28 czerwca 2016

Garść czerwcowych nowości kosmetycznych

Czerwiec dobiega końca, więc chciałabym pokazać Wam kilka nowości kosmetycznych, jakie
zawitały do mnie w tym miesiącu. Większość produktów jak zwykle kupiłam sama, ale udało
mi się także otrzymać co nieco w ramach testów organizowanych na portalach internetowych.
Nie ma tego zbyt wiele - bądź co bądź staram się dalej wytrwać w założeniu kosmetycznego
minimalizmu, niemniej poczyniłam pewne drobne odstępstwa :-)


Maybelline
The NUDES Eyeshadow Palette
Paleta 12 cieni do powiek w kamieniu, będąca wyjątkową kombinacją idealnie dobranych odcieni,
 z których jedna połowa jest matowa, a druga delikatnie błyszcząca. Zestaw kolorów pozwala nam
na uzyskanie wielu efektów, odpowiednich zarówno dla makijażu dziennego jak i wieczorowego. 
Dzięki niewielkiej ilości substancji tłuszczowych w cieniach, wykonać można precyzyjny rysunek 
oka i uzyskać miękkie przejścia miedzy poszczególnymi cieniami. Paletka ta umożliwia wykonanie 
wielu pieknych makijaży, zgodnie z instrukcją znajdującą się na odwrocie opakowania. Dodatkowo
cienie mają łatwo rozprowadzającą się konsystencję.

Maybelline
Maskara The Falsies Push Up Drama
Najnowszy, podkręcający i pogrubiający tusz do rzęs, który zapewnia spektakularny efekt "push-up"
porównywalny do efektu sztucznych rzęs. Posiada specjalną, silikonową szczoteczkę z wypustkami
w kształcie kielichów, które pozwalają na dokładne pokrycie tuszem wszystkich rzęs oraz widoczne
uniesienie. Kremowa konsystencja tuszu ułatwia jego rozprowadzanie po rzęsach, a jego unikalna
formuła z zawartością wosków sprawia, że rzęsy nabierają nieziemskiej objętości. 

Maybelline
Błyszczyk Color Sensational Vivid Matte Liquid
Byszczyk do ust o kremowej formule, zapewniającej bogaty i długotrwały kolor z efektem matowego
wykończenia. Płynna konsystencja pozwala na wyższe stężenie pigmentu, zapewniając tym samym 
lepszy poziom krycia i intensywny kolor na ustach. Specjalnie wyprofilowana końcówka aplikatora
umożliwia precyzyjne nałożenie błyszczyku oraz nadanie ustom idealnego kształtu. Błyszczyk łatwo
się rozprowadza i pozostawia na ustach uczucie lekkości, komfortu i nawilżenia. Dostępny w sześciu
odcieniach, ja wybrałam 05 Nude Flush.


Rimmel
Szminka Moisture Renew Sheer & Shine
Szminka o specjalnej formule wzbogaconej witaminami A, C i E zapewnia ustom energetyczne
nawilżenie, świeży i soczysty kolor oraz urzekający blask. Wyjątkowo lekka struktura zapobiega
lepieniu się i pozwala na wygodne noszenie szminki przez cały dzień. Dodatkową ochronę ust
zapewnia filtr UV SPF 20. Dzięki tej pomadce usta będą nie tylko mienić się uwodzicielskim
blaskiem, ale zostaną również odpowiednio nawilżone i odżywione. Szminka dostępna jest w
czterech soczystych odcieniach, ja skorzystałam z trwającej akurat na te pomadki promocji i
skusiłam się na trzy: 200 Glow-Rious Pink, 300 Pink Rules,600 Spin All Spring.


Make Me Bio
Woda różana
Choć wody różanej samej w sobie zdecydowanie przedstawiać nie trzeba, to w asortymencie tej
marki stanowi ona nowość. Dostępna jest w bardzo poręcznym opakowaniu z atomizerem, dzięki 
czemu idealnie zdaje egzamin nie tylko podczas klasycznej, codziennej pielęgnacji, ale również w 
ciągu dnia jako cenna dawka dodatkowego nawilżenia i ukojenia. Uwielbiam wodę różaną i mogę
 ją z całą pewnością określić mianem kosmetycznego odkrycia. Jej dobroczynne właściwości w
przypadku mojej wrażliwej cery trudno przecenić.

Make Me Bio
Krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą
Kolejna nowość marki, czyli krem pod oczy o właściwościach rozjaśniających, pobudzających
krążenie i produkcję kolagenu, zmniejszającym obrzęki i wygładzającym zmarszczki - czyli w
sam raz dla mnie :-) Kosmetyk zawiera niespotykane połączenie ekstraktu z marakui i zielonej
herbaty, protein jedwabiu oraz kwasu hialuronowego. Ma przyjemnie lekką, idealną na letnią 
porę konsystencję i skuteczne działanie - używam go od ponad dwóch tygodni i jestem bardzo
zadowolona, ponieważ rzeczywiście ładnie nawilża, koi i wygładza delikatną skórę wokół oczu.
Z pewnością poświęcę mu osobny post.


Naomi Campbell
Woda toaletowa Bohemian Garden
Wodę udało mi się otrzymać w ramach testu na portalu Wizaż.pl, z czego bardzo się ucieszyłam.
Według producenta zapach otwiera się soczystą cytryną i zieloną gruszką, które są połączone z
delikatnością kwiatu brzoskwini. Serce zapachu odkrywa kwiatowe bogactwo jaśminu, konwalii,
zmysłowego kwiatu pomarańczy, pudrowego kwiatu bawełny oraz kobiecej róży. Zakończeniem
zapachu jest ciepła baza z piżmem i wanilią, zbalansowana akordem drzewa sandałowego i piżma.
Przyjemny i wesoły, kwiatowo-owocowy zapach.


Veet
Kremy do depilacji skóry Silk & Fresh
Zestaw dwóch kremów do depilacji - wersji klasycznej oraz pod prysznic, które otrzymałam dzięki 
testom na portalu Ofeminin.pl. Według producenta nowe kremy nie tylko skutecznie depilują, ale 
także nawilżają skórę, a dzięki nowej technologii nie pozostawiają nieprzyjemnego zapachu. Testy
oczywiście już ruszyły, więc niebawem pojawią się pierwsze wrażenia z ich używania.


ShinyBox
Urodzinowa edycja czerwcowa "4 ever"
W tym miesiącu skusiłam się także na urodzinowe pudełeczko ShinyBox, które niestety mnie 
szczególnie nie zachwyciło. Tak na prawdę, zwykła wersja bez produktu promocyjnego jakim
był płyn micelarny Dermedic i produktu VIP dla subskrybentek, okazała się moim zdaniem
dosyć przeciętna. Maskę marki Pilomax otrzymałam zupełnie niedopasowaną do koloru moich
włosów, za kremami do twarzy marki Oilan nie przepadam. Dobrze, że chociaż trafił mi się
ładny kolor lakieru do paznokci.


W lipcu zapewne także skuszę się na kosmetyczne co nieco, ale podobnie jak w tym miesiącu
postaram się ograniczyć. Głównie będę się skupiała na uzupełnieniu wakacyjnej kosmetyczki,
bowiem już niedługo urlop :-)



25 czerwca 2016

L'Oreal - Długotrwały puder matujący Infallible 24H Matte

Witajcie po krótkiej przerwie :-) Co prawda na urlop z prawdziwego zdarzenia wybieram się
dopiero w sierpniu, ale korzystając z wyjątkowo pięknej i słonecznej pogody postanowiłam
nieco poleniuchować. Teraz zabieram się za nadrabianie zaległości zarówno na swoim, jak i
Waszych blogach. Dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam bliżej jeden z moich ulubionych
aktualnie pudrów matujących, który pojawił się na drogeryjnych półkach kilka tygodni temu
i stanowi świetne uzupełnienie podkładu z tej samej serii, choć nie tylko. Bardzo przyjemny
produkt, który zasłużenie znalazł się w gronie kosmetycznych ulubieńców maja.

L'Oreal Paris
Długotrwały puder matujący
Infallible 24H Matte


 Opis producenta
Szukasz pudru do twarzy, który pozwoli Ci uzyskać długotrwały rezultat wykończenia makijażu i
oczekujesz wysokiej odporności na ścieranie, optymalnego krycia oraz nieskazitelnego, matowego
wyglądu twarzy bez efektu maski? Poznaj Infallible 24H od L'Oreal Paris - kryjący, niezawodny 
długotrwały puder matujący. To prasowany puder w kamieniu, który odznacza się skutecznymi
właściwościami zapobiegającymi błyszczeniu się skóry i wyjątkową trwałością. Dzięki specjalnej
formule będącej połączeniem podkładu w pudrze z niezwykłą lekkością pudru sypkiego produkt
pozostaje na twarzy cały dzień nie wymagając poprawek. Jest odporny na wysokie temperatury,
ścieranie i wilgoć, zapewnia skórze komfort i pozwala jej oddychać, i skutecznie ukrywając przy
tym niedoskonałości. Puder jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów skóry: normalnej, suchej,
mieszanej, tłustej, a także wrażliwej.

Moim okiem
Puder znajduje się w plastikowym opakowaniu z wieczkiem zamykanym na typowy zatrzask. 
Opakowanie jest niewielkie, ale bardzo poręczne - producent oprócz warstwy pudru umieścił
w nim także specjalną, dolną przegródkę, w której dodatkowo znajdziemy praktyczne lusterko
 i gąbeczkę do nakładania kosmetyku. Jestem zwolenniczką takich kompaktowych rozwiązań, 
ponieważ pozwalają na łatwą i szybką aplikację pudru, a tym samym dokonanie ewentualnych
poprawek makijażu w dowolnym momencie. Opakowanie możemy bez obaw nosić w torebce, 
ponieważ jego zamknięcie jest na tyle solidne, że zapobiega przypadkowemu otwarciu. Szata 
graficzna produktu jest dosyć minimalistyczna i elegancka, utrzymana w przyjemnej dla oka 
czarno-bordowej kolorystyce.

Puder dostępny jest w trzech odcieniach: 123 Warm Vanilla, 160 Sand Beige oraz 225 Beige.
Ja wybrałam odcień 123 czyli Warm Vanilla, który jest ładnym, jasnym beżem, idealnym dla
mojej cery ze względu na przewagę żółtych tonów, dzięki czemu puder doskonale neutralizuje
zaczerwienienia.


Puder jest bezzapachowy i ma leciutką, delikatną, przyjemnie aksamitną konsystencję. Jest
dobrze sprasowany i jednolity. Według producenta możemy go stosować samodzielnie, lub 
tradycyjnie w połączeniu z podkładem jako uzupełnienie makijażu. Mimo iż nie jest to puder 
transparentny, to aplikowany bezpośrednio na skórę czy też na nałożony wcześniej podkład, 
wręcz idealnie dopasowuje się do koloru cery i stapia z całością makijażu. Nie odznacza się 
na skórze, a wręcz staje się niewidoczny. Nie zmienia koloru podkładu i nie utlenia się.

Nadaje skórze ładne, naturalne, matowe ale i subtelnie aksamitne wykończenie, dzięki czemu
cera staje się nie tylko zmatowiona, ale także wizualne wygładzona. Puder optycznie maskuje
niedoskonałości, w tym - dzięki żółtym pigmentom - neutralizuje zaczerwienienia. Kosmetyk
nie podkreśla rozszerzonych porów i nie wchodzi w zmarszczki, nie zauważyłam także aby
po jego użyciu uwidocznione były ewentualne suche skórki. Dzięki swojej konsystencji nie
sprawia na skórze wrażenia obciążenia skóry i nie tworzy efektu maski. Nie przesusza i nie
 zapycha mojej cery. 


Matuje dosyć skutecznie, na mojej mieszanej cerze pożądany efekt utrzymuje się do kilku
godzin bez poprawek. Co prawda podczas intensywnych upałów radzi sobie nieco gorzej,
ale i tak jestem pod wrażeniem jego odporności na wysokie temperatury. W ciągu kilku
ostatnich dni używam go w duecie z podkładem z tej samej serii i makijaż utrzymuje się
i wygląda o dziwo nienagannie znacznie dłużej niż mogłabym przypuszczać. Bo choć w
 upały staram się rezygnować z klasycznego makijażu, to niestety w moim przypadku nie
zawsze jest to możliwe, ponieważ obowiązki zawodowe wzywają, a moja cera niestety nie
jest pozbawiona niedoskonałości i ma co nieco do zakrycia. 

Do jego nakładania sprawdza się zarówno klasyczny, duży pędzel przeznaczony do pudru, 
przy pomocy którego nakładam kosmetyk "omiatając" twarz, jak i dołączona do opakowania
 biała gąbeczka, której używamy przyciskając ją lekko miejsce w miejsce do skóry. Przyznam, 
że początkowo byłam nieco sceptycznie nastawiona do skuteczności tej niewielkiej gąbeczki,
 ale okazało się, że taki sposób aplikacji gwarantuje mocniejsze i trwalsze zmatowienie twarzy, 
jest też bardzo przydatny gdy chcemy poprawić makijaż będąc poza domem. Gąbeczka jest 
ekonomiczna i łatwa w czyszczeniu. Puder dobrze współpracuje ze wszystkimi używanymi 
przeze mnie podkładami, jednak z podkładem z tej samej serii tworzy duet nie do "zdarcia".
Czy ten kosmetyk ma minusy? Ja znalazłam tylko jeden - wysoką cenę.

Skład
Talc, Magnesium Stearate, Diphenyl Dimethicone/Vinyl Diphenyl Dimeticone/Silsesquioxane
Crosspolymer, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Nylon-12, Synthetic Fluorphlogopite, Iso-
nonyl Isononanoate, Hydrogenated Polydecene, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane 
Crosspolymer, C9-15 Fluoralcohol Phosphates, Dimethicone, EthylhexylGlycerin, Aluminum
Hydroxide, Lauroyl Lysine, Palmitoyl Proline, Methicone, Hydrogenated Palm Oil, Sodium
Hyaluronate, Hydrogen Dimethicone, Sodium Palmitoyl Sarcosinate, Magnesium Palmitoyl
Glutamate, Palmitic Acid [+/- May Contain Mica, CI 77891/ Titanium Dioxide, CI 77491,
CI 77492, CI 77499/Iron Oxydes, CI 42090/ Blue 1 Lake]

W opakowaniu znajdziecie 9 gram pudru, który należy zużyć w ciągu 24 miesięcy od
jego otwarcia. W drogeriach stacjonarnych kosztuje sporo, bo nieco ponad 60 złotych,
dlatego polecam czekać na promocje, lub poszukać go w drogeriach internetowych,
gdzie można go kupić czasem taniej niemal o połowę.

Bardzo polubiłam ten puder, a ponieważ moja skóra jest już lekko "muśnięta" słońcem, 
z pewnością skuszę się na lato na jeden z ciemniejszych odcieni. Oczywiście najchętniej
 w promocyjnej cenie :-)





17 czerwca 2016

Timotei - Tonik zagęszczający włosy z serii "Eksplozja witalności"

Moje włosy należą do tych raczej cienkich i delikatnych z natury, a do tego szybko tracą świeżość,
więc podczas ich stylizacji nie rozstaję się z produktami, których głównym zadaniem jest nadanie
im pożądanej objętości, dzięki której mogę się cieszyć wymarzoną fryzurą. Sięgam po kosmetyki
różnych marek, zarówno tych drogeryjnych jak i salonowych, a jakiś czas temu podczas zakupów
w Biedronce wypatrzyłam produkt marki Timotei z serii Eksplozja witalności, której wcześniej
zupełnie nie znałam. Cena była kusząca, a do tego w prezencie jeszcze dwie kolorowe gumki
do włosów, więc bez zbędnego namysłu włożyłam go do koszyka :-)

Timotei
Eksplozja witalności
Tonik zagęszczający włosy


Opis producenta
Nowa seria Timotei "Eksplozja witalności" zawierająca organiczny wyciąg z owoców goji
powstała z myślą o pielęgnacji włosów cienkich, matowych i pozbawionych życia. Jagody
 goji zawierają wiele składników cennych dla urody, głównie za sprawą witamin z grupy B,
witaminy E oraz cennych minerałów takich jak żelazo, cynk, wapń i selen. Jagody goji mają
 także działanie przeciwrodnikowe. Tonik zagęszczający włosy z serii "Eksplozja Witalności"
 to wyjątkowy kosmetyk, który pomaga włosom uzupełnić niezbędne składniki odżywcze od
nasady aż po same końce, zrewitalizować ich pasma pozostawiając efekt wizualnie gęstszych
włosów, przywrócić włosom sprężystość i naturalnie piękny wygląd na całej długości, oraz
nadać włosom blasku. Kosmetyki z linii "Eksplozja Witalności" nie zawierają parabenów, 
silikonów ani barwników.

Moim okiem
Tonik znajduje się w plastikowym opakowaniu, zakończonym nakrętką z atomizerem i niewielką
zatyczką. Opakowanie jest bardzo poręczne, a dzięki atomizerowi który działa bez zarzutu, także
wygodne w użyciu. Szata graficzna produktu jest bardzo przyjemna dla oka. Uniwersalna biel w
towarzystwie mieniących się, kolorowy napisów, oraz specjalne uwypuklenia na opakowaniu
imitujące krople wody nadają całości ciekawy wygląd.


Tonik zaskoczył mnie swoją konsystencją, która w tym przypadku nie jest typowo wodnista,
a przypomina bardzo rzadki kisiel o lekko mlecznej barwie. Na szczęście atomizer radzi sobie
z jego rozpylaniem bez żadnego problemu. Zapach toniku jest subtelny, ale bardzo przyjemny,
  dominują w nim owocowe i odświeżające nuty. 

Według producenta tonik możemy stosować zarówno na mokre, jak i suche włosy, poprzez
rozpylenie 10 -12 porcji bezpośrednio u nasady włosów - tak, aby pokryć całą skórę głowy, 
a następnie delikatnie wmasować go opuszkami palców i nie spłukiwać. Tonik może być
 stosowany nawet codziennie. Jego aplikacja nie jest zatem błyskawiczna, ale dzięki dosyć
wygodnemu w użyciu atomizerowi, konsystencji która nie spływa z włosów i umilającemu
 tą czynność zapachowi staje się całkiem przyjemna. Dodatkową motywacją są pozytywne
 efekty jakie zaobserwowałam na włosach po jego użyciu, dzięki czemu nie zniechęciłam się 
do tej "procedury", która jak się w sumie okazało, wymaga zaledwie kilku minut więcej, niż
 poświęcam włosom zazwyczaj przy standardowej pielęgnacji. Nakładam tonik wyłącznie
 na wilgotne, świeżo umyte włosy, wmasowując go zarówno w skórę głowy jak i włosy u
nasady, a następnie dodatkowo przeczesuję je szczotką na całej ich długości.

Tonik lekko unosi moje włosy u nasady i rzeczywiście optycznie zwiększa objętość fryzury,
choć nie wiem, czy równie dobrze poradzi sobie w przypadku długich włosów. Duży plus
przyznaję za to, że przedłuża świeżość moich włosów, które zwłaszcza o tej porze roku
szybko ją tracą. Włosy po jego użyciu są też bardziej sprężyste, sypkie i rzeczywiście
mają nieco więcej połysku. 

Czy tonik ma działanie odżywcze? Prawdę mówiąc, kupiłam go z myślą o jego stosowaniu
 wyłącznie jako produktu zwiększającego objętość, do "rewitalizacji" moich włosów używam
innych, typowo odżywczych i regenerujących kosmetyków pielęgnacyjnych. W każdym razie
do tej pory nie podrażnił i nie wysuszył ani mojej skóry głowy, ani włosów. 


Skład
Aqua, Glycerin, Acrylic Acid/VP Crosspolymer, Cocos Nucifera Oil, Collagen, Hydrolized
Elastin, Hydrolized Kreatin, Lycium Barbarum Fruit Extract, Benzophenone-4, Citric Acid,
Coceth-7, Cyclotetrasiloxane, Disodium EDTA, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Lactic Acid,
Laureth-7, Menthol, Parfum, PEG/PPg-25/25 Dimethicone, PEG-10 Dimethicone, PEG-40
Hydrogenated Castor Oil, Polysobate 20, PPG-1 PEG-9 Lauryl Glycol Ester, Sodium
Hydroxide, Iodopropynyl Butylcarbamate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium
Benzonate, Sorbic Acid, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpriopional, Hexyl
Cinnamal, Limonene, linalool

Opakowanie zawiera 150 ml toniku i kosztuje w cenie regularnej około 15 złotych.
Szukajcie go w marketach i drogeriach, gdzie kupić możecie także dwa pozostałe
produkty wchodzące w skład tej serii - szampon i odżywkę.




13 czerwca 2016

Nowość marki Nivea - Krem do oczyszczania twarzy "Creme Care"

W ostatnim czasie na różnych portalach internetowych można było wziąć udział w testowaniu
trzech produktów do pielęgnacji twarzy marki Nivea wchodzących w skład najnowszej linii
Creme Care: mleczka do oczyszczania twarzy, nawilżanych chusteczek oczyszczających oraz
kremu do mycia twarzy. Ja zgłosiłam się do testów organizowanych na stronie Ofeminin.pl w
ramach Klubu Ekspertek i udało mi się znaleźć w gronie testerek, dzięki czemu otrzymałam
Krem do oczyszczania twarzy. Poniżej podzielę się z Wami swoimi pierwszymi wrażeniami
z używania tej kosmetycznej nowości.

Nivea
Creme Care
Krem do oczyszczania twarzy


Opis producenta
Krem do oczyszczania twarzy Nivea Creme Care zawiera pielęgnującą formułę która sprawia, 
że skóra jest oczyszczona, gładka i naturalnie piękna. Dokładnie, a zarazem łagodnie oczyszcza
skórę z zanieczyszczeń i utrzymuje jej naturalny poziom nawilżenia. Jego pielęgnującą formułę 
wzbogacono o EUCERIT - wyjątkowy składnik, który nawilża skórę i regeneruje jej warstwę 
lipidową oraz panthenol. Krem dostosowany jest do wszystkich typów cery i posiada klasyczny,
niepowtarzalny zapach Kremu Nivea. Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie.
Produkt przebadany okulistycznie.

 Moim okiem
Krem znajduje się w poręcznym, plastikowym opakowaniu w formie elastycznej tubki, z zatyczką
 i zakmnięciem na "klik". Szata graficzna wszystkich produktów wchodzących w skład najnowszej
serii Creme Care nie jest zbyt wyszukana, ale niewątpliwie bardzo czytelna. Producent nawiązał w
tym przypadku do charakterystycznego dla marki połączenia kolorystycznego, czyli dominującego,
intensywnego granatu w towarzystwie delikatnej bieli. Całość prezentuje się całkiem przyjemnie
dla oka.


W środku tubki znajdziemy produkt o białej barwie i konsystencji dosyć gęstego, ale bez
problemu wydobywającego się z opakowania kremu. Kosmetyk ma przyjemny i delikatny 
zapach, który przypomina dobrze znany, kultowy "niebieski" krem Nivea. 

Producent zaleca, aby niewielką ilość kremu nanieść na zwilżoną skórę twarzy, szyi oraz
dekoltu, a następnie wmasować go delikatnymi, okrężnymi ruchami i dokładnie spłukać.
Mimo intensywnie kremowej konsystencji produkt dosyć wygodnie się aplikuje i dobrze 
rozprowadza na skórze. Podczas bezpośredniego kontaktu ze zwilżoną skórą konsystencja
 staje się rzadsza, mniej kremowa i zaczyna przypominać mleczko do oczyszczania twarzy.
Krem w połączeniu z wodą nie wytwarza piany.

Jak wiecie, mam skórę mieszaną z przetłuszczającą się i problematyczną strefą T, oraz
suchymi, wrażliwymi policzkami z tendencją do zaczerwienień i pękających naczynek. 
Według producenta krem dostosowany jest do wszystkich typów cery - jak sprawdził się 
w moim przypadku? Niestety nie najlepiej. O ile na suchych partiach cery występuje po
 jego użyciu uczucie nawilżenia i wygładzenia, a skóra jest aksamitna w dotyku, o tyle 
niestety nie radzi sobie z oczyszczaniem mojej strefy T, ponieważ nie usuwa skutecznie 
nadmiaru sebum. Dodatkowo krem po spłukaniu pozostawia na mojej skórze tłustawą 
warstwę, która jest przeze mnie nie do zaakceptowania, ponieważ cera się błyszczy, 
wygląda na nieświeżą i nie oczyszczoną. Aby pozbyć się tego tłustawego filmu, muszę 
ponawiać mycie twarzy przy użyciu innego produktu. Skład kosmetyku także pozostawia
 wiele do życzenia, ponieważ już na czwartym miejscu w składzie znajduje się parafina, 
która jak wiadomo może mieć w przypadku cer problematycznych niekorzystne działanie.
Osobiście staram się jej unikać zwłaszcza w przypadku kosmetyków do twarzy i wiem,
że wiele z Was również zwraca szczególną uwagę na obecność tego składnika.

Skład
Aqua, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate
Citrate, Methylpropanediol, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Glyceryl Stearate, Panthenol,
Cetyl Palmitate, Lanolin Alcohol ( Eucerit ) Octyldodecanol, Decyl Glucoside, Sodium
Carbomer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol,
BHT, Parfum

Opakowanie mieści 150 ml kremu i kosztuje w cenie regularnej około 15 złotych.
Kosmetyk bez problemu kupicie w drogeriach stacjonarnych i internetowych.

Podsumowanie
Kosmetyk zapowiadał się bardzo ciekawie i zaskoczył mnie swoją przyjemną, intensywnie
 kremową konsystencją, niewątpliwie wyróżniającą go wśród produktów do oczyszczania
 twarzy innych marek. Jednak moim zdaniem nie jest to produkt nadający się dla wszystkich 
typów cery. U mnie się nie sprawdził, ponieważ nie oczyszcza dostatecznie mojej cery w 
strefie T z nadmiaru sebum i pozostawia na skórze mało komfortową, tłustawą warstewkę, 
zmuszając mnie tym samym do ponownego mycia twarzy przy użyciu innych produktów.
 Brakuje mi także po jego użyciu uczucia odświeżenia skóry i mam wrażenie, że z każdym 
kolejnym użyciem moja cera w strefie T coraz bardziej się zapycha, co zapewne jest zasługą
 parafiny w składzie. Krem lepiej sprawdził się na suchych partiach mojej cery, więc być może 
bardziej zadowolone z niego będą posiadaczki cery suchej i wrażliwej. Ja się z nim niestety
 nie polubiłam i nie sięgnęłabym po niego ponownie.

Na koniec zachęcam Was do poznania opinii innych ekspertek testujących ten produkt,
które znajdziecie tutaj

I napiszcie koniecznie, jak ten krem sprawdził się u Was! Mam nadzieję, że będziecie z 
niego bardziej zadowolone.


9 czerwca 2016

Maybelline - Szminka Color Sensational The Creamy Mattes w dwóch odcieniach: 930 Nude Embrace i 940 Rose Rush


 Przyznam szczerze, że do matowego efektu na moich ustach długo nie byłam ostatecznie
przekonana, ale teraz uwielbiam takie wykończenie i coraz częściej sięgam po pomadki,
 dzięki którym mogę je uzyskać. Na początku tego roku pojawiła się w drogeriach nowość
marki Maybelline - matowe pomadki do ust z serii Color Sensational The Creamy Mattes.
Spośród pięciu odcieni wybrałam dwa, ale polubiłam tylko jeden.

Maybelline
Matowa pomadka do ust
Color Sensational The Creamy Mattes
 930 Nude Embrace, 940 Rose Rush


Opis producenta
Maybelline New York przedstawia Color Sensational Creamy Mattes - wyjątkową szminkę, 
która nadaje efekt matowych ust w głębokich, nasyconych kolorach. Jest idealna zarówno 
do codziennego podkreślenia ust, jaki i do wykonania zmysłowego, wieczornego makijażu.  
Innowacyjna kremowa konsystencja połączona z pigmentami zapewniającymi głębię koloru
zachwyci Cię i otuli Twoje usta aksamitną, matową warstwą. Dzięki formule ze specjalnym
kremem matującym The Creamy Mattes gwarantuje doskonałe nawilżenie oraz odżywienie
delikatnej skóry ust. 

Moim okiem
Szminka znajduje się w opakowaniu charakterystycznym dla pomadek z serii Color Sensational, 
jednak na sklepowej półce wyróżnia się transparentną zatyczką z matowego plastiku w kolorze 
intensywnego grafitu. Opakowanie jest solidne, a zatyczka chroni jego zawartość na tyle dobrze, 
że bez obaw możemy nosić szminkę w torebce. Całość wygląda dosyć skromnie, a jednocześnie 
bardzo elegancko. Pomadka dostępna jest w pięciu kolorach, spośród których wybrałam dwa:
 930 Nude Embrance oraz 940 Rose Rush.

Odcień Nude Embrace to klasyczny, ale nieco ciemniejszy "nudziak" z typowo beżowymi
 i brązowymi tonami. Kolor uniwersalny, który przypadnie do gustu osobom stawiających na 
naturalne i dosyć subtelne podkreślenie ust, choć nie dla każdej karnacji będzie odpowiedni.
Dla mnie ma niestety za dużo brązowego pigmentu i wyglądam w niej niekorzystnie. Jednak
- zgodnie ze znanym powiedzeniem - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ
teraz już wiem, że spośród pomadek w odcieniach nude powinnam wybierać wyłącznie te,
które posiadają jednak różowe podtony.

Odcień Rose Rush to w rzeczywistości niezbyt intensywny, zgaszony róż w chłodnej tonacji,
który podkreśli urodę u osób o jasnym i chłodnym typie kolorystycznym. Ten odcień okazał
się dla mnie strzałem w dziesiątkę - ożywia cerę, dodaje zdrowo wyglądającej świeżości oraz
odrobinę energii. Na ustach jest mniej intensywny niż w opakowaniu.


Pomadka ma bardzo przyjemną, kremową i jedwabistą konsystencję oraz neutralny, niemal 
niewyczuwalny zapach. Rozprowadza się bez żadnego problemu, gładko sunąc po ustach 
i równomiernie pokrywając je kolorem. Nadaje ustom matowe wykończenie z subtelnym,
ładnym satynowym efektem. Po jej aplikacji nie ma nieprzyjemnego uczucia wysuszonych 
i ściągniętych ust, co w przypadku matowych pomadek niestety nie należy do rzadkości.
Wręcz przeciwnie, intensywnie kremowa formuła zapewnia tutaj wysoki komfort noszenia. 
Trwałość pomadki jest w moim przypadku całkiem zadowalająca, wytrzymuje na ustach 
bez poprawek do około czterech godzin. Nie "warzy" się, nie zbiera w załamaniach i nie 
podkreśla suchych skórek. Ściera się w estetyczny i równomierny sposób, a niewielkich 
poprawek możemy dokonać niemal w każdej dogodnej dla nas chwili. 

Podsumowując, są to jedne z najprzyjemniejszych matowych pomadek jakich do tej pory 
używałam. Co prawda nie polubiłam się z odcieniem Nude Embrace, ale nie ze względu
na właściwości szminki, a jej kolor, w którym niestety nie czuję się dobrze. Jest to co 
prawda najspokojniejszy odcień z całej piątki, ale niestety w moim przypadku nie jest
kolorem twarzowym - sprawia, że wyglądam niezdrowo i wręcz anemicznie. Pomadki
 te wyjątkowo komfortowo się noszą i nie wysuszają ust. Mają kremową, a jednocześnie 
lekką konsystencję, dzięki czemu stają się niewyczuwalne na ustach. Szkoda, że wybór 
odcieni jest mocno ograniczony.

Pomadki w cenie regularnej kosztują około 27 złotych i są bez problemu dostępne w 
drogeriach stacjonarnych i internetowych.

A dzisiaj odkryłam pewną pomadkową nowość innej marki, tym razem w idealnej na lato
delikatnie połyskującej wersji, o której z pewnością niebawem Wam napiszę, bo skuszę
się chyba na wszystkie cztery odcienie :-)




2 czerwca 2016

Ulubieńcy kosmetyczni - maj!

Mamy początek czerwca, przyszła więc pora na małe kosmetyczne podsumowanie, czyli
ulubieńców ubiegłego miesiąca. W maju - o czym wielokrotnie pisałam - skupiłam się w
dużej mierze na uszczuplaniu zapasów, ale udało mi się wybrać pięć produktów, których
używałam najczęściej i z wielką przyjemnością.


Fantastyczna kosmetyczna majowa piątka:


Bourjois
Podkład do twarzy "City Radiance"
Tego podkładu używałam w maju najczęściej i bardzo się z nim polubiłam. Zapewnia mojej 
cerze ładne, naturalne rozświetlenie oraz sprawia, że wygląda na zdrową i zadbaną. Optycznie
maskuje zmęczenie. Ma przyjemną, lekką konsystencję dzięki której bez problemu rozprowadza
 się na twarzy i śliczny, świeży zapach. Ładnie wyrównuje koloryt cery, nie tworzy efektu maski
i nie podkreśla niedoskonałości. Posiada filtr SPF 30. A co najważniejsze - sprawdził się idealnie 
nawet przy mojej mieszanej cerze.


Maybelline
Matowa pomadka Color Sensational Creamy Mattes
Matowa pomadka do ust o bardzo ładnym odcieniu "Rose Rush", czyli zgaszonego, odrobinę
ciemniejszego różu, o lekko satynowym wykończeniu. Zwykle unikam wyrazistych kolorów na 
ustach, ale ten odcień wyjątkowo przypadł mi do gustu. Dodatkowo pomadka ma kremową, 
wręcz aksamitną formułę, dosyć długo pozostaje na ustach i równo się ściera. 


L'Oreal
Puder do twarzy Infallible 24H Matte Powder 
Matujący puder w kamieniu, który znajduje się w wygodnym, rozkładanym opakowaniu, 
posiadającym dodatkowo gąbeczkę i lusterko. Można go aplikować zarówno pędzlem, jak
 też przy pomocy dołączonej gąbeczki. Sprawdza się zarówno do utrwalania makijażu, jak 
i poprawek w ciągu dnia. Nadaje matowe, nieco aksamitne wykończenie. Stanowi świetny
 duet z podkładem z tej samej serii, ale bez zastrzeżeń współpracuje także z innymi. Jest
dostępny w trzech odcieniach, ja posiadam 123 "Warm vanilla".


Cztery Pory Roku
Skoncentrowane serum do rąk i paznokci z koenzymem Q 10
Serum znalazłam w jednym z ostatnich pudełek ShinyBox i ze względu na uszczuplone
ostatnio zapasy kremów do rąk niemal natychmiast zaczęłam go używać i zostałam miło
zaskoczona :) Produkt ma na prawdę przyjemną, dosyć lekką i szybko wchłaniającą się
kremową konsystencję oraz całkiem ładny zapach, a w składzie dosyć wysoko znajduje
się masło shea, olej z pestek winogron oraz olej kokosowy. Serum dobrze nawilża skórę
dłoni, pozostawiając ją miękką i przyjemną w dotyku. Bardzo podoba mi się opakowanie
w formie stojącej, miękkiej tubki z poręcznym i ekonomicznym dozownikem.


Vianek
Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z ziela owsa
Przyjemny tonik do twarzy o dobroczynnym działaniu na moją wrażliwą cerę, idealny do
codziennej pielęgnacji i jako uzupełnienie demakijażu. Ma właściwości nawilżające i kojące.
Pisałam o nim szerzej w poprzednim poście.


Ciekawa jestem, jakich ulubieńców przyniesie czerwiec, ale chyba królować będą kosmetyki
The Body Shop z najnowszej edycji limitowanej "Pinita Colada", którym nie mogę się już
dłużej oprzeć :-) Planuję także skromne zakupy ( rozumiecie - nowości na półkach :) ), ale
o wszystkim przeczytacie na bieżąco :-)



Etykiety:

recenzja (181) ulubione kosmetyki (139) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (47) włosy (42) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (30) książki (28) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) pielęgnacja twarzy (20) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) farby do włosów (18) pielęgnacja ciała (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) mój pies (14) zdrowie (14) Isana (13) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) Biedronka (8) Nivea (8) maska do włosów (8) szampon do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) krem do twarzy (7) kremy (7) regeneracja (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Święta (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Douglas (2) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)