31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku !



Drodzy Czytelnicy !

W Nowym Roku życzę Wam spełnienia marzeń,
realizacji wszelkich planów, oraz samych sukcesów.

Zdrowia, dużo miłości i nieustannie towarzyszącej radości.

Uśmiechu, pogody ducha, pokładów pozytywnej energii,
oraz wielu magicznych chwil.


( www.tapeciarnia.pl )







Projekt Denko - listopad i grudzień


Dzisiaj przyszła pora na ostatni w tym roku post podsumowujący zużycia dwóch
ostatnich miesięcy. 




Zauważyłam, że w okresie jesienno-zimowym zużywam jednak mniej kosmetyków.
Cały czas jednak staram się walczyć z moim małym "nałogiem" resztkowym i
systematycznie robię przegląd opakowań produktów, które zostały już otwarte i użyte.

Oto, co udało mi się aktualnie zużyć:



Soraya
Balsam do ciała So Pretty "Sunny Peach"
Balsam o bardzo przyjemnej, dosyć szybko wchłaniającej się konsystencji i ślicznym
 zapachu, oraz całkiem niezłych właściwościach pielęgnacyjnych. Zużyłam dwa 
opakowania i byłam z niego zadowolona. Kupiłabym ponownie, ale nie wiem czy 
jest jeszcze dostępny w sprzedaży. Pisałam o nim tutaj

Lirene
Fluid-balsam dla ciemniej karnacji Body BB
Mimo różnych opinii o tym produkcie zdecydowałam się na jego zakup i nie żałuję.
U mnie sprawdził się znakomicie, zwłaszcza w celu poprawienia wyglądu nóg. 
Co prawda musiałam nauczyć się  ile i jak go prawidłowo używać, ale było warto :)
Bardzo wydajny, opakowanie starczyło mi na długo. Kupiłabym ponownie. Pisałam
o nim tutaj

Venus
Pianka do golenia z ekstraktem z melona i grejpfruta
Jedna z moich ulubionych pianek do golenia, pojawiająca się dosyć często w moich 
zużyciach. Tania, skuteczna, wydajna, przyjemna i spełniająca znakomicie swoją 
funkcję. Aktualnie oczarowała mnie nowa pianka do golenia marki Isana o zapachu
jabłka, ale do tej z pewnością wrócę. Zdecydowanie kupię ponownie

Rexona
Antyperspiranty w aerozolu: Happy oraz Aloe Vera Fresh
Niewątpliwie należą do moich ulubionych antyperspirantów. Plusy to z pewnością
wygodna aplikacja, skuteczność i niezawodność oraz przyjemne zapachy.
Zdecydowanie kupię ponownie

AA
Balsam do golenia 2w1 do skóry suchej
Nie, nie i jeszcze raz nie. Rzadka konsystencja która nieustannie spływa z nóg,
niska wydajność i zapychanie maszynki. Zamiast ułatwić golenie osiągnęłam
zupełnie odwrotny efekt. Nie kupię ponownie. Pisałam o nim tutaj

Lactacyd
Żel do higieny intymnej "Fresh"
Przyjemny i intensywnie odświeżający żel z miętowa nutką. Idealny do 
codziennego dbania o naszą higienę intymną. Kupiłabym ponownie

Bielenda
Masło do ciała "Watermelon"
Jakiś czas temu masełka te były dostępne w Biedronce i ja też się na nie skusiłam.
Jedynym jego minusem było to, że bardzo szybko mi się skończyło ;) Miało
przyjemną "masełkową" konsystencję, ładny arbuzowy zapach i skutecznie 
nawilżało skórę ciała. Kupiłabym ponownie

Yves Rocher
Nawilżający krem do rąk z wyciągiem z arniki
Jeden z lepszych kremów do rąk jaki miałam okazję używać. Skutecznie nawilżał
i odżywiał skórę dłoni na długo. Zdecydowanie kupię ponownie

Halle Berry
Nawilżający żel pod prysznic "Halle"
Żel który dostałam w prezencie,będący dopełnieniem perfum o tym samym zapachu.
 Przyjemnie się pienił, całkiem nieźle oczyszczał i pozostawiał subtelny zapach na skórze. 
Kupiłabym chętnie jako zestaw z perfumami




Lirene
Krem wzmacniający do cery naczynkowej
Drogeryjny krem o lekkiej konsystencji i delikatnym zielonym zabarwieniu.
Szybko się wchłania, radzi sobie z neutralizowaniem zaczerwienień, nawilża,
ładnie pachnie i nadaje się pod makijaż. Kupiłabym ponownie

Ziaja
Żel oczyszczający do twarzy z serii 'Liście manuka"
Uległam ciekawości i postanowiłam wypróbować kilka kosmetyków z tej słynnej
ostatnio nowej serii. W przypadku tego żelu szczególnego zachwytu nie było. Nie jest
to zły produkt, ale bez efektu "wow".W przeciwieństwie do innych kosmetyków
tego typu bardzo szybko się skończył. Raczej nie kupię ponownie

Delia
Serum do twarzy "Argan Care"
Zużyłam je już znacznie wcześniej, ale buteleczka gdzieś się zawieruszyła i dlatego
znalazła się dopiero w tym denku. Serum dobrze się u mnie sprawdzało, odżywiało,
nawilżało i przywracało komfort skórze. Aktualnie mam kilka tego typu produktów
w zapasie, ale generalnie kupiłabym je ponownie. Pisałam o nim tutaj

Alterra
Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy "Orchidea"
Całkiem przyjemny i dosyć tani krem pod oczy. Lekka, szybko wchłaniająca się i
 bezzapachowa konsystencja głównie nawilża skórę w okolicy oczu i nie podrażnia
ich. Kupiłabym ponownie

Avon
Pomadka do ust "Pink Freeze"
Szminka w odcieniu chłodnego, opalizującego jasnego różu. Kupiłam ją już jakiś
czas temu i wydaje mi się, że aktualnie nie jest już dostępna w sprzedaży.

Essence
Korektor pod oczy "Stay all day 16 h "
Korektor o ładnym, jasnym odcieniu i kremowej konsystencji. Krył niezbyt mocno
i niestety dosyć szybko się ścierał. Nie kupię ponownie




Taft 
Bardzo mocny spray do włosów z linii "Keratin"
Moj ulubiony ostatnio produkt do stylizacji włosów. Wbrew obietnicom producenta
nie utrwala bardzo mocno, a raczej naturalnie i nie usztywnia włosów. Końcówka
ze spryskiwaczem tworzy delikatną mgiełkę pozwalając dosyć precyzyjnie ją rozpylić.
Przedłuża świeżość włosów, unosi je u nasady, ułatwia układanie fryzury.
Zdecydowanie kupię ponownie

Nivea
Odżywka do włosów "Long Repair"
Jedna z moich ulubionych odżywek do włosów, której opakowanie zawsze mam
pod ręką. Świetnie wygładza, nawilża i dyscyplinuje moje włosy nadając im piękny
połysk. Zdecydowanie kupię ponownie

Argan Star
Dwufazowa odżywka do włosów keratynowo-arganowa
Zdecydowanie wolę odżywki w tradycyjnej, kremowej formie, jednak od czasu
do czasu lubię coś odmienić, zwłaszcza, jeśli trafię na fajny produkt. Ta odżywka
dobrze spisywała się na moich włosach: ułatwiała rozczesywanie, wygładzała,
nawilżała i nie obciążała ich. Kupiłabym ponownie Pisałam o niej tutaj

Pilomax
Szampon do włosów cienkich bez objętości
Ten szampon dostałam w prezencie i byłam z niego całkiem zadowolona.
Bardzo dobrze oczyszczał włosy z zanieczyszczeń i sprawiał, że były puszyste
i delikatnie uniesione u nasady. Kupiłabym ponownie

Pantene Pro-V
Nabłyszczająca Odżywka chroniąca przed wysoką temperaturą
do włosów cienkich
Jeden z moich kosmetycznych koszmarów. Atomizer zamiast rozpylać mgiełkę
psikał jednym dużym strumieniem utrudniając nałożenie produktu. Sama odżywka
niesamowicie obciążała włosy sprawiając, że wyglądały niczym zwisające strąki.
Wysuszała włosy, nie ułatwiała ich układania i zdecydowanie ich nie nabłyszczała,
oraz nie nadawała żadnej objętości. Nie kupię ponownie

Timotei
Odżywka do włosów "Drogocenne olejki"
Przyjemna odżywka, której używałam zarówno w duecie z szamponem z tej serii,
jak i osobno. Ułatwiała rozczesywanie, nawilżała, wygładzała i nie obciążała
włosów. Zużyłam dwa opakowania i kupiłabym ponownie Pisałam o niej tutaj

Wella
Lakier do włosów "Wellaflex"
Najbardziej lubię lakiery marki Taft i Wellaflex właśnie. Dobrze, a jednocześnie
dosyć naturalnie utrwalają włosy i można je łatwo wyczesać. Zdecydowanie kupię
ponownie



Ufff...dobrnęłam do końca :-)
Mimo wszystko troszkę się tego uzbierało. Mam nadzieję, że w 2015 roku
będę bardziej konsekwentna i nie opuści mnie duch mobilizacji :-)


28 grudnia 2014

Ulubieńcy grudnia !


Grudzień dobiega końca i aż trudno mi uwierzyć, że za kilka zaledwie dni
wkroczymy w 2015 rok :-) 

Póki co czas jednak na tradycyjne, tegoroczne podsumowanie miesiąca i wyłonienie
 kosmetycznych ulubieńców. W grudniu wybór był trudny, ponieważ odkryłam wiele 
przyjemnie zapowiadających się kosmetyków, ale wybrałam te produkty, które 
 zachwyciły mnie szczególnie już od pierwszego użycia.

Kosmetyczni ulubieńcy grudnia:




The Body Shop
Masło do ciała "Glazed apple"
Do tej pory miałam tylko dwa masła do ciała TBS, ale każde kolejne kupiłabym 
bez wahania. Lubię je za konsystencję, przyjemną aplikację, szybkie wchłanianie, 
nawilżanie i oczywiście śliczny zapach. Jak pachnie ta limitowana wersja ?
Jabłuszkiem ♥ Ale jego słodycz została przełamana nutką kwaskowości, dzięki
czemu zapach nie jest mdły czy uciążliwy, a wręcz delikatnie świeży. Kojarzy mi 
się z jabłkową konfiturą mojej babci, tak pyszną, że wyjadaną prosto ze słoika,
z jabłkowymi żelkami i galaretką obsypaną cukrem :-) 


Astor 
Korektor "Perfect Stay 24 h"
Kupiłam go podczas ostatniej promocji 1+1 gratis w drogeriach Rossmann razem 
z podkładem z tej samej serii. Podkład nie do końca mnie zachwycił, natomiast 
korektor wręcz odwrotnie. Bardzo ładnie kryje cienie pod oczami, nie podkreśla 
zmarszczek, długo się utrzymuje i nadaje efekt subtelnego rozświetlenia. Do tego 
lekka konsystencja i przyjemny,wygodny aplikator.


Essie
Zestaw mini lakierów do paznokci z edycji 
"Winter Collection"
Zakochałam się w tej kolekcji. Kolory są piękne, idealnie komponują się z zimowym,
 świątecznym nastrojem i sprawiają, że aż chce się malować paznokcie :-) Podoba mi 
się także ich mini wersja, ponieważ zwykle nie zużywam do końca lakierów w 
opakowaniach o tradycyjnej pojemności. 



A jakie kosmetyki zachwyciły Was w tym miesiącu ?

26 grudnia 2014

Kallos - Szampon wzmacniający do włosów "Banana"


Witajcie :-)

U mnie nareszcie biaaaałoooo ! Dzisiejszy śnieg jakoś wyjątkowo mnie ucieszył,
może dlatego, że chyba już najwyższa pora na niego i zrobiło się bardziej nastrojowo :-)

Korzystając z wolnej chwili przygotowałam dla Was recenzję szamponu marki
Kallos - "Banana". Jak wiecie, jakiś czas temu kupiłam maskę do włosów z tej
samej serii, która sprawdziła się u mnie znakomicie. Kiedy więc zobaczyłam szampon
 ze znajomo wyglądającą żółtą etykietką, to wiedziałam, że muszę go mieć!

Bananowy duet zachwyca nie tylko owocowym zapachem, ale także i przyjemnym
działaniem.

Kallos
Szampon wzmacniający z kompleksem witaminowym
"Banana"




Opis producenta
Szampon wzmacniający włosy z kompleksem multiwitamin. Zawartość aktywnych
składników witamin A, B1, B2, B3, B5, B6, C, E oraz oleju oliwkowego i ekstraktu
banana natychmiast nawilża, energizuje i witalizuje włosy. Delikatnie czyści a 
równocześnie wyczarowuje połysk, jedwabistość i miękkość w dotyku. Polecany dla
włosów suchych, słabych i o wyblakłych włóknach włosowych. Sposób użycia:
wmasować odpowiednią ilość szamponu w mokre włosy, a następnie po dokładnym
umyciu spłukać.

Skład
Aqua, Sodium Lauteth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Cocamidopropyl 
Betaine, Coco Glucoside, Parfum, PEG-4 Distearyl Ether, Polyquaternium-7, 
Glycerin, Distearyl Ether, Olea Europaea Oli, Citric Acid, Propylene Glycol, 
Dicaprylyl Ether, Amodimethicone, Musa sapientium Fruit Extract, Niacinamide,
 Calcium Pantotheanate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tockopheryl Acetate, 
Pirodixine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccianate Silica, 
Cetrimonium Chloride, Trideceth-12, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Sodium Benzonate.


Moim okiem

Szampon znajduje się w sporym, litrowym opakowaniu, wykonanym z solidnego
przezroczystego plastiku. Opakowanie posiada tradycyjną zakrętkę i na tle innych
szamponów tej marki wyróżnia się etykietą w żółtym, wesołym kolorze, kojarzącym 
się z owocem banana. 

Buteleczka ze względu na ilość znajdującego się w niej produktu może być nieporęczna -
 jest duża, pękata i cięższa niż w przypadku szamponów o tradycyjnej pojemności. 
Pod zakrętką znajdziemy otwór o dosyć sporej średnicy, pozwalający jednak kontrolować
 ilość wydobywającego się szamponu.




Szampon posiada biało-perłową barwę i dosyć rzadką, przelewającą się przez 
palce konsystencję. 

Zapach - jak w przypadku maski do włosów z tej serii - jest śliczny! Już po otwarciu
opakowania czuć intensywny aromat dojrzałego banana. Na włosach nie utrzymuje 
się się zbyt długo, ale zdecydowanie umila nam czynność jaką jest ich mycie.

Szampon w połączeniu z wodą wytwarza na włosach niezbyt intensywną pianę, ale ja
zwykle i tak myję je dwukrotnie. Po jego użyciu włosy są oczyszczone, odświeżone,
puszyste i miękkie. W moim przypadku nie powoduje ich obciążania i szybszego
przetłuszczania, oraz nie podrażnia skóry głowy. 

W połączeniu z maską do włosów Kallos "Banana" sprawia, że włosy są niemal
idealnie wygładzone, łatwo się układają i nabierają pięknego połysku. Nie zawsze
stosuję razem te dwa produkty, niemniej u mnie ten duet sprawdza się bardzo dobrze.


Pojemność 1 litr, cena regularna około 10 zł.
Stacjonarnie dosyć duży wybór produktów do włosów tej marki znajdziecie
w drogeriach Hebe, jednak tego szamponu tam niestety nie widziałam.
Ja kupiłam go w jednej z drogerii internetowych i tam polecam Wam szukać
tej serii kosmetyków.



Podsumowanie

Ten szampon okazał się bardzo przyjemnym produktem i moje włosy go polubiły.
Doskonale spełnia wszystkie swoje funkcje: oczyszcza włosy z zanieczyszczeń, nie
obciąża ich i sprawia, że są przyjemne w dotyku. Dodatkowo zachwyca ślicznym,
bananowym aromatem. A biorąc pod uwagę, że tak jak w przypadku większości
kosmetyków tej marki, otrzymujemy aż litr produktu w niezwykle atrakcyjnej cenie,
 warto przyjrzeć mu się bliżej :-)

Minusem może być - o czym wspominałam już powyżej - mało poręczne, dosyć
duże opakowanie. Ja póki co dosyć dobrze sobie z nim radzę, ale zawsze można
przelać zawartość do innego, mniejszego i wygodniejszego opakowania.


Napiszcie, czy miałyście inne wersje i jak się u Was spisały!


24 grudnia 2014

☃ Wesołych Świąt ☃



Dzisiaj Wigilia Świąt Bożego Narodzenia,
więc chciałabym tradycyjnie życzyć Wam


WESOŁYCH ŚWIĄT !!!


Abyście spędzili ten wyjątkowy czas w miłej i spokojnej, 
a jednocześnie radosnej rodzinnej atmosferze.
Aby na stole pojawiły się Wasze ulubione potrawy,
a pod choinką wymarzone prezenty :-)




21 grudnia 2014

Astor - Nawilżająca szminka w kredce odcień 009 "Burnt Rose"


Dzisiaj przedstawię Wam pewien kosmetyk do makijażu, o którym czytałam wiele
pozytywnych recenzji na innych blogach i który wreszcie postanowiłam sama
wypróbować. Teraz żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej ! :)

Astor
Soft Sensation
Lipocolor Butter
009 "Burnt Rose"


Opis producenta
Astor przedstawia nową szminkę w kredce Soft Sensation Lipocolor Butter.
Najnowsza propozycja to połączenie pięknego i trwałego koloru szminki, nawilżających
właściwości balsamu i blasku błyszczyka - to wszystko w jednym, wygodnym kosmetyku.
Ta głęboko regenerująca szminka o konsystencji balsamu intensywnie nawilża, zmiękcza,
koi i wygładza wysuszone wargi, zapewniając natychmiastowe odczucie aż do 30 %
bardziej nawilżonych ust. Formuła szminki została wzbogacona pigmentami, które 
odpowiadają za intensywność koloru. Dostępna jest w ośmiu odcieniach.


Moim okiem

Szminka znajduje się w opakowaniu wykonanym z kolorowego plastiku, którego jakość
jest zadowalająca. Opakowanie charakteryzuje się bardzo przyjemną szatą graficzną.
Właściwie jest dosyć proste, a jednocześnie ciekawe, ładne i bardzo wygodne w użyciu.
Dodatek złotego koloru sprawia, że nabiera eleganckiego wyglądu.



W środku znajduje się kolorowy, mocno osadzony sztyft, który wysuwamy
 przekręcając złotą końcówkę opakowania. Pomadka jest ukośnie ścięta i jednocześnie
odpowiednio wyprofilowana, dzięki czemu jej aplikacja jest równomierna, niezwykle
przyjemna i szybka. Możemy łatwo i wręcz intuicyjnie nanieść ją na usta nawet bez
pomocy lusterka.

Po zdjęciu zatyczki wyczuwalny jest dosyć przyjemny zapach pomadki - słodki,
z nutką wanilii w tle, który znika krótko po nałożeniu jej na usta.



Szminka ma zbitą, idealnie kremową konsystencję, która w momencie aplikacji gładko sunie
po ustach. W zależności od wybranego przez nas odcienia możemy uzyskać bardziej subtelny, 
lub intensywny efekt kolorystyczny. Ja na początek skusiłam się na dosyć delikatny odcień 
różu - "Burnt Rose", którego pojedyncza warstwa nadaje ustom bardzo subtelne, transparentne 
wręcz wykończenie. Kolor można stopniować poprzez nałożenie kolejnej warstwy, uzyskując
w ten sposób nieco bardziej nasycony, choć nadal jaśniutki, chłodny róż. Ten odcień
pozbawiony jest drobinek, pozostawia natomiast na ustach lekką, połyskującą poświatę. 


Jedna warstwa:


Jak widzicie, w przypadku odcienia " Burnt Rose" efekt kolorystyczny na ustach jest
 znacznie delikatniejszy, niż kolor samej pomadki.


Według producenta kosmetyk ten łączy w sobie cechy trzech produktów: szminki,
balsamu do ust i błyszczyka. W moim przypadku trudno uzyskać intensywność pomadki
 ze względu na specyfikę odcienia, ale można znaleźć wśród tych szminek także piękne,
 mocno nasycone pigmentami kolory.

Posiada natomiast całkiem niezłe właściwości pielęgnacyjne, zapewniając ustom już od
 momentu aplikacji uczucie komfortu. Pokrywając usta tym  kremowym sztyftem mam
wrażenie, jakbym nanosiła na nie intensywnie odżywczy balsam. Odczuwalnie nawilża,
wygładza, zmiękcza i koi spierzchnięte usta, chroni przed czynnikami zewnętrznymi
oraz zdecydowanie poprawia ich wygląd sprawiając, że wyglądają na wyjątkowo zadbane.
Nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w załamania, nie pozostaje w kącikach i
bardzo naturalnie "schodzi" z ust.

 Nadaje lśniące wykończenie, ale znacznie delikatniejsze od tego, jakie możemy uzyskać
przy użyciu klasycznego błyszczyka. Nie tworzy na ustach klejącej się warstwy.

Trwałość szminki jest średnia, u mnie wytrzymuje bez poprawek około 2 - 3 godziny.
Ściera się równo, a najszybciej znika połyskująca warstwa. Plusem jest to, pozostawia
delikatny, nawilżający film, nawet kiedy kolor zupełnie zniknie z ust.


Cena regularna około 25 zł. Dostępna jest w niemal wszystkich drogeriach.



Podsumowanie

Jak już wspominałam powyżej, swoją przygodę z pomadkami w sztyfcie zaczęłam od

bardzo bezpiecznego i delikatnego odcienia, który subtelnie podkreślając usta nadaje
im bardzo naturalny wygląd i jest idealny na co dzień. Spodoba się tym z Was, które
unikają szminek w intensywnych kolorach i szukają czegoś wyjątkowo subtelnego.
 Wśród ośmiu dostępnych odcieni są także znacznie bardziej intensywne i nasycone,
więc amatorki mocniejszego podkreślania ust także znajdą coś dla siebie.
Moim zdaniem jest to przyjemny kosmetyk, warty wypróbowania. Ja z pewnością
kupię kilka innych odcieni.



******

Jak idą Wam przygotowania świąteczne ? :-)

17 grudnia 2014

Co nowego kupiłam ?


Dzisiaj zapraszam Was na ostatni już w tym roku post zakupowy :-)

Podsumowując rok pod tym względem stwierdzam, że był bardzo udany, ponieważ
udało mi się kupić wiele kosmetyków spośród tych, które chciałam wypróbować.

Niektóre z nich polubiłam tak bardzo, że regularnie do nich wracam, bądź też wcale
się z nimi nie rozstaję. Były też takie, które okazały się sporym rozczarowaniem
i które omijam na sklepowych półkach szerokim łukiem.

Nie zmieniło się natomiast moje podejście do kosmetycznych nowości, ponieważ
nadal kuszą mnie niemal wszystkie :-)

W listopadzie i grudniu moje zapasy powiększyły się o:



Garnier Ultra Doux 
 Odżywczy szampon do włosów 
z olejkiem arganowym i kameliowym
Nowość do pielęgnacji włosów marki Garnier, przeznaczona do włosów zniszczonych
i łamliwych, zapewniająca wyjątkowe odżywienie i olśniewający blask. Póki co udało
mi sie kupić jedynie szampon, teraz poluję na odżywkę z tej serii.

Perfecta Balsam do ust "Soft Lips"
Balsam do ust który łączy pięć funkcji w jednym produkcie. Mnie podoba się
ciekawe i innowacyjne opakowanie, a sam balsam także przypadł mi do gustu :-)

Ziaja seria "Liście zielonej oliwki"
- oliwka do mycia ciała
- maseczka oczyszczająco-ściągająca
- maska regenerująca z kwasem hialuronowym
Po udanej przygodzie z oliwkową wodą tonizującą klik postanowiłam wypróbować
kilka innych produktów z tej serii - za wyjątkiem kremów do twarzy, które miałam
okazję wypróbować dzięki próbkom i z którymi niestety zdecydowanie się nie polubiłam.





Kallos

Maska do włosów "Omega"
Bogato regenerująca maska do włosów nieżywotnych i łamiących się, z kompleksem
Omega-6 i olejem makadamia. Rekonstruuje strukturę suchych i łamiących się włosów.
Nawilża, odżywia uszkodzone i osłabione włosy oraz ich końcówki i wyczarowuje ich
promienną jedwabistość.  Po pierwszym użyciu wydaje mi się, że ma sporą szansę na
znalezienie się w gronie kosmetycznych ulubieńców.

Maska do włosów "Blueberry"
Rewitalizująca maska do włosów suchych, zniszczonych i poddanych obróbce chemicznej
z ekstraktem z czarnej jagody i olejem awokado. Zachwycona działaniem i zapachem
bananowej maski do włosów tej samej marki klik bez zastanowienia sięgnęłam po kolejną,
tymrazem jagodową nowość. Niestety, zapachu jagody próżno się tutaj doszukiwać - a szkoda :(

Spray zwiększający objętość fryzury
Do włosów trudnych do ułożenia, słabych i cienkich. Zamawiając produkty do pielęgnacji
postanowiłam wypróbować także jakiś kosmetyk tej marki przeznaczony do stylizacji włosów.
Ten konkretny produkt niestety nie wywołał u mnie zachwytu, ponieważ nie zauważyłam po
jego użyciu ani zwiększenia objętości, ani wpływu na łatwiejsze układanie fryzury. Tym
samym wrócę pokornie do mojego ulubionego preparatu do stylizacji marki Taft.

Szampon do włosów "Banana"
Wzmacniający szampon do włosów z kompleksem multiwitamin o pięknym zapachu
dojrzałych bananów. Dobrze oczyszcza włosy pozostawiając je jednocześnie przyjemne
w dotyku, a w duecie z maską z tej samej serii tworzy wyjątkowe bananowe wrażenia
zapachowe :-)




Isana

Krem do rąk "Harmony"
Zawiera pantenol, masło kakaowe oraz olej z awokado. Intensywnie nawilża i pielęgnuje
suchą skórę. O jego poprzedniku pisałam dosyć dawno temu klik, ta wersja niestety już
tak mnie nie zachwyciła.

Mydło w płynie oraz żel pod prysznic
Najnowsza edycja limitowana, w skład której wchodzą dwa produkty o niezwykle
wesołej, przyjemnej i zimowej szacie graficznej, której trudno się oprzeć :-)





Yves Rocher 
"Pomarańcza i czekolada"
- żel pod prysznic
 - mydło do rąk w płynie
 - krem do rąk 
Kosmetyki z edycji limitowanej o pięknym i apetycznym zapachu czekolady z
 nadzieniem pomarańczowym ! :-) Dwa spośród nich spisują się wręcz rewelacyjnie,
natomiast jeden nie do końca przypadł mi do gustu. Który? O tym niebawem :-)


Na koniec moje skromne zamówienie z Dnia Darmowej Dostawy :-)



Delia 
Żelowa henna do brwi
Lubię tradycyjną hennę tej marki i postanowiłam wypróbować także tą nowość.

Revlon
Podkład do twarzy "Nearly Naked" 
Kosmetyk który ciekawił mnie od dawna. Użyłam go raz i mam dziwne, niezbyt
pozytywne wrażenie, ale daje mu szansę, nie zniechęcam się  i próbuję dalej :-)

Essie
Lakier do paznokci w odcieniu "Carry On"
Piękny ciemny odcień będący połączeniem dojrzałej wiśni i czekolady :-)



Tak oto prezentują się moje ostatnie tegoroczne zakupy kosmetyczne.

Cóż, nie byłabym sobą, gdybym nie napisała że nic mnie już nie kusi :-)
Kusi i to bardzo, dlatego już nigdzie nie zaglądam i od weekendu całą swoją
uwagę skupiam na intensywnych świątecznych przygotowaniach :-)

Ale gdybym tak mogła znaleźć jeszcze coś pod choinką, wcale bym się nie obraziła :D









13 grudnia 2014

Wellness & Beauty - Żel do kąpieli i pod prysznic z owocowymi ekstraktami z mango i papai


Żeli pod prysznic używam bardzo chętnie, a szczególnie lubię te, które kuszą
owocowymi aromatami. A jeśli na dodatek są to owoce egzotyczne, to z pewnością
nie przejdę obojętnie obok takiego produktu.

Dzisiaj pokażę Wam jednego z moich aktualnych ulubieńców, do którego jako jednego
 z nielicznych wśród kosmetyków tej kategorii chętnie wracam.

Wellness & Beauty
Żel do kąpieli i pod prysznic z owocowymi
ekstraktami z mango i papai



Opis producenta

Poczuj się niebiańsko szczęśliwy - dzięki specjalnej mieszance owocowych ekstraktów 
z mango i papai. Żel do kąpieli i pod prysznic o rajskim zapachu oczyszcza skórę 
szczególnie łagodnie i powoduje niepowtarzalne poczucie jej gładkości.

Skład
 Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Citric Acid, 
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Chloride, 
Parfum, Propylene Glycol, Glyceryl Oleate, Coco-Glucoside, PEG-55 Propylene Glycol
 Oleate, Sodium Benzoate, Linalool, Limonene, Potassium Sorbate, Isopropyl Alcohol, 
Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Alcohol, Benzophenone-4, Benzotriazoyl 
Dodecyl P-Cresol, Ethylhexyl Salicylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Prunus 
Persica (Peach) Kernel Oil, Mangifera Indica Fruit Extract, Citrus Grandis Fruit Extract, 
Ananas Sativus Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Butylphenyl 
Methylpropional, Citronellol, Benzoic Acid, Sodium Sulfate, CI 47005, CI 16035

Moim okiem

Żel znajduje się w przezroczystym plastikowym opakowaniu o dosyć prostej, ale 
jednocześnie przyjemnej i estetycznej szacie graficznej. Posiada zakręcany korek z
zamknięciem typu "press", które jest bardzo praktycznym rozwiązaniem podczas używania
żelu pod prysznicem.Opakowanie jest niskie i pękate, dobrze leżące w dłoni oraz wygodne
 w użyciu. Jednak tym, co przyciąga wzrok na sklepowej półce jest niewątpliwie kolor
 znajdującego się w środku żelu, który dla mnie jest bardzo słoneczny i owocowy -
jednym słowem zachęcający do natychmiastowego użycia :-)




W środku opakowania znajdziemy lekko transparentny żel o niezbyt gęstej konsystencji,
co pozwala także na jego bezproblemowe wydobywanie z opakowania. Jest wyjątkowo 
wydajny, ponieważ już niewielka jego ilość pozwala nam rozprowadzić go na  całej
powierzchni ciała.

W połączeniu z wodą tworzy przyjemną, ale niezbyt obfitą aksamitną pianę. 

Zapach jest śliczny! Już od pierwszego użycia żel czaruje nas aromatami owoców 
egzotycznych, w dodatku pozbawionymi sztuczności. Niezwykle przyjemny, świeży 
ale i delikatnie słodki, odprężający.

W moim odczuciu nie jest bardzo intensywny, duszący czy dominujący.
Kompozycja zapachowa jest tak skomponowana, że możemy wręcz cieszyć się zapachem
i przyjemnie spędzić czas pod prysznicem.

Żel oczyszcza delikatnie ale skutecznie, pozostawiając skórę przyjemną w dotyku
i otuloną subtelnym zapachem.

Czy zgodnie z obietnicami producenta poczułam się niebiańsko szczęśliwa ? 
Cóż, skojarzeń akurat z niebem nie miałam, ale cudny zapach niewątpliwie
przywołuje na myśl słoneczną tropikalną plażę, oraz aromatyczne i soczyste owoce.


Opakowanie ma pojemność 250 ml i kosztuje w cenie regularnej 6,99 zł.
Żel dostępny jest wyłącznie w drogeriach Rossmann.


Podsumowanie

Dzięki temu żelowi nawet o tej porze roku mogę wrócić wspomnieniami do ciepłego 
i słonecznego lata, za którym nieustannie tęsknię. Uwielbiam wprost jego zapach, 
którym wypełnia się cała łazienka i delikatną, przyjemnie myjącą pianę. 
A w połączeniu z lotionem i olejkiem do ciała z tej serii tworzy wręcz uzależniającą
kompozycję pielęgnacyjną i zapachową :-)

Jeśli lubicie mango i papaję - nie zastanawiajcie się!





12 grudnia 2014

Blogerze - szanujmy się!

Witajcie!

Na początku chciałam jeszcze raz oficjalnie podziękować Gosi za informację o tym, że na 
innym blogu zostały skopiowane zdjęcia i częściowo tekst mojego autorstwa - oczywiście
bez mojej wiedzy i zgody. Dodatkowo Gosia bardzo szybko nagłośniła całą sprawę na Facebooku, 
dzięki czemu informacja zatoczyła szersze kręgi.W tym momencie zaczęłam żałować,
że nie posiadam blogowego Fb - chyba się nad tym zastanowię.

Jest to przykre, ponieważ każdej recenzji którą tutaj opublikowałam i wszystkim zdjęciom 
które zrobiłam na jej potrzeby poświęciłam sporo czasu - nawet jeśli nie były idealne. 
Od początku istnienia bloga starałam się stworzyć swój własny styl pisania i nie przyszło
mi nawet do głowy, żeby z premedytacją kopiować cudzą własność.

Owszem, i ja zaglądam na wiele blogów. Podziwiam je i są dla mnie inspiracją która sprawia,
że mam ochotę u siebie coś polepszyć i zmienić, ale w zakresie moich możliwości.
Wiem, ile pracy wkładają ich właścicielki, tworząc jednocześnie w sieci wyjątkowe miejsce.

Można by napisać: ot, co takiego się stało, "pożyczyłam(em )" kilka fotek i fragmenty tekstu...
W takim razie spróbuj prowadzić bloga przez dłuższy czas, rób własne zdjęcia i pisz własne
recenzje, a gdy w międzyczasie znajdzie się ktoś inny, kto "pożyczy" efekty Twojej pracy,
wtedy porozmawiamy.

Każde zdjęcie dostępne w szeroko pojętej "sieci" jest czyjeś i łatwo jest znaleźć źródło
 jego pochodzenia. Chcesz wykorzystać zdjęcie mojego autorstwa ? Napisz do mnie i
 zapytaj!

Na szczęście posty o których mowa zostały usunięte i mam nadzieję, że podobna sytuacja 
w tym przypadku nie będzie już miała miejsca. Wiem jednak, że to niestety nie pierwszy 
przypadek tego typu, dlatego tym bardziej trzeba o tym pisać. I nie chodzi tutaj o rozpętanie
blogowej afery, a jedynie o nagłaśnianie tego, czego nie możemy tolerować. Ja absolutnie
potępiam tego typu zachowania!

Bądźmy uczciwi wobec siebie i wobec innych, oraz szanujmy cudzą pracę
włożoną w prowadzenie bloga.

Jakiś czas temu zrezygnowałam z oznaczania zdjęć publikowanych na blogu, ale
stwierdziłam, że chyba do tego wrócę. 



Noooo....to sobie popisałam...
Mam nadzieję, że następny post będzie już dotyczył tematów typowo kosmetycznych.
Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru - u mnie dziś wyjątkowo wietrznie :-)




8 grudnia 2014

Mikołaju, pokaż co masz w worku :-)


Dzięki temu, że Mikołaj przyszedł do mnie w tym roku nieco wcześniej i uzupełnił moją
magiczną puszkę, mogłam pozwolić sobie na zakup wymarzonych prezentów.
W tym roku wiedziałam dokładnie co chciałabym otrzymać, lista była krótka, ale konkretna.
Udało mi się ją zrealizować w całości :-)


Kominek i woski Yankee Candle
O kominku i woskach zapachowych marzyłam bardzo długo. Czytając Wasze blogi
 z zaciekawieniem spoglądałam na małe, kolorowe woski w formie tarty i próbowałam 
wyobrazić sobie te wszystkie opisywane przez Was zapachy. Decyzja o zakupie 
zakiełkowała u mnie jesienią i wtedy ostatecznie postanowiłam, że tej zimy ja też 
otulę swoje mieszkanie pięknymi aromatami. Póki co moja kolekcja jest skromna,
ale już wiem, że będę ją systematycznie powiększała. Tak oto rozpoczęła się i moja
przygoda z woskami, w czym bardzo pomogła mi Angelika, za co serdecznie
 jej dziękuję !



The Body Shop
Masło do ciała "Glazurowane jabłuszko"
Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy tegoroczną limitowaną edycję zimową tego
masełka, natychmiast wpisałam ją na listę moich zachciewajek kosmetycznych.
 Uwielbiana przeze mnie forma masła do ciała i to jeszcze o jabłkowym aromacie -
musiałam je mieć ! Wtedy niczym z nieba spadła mi Kasia , która zorganizowała na
swoim blogu wyprzedaż i wystawiła między innymi nowiutkie to oto masełko.
Zapach jest śliczny i przywołuje na myśl różne smaczne skojarzenia :-)



Essie - lakiery do paznokci z kolekcji Zima 2014
Kostka z czterema mini lakierami do paznokci o pięknych kolorach:
- Jump in my jumpsuit ( soczysta czerwień )
- Double breasted jacket ( turmalinowy rubin )
- Jiggle hi, jiggle low ( płynne złoto )
- Tuck it in my tux ( kość słoniowa )



Na koniec zostawiłam Mikołajkowy prezent od mojej niezawodnej mamy, czyli
kalendarz Beaty Pawlikowskiej, który dostaję od niej każdego roku wraz z całą
górą słodyczy :-) Uwielbiam te kalendarze, a tegoroczna wersja  podoba mi się
szczególnie, ponieważ jest mniejsza, lżejsza i ma ładne, zaokrąglone rogi.
W środku jak zwykle cała masa pozytywnych myśli :-)



A Wy co znalazłyście w worku Świętego Mikołaja ? :-)

7 grudnia 2014

Poszukiwany pies!

Witajcie !

Dzisiaj miałam opublikować zupełnie inny post i mam nadzieję że mi wybaczycie, ale 
postanowiłam pomóc zrozpaczonym właścicielom w poszukiwaniu ich zaginionego psa Arona.

 Sama mam psa, zresztą także owczarka niemieckiego i również szukałabym go wszędzie
 i za wszelką cenę. Z tego co wiem właściciele podjęli już wiele kroków, ale niestety po 
Aronie zaginął wszelki ślad. Od jakiegoś czasu obserwuję sprawę na Fb i pomyślałam,
 że mogłabym i ja spróbować pomóc chociaż w taki sposób. Może jest choć cień szansy 
na to, że jakaś osoba zaglądająca na mój skromny blog widziała tego psa, lub jest w 
posiadaniu informacji gdzie ewentualnie może się znajdować.

Wszystkie informacje znajdziecie tutaj - Szukamy Arona



Ja natomiast trzymam kciuki, aby Aron wreszcie się odnalazł.


4 grudnia 2014

Isana - Pianka do golenia "Zielone jabłko"


Czy pisałam już o tym, że uwielbiam kosmetyki o jabłkowym aromacie ? Chyba tak :-)
Dzisiaj zatem przedstawię Wam moje ostatnie małe kosmetyczne odkrycie, które pozwala
zadbać o wygląd nóg i nie tylko, a czyni to w bardzo przyjemny sposób :-)


Isana
Pianka do golenia
do wszystkich rodzajów skóry
"Zielone jabłko"



Opis producenta
Pianka do golenia Zielone jabłko o świeżym owocowym zapachu czyni golenie na mokro
szczególnym doświadczeniem. Przyjazna formuła do pielęgnacji skóry z nawilżającymi 
składnikami aktywnymi, takimi jak aloes i gliceryna, nadaje skórze podczas golenia 
odpowiednią gładkość i elastyczność. Dostarcza odpowiednich składników pielęgnacyjnych
i nawilża delikatną skórę nóg, pach i okolic bikini.

Skład
Aqua, Palmitic Acid, Isobutane, Triethanolamine, Ceteth-20, Glycerin, Propane, 
Straric Acid, Butane, Parfum, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Sodium laureth Sulfate, 
Allantoin, Tocopheryl Acetate, Polyquaternium-7, Sodium Benzonate, Sodium Chloride,
Sodium Sulfate, CI 19140, CI 42051


Moim okiem
Jak inne tego typu kosmetyki, pianka znajduje się w metalowym pojemniczku pod 
ciśnieniem, zakończonym plastikowym korkiem. Szata graficzna jest charakterystyczna
 dla pozostałych pianek tej marki, choć przyznam, że akurat właśnie ta wersja wizualnie 
podoba mi się najbardziej. 

Pod korkiem znajdziemy sprawnie i wygodnie działający dozownik, przez który w 
zależności od siły nacisku wydobywa się potrzebna ilość pianki.


Sama pianka ma przyjemny dla oka jasnozielony kolor i niezwykle kremową konsystencję, 
która przypomina bardzo gęsty mus. Ale to, co urzekło mnie w niej najbardziej, to zapach!
Podczas pierwszego użycia zachwycił mnie aromat świeżego, zielonego jabłuszka :-)


Przy jej rozprowadzaniu na powierzchni skóry nie muszę się śpieszyć, ponieważ ilość
pianki po wydobyciu z opakowania nie maleje, wygodnie i równomiernie się rozprowadza,
oraz dobrze przylega do skóry i nie spływa z niej. Znacznie ułatwia golenie poprzez
zmiękczenie włosków i sprawia, że maszynka bez problemu sunie po skórze. Jednocześnie
 idealnie ochrania także przed ewentualnymi zacięciami.

Na spektakularne właściwości pielęgnacyjne raczej nie liczyłam, ale z pewnością ta
wersja nie powoduje przesuszania mojej skóry, która przy jej użyciu jest aksamitnie gładka
 i przyjemna w dotyku. Dosyć dobrze zabezpiecza przed podrażnieniami wywołanymi
używaniem maszynki i sprawia, że usuwanie zbędnego owłosienia przebiega komfortowo.

Pianka jest bardzo wydajna, zwłaszcza że potrzeba jej naprawdę niewiele, aby golenie
przebiegło przyjemnie, sprawnie i szybko. 


Pojemność 150 ml, cena regularna 5,29 zł - aktualnie wszystkie pianki
marki Isana możecie nabyć w promocyjnej cenie 3,49 zł.
Dostępna wyłącznie w drogeriach Rossmann.



Podsumowanie
Jako absolutna fanka jabłkowych aromatów skusiłam się na tą piankę z czystej ciekawości,
raczej nie oczekując zbyt wiele. Okazało się jednak, że jest to jeden z tych kosmetyków,
które podczas używania potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy. Apetycznie pachnące
 zielone jabłuszko, w formie apetycznie wyglądającego zielonego musu, który ułatwia i
umila nam czynność jaką jest usuwanie zbędnego owłosienia - dla mnie połączenie idealne :-)
 A to wszystko za niecałe 6 złotych! I choć producent na opakowaniu ani słowem nie
wspomina, że jest to edycja limitowana, ja na wszelki wypadek skorzystałam z promocji i
zrobiłam sobie mały zapas :-)

Moja ulubiona dotychczas pianka do golenia marki Venus niestety poszła w odstawkę,
ale myślę, że nie na zawsze :-) Na koniec zdradzę Wam, że to nie jedyny "jabłkowy"
kosmetyk, z którym się ostatnio polubiłam - ale o tym w jednym z kolejnych postów.


*******

Składam także najserdeczniejsze życzenia Imieninowe dzisiejszym solenizantkom,
czyli wszystkim Barbarom ! :-)



2 grudnia 2014

Ziaja Liście Zielonej Oliwki - Oliwkowa woda tonizująca z wit. C


Podczas ostatniego szaleństwa zakupowego w Rossmannie całkiem przypadkiem
odkryłam w galerii handlowej nowo otwarty sklepik firmowy marki Ziaja.
Przyznam, że bardzo się ucieszyłam, bo nareszcie mam dostęp do wszystkich
kosmetyków tej marki w jednym miejscu i mogę je sobie na spokojnie pooglądać :-)

Nowa seria "Liście zielonej oliwki" ciekawiła mnie od dawna, więc nadarzyła się
idealna okazja, aby kupić i wypróbować kilka produktów. W pierwszej kolejności
sięgnęłam po Oliwkową wodę tonizującą w witaminą C którą polubiłam od
pierwszego użycia.





Opis producenta



Moim okiem

Woda tonizująca znajduje się w plastikowym, transparentnym opakowaniu zakończonym
pompką z atomizerem. Szata graficzna całej tej serii bardzo mi się podoba, ponieważ
jest dosyć skromna, a jednocześnie ładna i czytelna. Samo opakowanie jest wygodne w 
użyciu, a atomizer działa bez zarzutu precyzyjnie rozpylając wodę w postaci mgiełki.


Zgodnie z zaleceniami producenta wodę tonizującą możemy rozpylać bezpośrednio na 
twarz, lub najpierw spryskać nią płatek kosmetyczny i przecierać skórę przy jego użyciu. 
Mnie zdecydowanie bardziej podoba się pierwszy sposób użycia, ponieważ rozpylana 
mgiełka jest bardzo delikatna co sprawia, że stosowanie jej jest niezwykle przyjemne.

Konsystencja jest oczywiście wodnista, natomiast zapach raczej subtelny, moim zdaniem
będący połączeniem nut świeżych i kwiatowych. Przyjemny i pozostawiający uczucie
odświeżenia, nie nachalny, ulatnia się krótko po użyciu.

Możliwość zastosowania tego produktu jest dosyć szeroka, ja sięgam po niego nawet
 kilka razy w ciągu dnia i spryskuję twarz kiedy czuję, że potrzebuję dawki nawilżenia
 lub odświeżenia. Po użyciu niemal natychmiast wnika w skórę, może więc być 
stosowana bez obaw na makijaż. Jest niezwykle wydajna.

W moim przypadku mgiełka przede wszystkim doskonale i błyskawicznie odświeża 
twarz i dostarcza skórze dodatkową porcję nawilżenia. Łagodzi uczucie wysuszenia
 i ściągnięcia skóry. Pozostawia przyjemne uczucie wygładzenia i orzeźwienia.

Pojemność 200 ml, cena regularna około 8 - 9 zł.
Dostępna w Hebe, sklepikach firmowych marki Ziaja, oraz aptekach.

Skład


Podsumowanie
Przeczytałam o tej wodzie różne opinie, także negatywne. Ja jednak bardzo się z tym 
kosmetykiem polubiłam i z pewnością nie poprzestanę na jednym opakowaniu. Jest to 
bardzo fajny produkt, po który możemy sięgać w zależności od upodobań nawet przez 
cały rok. Świetnie odświeża, nawilża i tonizuje, ale także łagodzi, wygładza i delikatnie
rozświetla skórę. Może stanowić idealne uzupełnienie codziennej pielęgnacji twarzy,
oraz dawkę dodatkowego nawilżenia w ciągu dnia bez szkody dla naszego makijażu. 
Niewielkie i poręczne opakowanie może towarzyszyć nam niemal wszędzie, a sam 
produkt jest warty wypróbowania.

W skład serii wchodzi osiem produktów, ja skusiłam się jeszcze na maseczki i
oliwkę do mycia, o których wkrótce napiszę.




Skusicie się ?


*******

Dzisiaj 2 grudnia, czyli Dzień Darmowej Dostawy i duma mnie rozpiera,
bo kupiłam tylko trzy tanie kosmetyki :-) A jak poszło Wam ? :-)


30 listopada 2014

Ulubieńcy listopada !


Dzisiaj ostatni dzień miesiąca i tradycyjnie zapraszam Was na małe kosmetyczne
 podsumowanie. W listopadzie odkryłam wiele produktów, które polubiłam od
pierwszego użycia i które z dużym prawdopodobieństwem pojawią się w kolejnych 
postach prezentujących ścisłe grono tych najbardziej ulubionych :-)

W ciągu ostatnich kilkunastu dni najchętniej sięgałam po kosmetyki, które
w tym czasie kupiłam - niestety, nie otworzyłam żadnego produktu z zapasów,
które z założenia miałam zużywać w pierwszej kolejności.

Ulubiona listopadowa piątka:



Isana
Pianka do golenia "Zielone jabłko"
Produkt, dla którego aktualnie zdradziłam ulubioną piankę marki Venus.
Pisałam już, że uwielbiam kosmetyki o zapachu zielonego jabłuszka ♥
Pianka ma przyjemną konsystencję która przypomina mi gęsty mus, bardzo
łatwo się aplikuje i nie spływa z powierzchni skóry. Ułatwia golenie i w moim
 przypadku nie przesusza skóry. No i ten zapach :-)


Ziaja
Liście zielonej oliwki
Oliwkowa woda tonizująca z witaminą C
Leciutka, orzeźwiająca i nawilżająca mgiełka, która idealnie sprawdzi się
zarówno latem jak i teraz, kiedy przebywamy w pomieszczeniach w towarzystwie
centralnego ogrzewania. Ja się z nią ostatnio niemal nie rozstaję - przyjemnie
tonizuje i odświeża, łagodzi i pomaga chronić skórę przed wysuszeniem.


Max Factor
Podkład do twarzy "Skin Luminizer"
Kosmetyk, którego ze względu na moją cerę mieszaną nieco się obawiałam,
a jednocześnie byłam ogromnie ciekawa. Jego zakup okazał się jednak absolutnym
 strzałem w dziesiątkę. Dawno nie miałam podkładu, który nadawałby tak naturalny
wygląd, niczym druga skóra. Subtelnie rozświetla i idealnie się dopasowuje, nadając
cerze zdrowy i promienny wygląd. Nie powoduje nadmiernego świecenia się, nie
podkreśla suchych skórek i sprawia, że czuję się bardzo komfortowo. Mój hit!


Astor
Nawilżająca szminka w kredce odcień 009 "Bumt Rose"
Produkt, który dostępny jest już od jakiegoś czasu w drogeriach, a ja
kupiłam go dopiero teraz - i niemal natychmiast się w nim zakochałam :-)
Połączenie nawilżającego balsamu, szminki i błyszczyka które sprawia, że
 usta są przyjemnie nawilżone i pokryte kolorem którego intensywność
możemy stopniować w zależności od ilości warstw.

Sally Hansen
Lakier do paznokci  Complete Salon Manicure
w odcieniu 414 "Chery, Chery, Bang, Bang "
Bardzo ciekawy odcień, który dla mnie stanowi  połączenie fioletu, śliwki
 i fuksji. Pięknie wygląda na paznokciach i całkiem długo się utrzymuje.



Recenzje wszystkich pokazanych kosmetyków będą się pojawiały na blogu
 w najbliższych dniach.


Ogromnie się cieszę, że jutro grudzień ! :-)
Lubię go przede wszystkim za magiczną atmosferę Świąt Bożego Narodzenia,
ale także - czego nie ukrywam - za czas prezentów :-) Mam cichą nadzieję,
że Mikołaj przygotował i dla mnie coś wyjątkowego :-)

26 listopada 2014

Dove - Odżywczy krem do ciała "Purely Pampering" Masło Shea z Wanilią

Witajcie ;-)

Na blogu od kilku dni cisza jak makiem zasiał, ale miałam niestety poważny problem
natury stomatologicznej. Okazuje się, że nawet bardzo systematycznie dbając o zęby
nie można mieć pewności, że jakiś nagle się boleśnie nie zbuntuje. Sytuacja jest już
 w pewnym stopniu opanowana, więc mogę ponownie wrócić do pisania postów
i nadrabiania zaległości na Waszych blogach.

Dzisiaj przedstawię Wam bliżej jednego z moich październikowych
ulubieńców kosmetycznych:

Dove
Odżywczy krem do ciała
"Purely Pampering"
Shea Butter and Warm Vanilla


Opis producenta

Odżywczy krem do ciała Masło Shea z Wanilią zawiera unikalny DeepCare Complex 
z naturalnymi dla skóry składnikami odżywiającymi oraz bogatym olejkiem, który 
głęboko odżywia skórę i pomaga w jej stopniowej odbudowie. Dzięki obecności tej 
formuły krem zapewnia 24-godzinne nawilżenie skóry. Krem do ciała zawiera dużo
 więcej składników odżywczych w stosunku do balsamu oraz ma gęstszą i bogatszą
 konsystencję. Zawarte w recepturze masło shea znane z właściwości zmiękczających
 i wygładzających nawilża skórę i wykazuje działanie regenerujące.


Moim okiem

Krem znajduje się plastikowym opakowaniu z zakrętką, pod którą przy zakupie
znajduje się oryginalne zabezpieczające sreberko. Opakowanie jest bardzo
estetyczne i wykonane z dosyć dobrej jakości materiału, dobrze leży w dłoni
i jest bardzo wygodne w użyciu.


W środku znajdziemy krem o niesamowicie przyjemnej i dosyć gęstej konsystencji,
która pod wpływem kontaktu ze skórą nieco rzednie i tym samym sprawia, że nie tylko
 doskonale rozprowadza się na skórze, ale także niemal błyskawicznie wchłania.

Zapach jest piękny, stanowi połączenie aromatu wanilii i masła shea.
 Słodki, bardzo ciepły, wręcz otulający - idealny na chłodne dni :-)
Jest dosyć intensywny ale nie nachalny i długo utrzymuje się na skórze, 
więc sprawdzi się idealnie u osób, które lubią takie aromaty.





Poza wspomnianą wyżej przyjemną konsystencją i pięknym zapachem krem
wykazuje w przypadku mojej skóry całkiem niezłe właściwości pielęgnacyjne.
Skutecznie odżywia i regeneruje, oraz zapewnia długotrwałe uczucie nawilżenia.
 Skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Krem nie pozostawia tłustej warstwy.

Skład


Opakowanie ma pojemność 300 ml i kosztuje około 20 zł.
Dostępny w drogeriach i marketach. 


Podsumowanie

Uwielbiam wszystkie produkty do pielęgnacji ciała o gęstej i treściwej konsystencji, 
dlatego najchętniej wybieram te w formie masła lub kremu. Odżywczy krem do ciała 
Dove pokochałam od pierwszego użycia. Podoba mi się bezproblemowa i szybka 
aplikacja, błyskawiczne wchłanianie, uczucie odżywionej i wypielęgnowanej skóry,
oraz ciekawa i jak dla mnie idealna na zimę kompozycja zapachowa - ciepła i 
przywołująca na myśl waniliową słodycz.

W sumie mogłabym napisać krótko: I Dove You ♥




Lubicie kosmetyki Dove ?


******

Przypominam także o Rozdaniu, które dobiega końca. Możecie się zgłaszać
do północy 30 listopada. Kto jeszcze tego nie zrobił, a ma ochotę zawalczyć
o zestaw kosmetyków - serdecznie zapraszam :-)


Szczegóły tutaj klik klik


Etykiety:

recenzja (181) ulubione kosmetyki (139) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (47) włosy (42) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (30) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (20) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) mój pies (14) zdrowie (14) Isana (13) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) Nivea (8) maska do włosów (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) krem do twarzy (7) kremy (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)