemy aktualnie zaledwie siedem produktów do pielęgnacji skóry twarzy, oraz balsam do ciała będący nowością w tym niezbyt obszernym, ale idealnie przemyślanym asortymencie. Na początek postanowiłam wypróbować kosmetyk, bez którego nie mogę obejść się podczas codziennego rytuału pielęgnacyjnego mojej cery, czyli tonik - mgiełkę nawilżającą.

Obietnica producenta
Produkt tonizuje, usprawnia działanie naczyń krwionośnych, działa oczyszczająco i antyseptycznie. Odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawiera wodę z róży damasceńskiej, która poprzez poprawę ogólnego krążenia redukuje obrzęki i zmniejsza spękane naczynka. Kolejnym składnikiem jest woda pomarańczowa, zawierająca cenne przeciwutleniacze. Działanie nawilżające toniku gwarantuje kwas hialuronowy oraz wyciąg z korzenia rabarbaru. Buteleczka ze sprayem rozpyla mgiełkę, a odpowiednia kompozycja drogocennych składników zapewnia wielofunkcyjne działanie.

Moim okiem
Zacznę od opakowania, które mimo zachowania dosyć minimalistycznej formy zdecydowanie się wyróżnia i zasługuje na pochwałę. Zewnętrzne, kartonowe opakowanie w formie tuby kryje w sobie plastikową buteleczkę z tonikiem o pojemności 150 ml, zakończoną atomizerem chronionym przez niewielką zatyczkę. Całość ozdobiona jest przyjemnym dla oka motywem kwiatowym, który zdecydowanie ożywia opakowania utrzymane w neutralnej, spokojnej kolorystyce. Taka przemyślana "prostota" bardzo przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że idzie w parze z przyjaznym dla naszej skóry składem i działaniem. 

Tonik jest bezbarwny i ma bardzo subtelny, różany zapach, co jest zapewne zasługą wody z róży damasceńskiej znajdującej się już na drugim miejscu w składzie. Jest na tyle delikatny, że nie powinien przeszkadzać nawet wrażliwym na zapachy nosom i osobom, które nie lubią różanego aromatu - zwłaszcza, że w tym przypadku jest on lekko przełamany owocową wonią. 

Moja skóra pokochała ten produkt - jest to bez wątpienia jeden z przyjemniejszych, a co najważniejsze skuteczniejszych toników jakich używałam. Pozytywne efekty odczuwalne są w zasadzie już od pierwszej aplikacji - kosmetyk dobrze nawilża skórę, posiada także właściwości kojące i odświeżające. Po kilku tygodniach codziennego stosowania wiem już, że kupię kolejne opakowanie i chyba szybko się z nim nie rozstanę. Przynosi natychmiastową ulgę mojej wrażliwej cerze i wyjątkowo skutecznie minimalizuje wszelkie zaczerwienienia. Cera po jego użyciu jest przyjemnie nawilżona, ukojona i gładka. Tonik bardzo szybko się wchłania, nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry i nie pozostawia tłustej warstewki. Ogromnym plusem jest także jego przyjazny skład, w którym znajdziemy wodę różaną, wodę pomarańczową z kwiatów gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z nasion dyni, kwas hialuronowy czy wyciąg z korzenia rabarbaru.

Kosmetyk doskonale sprawdza się jako jeden z kroków podczas porannej i wieczornej pielęgnacji mojej twarzy, ale według producenta można go także używać w ciągu dnia dla odświeżenia skóry. Najlepiej osiągnąć ten efekt spryskując przestrzeń przed sobą, a następnie przysunąć twarz w kierunku rozpylonej mgiełki, co zapewnia równomierne rozprzestrzenienie się produktu na skórze. I w tym momencie pora wspomnieć o jedynym minusie którego dopatrzyłam się w przypadku tego toniku, a który dotyczy nie samego produktu, lecz jego opakowania - a dokładnie atomizera, który zamiast obiecywanej delikatnej mgiełki dozuje dosyć silny, pojedynczy strumień który nie jest przyjemny dla mojej skóry. Szkoda, bo bardzo lubię bezpośrednią aplikację toniku na twarz w postaci delikatnej mgiełki, a zmuszona jestem najpierw nasączać nim wacik, którym następnie przecieram twarz. Zawsze w takim przypadku mam wrażenie, że niepotrzebnie marnuję zawartość opakowania, a już zwłaszcza w przypadku tak przyjemnego kosmetyku. 

Skład
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol*, Glycerin, Sodium Hyaluronate*, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate ( *składniki posiadają certyfikat naturalości )

Z dostępnością zarówno toniku jak i pozostałych kosmetyków Resibo nie ma problemu - produkty tej marki kupicie zarówno w wielu drogeriach internetowych, jak i sklepie internetowym marki. Opakowanie zawiera 150 ml produktu i kosztuje 49 złotych.

Podsumowanie
Mimo płatającego figle atomizera który nie chce aplikować toniku w formie obiecywanej, przyjemnej i lekkiej mgiełki, bardzo polubiłam ten produkt za skuteczność działania, która rekompensuje tą niedogodność. Jego właściwości łagodzące doceniła zwłaszcza moja wrażliwa i skłonna do zaczerwienień cera. Oprócz dawki nawilżenia tonik przynosi skórze ukojenie i pozostawia ją gładką, przyjemnie odświeżoną i najskuteczniej ze wszystkich toników wycisza zaczerwienienia. Zapewnia uczucie komfortu i świetnie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie podrażnia. Już szykuję się do zakupu kolejnego opakowania i wiem, że sięgnę także po inne kosmetyki z asortymentu Resibo.





16 września 2016

MIXA - krem intensywnie nawilżający "Hyalurogel" dla skóry wrażliwej, normalnej i odwodnionej

Pod koniec lipca otrzymałam do testów od portalu Ofeminin.pl w ramach Klubu Ekspertek
nowość marki Mixa - Krem intensywnie nawilżający "Hyalurogel". Lepszego momentu nie
mogłam sobie chyba wymarzyć, ponieważ właśnie kończył mi się aktualnie używany krem
do twarzy i zaczęłam rozglądać się za jego godnym następcą, który byłby idealny na letnią
porę roku. Wydaje mi się, że stosuję ten produkt już wystarczająco długo, aby podzielić się
z Wami moją ostateczną opinią odnośnie jego działania.

Mixa
Krem intensywnie nawilżający 
do skóry wrażliwej, normalnej i odwodnionej
"Hyalurogel"


Opis producenta
Krem intensywnie nawilżający Mixa Hyalurogel to kosmetyk stworzony dla osób o skórze wrażliwej, 
która wykazuje oznaki odwodnienia odpowiedzialne za jej zmęczenie i spadek elastyczności oraz 
utratę blasku. Krem dostarcza i utrzymuje nawilżenie skóry przez 42 h, a dzięki specjalnej formule 
wzbogaconej w kwas hialuronowy będący naturalnym składnikiem budulcowym skóry, zdolny jest 
wiązać tysiąc razy więcej wody niż sam waży. Unikalna wodno-żelowa konsystencja kremu szybko
się wchłania, aby nawilżyć skórę i zapewnić poczucie komfortu. Skóra natychmiast promienieje 
zdrowym wyglądem i witalnością, wygląda na gładszą i zostaje intensywnie nawilżona i ukojona.

Moim okiem
Krem znajduje się w opakowaniu wykonanym z solidnego, transparentnego szkła, posiadającym
klasyczną plastikową zakrętkę. Słoiczek otrzymujemy zapakowany dodatkowo w kartonik, który
tradycyjnie zawiera wszystkie niezbędne informacje o produkcie. Całość zabezpieczona jest nie
tylko folią ochronną znajdującą się na kartoniku, ale także specjalną nalepką łączącą zakrętkę ze 
szklanym spodem opakowania, co daje nam pewność, że kosmetyk nie był wcześniej otwierany.
Szata graficzna nawiązuje do innych produktów marki - dominująca, ale przyjemna dla oka biel 
stanowi przyjemne tło, no i nie mogło też zabraknąć charakterystycznego logo producenta.


Krem ma białą barwę i niezbyt gęstą, leciutką kremowo-żelową konsystencję, która jest jedną z
 zalet tego kosmetyku - łączy w sobie przyjemność oaz łatwość aplikacji delikatnego, otulającego 
skórę kremu, z niezwykle lekką i szybko wchłaniającą się żelową formułą. Jego zapach od razu 
przypadł mi do gustu, ponieważ jest intensywnie świeży i orzeźwiający, choć ciężko określić go
jednoznacznie - mój nos wyczuwa lekkie, morskie i ozonowe nuty z subtelną domieszką aromatu
 białych kwiatów. Wyczuwalny jest jedynie w opakowaniu i podczas  aplikacji, na skórze się nie 
utrzymuje.

 Już od pewnego czasu wybierając krem do twarzy kieruję się nie tylko potrzebami mojej skóry, 
ale także staram się dopasować kosmetyk pod względem jego działania do aktualnej pory roku. 
W tym przypadku delikatna i leciutka konsystencja, świeży zapach oraz przyjemne właściwości 
pielęgnacyjne czynią ten krem kosmetykiem, który zaskakująco dobrze sprawdził się jako produkt 
do porannej pielęgnacji mojej twarzy tego lata. Używam go niemal wyłącznie na dzień, ponieważ 
wieczorem stosuję swoje ulubione sera lub odkryte niedawno przeze mnie całonocne maseczki, 
poza tym okazał się nieco zbyt "lekki" dla mnie jako krem na noc. Jeżeli chodzi o wydajność
kremu, to aplikowany raz, sporadycznie dwa razy dziennie, powinien wystarczyć na około dwa
do trzech miesięcy - w moim słoiczku zostało go już niewiele, ale też ze względu na cudownie
lekką konsystencję wcale go sobie nie żałowałam i nakładałam solidne "porcje" :-)

Kosmetyk użyty na dzień dobrze i długotrwale nawilża moją skórę, pozostawiając ją przyjemnie 
gładką i odświeżoną, oraz zapewniając jej komfort przez wiele godzin. Błyskawicznie się wchłania 
i nie pozostawia na skórze żadnego lepkiego filmu, oraz nie powoduje jej świecenia, mimo iż nie
 jest to kosmetyk o typowym działaniu matującym. Nie "wałkuje" się na twarzy i jest idealny pod
makijaż - doskonale współpracuje z każdym używanym przeze mnie podkładem. Nie podrażnia
mojej wrażliwej cery i nie wzmaga zaczerwienień, nie zapycha porów. Szczególnie przyjemnie
używa mi się go w wyjątkowo upalne dni, ponieważ odniosłam wrażenie, że ma także delikatne 
działanie chłodzące. 

Skład
Aqua/Water, Glycerin, Dimethicone, Caprylic/ Capric Triglyceride, Squalane, Ammonium
Polyacryldimethyltauramide/ Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, BHT, Biosaccharide
Gum-1, Capryl Glycol, Copper Gluconate, Dimethiconol, Disodium Edta, Magnesium Aspa -
rtate, Phenoxyethanol, Poloxamer 338, Sodium Hyaluronate, T-buthyl Alcohol, Xanthan Gum,
Zinc Gluconate, Parfum/Fragrance

W słoiczku znajduje się 50 ml kremu który należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od jego otwarcia.
Opakowanie kosztuje w cenie regularnej około 25 złotych, więc moim zdaniem nie jest zbyt
wygórowana.

Jak już wielokrotnie pisałam, kosmetyki marki Mixa sprawdzały się u mnie raz lepiej, raz gorzej,
ale ten krem bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mogę go polecić jako lekki krem nawilżający 
na dzień, zwłaszcza gdy za oknem słoneczne i ciepłe lato. Chętnie wrócę do tego kremu latem 
przyszłego roku, o ile do tej pory nie zniknie ze sklepowych półek, co dosyć często się zdarza z 
produktami które mi odpowiadają. Na zbliżającą się jesień będę szukała kosmetyku o nieco 
bogatszym składzie, ale także niezbyt ciężkiej formule - może polecicie mi jakiś sprawdzony 
"jesienny" krem ? 


Opinie innych ekspertek portalu Ofeminin.pl na temat tego kremu możecie poznać tutaj






17 sierpnia 2016

Make Me Bio - BIO Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą

Nie wiem czy pamiętacie, ale swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami Make Me Bio 
rozpoczęłam od kremu do rąk o bardzo przyjemnym działaniu pielęgnacyjnym, który był
wtedy jedną z nowości w asortymencie marki. Jak się okazało, Make Me Bio w ostatnim
czasie uzupełniło swoją ofertę o kilka innch ciekawych produktów, a jednym spośród nich
jest bohater dzisiejszego posta. Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą, bo właśnie o
nim mowa, zdecydowanie zasługuje na to, aby przedstawić go bliżej. Sprawdził się u mnie
znakomicie i tym samym znalazł w ścisłym gronie kosmetycznych ulubieńców czerwca.

Make Me Bio
Bio Krem Pod Oczy
z marakują i zieloną herbatą


Opis producenta
Negatywne działanie czynników zewnętrznych, dojrzały wiek, intensywny tryb życia - wszystkie
 te elementy mają wpływ na wygląd Twojej skóry pod oczami. I wszystkim można przeciwdziałać 
jednym kremem. Niespotykane połączenie ekstraktu z marakui i zielonej herbaty ma zbawienny 
wpływ na delikatną skórę wokół oczu. Krem rozjaśnia naskórek, pobudza produkcję kolagenu i
krążenie krwi, zmniejszając obrzęki i wygładzając zmarszczki. Proteiny jedwabiu nawilżają oraz
pielęgnują cerę, a kwas hialuronowy regeneruje naskórek poprawiając jego jędrność. Odkryj 
niezrównane właściwości wyjątkowych składników. Naturalnie z Make Me Bio.

Moim okiem
Krem znajduje się w plastikowym opakowaniu i posiada dozownik typu "airless", który bardzo
cenię sobie w tego typu produktach, gdyż pozwala na higieniczne przechowywanie zawartości
opakowania chroniąc przed dostępem powietrza i zanieczyszczeniami, a dodatkowo jest także
 dosyć ekonomiczny i wygodny w użyciu. W tym przypadku także działa bez zarzutu i pozwala
na pełną kontrolę ilości wydobywanego produktu poprzez siłę nacisku. Dozownik zabezpiecza
niewielka zatyczka, a specjalna papierowa etykieta informuje nas o tym, czy pojemnik nie był
wcześniej otwierany, gdyż ulega ona wtedy widocznemu zniszczeniu. Opakowanie, choć dosyć
niewielkie, zawiera wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Niestety nie jest transparentne
 i trudno zorientować się, ile kosmetyku zostało jeszcze w pojemniczku. Szata graficzna jest jak
zwykle bardzo prosta i utrzymana tym razem w biało-koralowej kolorystyce, choć nie zabrakło
charakterystycznych dla marki elementów - przewiązanego przez zakrętkę sznurka i dołączonej
do niego niewielkiej papierowej etykietki. 


Krem ma białą barwę i kremową, ale lekką konsystencję. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, a
 dosyć szybkie wchłanianie czyni go idealnym pod makijaż. Nie posiada żadnego zapachu.

W przypadku tego produktu nie mogę pominąć jego przyjaznego składu, w którym znajdziemy
 prawdziwe bogactwo składników: sok z liści aloesu, olej z pestek słonecznika, oliwę z oliwek,
olej kokosowy, masło shea, olej z pestek moreli, proteiny jedwabiu, kwas hialuronowy, olejek 
arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z marakui, olej z arniki, witaminę C, witaminę
E, czy wyciąg z maliny i ekstrakt z czarnej borówki. 

Mam wrażenie, że wszystkie składniki idealnie się ze sobą komponują i wzajemnie uzupełniają,
tworząc kosmetyk o bardzo przyjemnych właściwościach. Krem znakomicie nawilża, odżywia 
oraz skutecznie koi delikatną skórę pod oczami, zapewniając jej uczucie komfortu przez cały
 dzień. Regeneruje, wygładza i zwiększa elastyczność naskórka. Systematycznie stosowany 
wpływa na zmniejszenie cieni i porannych obrzęków pod oczami, oraz widocznie poprawia 
koloryt skóry dodając jej zdrowego blasku i tym samym redukując oznaki zmęczenia. Krem 
posiada filtr SPF 25, jest więc idealnym kosmetykiem do stosowania przede wszystkim na 
dzień. Produkt mnie nie uczulił i nie podrażnił wrażliwej skóry ani oczu. Jest wyjątkowo
wydajny - jedna "porcja" kremu wyciśnięta z opakowania wystarcza na dokładne pokrycie
skóry pod oczami.

Skład
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Cetearyl Alcohol & Polysorbate 60, Palm Free Vegetable 
Glycerin , Helianthus Annuus Seed Oil*, Olea Europaea Oil*, Cocos Nucifera Oil*, Butyrospermum
Parkii Butter*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Zinc Oxide, Silk Peptide Protein, Ascorbic Acid, 
Sodium Hyaluronate, Palm Stearic Acid, Xanthan Gum, Triticum Vulgare Germ Oil, Argania Oil, 
Camellia Sinensis Leaf Extract*, Passiflora Edulis Extract*, Tocopherol, Arnica Oil, Ficus Carica 
Leaf Extract*, Vaccinium Myrthillus Extract*, Rubus Ideaus Extract*, Phenoxyethanol, 
Ethylhexylglycerin  (* z upraw organicznych )

Opakowanie zawiera 15 ml kremu, który w cenie regularnej kosztuje 36 złotych. Z jego
dostępnością nie ma żadnego problemu - kupicie go w wielu drogeriach internetowych,
lub internetowym sklepie firmowym marki. 

Tak jak pisałam na początku posta, opakowanie niestety nie pozwala na kontrolowanie zużycia 
jego zawartości, ale intuicyjnie czuję, że mojego kremu wystarczy jeszcze zaledwie na kilka
aplikacji. Choć produkt Make Me Bio sprawdził się u mnie znakomicie i z pewnością jeszcze
do niego wrócę, postanowiłam wypróbować tym razem krem innej marki - może Resibio? 






31 maja 2016

Vianek - Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z ziela owsa

Kilka tygodni temu nareszcie udało mi się zużyć tonik różany marki Evree, który zaskoczył
mnie swoją ogromną wydajnością - zwłaszcza, że używałam go nie tylko jako stały element
pielęgnacji, ale spryskiwałam nim także maseczki z glinek i od czasu do czasu zapewniał mi
dawkę orzeźwienia w ciągu dnia. Choć moja cera bardzo go polubiła i z pewnością jeszcze
kiedyś do niego wrócę, przyszła pora na wypróbowanie toniku innej marki, który grzecznie
czekał w zapasach. Kosmetyk marki Vianek, bo o nim mowa, skusił mnie dosyć przyjemnym
składem i obietnicą właściwości nawilżających. 

Vianek
Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy
z ekstraktem z ziela owsa


Opis producenta
Łagodny tonik-mgiełka o działaniu nawilżającym, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery 
suchej i wrażliwej, idealnie uzupełnienia demakijaż. Dzięki zawartości kompleksu humekantów
 ( mocznik + kwas hialuronowy ) zapobiega utracie wody i chroni przed negatywnymi czynnikami. 
Panthenol oraz ekstrakt z ziela owsa zwyczajnego i cenny olej z kiełków pszenicy łagodzą i 
przywracają skórze równowagę.

Moim okiem
Tonik znajduje się w opakowaniu wykonanym z dosyć solidnego i nieprzezroczystego plastiku,
posiadającym atomizer zabezpieczony niewielką zatyczką.Szata graficzna nawiązuje do innych
produktów marki z serii nawilżającej i utrzymana jest w biało-chabrowej kolorystyce. Etykieta
zdobiąca opakowanie posiada charakterystyczny motyw kwiatowy oraz logo producenta, ale nie
brakuje na niej także niezbędnych informacji o produkcie.

Opakowanie jest poręczne i dokładnie takie, jakie lubię najbardziej w tego typu kosmetykach,
 czyli zakończone atomizerem, który z założenia ma nam ułatwić aplikację produktu. W tym
przypadku mam jednak niestety do niego zastrzeżenia, ponieważ zamiast dozować produkt w
formie przyjemnej mgiełki, rozpyla go mocnym i czasami niezbyt precyzyjnym strumieniem.
Według producenta kosmetyk możemy używać na dwa sposoby - rozpylać go bezpośrednio z
opakowania na skórę twarzy i szyi, lub nasączyć nim wacik kosmetyczny, którym następnie
przecieramy skórę. W tym przypadku, ze względu na mało precyzyjny dozownik, sprawdza
 się sposób drugi, ale mimo wszystko i tak wolę rozpylać go bezpośrednio na twarz, ponieważ
wydaje mi się, że wacik niepotrzebnie absorbuje zbyt dużą ilość kosmetyku, który staje się
przez to mniej wydajny.


Tonik jest bezbarwny i posiada wodnistą konsystencję. Jest delikatnie perfumowany, a zapach
 jest bardzo ładny - zupełnie inny niż w przypadku kremu pod oczy z serii nawilżającej. Tutaj 
dominują kwiatowe, umilające aplikację nuty, przełamane odrobiną przyjemnej świeżości.

Toniku tradycyjnie używam rano i wieczorem jako uzupełnienie pielęgnacji i w tej roli sprawdza
 się świetnie. Ma działanie nawilżające i łagodzące, zapewnia komfort mojej skórze i pozostawia 
ją miękką i gładką w dotyku. W porównaniu ze wspomnianym już wyżej tonikiem marki Evree 
ma jednak odrobinę bardziej "treściwą" konsystencję i nieco dłużej się wchłania, pozostawiając
 subtelny film na skórze, który na szczęście zupełnie znika wraz z całkowitym wchłonięciem się 
kosmetyku. W związku z tym, o ile idealnie nadaje się do porannej i wieczornej pielęgnacji, o
 tyle nie sprawdza się u mnie jako produkt do odświeżenia cery w ciągu dnia. Tą niedogodność 
rekompensują jednak jego właściwości pielęgnacyjne i wpływ na poprawę wyglądu mojej cery.
 Tonik zapewnia na prawdę sporą dawkę nawilżenia, koi podrażnienia, zmiękcza oraz wygładza,
 lekko ujędrnia, dobrze przygotowuje skórę do dalszych kroków pielęgnacyjnych i doskonale 
nadaje się także dla cery wrażliwej. 

W składzie znajdziemy między innymi ekstrakt z ziela owsa zwyczajnego który ma działanie 
nawilżające, zmiękczające i łagodzące, panthenol, mocznik, olej z kiełków pszenicy
oraz kwas hialuronowy.

Skład
Aqua, Glycerin, Avena Sativa Straw Extract, Propanediol, Panthenol, Urea, Triticum
Vulgare Germ Oil, Sodium Hyaluronate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine,
Benzyl Alcohol, Parfum, Phytic Acid, dehydroacetic Acid

Opakowanie zawiera 150 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 17 złotych.
Kosmetyki tej marki kupicie bez problemu w wielu sklepach internetowych.

Podsumowanie
Tonik marki Vianek okazał się przyjemnym kosmetykiem, idealnym do codziennej pielęgnacji
i jako uzupełnienie demakijażu, odpowiadającym na potrzeby mojej skory. Jego właściwości
nawilżające i łagodzące podrażnienia trudno przecenić w przypadku mojej wrażliwej cery. 
Co prawda nie polubiłam się z atomizerem i brakuje mi nieco w tym przypadku tego efektu 
przyjemnej, leciutkiej mgiełki, ale działanie pielęgnacyjne toniku jest na tyle zadowalające,
 że nie pozostaje mi chyba nic innego, jak przymknąć na to oko :-)




10 maja 2016

Nowość marki Garnier - Dwufazowy płyn micelarny z olejkiem arganowym

W tym roku zaczęłam tworzyć listy zakupowe, które okazały się strzałem w dziesiątkę, ponieważ 
dzięki nim znacznie ograniczyłam ilość kupowanych - zwykle na zapas - kosmetyków. Daleko mi 
co prawda do minimalizmu kosmetycznego, ale przynajmniej systematycznie uszczuplam i tak 
spore już zbiory. Kosmetykiem który znalazł się na jednej z takich list jest nowość od Garniera -
 Płyn micelarny do demakijażu z olejkiem arganowym, który mogłam nareszcie wypróbować
 dzięki pewnej Agnieszce, ponieważ udała się do Super Pharm i go dla mnie kupiła - dziękuję! 

Garnier
Płyn micelarny z olejkiem o dwufazowej formule
Do makijażu długotrwałego i wodoodpornego


Opis producenta
Poznaj pierwszy płyn micelarny Garniera z olejkiem arganowym do demakijażu twarzy -
idealny do skutecznej, a zarazem łagodnej pielęgnacji każdego typu skóry, nawet wrażliwej. 
Produkt rzeznaczony jest do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy, który pozwoli 
Ci usunąć każdy rodzaj makijażu, nawet długotrwały i wodoodporny, oraz odżywić i ukoić 
Twoją skórę. Delikatna formuła micelarna w połączeniu z dwufazową formułą z olejkiem
arganowym sprawi, że płyn micelarny po wstrząśnięciu usunie każdy, nawet najbardziej
oporny makijaż, będąc przy tym łagodnym dla skóry. Właściwości drogocennego olejku
arganowego oraz witaminy E doskonale sprawdzą się przy oczyszczaniu twarzy. Twoja 
skóra stanie się widocznie gładka, miękka, ukojona i odżywiona. Sprawdź na własnej 
skórze efektywność dwufazowej formuły w połączeniu z olejkiem arganowym do 
demakijażu twarzy, oczu i ust!

Moim okiem
Kosmetyk znajduje się w solidnym, plastikowym opakowaniu charakterystycznym dla
pozostałych płynów micelarnych tej marki, zakończonym niewielką i wygodną w użyciu
zatyczką z zamknięciem na zatrzask. Opakowanie jest przezroczyste, a tym co najbardziej
 przyciąga wzrok jest jego ciekawa, dwukolorowa zawartość. Pomimo sporej pojemności
dobrze leży w dłoni, a otwór w zatyczce pozwala na swobodne kontrolowanie zużywanego
 produktu. Choć szata graficzna nawiązuje do poprzednich wersji, to jednak wyróżnia się
kolorystyką utrzymaną w intensywnie żółtym, słonecznym kolorze.


Jak na kosmetyk dwufazowy przystało, płyn składa się z dwóch faz - bezbarwnej dolnej warstwy
 wodnej, oraz górnej z olejkiem arganowym o złocistej barwie. Przed użyciem należy intensywnie 
potrząsnąć opakowaniem w celu ich zmieszania. Połączenie obu faz powoduje lekkie zmętnienie
 i spienienie płynu micelarnego, a z jego aplikacją na wacik nie należy zbytnio zwlekać, ponieważ 
warstwy bardzo szybko zaczynają się ponownie rozdzielać.

Produkt ma wyjątkowo ładny, świeży zapach, dzięki czemu bardzo przyjemnie się go używa.
Konsystencja płynu po zmieszaniu obu faz jest wodnista i zaskakująco lekka jak na kosmetyk
 z olejkiem arganowym, który znajduje się tutaj na czwartym miejscu w składzie. Co prawda 
w porównaniu z klasyczną, różową wersją płynu micelarnego tej marki, posiada on delikatną 
warstewkę o minimalnej tłustości, jednak ja wyczuwam ją jedynie w momencie bezpośredniej 
aplikacji na skórę, a po chwili zupełnie "znika". Wydaje mi się, że przysłowiowym kluczem 
do sukcesu w pozbyciu się ewentualnej tłustej warstwy jest dokładne zmieszanie obu warstw 
oraz natychmiastowe zastosowanie kosmetyku, ponieważ tak jak napisałam wcześniej, w
 przypadku tego płynu warstwy wyjątkowo szybko zaczynają się ponownie rozdzielać. 

Kosmetyk rzeczywiście bardzo skutecznie radzi sobie z usuwaniem makijażu, w tym tuszy
 do rzęs które co prawda nie są wodoodporne, ale nie poddają się łatwo innym, tradycyjnym 
płynom micelarnym. Wystarczy przyłożyć na chwilkę nasączony płynem wacik, by dokładnie
rozpuścić i pozbyć się makijażu oczu niemal za jednym razem, bez zbędnego pocierania oraz
rozmazywania! Równie dobrze rozprawia się z makijażem twarzy, a moja cera po jego użyciu 
jest aksamitna w dotyku i lekko odświeżona. Nie powoduje uczucia ściągnięcia na skórze, nie 
podrażnia oczu ani nie wpływa negatywnie na moją cerę naczynkową - wręcz mam wrażenie,
 że delikatnie koi zaczerwienienia. Nie wiem jaką skutecznością wykazuje się w przypadku 
kosmetyków wodoodpornych, ponieważ takich nie używam, ale wszystkie klasyczne usuwa
 bez problemu. Przyznam, że dla mnie to troszkę taki dwufazowym płyn do demakijażu oczu
 o znacznie mniej tłustej formule, nie pozostawiający uciążliwego filmu na skórze, którego
 mogę użyć do oczyszczania ze wszelkich zanieczyszczeń nie tylko oczu, ale także twarzy.
Kosmetyk jest bardzo wydajny, co jest zapewne w dużej mierze zasługą jego skuteczności.

Skład
Aquq/Water, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Argania Spinosa Oil/Argania Spinosa Kernel Oil, 
Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, CI 60725/Violet 2, Decyl Glucoside, 
Dipotassium Phosphate, Disodium EDTA, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethylhexyl Salicylate, Geraniol, 
Haematococcus Pluvialis/ Haematococcus Pluvialis Extract, Hexylene Glycol, Limonene, Linalool, 
Pentaerythrityl Tetra- Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Polyaminopropyl Biguanide, Potassium
 Phosphate, Sodium Chloride, Parfum/Fragrance (F.I.L. B176670/1)

U kogo się sprawdzi? Z pewnością u osób, które tak jak ja lubią się z olejkami w pielęgnacji
twarzy, których skóra nie ma tendencji do zapychania po olejku arganowym, oraz kiedy użycie
 płynu micelarnego nie jest ostatecznym, a pierwszym krokiem w oczyszczaniu skóry. Także
jeśli używacie dwufazowych preparatów do demakijażu oczu, ten kosmetyk może może stać
 się Waszym ulubieńcem. U mnie sprawdził się całkiem nieźle i nie znajduję w nim znaczących
minusów. No może poza jednym, a mianowicie szybkim ponownym rozdzielaniem się warstw,
co powoduje, że używając go nie można zapominać o częstym potrząsaniu opakowaniem :-)

Opakowanie ma pojemność 400 ml i w cenie regularnej kosztuje około 20 złotych.
Dostępny jest już z pewnością w drogeriach Rossmann i sieci Super Pharm.

Dajcie znać, jak u Was spisała się ta nowość. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!





Etykiety:

recenzja (183) ulubione kosmetyki (140) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (48) włosy (43) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (31) książki (28) pielęgnacja twarzy (24) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) pielęgnacja ciała (19) farby do włosów (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) Isana (14) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) Nivea (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) szampon do włosów (9) Biedronka (8) krem do twarzy (8) maska do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) kremy (7) regeneracja (7) Święta (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Douglas (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)