Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

24 września 2017

Polubiłam w sierpniu

W poprzednim poście pokazałam Wam, jakie zapachy towarzyszyły mi podczas tegorocznych wakacji i pomyślałam, że miło jeszcze przez chwilę pozostać w tej letniej tematyce. Co prawda mamy już drugą połowę września, jednak nadrabiając zaległości postanowiłam zacząć od małego podsumowania ubiegłego miesiąca i zaprezentować Wam produkty, po które bardzo chętnie sięgałam w sierpniu. Tym razem w gronie kosmetycznych ulubieńców znalazło się sześć kosmetyków, oraz dobrze znana i chętnie używana przeze mnie wersja popularnej szczotki do włosów pochodząca z nowej, letniej edycji limitowanej, która skusiła mnie swoim kolorowym motywem :)

Polubieni w sierpniu w mini recenzjach:


L'Oreal Paris
Podkład w poduszeczce Nude Magique Cushion
_____________________________________
             
Podkład w płynie o lekkiej formule zanurzony w poduszeczce, która pozwala dozować odpowiednią ilość podkładu. Intensywność krycia można dostosować dzięki unikalnemu aplikatorowi, który pozwala na łatwą do opanowania sztukę nakładania podkładu: dotknij delikatnie w celu uzyskania subtelnego wykończenia lub mocniej, aby otrzymać dokładne pokrycie. Dostępny w 6 odcieniach, posiada filtr SPF 25. 

Produkt ma eleganckie opakowanie utrzymane w przyjemnej dla oka kolorystyce. Pudełeczko jest wygodne w użyciu i niewielkie, dzięki czemu bez problemu mieści się nawet w niewielkiej torebce i zawiera wszystko, co niezbędne do wykonania ewentualnych poprawek w ciągu dnia - podkład, lusterko i aplikator. Sam podkład jest lekki i delikatny, idealnie stapia się z cerą i zgodnie z obietnicami producenta pozwala na budowanie poziomu krycia, choć zdecydowanie nie należy do podkładów mocno kryjących. Moja cera nie sprawia ostatnio żadnych problemów, więc taki stopień krycia jest dla mnie wystarczający. Podkład nadaje skórze ładne i naturalne wykończenie poprawiając jej wygląd, wyrównuje koloryt cery oraz delikatnie rozświetla. Nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach i nie zatyka porów. W moim odczuciu najładniejszy i najbardziej naturalny efekt wykończenia można uzyskać zamieniając dołączony do opakowania aplikator na gąbeczkę do makijażu w kształcie "jajeczka" - w moim przypadku marki Blend It! Posiadam odcień 03 Vanilla który jest ładnym, klasycznym beżem z żółtymi tonami, niemal idealnie dopasowanym do koloru mojej cery. Kosmetyk zawiera filtr SPF 25. Uwielbiam ten podkład i nie ukrywam, że ze względu na słabą dostępność zrobiłam sobie mały zapas :-)

Catrice
Tusz do rzęs Glam & Doll
____________________

Najnowsza maskary z gamy Glam & Doll posiada głęboko czarną formułę, która zwielokrotnia rzęsy sprawiając, że spojrzenie nabiera głębi i staje się bardziej wyraziste.. Podkręcona silikonowa szczoteczka uchwyci każdą rzęsę i delikatnie ją uniesie, zapewniając jednocześnie rozdzielenie bez sklejania i grudek. 

Tusz znalazłam w jednym z pudełeczek Be Glossy i nawet się ucieszyłam, bo pomimo popularności marki Catrice nigdy wcześniej nie używałam żadnej maskary tego producenta. Zabrałam go ze sobą na urlop i pozytywnie się zaskoczyłam. Maskara posiada średniej wielkości silikonową szczoteczkę wygiętą w delikatny łuk, z gęsto osadzonymi włoskami. Ma kremową konsystencję która nie sprawia problemów i dobrze rozprowadza się na rzęsach już od pierwszego użycia. Dokładnie rozczesuje rzęsy i ładnie je podkręca, lekko pogrubia i nadaje im intensywny odcień czerni. Obiecywanego przez producenta efektu sztucznych rzęs co prawda nie zapewnia, ale jest bardzo przyjemną maskarą do wykonania lżejszego, dziennego makijażu. Na uwagę zasługuje także przyzwoita trwałość oraz przystępna dla portfela cena - tusz kosztuje około 16 złotych. 

Revlon
Pomadka do ust Ultra HD Gel Lipcolor 
______________________________


Pomadka do ust, której rewolucyjna żelowa formuła została wzbogacona o nawilżający kwas hialuronowy, a wysokie stężenie pigmentów pozwala uzyskać niezwykle intensywny i błyszczący kolor. Sekret tkwi w wyjątkowej formule: intensywne pigmenty zostały zatopione w żelowej bazie, dzięki czemu pomadka nadaje ustom intensywny kolor jednocześnie ich nie obciążając, a  kwas hialuronowy nawilża i wygładza usta. Specjalnie ścięta końcówka dopasowuje się do kształtu ust i pomaga precyzyjnie zaznaczyć ich kontur.

Produkt ma eleganckie, smukłe i błyszczące opakowanie, którego kolor odpowiada odcieniowi znajdującej się w nim pomadki. Pomadka pojawiła się w sprzedaży kilka miesięcy temu i skusiłam się wtedy na dwa odcienie - neutralny i delikatny jasny róż Pink Cloud, oraz intensywny i soczysty "fuksjowy" róż Tropical, który bardzo lubiłam nosić na ustach latem. W rzeczywistości kolor jest subtelniejszy niż w opakowaniu, pięknie ożywia cerę i dodaje uroku muśniętej słońcem skórze. Kosmetyk ma lekką i bardzo przyjemną żelową formułę, a ścięta końcówka rzeczywiście pomaga w precyzyjnej aplikacji. Trudno mi stwierdzić, czy pomadka nawilża usta, ale z pewnością ich nie wysusza i  zapewnia intensywny odcień bez konieczności poprawek nawet do kilku godzin.

L'Biotica Biovax
Maska do włosów Opuntia Oil & Mango
__________________________________

Intensywnie regenerująca maska do włosów zawierająca kompleks naturalnych substancji lipidowych LipidFX, który odbudowuje i cementuje zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej gładkość i połysk. To intensywnie regenerująca kuracja przeznaczona do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. 

Maska, która od niemal trzech miesięcy jest jednym z moich ulubionych kosmetyków do pielęgnacji włosów. Ma bardzo przyjemną konsystencję przypominającą nieco krem do ciasta - treściwą, ale jednocześnie puszystą i niezbyt ciężką, oraz śliczny zapach egzotycznego mango. Produkt ułatwia rozczesywanie, nadaje włosom miękkość i zdrowy połysk, oraz intensywnie wygładza i odżywia włosy nie powodując ich obciążania. Pełną recenzję znajdziecie tutaj :-)

Kueshi
Rewitalizujący tonik do twarzy 
_________________________

Tonik przeznaczony do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Nawilża i równoważy skórę, zapewniając jej wrażenie świeżości i miękkości. Łączy naturalne i nawilżające składniki takie jak aloes, rumianek i nagietek, które koją skórę i pozostawiają ją piękną, oczyszczoną i zdrową. 

Tonik zupełnie nieznanej mi wcześniej hiszpańskiej marki Kueshi znalazłam w czerwcowym pudełku Shiny Box. Polubiłam go za przyjemną, lekko żelową formułę, bardzo subtelny zapach oraz działanie - kosmetyk koi, odświeża i lekko nawilża skórę. Nie podrażnia mojej wrażliwej cery i nie pozostawia na skórze lepiącej warstewki. Ze względu na dosyć wysoką cenę regularną - około 40 złotych - sama ponownie nie sięgnę po ten tonik, ale z przyjemnością go wypróbowałam.

Dermedic
Masło utrwalające opaleniznę z linii Sunbrella
_____________________________________

Pielęgnujące skórę masło utrwalające opaleniznę. Intensyfikuje naturalną opaleniznę i poprawia wygląd skóry. Zawarte w formule składniki aktywne, takie jak Biotanning ® i masło kakaowe, zwiększają syntezę melaniny - barwnika, którego stężenie w skórze decyduje o odcieniu widocznej opalenizny. Produkt zapobiega nadmiernemu wysuszaniu i złuszczaniu się naskórka oraz nawilża go. Nadaje skórze promienny wygląd i wspomaga regenerację naskórka - witamina E, olej kokosowy i polifenole pochodzące z masła kakaowego zmniejszają ilość uszkodzeń w skórze i przyśpieszają proces odnowy komórek skóry, działają także antyoksydacyjnie. Dzięki zawartości D-Panthenolu masło łagodzi stany zapalne w naskórku zmniejszając zaczerwienienie i koi podrażnienia.

Kosmetyk ten odkryłam dopiero podczas pobytu nad morzem i polubiłam od pierwszego użycia. W opakowaniu ma treściwą i intensywnie kremową konsystencję, która podczas kontaktu ze skórą staje się lekka i przyjemna niczym mus, dzięki czemu łatwo się aplikuje i dobrze rozprowadza, otulając ciało ślicznym, subtelnym zapachem. Co prawda nie wchłaniania się błyskawicznie, ale jego właściwości pielęgnacyjne w pełni to rekompensują. Masło intensywnie nawilża, odżywia i wygładza skórę, oraz rzeczywiście koi i łagodzi ewentualne podrażnienia po kąpielach słonecznych. Ma bardzo przyjemny skład, w którym znajdziemy między innymi olej kokosowy, masło kakaowe, masło shea, panthenol, olej lniany oraz witaminę E. Kosmetyk idealny do wieczornej pielęgnacji ciała, dzięki któremu możemy dłużej cieszyć się wymarzoną opalenizną, a dodatkowo nadać skórze zdrowy i promienny wygląd. 

Tangle Teezer 
Szczotka do włosów w wersji Compact Styler Palm Flamino
_____________________________________________________

Słynna szczotka Tangle Teezer w bardzo lubianej przeze mnie wersji kompaktowej, tym razem ze ślicznym motywem różowych flamingów wśród palm :) Wersja kompaktowa jest mniejsza od klasycznej i posiada specjalną nakładkę zapobiegającą wyginaniu czy zniekształcaniu się "włosków", dzięki czemu znakomicie sprawdzi się w podróży. Możemy bez obaw nosić ją ze sobą nawet na plażę, ponieważ jest niewielka, lekka, wygodna w użyciu i łatwa w utrzymaniu czystości. U mnie obie wersje sprawdzają się rewelacyjnie już od kilku lat, zarówno na mokrych jak i suchych włosach. Cóż, mam słabość do tych szczotek i czasami nie mogę się oprzeć edycjom limitowanym :)


Od przyszłego miesiąca będę tutaj znacznie częściej, co przełoży się na ilość postów publikowanych na blogu. A będzie o czym pisać - w ostatnim czasie odkryłam sporo przyjemnych i wartych polecenia kosmetyków, ale pojawiły się także kosmetyczne rozczarowania.



1 sierpnia 2017

BIOVAX - Maska intensywnie regenerująca "Opuntia Oil & Mango"

Moje włosy o tej porze roku narażone są na działanie wielu niekorzystnych czynników. Słońce, słona woda czy wiatr sprawiają, że staja się przesuszone i tracą blask. Latem wymagają szczególnie intensywnej pielęgnacji, więc częściej niż zwykle sięgam po kosmetyki o działaniu nawilżającym i regenerującym, które pomagają poprawić ich kondycję. W ostatnim czasie pojawiło się w mojej kosmetyczce kilka nowych produktów do pielęgnacji włosów, a wśród nich maska marki Biovax® z najnowszej serii Opuntia Oil & Mango do włosów zniszczonych, która stała się jednym z wakacyjnych ulubieńców kosmetycznych. 

Opis producenta
Maska intensywnie regenerująca Opuntia Oil & Mango zawiera kompleks naturanych substancji lipidowych LipidFX, który odbudowuje  i cementuje zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej gładkość i połysk. To intensywnie regenerująca kuracja przeznaczona do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. Olej z opuncji figowej jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-6 i Omega-9, które tworzą ochronną warstwę na włosach. Sprawia, że włosy staja się idealnie gładkie i lśniące bez efektu obciążenia. Masło mango spektakularnie wygładza włosy i zapobiega rozdwajaniu się końcówek. Dyscyplinuje włosy, ułatwiając ich układanie. Ceramidy są naturalnym cementem łączącym łuski włosa. Odbudowują suche i zniszczone włosy dzięki czemu staja się one sprężyste, elastyczne i dobrze nawilżone. Produkt przebadany dermatologicznie, nie zawiera silikonów, parabenów, parafiny oraz SLS i SLES. Zapach soczystego owocu mango działa odświeżająco i pobudzająco.

Moim okiem
Maska znajduje się w charakterystycznym dla marki, prostym pojemniczku o pojemności 250 ml, który wykonany jest z solidnego plastiku i zakończony klasycznym wieczkiem. Pod wieczkiem znajduje się specjalne zabezpieczenie wymagające usunięcia przed pierwszym użyciem produktu, dzięki czemu mamy pewność, że opakowanie nie było wcześniej otwierane. Pojemniczek zapakowany jest dodatkowo w estetyczny kartonik zawierający wszelkie niezbędne informacje o produkcie. Każda seria do pielęgnacji włosów tej marki posiada inną kolorystykę, a najnowsza linia Opuntia Oil & Mango niewątpliwie się pod tym względem wyróżnia. Całość utrzymana jest w matowej, wyrazistej i jednolitej, koralowej kolorystyce z akcentami w odcieniu delikatnej bieli. Sama szata graficzna jest typowa dla kosmetyków marki Biovax - nie sposób pomylić się na sklepowej półce. Tradycyjnie w kartonowym opakowaniu znajdziemy także dwa małe prezenty dołączone przez producenta - próbkę Jedwabiu w płynie "Silk" oraz czepek Termocap, który wspomaga utrzymanie ciepła podczas zabiegów regeneracji włosów, dzięki czemu ułatwia przenikanie substancji aktywnych do ich wnętrza.

Produkt ma białą barwę z delikatną czerwoną poświatą i perłowym połyskiem. Konsystencja maski jest taka jak lubię, czyli intensywnie kremowa i gęsta, ale jednocześnie bardzo przyjemna w aplikacji. Kosmetyk łatwo się rozprowadza i dokładnie pokrywa pasma, dosyć szybko wnika we włosy i bez problemu spłukuje, pozostawiając na włosach piękny zapach. Na kompozycję zapachową składają się nuty uwielbianego przeze mnie słodkiego, egzotycznego mango ♥ Jest owocowo, odświeżająco, cytrusowo, letnio i niezwykle przyjemnie dla nosa. Na włosach zapach utrzymuje się dosyć długo, a efekt ten można przedłużyć używając kilku kosmetyków z tej serii.

Wysoko w składzie maski znajdziemy glicerynę, olej z opuncji figowej, masło mango i betainę. Warto zaznaczyć, że olej z opuncji figowej to najdroższy z roślinnych olejów, bowiem do wytworzenia jednego litra potrzeba aż miliona pestek wydobytych z 500 kg owoców opuncji figowej, które zbierane są tylko przez kilka dni w roku.

Maski do włosów marki Biovax różnie sprawdzały się na moich włosach, bowiem nie wszystkie serie przypadły im do gustu. Jednak maska z tej najnowszej linii zdała egzamin na szóstkę z plusem i stała się moim hitem w pielęgnacji włosów tego lata - niebawem kończę drugie opakowanie :) Produkt nakładam na umyte i osuszone ręcznikiem włosy dokładnie go wmasowując - intensywnie kremowa i nie spływająca konsystencja w połączeniu z cudownym zapachem zdecydowanie umila aplikację. Maskę trzymam na włosach około piętnastu minut bez żadnego przykrycia, lub kilkadziesiąt minut przy użyciu dołączonego do opakowania czepka, z którego zresztą korzystam w połączeniu z maskami innych marek. Włosy po użyciu tej maski znacznie łatwiej się rozczesują, są mięciutkie i aksamitne w dotyku. Kosmetyk intensywnie wygładza włosy, ale jednocześnie nie pozbawia ich pożądanej objętości i nie sprawia, że są przyklapnięte. Pasma są sprężyste, optymalnie dociążone i nabierają ładnego, zdrowego połysku. Są nawilżone, odżywione i zdyscyplinowane. 

Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Esters, Quaternium-87, Opuntia Ficus-Indica Seed Oil, Magnifera Indica Seed Butter, Betaine, Palmitoyl Myristyl Serinate, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Bis-(Isostearoyl/Oleoyl Isopropyl) Dimonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Methylisothiazolinone, PEG-8, PEG-8/SMDI Copolymer, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Parfum, Citric Acid, CI. 15985, CI. 16255

Opakowanie mieści w sobie 250 ml produktu i kosztuje w cenie regularnej około 17 złotych. Kosmetyki z tej serii dostępne są stacjonarnie w aptekach, oraz drogeriach Super-Pharm, Natura i Hebe. Oczywiście bez problemu kupicie je także przez internet.

Nie wyobrażam sobie, aby w tegorocznej wakacyjnej kosmetyczce mogło zabraknąć tej właśnie maski, ponieważ moje włosy ją pokochały. Zarówno konsystencją jak i działaniem spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu kosmetykom, a śliczny zapach jest przysłowiową wisienką na torcie i chyba już zawsze będzie przywoływał u mnie wakacyjne wspomnienia :) Planuję kupić także pozostałe produkty z tej linii i mam nadzieję, że będę z nich równie zadowolona!



31 maja 2017

YOPE - Łagodzący krem do rąk "Herbata i mięta ", czyli idealny kosmetyk do pielęgnacji dłoni na lato :-)


Moje dłonie niezależnie od pory roku narażone są na negatywne działanie wielu czynników zewnętrznych, dlatego regularnie sięgam po kosmetyki które odpowiednio je pielęgnują i dbają o ich dobrą kondycję. O ile zimą najchętniej wybieram kremy do rąk o bogatej konsystencji zapewniającej długotrwały efekt odżywienia, o tyle latem poszukuję kosmetyków typowo nawilżających, o lżejszej konsystencji nie pozostawiającej na skórze żadnego filmu i szybkim wchłanianiu. I właśnie znalazłam krem idealny na nadchodzącą porę roku wśród produktów naszej rodzimej marki Yope, który spełnia wszystkie moje wymagania, a do tego przepięknie i orzeźwiająco pachnie zieloną herbatą ♥

Opis producenta
Naturalny, łagodzący krem do rąk, stworzony do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry dłoni. Krem zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego oraz o niskim stopniu przetworzenia. W orzeźwiająco pachnącym kremie znajduje się naturalny ekstrakt z zielonej herbaty który zwalcza wolne rodniki i wspomaga produkcję włókien kolagenu, oraz ekstrakt z mięty który działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i wspomaga naturalną regenerację komórek. Dzięki dużej porcji organicznego masła shea krem intensywnie nawilża i chroni dłonie przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, powstrzymując zbyt szybkie parowanie wody z naskórka. Olejek arganowy i kokosowy wraz z oliwą z oliwek wzmacniają i odżywiają skórę. Krem do rąk nie zawiera olei mineralnych, silikonów i PEG-ów.

Moim okiem
Krem znajduje się w metalowej tubce zakończonej niewielką plastikową zakrętką. Opakowanie wyróżnia się nie tylko niebanalnym designem, ale także uroczą kolorystyką utrzymaną w odcieniu delikatnego, pudrowego różu, który bardzo dobrze komponuje się z dodatkami w kolorze klasycznej czerni. Oczywiście nie mogło zabraknąć także charakterystycznej dla marki grafiki ze zwierzątkiem, która cieszy oczy i idealnie dopełnia całość. Opakowanie jest poręczne, choć zamknięcie w postaci malutkiej zakrętki bywa uciążliwe i trzeba się do niego przyzwyczaić. Tubka zapakowana jest dodatkowo w kartonik który zawiera wszystkie niezbędne informacje o produkcie, a jego szata graficzna jest idealnie dopasowana do zawartości. Całość prezentuje się elegancko i oryginalnie.

W środku tubki znajdziemy kosmetyk o białej barwie i bardzo przyjemnej, niezbyt gęstej kremowej konsystencji, która mimo dosyć treściwego składu nie jest tłusta i zaskakuje wyjątkową lekkością. Krem łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze lepiącej warstwy.

Ponieważ jestem amatorką herbaty zdecydowałam się na krem w tej właśnie wersji zapachowej i muszę przyznać, że pachnie na prawdę ładnie. W tej niebanalnej kompozycji zapachowej dominuje aromatyczna zielona herbata z subtelnymi nutami cytrusowymi, a całość dopełnia odrobina orzeźwiającej mięty. Prawdziwa herbaciana uczta dla dłoni, w lekkiej i przyjemnie świeżej wersji. Zapach jest jest dosyć dobrze wyczuwalny, ale jednocześnie nie jest zbyt intensywny ani męczący i utrzymuje się na skórze jeszcze jakiś czas po aplikacji kremu.

Skóra moich dłoni nie jest wyjątkowo wymagająca ani nadmiernie przesuszona, jednak regularna dawka solidnego nawilżenia dba o jej kondycję zapewniając jednocześnie uczucie komfortu i tego właśnie oczekuję od kremu do rąk. Wiadomo, że niedostatecznie nawilżona skóra staje się szorstka i traci elastyczność, a także szybciej się starzeje. Ten kosmetyk spełnia moje wymagania, ponieważ posiada intensywne działanie nawilżające i przynosi skórze natychmiastowe ukojenie, a dodatkowo wygładza skórę, pozostawiając ją aksamitnie miękką w dotyku. Podczas aplikacji kremu zauważyłam także delikatny efekt chłodzący będący zapewne zasługą ekstraktu z mięty w składzie, dzięki czemu produkt idealnie nadaje się na upalne dni :) Ze względu na lekką konsystencję i szybkie wchłanianie krem znakomicie sprawdza się w ciągu dnia, ponieważ po jego aplikacji możemy niemal natychmiast wrócić do wykonywanych czynności. Natomiast nałożony grubszą warstwą na noc - zwłaszcza z zastosowaniem bawełnianych rękawiczek - będzie znakomitym kompresem pielęgnacyjnym dla naszych dłoni. Według producenta jest to krem przeznaczony do skóry suchej, jednak moim zdaniem najlepiej sprawdzi się w przypadku skóry normalnej. Jeśli skóra Waszych dłoni jest bardzo przesuszona i szczególnie wymagająca, efekt pielęgnacyjny może okazać się niewystarczający. Kosmetyk jest bardzo wydajny, a w jego składzie znajdziemy pełno dobroczynnych substancji - oliwę z oliwek, masło shea, olej kokosowy, olej arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty oraz ekstrakt z mięty. 

Opakowanie zawiera 100 ml kremu i kosztuje w cenie regularnej około 30 złotych. Produkt kupicie bez problemu w wielu sklepach internetowych ( ja znalazłam w cenie 24,55 zł ), a stacjonarnie widziałam ostatnio w kilku drogeriach Rossmann, między innymi w centrum handlowym Silesia City Center w Katowicach. Do wyboru są jeszcze dwie wersje zapachowe - szałwia i zielony kawior oraz imbir i drzewo sandałowe.

Skład
Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool

Krem do rąk naszej rodzimej marki Yope okazał się idealnym kosmetykiem do pielęgnacji moich dłoni na nadchodzącą letnią porę roku. Łączy w sobie przyjazny skład z lekką konsystencją i szybkim wchłanianiem, skutecznie nawilża skórę moich dłoni i ma śliczny, orzeźwiający zapach. Mój ulubieniec, którego z pewnością zabiorę ze sobą na tegoroczne wakacje nad morzem :)

17 maja 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - kwiecień!

Po króciutkiej przerwie zapraszam Was dzisiaj na spóźniony post z kosmetycznym podsumowaniem kwietnia, w którym tradycyjnie pokażę Wam kosmetyki które wypróbowałam i polubiłam w ubiegłym miesiącu. Kwiecień obfitował w wiele ciekawych kosmetyków, ale ostatecznie tym razem w gronie ulubieńców znalazło się sześć produktów, w tym jedno absolutne odkrycie kosmetyczne - peeling do skóry głowy :)

Fantastyczna kosmetyczna kwietniowa szóstka:


Pharmaceris
Micelarny szampon kojąco-nawilżający H-SENSITONIN
_________________________________________________

Szampon przeznaczony do mycia i pielęgnacji wrażliwej skóry głowy nie tolerującej SLS i SLES, skłonnej do podrażnień, przesuszenia, świądu i pieczenia, oraz włosów cienkich i delikatnych. Oparty jest na wyjątkowo delikatnej formule micelarnej, skutecznie oczyszczającej włosy i skórę głowy, oraz zapewniającej niezbędny poziom nawilżenia. Wyciąg z lnu, betaina i alantoina zmniejszają nadreaktywność skóry głowy, a w połączeniu z piroktonianem olaminy łagodzą jej podrażnienia, niwelując pieczenie i swędzenie. D-pantenol intensyfikuje działanie kojące, a ochronne proteiny pszenicy wnikają w uszkodzone miejsca, nawilżając i wzmacniając włosy na całej ich długości. Szampon ma przejrzystą, delikatnie żelową konsystencję i bardzo ładny zapach. Łatwo aplikuje się na włosy, a w połączeniu z wodą tworzy przyjemną i delikatną pianę. Moje włosy po jego użyciu są dobrze oczyszczone i zaskakująco długo zachowują świeżość. Są puszyste, lekko odbite od nasady i pięknie pachną. Dzięki temu szamponowi mogłam pozwolić sobie na wydłużenie czasu między kolejnymi myciami moich włosów i zdecydowanie nie poprzestanę na jednym opakowaniu.

Pharmaceris
Oczyszczający peeling trychologiczny H-STIMUPEEL
______________________________________________

Peeling trychologiczny jest nowością w gamie produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka. Odblokowuje ujścia mieszków włosowych i przywraca skórze fizjologiczną równowagę, stanowiąc pierwszy, niezbędny krok we właściwej pielęgnacji skóry z problemem wypadania włosów i łupieżu. Rekomendowany jest do regularnego i profilaktycznego stosowania w celu zwiększenia efektów i skuteczności kuracji pielęgnacyjnych. Oparty jest na na działaniu enzymatycznych i mechanicznych składników złuszczających takich jak papaina i łupiny z pestek moreli, dzięki czemu dogłębnie oczyszcza skórę głowy, zmniejszając tendencję do przetłuszczania się włosów. Na uwagę zasługuje samo opakowanie peelingu w postaci sporej, miękkiej tubki, zakończonej wyjątkowo wygodnym w użyciu aplikatorem, który pozwala na precyzyjne rozprowadzenie produktu na skórze głowy. Peeling ma konsystencję delikatnego i średnio gęstego kremu, w którym znajdują się składniki złuszczające - między innymi drobno zmielone łupiny z pestek moreli. Aplikacja peelingu jest na prawdę łatwa i bardzo przyjemna, także za sprawą ślicznego zapachu. Po nałożeniu produktu na mokrą skórę głowy należy wykonać delikatny masaż, który jest cudownie relaksujący. Peeling delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę głowy, pozytywnie wpływając na jej kondycję. Jest to kosmetyk który zasługuje na osobną recenzję, więc zamierzam poświęcić mu jeden z kolejnych postów. 

Resibo 
Serum naturalnie wygładzające
___________________________

Estetyczna, szklana buteleczka z wygodną w użyciu pipetą, kryje w sobie specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki o potwierdzonym działaniu odmładzającym. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej działa jak naturalny botoks. Lakesis, czyli ekstrakt z "łez" drzewa pistacia lentiscus pobudza produkcję tak zwanego "białka młodości", dzięki czemu skóra odzyskuje gęstość i wygląda na bardziej jędrną. Olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, regenerujące i przeciwzmarszczkowe. Skwalan roślinny zapobiega utracie wilgotności oraz przywraca skórze gładkość i elastyczność. Olej buriti jest silnym naturalnym przeciwutleniaczem, likwiduje drobne zmarszczki oraz nawilża skórę. Skład uzupełnia najwyższej jakości pochodna witaminy C, odznaczająca się wysoką skutecznością. Jest to produkt, który stał się nieodłącznym elementem mojej wieczornej pielęgnacji. Przyjemną aplikację serum umila subtelny aromat, a po delikatnym wklepaniu w skórę kosmetyk ładnie się wchłania. Działanie jest fantastyczne!  Serum intensywnie wygładza skórę, nawilża i odżywia, a także delikatnie ujędrnia. Łagodzi podrażnienia i skutecznie niweluje ewentualne przesuszenia. Cera staje się bardziej promienna i wygląda zdrowiej. Serum nie jest tanie, ale za to wyjątkowo wydajne i na prawdę skuteczne.

Isana
Masełko do ust "Fresh Berries"
___________________________

Produkt do pielęgnacji ust zamknięty w niewielkim, metalowym pojemniczku, o przyjemnym  i apetycznym zapachu owoców leśnych. Co prawda jego treściwa konsystencja przypomina mi raczej zbitą wazelinę niż "masełko" do ust, ale mimo wszystko bardzo go polubiłam. Bezbarwna formuła skutecznie nawilża, odżywia i chroni usta oraz nadaje im lekki połysk. W jego składzie znajdziemy między innymi olejek rycynowy, masło shea oraz olej jojoba. 

Lovely
Puder ryżowy "White chocolate"
____________________________

Transparentny puder prasowany w przyjemnym dla oka kartonowym opakowaniu, który swoją strukturą przypomina tabliczkę czekolady. Prawdę mówiąc kupiłam go z czystej ciekawości i nie liczyłam na efekt "wow", tymczasem puder pozytywnie mnie zaskoczył. Ładnie stapia się z cerą dzięki czemu staje się niewidoczny na skórze, oraz skutecznie matuje moją strefę T nawet na kilka godzin. Optycznie wygładza skórę i przyzwoicie utrwala makijaż. I choć kartonowe opakowanie nie jest zbyt trwałe, a zapach pudru nie do końca przypomina mi obiecywany intensywny czekoladowy aromat, to i tak bardzo polubiłam ten puder. Moim zdaniem jest to najbardziej udany produkt z całej gamy "Chocolate" i jeden z tych kosmetyków, który z chęcią kupiłabym ponownie.

Bourjois
Paleta cieni "Les Nudes"
_____________________

Niewielka i zgrabna paletka o subtelnej szacie graficznej i niezwykle wygodnym, obrotowym lusterku, zawierająca osiem cieni do powiek w tonacji "nude", idealnych do wykonania dziennego makijażu. Do tej pory sięgałam w zasadzie wyłącznie po cienie do powieki o matowym wykończeniu, jednak dzięki tej paletce pozwoliłam sobie na małe urozmaicenie i lekki "błysk" na powiekach, bowiem cienie posiadają świecące drobinki. Odcienie dobrze ze sobą harmonizują i można je dowolnie mieszać, lub nakładać pojedynczo. Są całkiem nieźle napigmentowane i dobrze się rozprowadzają, a nałożone z umiarem zapewniają efekt subtelnego rozświetlenia. Wiosną można odrobinę zaszaleć :)


Jeżeli znacie któryś z pokazanych wyżej kosmetyków dajcie koniecznie znać jak spisał się u Was! 

18 kwietnia 2017

NACOMI - Coconut Cream, czyli organiczny olej kokosowy w postaci jedwabistego kremu

Polską markę Nacomi darzę sporą sympatią, ponieważ niemal wszystkie kosmetyki które do tej pory wypróbowałam dobrze się u mnie sprawdzały, a poza tym podoba mi się bogata i systematycznie powiększana oferta produktów w przystępnych cenach. Jednym z kosmetyków tej marki który kusił mnie od jakiegoś czasu jest bohater dzisiejszego posta, czyli Krem kokosowy, którego formuła bazuje na nierafinowanym naturalnym oleju kokosowym. Tłoczony na zimno olej kokosowy w klasycznej postaci jest moim niekwestionowanym ulubieńcem zarówno w pielęgnacji ciała jak i włosów. Produkt marki Nacomi okazał się jednak całkiem niezłą alternatywą, łączącą w sobie przyjemną w aplikacji kremową formułę z bogatym w składniki odżywcze olejem kokosowym.

Opis producenta
Biały, mięsisty miąższ kokosa daje nam to, co w naturze najcenniejsze - głęboko odżywczy, intensywnie nawilżający i odmładzający składnik, czyli olej kokosowy. Przy produkcji kosmetyków Nacomi używany jest nierafinowany olej kokosowy, który wykazuje silne działanie nawilżające i wzmacniające oraz stymuluje skórę skórę do regeneracji. Krem kokosowy przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, twarzy oraz dłoni. Niewielką ilość kosmetyku należy lekko rozgrzać w dłoni a następnie wcierać w skórę okrężnymi ruchami, tak często, jak to tylko potrzebne. Dodatek witaminy E  zwanej witaminą młodości wpływa na zachowanie młodej i jędrnej skóry, działa nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Krem posiada egzotyczny aromat który utrzymuje się długo na skórze i wprawia w pozytywny nastrój.

Moim okiem
Krem znajduje się w solidnym, płaskim plastikowym pojemniczku z klasyczną zakrętką, pod którą znajduje się dodatkowe przezroczyste wieczko zabezpieczające zawartość opakowania. Szata graficzna tego dwukolorowego pojemniczka jest bardzo przyjemna dla oka. Połączenie transparentnego spodu o ślicznej, turkusowej barwie, z białą zakrętką kuszącą rysunkiem apetycznego orzecha kokosowego zdecydowanie zachęca, aby przyjrzeć się bliżej temu kosmetykowi. Opakowanie jest poręczne i wygodne w użyciu.

Konsystencja produktu w opakowaniu wydaje się być dosyć zbita i gęsta, jednak nie sprawia żadnego problemu podczas aplikacji, a wręcz przeciwnie - pod wpływem ciepła dłoni staje się jedwabiście kremowa i zaskakuje przyjemną lekkością, dzięki czemu łatwo się nakłada. Taka maślana konsystencja od razu przypadła mi do gustu - nie raz już zresztą wspominałam, że nie jestem fanką wodnistych lotionów czy lekkich balsamów do pielęgnacji ciała i niezależnie od pory roku wybieram kosmetyki o treściwszej formule.

Zapach jest niewątpliwym atutem tego kremu i powinien spodobać się w szczególności fanom kokosowego aromatu. Kosmetyk pachnie wyjątkowo apetycznie, niemal identycznie jak kokosowe wiórki ♥  Jest typowo kokosowy i lekko słodki, o wyważonej intensywności, dzięki czemu nie nachalny ani męczący. W moim odczuciu brak w nim chemicznej nuty. Dobrze wyczuwalny jest już w opakowaniu, jednak mam wrażenie, że cały swój bogaty aromat uwalnia w pełni dopiero podczas kontaktu ze skórą. Po aplikacji utrzymuje się dosyć długo na skórze, co dla mnie jest dużym plusem.

Zgodnie z zaleceniami producenta krem najlepiej wcierać w skórę okrężnymi ruchami, co biorąc pod uwagę jego przyjemną konsystencję i śliczny zapach, jest bardzo relaksującą czynnością. Co prawda nie jest to kosmetyk który wnika w skórę z prędkością światła, ale nałożony niezbyt grubą warstwą wchłania się bardzo przyzwoicie, nie pozostawiając finalnie na skórze żadnego filmu. Kremu używałam do pielęgnacji ciała po wieczornej kąpieli i okazał się bardzo skuteczny - nie tylko intensywnie nawilża, odżywia i regeneruje, ale także świetnie wygładza i uelastycznia skórę. Co ważne, efekt jest długotrwały, a regularne stosowanie znacznie poprawia kondycję skóry. Krem sprawdził się również jako kosmetyk o działaniu kojącym przy delikatnych podrażnieniach powstałych w wyniku depilacji mechanicznej. Jest to produkt który znakomicie pielęgnuje nie tylko skórę ciała, którą znakomicie regeneruje po zimie, ale także dłoni, łącznie ze skórkami wokół paznokci. Choć w opakowaniu znajduje się zaledwie 100 ml kremu, produkt okazał się całkiem wydajny, ponieważ już niewielka ilość wsmarowana w skórę pozwoliła mi uzyskać zadowalający efekt pielęgnacyjny.

Skład
Aqua, Cocos Nucifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Tocopherol Acetate, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydrostearc Acid

Za opakowanie kremu trzeba zapłacić około 15-18 złotych. Kosmetyk kupicie w wielu drogeriach internetowych, sklepie internetowym marki Nacomi, natomiast stacjonarnie dostępny jest z pewnością w drogeriach Hebe. Polecam wszystkim fanom kokosowego aromatu i produktów do pielęgnacji ciała o maślanej konsystencji :)



9 kwietnia 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - marzec !

W ostatnim poście z tej serii pokazywałam Wam ulubieńców stycznia. W lutym skupiłam się głównie na zużywaniu otwartych kosmetyków i starałam się nie sięgać po nowości, więc nie znalazłam nic na tyle wyjątkowego,  co mogłabym umieścić w gronie ulubieńców. Marzec natomiast przyniósł wiele obiecujących odkryć kosmetycznych, którymi z pewnością będę się dzielić z Wami na blogu :) Tymczasem dokonując małego podsumowania wybrałam sześć kosmetyków, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w ubiegłym miesiącu i które bardzo polubiłam - choć do jednego z nich przekonałam się dopiero po kilku aplikacjach ;)

Fantastyczna kosmetyczna marcowa szóstka:

Nacomi
Jedwabisty krem z organicznym olejem kokosowym
Krem na bazie zimnotłoczonego oleju kokosowego, który według producenta przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, dłoni i twarzy. W moim przypadku sprawdził się znakomicie jako kosmetyk do pielęgnacji ciała. Ma intensywnie kremową i dosyć bogatą konsystencję, ale bardzo przyjemnie się aplikuje i dosyć szybko wnika w skórę, otulając ją subtelnym, ślicznym kokosowym zapachem. Kosmetyk nawilża, odżywia i intensywnie wygładza skórę. Jest ciekawą alternatywą dla klasycznego oleju kokosowego.

Bioderma
Krem do twarzy Hydrabio Perfecteur SPF 30
Krem do twarzy o działaniu nawilżającym, wygładzającym i rozświetlającym skórę. Patent Aquagenium™ zapewnia doskonałe nawilżenie wszystkich warstw naskórka: witamina PP wspomaga zatrzymywanie wody w skórze, a wyciąg z pestek jabłek stymuluje powstanie akwaporyn, które stanowią naturalne kanały przepływu wody w skórze. Oprócz tego krem zapewnia ochronę przed promieniami UV gdyż zawiera filtry UVA/UVB. Dzięki zawartości pudrowych i perłowych drobinek kosmetyk maskuje przebarwienia i nadaje skórze natychmiastowy blask. Zawarty w kremie kwas salicylowy wyrównuje i wygładza skórę. Przyznam szczerze, że podczas pierwszej aplikacji krem mnie nie zachwycił, ale postanowiłam dać mu szansę i z każdym kolejnym dniem odkrywałam coraz więcej jego zalet. Począwszy od przyjemnego dla oka i funkcjonalnego opakowania z higienicznym dozownikiem, po świetne właściwości pielęgnacyjne. Kosmetyk intensywnie nawilża i delikatnie ujednolica koloryt cery, nie podrażnia i nie zapycha. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając na twarzy efekt subtelnego rozświetlenia, którego bardzo potrzebowała moja odrobinę poszarzała po zimie cera. 

Dove
Pianka do mycia ciała "Revitalisin pear"
W marcu skusiłam się na jedną z nowości w asortymencie marki Dove, czyli piankę pod prysznic o bardzo ładnym, świeżym zapachu aromatycznej gruszki z nutką aloesu w tle. Pianka wyróżnia się przyjemną i leciutką konsystencją przypominającą idealnie spienione mleko. Dobrze oczyszcza nie wysuszając i nie podrażniając przy tym mojej skóry. Po jej użyciu skóra jest na tyle miła w dotyku, że mogłabym obejść się bez dodatkowego kosmetyku nawilżającego w postaci masła lub balsamu do ciała. Pisałam o niej w poprzednim poście - klik

Dove
Antyperspirant w aerozolu "Pear and aloe vera"
Zapach pianki do mycia ciała spodobał mi się tak bardzo, że podczas kolejnej wizyty w drogerii sięgnęłam po antyperspirant w aerozolu z mojej ulubionej serii "Go Fresh" o tym samym zapachu. Dzięki temu mogę cieszyć się subtelnym aromatem świeżej, a jednocześnie soczyście słodkiej gruszki znacznie dużej. Oprócz walorów zapachowych antyperspirant ma także inne zalety - zapewnia mi ochronę przed poceniem się przez cały dzień, nie podrażnia delikatnej skóry pod pachami i nie brudzi ubrań.

Bourjois
Podkład do twarzy Healthy Mix 
W marcu zaczęłam używać witaminowy podkład rozświetlający Healthy Mix w nowej wersji, która została wzbogacona w krystaliczne pigmenty, dzięki czemu cera jest jeszcze bardziej rozświetlona i ujednolicona, oraz witaminy C, E i B5. Oprócz tego podkład zawiera wyciągi z moreli, jabłek i melonów. Wybrałam najjaśniejszy odcień podkładu o numerze 51 - Light vanilla, który okazał się ładnym beżem z przewagą pożądanych przeze mnie żółtych tonów. Kosmetyk ma kremową, ale lekką konsystencję, zapewniającą krycie na poziomie średnim. Łatwo i równomiernie się rozprowadza, nie pozostawia smug, nie zapycha i nie podrażnia. Idealnie dopasowuje się do cery, zapewniając na prawdę ładny i naturalny wygląd bez efektu maski. Podkład ma właściwości delikatnie rozświetlające cerę, dzięki czemu maskuje ślady zmęczenia i dodaje skórze blasku. W połączeniu z korektorem z tej samej serii który kupiłam kilka dni temu tworzy wyjątkowo udany duet. I choć jego trwałość nie jest aż tak spektakularna jak obiecuje producent i trzeba się liczyć w przypadku cer mieszanych z koniecznością przypudrowania noska w ciągu dnia, to jest to moim zdaniem jeden z przyjemniejszych podkładów drogeryjnych.

Golden Rose
Matowa pomadka w kredce
Słynna matowa pomadka w kredce, którą w marcu wypróbowałam po raz pierwszy - uwierzycie? Posiadam odcień numer 10, który okazał się ślicznym, chłodnym różem, dokładnie takim jak lubię. Pomadka ma bardzo przyjemną, aksamitnie kremową konsystencję, dzięki czemu wyjątkowo wygodnie, łatwo i równomiernie się rozprowadza. Nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek, a dodatkowo długo się utrzymuje. Teraz już wiem, dlaczego te pomadki są aż tak lubiane i z pewnością kupię kilka innych odcieni. Świetny produkt w przyjaznej dla portfela cenie, w dodatku dostępny w wielu pięknych odcieniach.


Znacie jakieś kosmetyki spośród mojej ulubionej marcowej szóstki? 

4 kwietnia 2017

Nowość od DOVE - Pianka do mycia ciała w wersji "Revitalising pear"

W ostatnich dniach piękna pogoda wprost nas rozpieszcza. Wiosna zawitała już na dobre, więc z chęcią odstawiłam kosmetyki, które ze względu na swoje słodkie i mocno otulające aromaty umilały mi zimowy czas, poszukując jednocześnie zapachów lżejszych i orzeźwiających - zwłaszcza wśród produktów do ciała. A biorąc pod uwagę, że trudno mi przejść obojętnie obok wszelkich nowości pojawiających się na drogeryjnych półkach, skusiłam się na jeden z najnowszych produktów lubianej przeze mnie marki Dove - Piankę do mycia ciała. Spośród trzech dostępnych wersji zapachowych wybrałam ciekawe połączenie gruszki z aloesem, licząc na odrobinę owocowej świeżości. I tak oto znalazłam jednego ze swoich kosmetycznych ulubieńców marca ;)

Opis producenta
Odmień swój codzienny prysznic z lekką jak chmurka pianką do mycia ciała Dove. Naciśnij pompkę, by uwolnić leciutką piankę, która nawilży Twoją skórę. Pianka łatwo się spłukuje pozostawiając skórę czystą oraz gładką. Lekkość, której szukasz. Pielęgnacja, której potrzebujesz.

Moim okiem
Produkt znajduje się w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml, zakończonym sporym, ale bardzo wygodnym w użyciu dozownikiem z pompką, który działa bez zarzutu i świetnie sprawdza się pod prysznicem. Szata graficzna opakowania jest estetyczna - dominuje przyjemna dla oka biel, ożywiona kilkoma akcentami kolorystycznymi.

Po naciśnięciu dozownika z opakowania wydobywa się leciutka, puszysta i niezwykle delikatna pianka, która swoją konsystencją przypomina mi idealnie spienione mleko. Mimo iż pianka jest dosyć rzadka, to podczas aplikacji nie przecieka przez palce i nie spływa ze skóry.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w tym produkcie, jest zapach dojrzałej i soczystej, aromatycznej gruszki ♥ Bardzo przyjemny, świeży, relaksujący i orzeźwiający, z subtelną nutką aloesu i słodyczy w tle. Co prawda nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, ale zdecydowanie umila aplikację i roztacza podczas kąpieli aromatyczną woń w całej łazience. Jeśli lubicie aromat gruszek, to zapewne pianka w tej właśnie wersji także i Wam przypadnie do gustu.

Aplikacja produktu jest bardzo przyjemna, choćby dlatego, że w kontakcie ze zwilżoną skorą konsystencja pianki staje się delikatnie kremowa i idealnie się rozprowadza. Kosmetyk spełnia wszystkie wymagania jakie stawiam tego typu produktom: skutecznie oczyszcza, świetnie odświeża, otula ciało ślicznym owocowym aromatem i nie pozostawia na skórze żadnej tłustej warstewki. Co prawda nie ma co liczyć na wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne, ale pianka nie wysusza ani nie podrażnia mojej skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Łatwo się spłukuje, pozostawiając skórę na prawdę przyjemną w dotyku. Do minusów zaliczyłabym cenę, która niestety nie idzie w parze z wydajnością - pianki dosyć szybko ubywa, zwłaszcza, jeśli podkradają ją pozostali domownicy :)

Skład
Aqua, Sodium Lauroyl Glutamate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Sodium Lauroyl Glycinate, Lauric Acid, Sodium Laurate, Parfum, Polysorbate 20, Citric Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, PEG-4, PEG-4 Dilaurate, PEG-4 Laurate, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool

W sprzedaży dostępne są trzy wersje zapachowe: klasyczna i dobrze znana nuta zapachowa Dove, wersja o zapachu pistacji i magnolii oraz właśnie gruszki z aloesem, która bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością jeszcze nie raz zagości w mojej łazience. Opakowanie zawiera 200 ml produktu i kosztuje około 20 złotych. Pianki dostępne są miedzy innymi  w drogeriach Rossmann.

22 lutego 2017

BIODERMA - Łagodny żel oczyszczający do twarzy Sensibio Gel Moussant

Oczyszczanie twarzy jest nieodłącznym elementem codziennego rytuału pielęgnacyjnego. Jak wiecie, mam cerę mieszaną. Strefa T - czyli okolice czoła, a zwłaszcza nosa i brody - to skóra tłusta, która lubi błyszczeć i gromadzić nadmierną ilość sebum, nierzadko pojawiają się także w tych miejscach nieestetyczne zaskórniki. Pozostałe partie mojej twarzy - czyli policzki - to skóra bardzo wrażliwa, delikatna i naczynkowa, która ma skłonność do przesuszania się, a do tego wyjątkowo łatwo ulega podrażnieniom. Wybór produktów myjących do twarzy nie jest w moim przypadku łatwy, ponieważ jak się okazało, nawet kosmetyki z łagodnymi składami przeznaczone dla skóry wrażliwej potrafiły działać na moją cerę drażniąco. Idealny kosmetyk tego typu powinien skutecznie oczyszczać strefę T, nie podrażniającym i nie przesuszając przy tym pozostałych, delikatnych partii mojej cery, które wykazują dosyć niską tolerancję na większość dostępnych preparatów myjących. W styczniu wpadła mi w oko nowość marki Bioderma - Łagodny żel oczyszczający do twarzy z serii Sensibio, w skład której wchodzą kosmetyki dla skóry wrażliwej. I sprawdził się wyjątkowo dobrze ;)

 Obietnica producenta
Kojąco-łagodzący żel do mycia twarzy który delikatnie oczyszcza i usuwa makijaż z twarzy oraz okolic oczu. Unikalny kompleks DAF zawiera składnik czynne, które powodują wzmocnienie progu tolerancji wrażliwej skóry. Żel łagodzi podrażnienia, posiada także właściwości nawilżające i przywracające skórze równowagę hydrolipidową. Jest doskonale tolerowany, także przez delikatną skórę wokół oczu. Nie zawiera mydła, parabenów ani sztucznych barwników. Jest bezzapachowy, hipoalergiczny i nie zatyka porów. O jego zastosowaniu skóra jest delikatnie oczyszczona i przyjemna w dotyku. 
Moim okiem
Żel znajduje się w poręcznej, smukłej plastikowej buteleczce, zakończonej wygodnym w użyciu dozownikiem  z pompką, który w momencie zakupu jest fabrycznie zafoliowany. Opakowanie wykonane jest z transparentnego plastiku, dzięki czemu możemy na bieżąco kontrolować zużycie produktu. Całość utrzymana jest w przyjemnej dla oka, różowej kolorystyce, nawiązującej do pozostałych kosmetyków z serii Sensibio, natomiast szata graficzna jest charakterystyczna dla produktów tej marki. 

Opakowanie kryje w sobie przezroczysty produkt o konsystencji delikatnego i dosyć rzadkiego żelu. W przypadku takiej konsystencji łatwo przesadzić z ilością produktu, dlatego duży plus przyznaję praktycznemu dozownikowi - jedno naciśnięcie zapewnia mi ilość żelu wystarczającą do umycia całej twarzy. Produkt  zgodnie z obietnicą producenta jest bezzapachowy. 

Żel nałożony na zwilżoną wodą skórę zamienia się w lekką i delikatną, niezbyt obfitą białą piankę, dzięki której jego użycie jest na prawdę przyjemne.  Kosmetyk dobrze się rozprowadza i równie łatwo zmywa, nie pozostawiając na skórze żadnego filmu, który w tego typu kosmetykach nie jest dla mnie zaletą, a wadą. Żel świetnie sprawdza się zarówno podczas porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Skutecznie oczyszcza cerę usuwając nadmiar sebum, ale także znakomicie radzi sobie z domywaniem  ewentualnych resztek makijażu po uprzednim oczyszczeniu twarzy na przykład płynem micelarnym. Po jego użyciu skóra jest oczyszczona i odświeżona, a co najważniejsze, żel nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Nie podrażnia mojej wrażliwej skóry i nie wzmaga zaczerwienień, dobrze oczyszcza strefę T nie przesuszając przy tym pozostałych, delikatnych partii mojej twarzy. Według producenta żel nadaje się także do demakijażu oczu i jest dobrze tolerowany przez delikatną skórę tych okolic - rzeczywiście nie szczypie w oczy i nie podrażnia.

Skład
Aqua/Water/Eau, Sodium Cocoamphoacetate, Propanediol, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Citric Acid, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Citrate, PEG-90 Glyceryl Isostearate, Mannitol, Xylitol, Laureth-2, Rhamnose, Fructooligosaccharides, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin, Ascorbyl Palmitate 

Opakowanie ma pojemność 200 ml i kosztuje w cenie regularnej około 40-45 złotych. Żel dostępny jest w aptekach stacjonarnych i internetowych. Nie jest to tani produkt, ale całkiem wydajny - używam go od początku roku ( został moim kosmetycznym ulubieńcem stycznia ) i aktualnie, czyli po niemal dwóch miesiącach stosowania w buteleczce znajduje się jeszcze jedna trzecia kosmetyku. Moja cera polubiła się z tym żelem i z pewnością kupię go ponownie. 





8 lutego 2017

Ulubieńcy kosmetyczni - styczeń !

Podobnie jak w ubiegłym roku, tak i w tym nie zabraknie na blogu kosmetycznych ulubieńców. W tych małych podsumowaniach będę jak zwykle wybierała kilka kosmetyków, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w danym miesiącu. W styczniu starałam się wybierać produkty, które ze względu na panujące warunki atmosferyczne zwiększą komfort mojej wrażliwej skóry, ale nie zabrakło także w poniższym zestawieniu kilku ulubionych aktualnie kosmetyków do makijażu. Ostatecznie wyróżniłam pięć produktów, których używałam w ubiegłym miesiącu z przyjemnością.

Fantastyczna kosmetyczna styczniowa piątka:


Bioderma
Łagodny żel oczyszczający do twarzy Sensibio Gel Moussant
Żel zalecany jest do codziennej higieny wrażliwej skóry, w tym do demakijażu twarzy i oczu. Jest to bezzapachowy produkt o przezroczystej, delikatnie żelowej konsystencji, który zagościł u mnie pierwszy raz, ale z pewnością nie ostatni. Znakomicie spisuje się o tej porze roku - skutecznie oczyszcza moją wrażliwą skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu nie powodując podrażnień i nie wysuszając jej. W połączeniu z wodą tworzy niezbyt obfitą, lekką pianę. Po jego użyciu skóra jest nie tylko dobrze oczyszczona, ale też odświeżona i nie towarzyszy jej uczucie "ściągnięcia".

Resibo
Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy
Mój faworyt ostatnich tygodni wśród toników do twarzy. Wyjątkowo przyjemny kosmetyk o przyjaznym dla skóry składzie, a przy tym na prawdę skuteczny. Nawilża, odświeża i przynosi natychmiastową ulgę mojej wrażliwej skórze. Błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Pisałam o nim tutaj - w pełni zasłużył na osobną recenzję ;)

Clochee
Intensywnie regenerujący krem-maska pod oczy
Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy o bogatej konsystencji, w składzie którego znajdziemy między innymi komórki macierzyste jabłka, ekstrakt z lilii wodnej, olej jojoba oraz olej arganowy, Produkt wyróżnia intensywnie kremowa i dosyć treściwa konsystencja, która jednak bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając lepiącej warstewki. Krem intensywnie odżywia i nawilża skórę wokół oczu, wygładza ją, a przy regularnym stosowaniu delikatnie ujędrnia. Wydaje mi się także, że delikatnie rozjaśnił moje cienie pod oczami, dzięki czemu sprawił, że spojrzenie jest bardziej promienne. Ma przyjemny, niezbyt intensywny i umilający aplikację zapach, będący połączeniem orzeźwiającego jabłka ze słodkim kokosem :)  Bardzo polubiłam ten krem, ponieważ to kolejny kosmetyk który jest nie tylko przyjemny w użyciu, ale przede wszystkim skuteczny. Moim zdaniem ma tylko jeden minus - cenę, ponieważ kosztuje 129 złotych. 

Revlon
Masełko do ust w odcieniu 045 Cotton Candy
Doskonale znane mi już masełko do ust w formie pomadki, o niezwykle przyjemnej, intensywnie kremowej formule na bazie masła z mango, masła shea, kokosa i witaminy E. Według producenta jest doskonałym połączeniem koloru, blasku oraz pielęgnacji i ja się z tym zgadzam. Znakomicie sprawdza się u mnie wtedy, gdy chcę aby moje usta były podkreślone delikatnym kolorem, miały subtelny połysk i zachowały komfort dzięki kremowej, odżywiającej konsystencji. Produkt z łatwością rozprowadza się na ustach, a przy tym ma przyjemne właściwości pielęgnacyjne - nawilża je i natłuszcza. Dodatkowym plusem jest subtelny, lekko waniliowy zapach. 

Rimmel
Szminka The Only 1 w odcieniu 200 It's A Keeper
Szminka, która według producenta jest wyjątkowa i wielozadaniowa, stanowiąc doskonałe połączenie wyrazistego koloru, nawilżenia i całodziennego komfortu. Ja polubiłam ją za kremową i przyjemną formułę, łatwość aplikacji oraz to, że nie wysusza moich ust. W tym przypadku kolor jest zdecydowanie bardziej wyrazisty i nasycony, a trwałość moim zdaniem zasługuje na pochwałę. Kiedy chciałam, aby moje usta były mocniej podkreślone sięgałam właśnie po tą szminkę - wybrany przeze mnie odcień to nieco ciemniejszy, chłodny róż, który ładnie ożywia moją cerę.

L'Oreal
Maskara Volume Million Lashes Fatale
Najnowsza odsłona maskary ze słynnej złotej gamy Volume Million Lashes, która przyciąga wzrok swoim pięknym opakowaniem. Jak wiecie, z drogeryjnych marek najchętniej sięgam po te właśnie tusze do rzęs, ponieważ dają na prawdę ładny efekt na moich rzęsach. Nie inaczej jest w przypadku tej najnowszej maskary. Silikonowa szczoteczka z ułożonymi w szachownicę włoskami pogrubia rzęsy i zwiększa ich objętość, ładnie je rozdziela i pokrywa intensywnym odcieniem czerni. Pięknie podkreśla spojrzenie i jest bardzo trwała - nie kruszy się, nie osypuje i wytrzymuje na rzęsach w idealnym stanie przez cały dzień. Recenzja wkrótce ;)


W lutym zapewne sięgnę po nowości, które przybyły do mnie w ostatnich tygodniach i mam nadzieję, że znajdę wśród nich kilku nowych kosmetycznych ulubieńców :)


24 stycznia 2017

RESIBO - Tonik. Mgiełka nawilżająca

Pielęgnację mojej twarzy i ciała można określić mianem mieszanej, bowiem wśród produktów które  wybieram znajdują się zarówno kosmetyki o naturalnych, jak i konwencjonalnych składach. W każdej z tych kategorii mam swoich ulubieńców, ale chętnie sięgam także po nowe produkty.  Przygodę z polską marką Resibo rozpoczęłam w ubiegłym roku. Resibo oferuje kosmetyki naturalne, a w ofercie marki znajdziemy aktualnie zaledwie siedem produktów do pielęgnacji skóry twarzy, oraz balsam do ciała będący nowością w tym niezbyt obszernym, ale idealnie przemyślanym asortymencie. Na początek postanowiłam wypróbować kosmetyk, bez którego nie mogę obejść się podczas codziennego rytuału pielęgnacyjnego mojej cery, czyli tonik - mgiełkę nawilżającą.

Obietnica producenta
Produkt tonizuje, usprawnia działanie naczyń krwionośnych, działa oczyszczająco i antyseptycznie. Odświeża i łagodzi podrażnienia. Zawiera wodę z róży damasceńskiej, która poprzez poprawę ogólnego krążenia redukuje obrzęki i zmniejsza spękane naczynka. Kolejnym składnikiem jest woda pomarańczowa, zawierająca cenne przeciwutleniacze. Działanie nawilżające toniku gwarantuje kwas hialuronowy oraz wyciąg z korzenia rabarbaru. Buteleczka ze sprayem rozpyla mgiełkę, a odpowiednia kompozycja drogocennych składników zapewnia wielofunkcyjne działanie.

Moim okiem
Zacznę od opakowania, które mimo zachowania dosyć minimalistycznej formy zdecydowanie się wyróżnia i zasługuje na pochwałę. Zewnętrzne, kartonowe opakowanie w formie tuby kryje w sobie plastikową buteleczkę z tonikiem o pojemności 150 ml, zakończoną atomizerem chronionym przez niewielką zatyczkę. Całość ozdobiona jest przyjemnym dla oka motywem kwiatowym, który zdecydowanie ożywia opakowania utrzymane w neutralnej, spokojnej kolorystyce. Taka przemyślana "prostota" bardzo przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że idzie w parze z przyjaznym dla naszej skóry składem i działaniem. 

Tonik jest bezbarwny i ma bardzo subtelny, różany zapach, co jest zapewne zasługą wody z róży damasceńskiej znajdującej się już na drugim miejscu w składzie. Jest na tyle delikatny, że nie powinien przeszkadzać nawet wrażliwym na zapachy nosom i osobom, które nie lubią różanego aromatu - zwłaszcza, że w tym przypadku jest on lekko przełamany owocową wonią. 

Moja skóra pokochała ten produkt - jest to bez wątpienia jeden z przyjemniejszych, a co najważniejsze skuteczniejszych toników jakich używałam. Pozytywne efekty odczuwalne są w zasadzie już od pierwszej aplikacji - kosmetyk dobrze nawilża skórę, posiada także właściwości kojące i odświeżające. Po kilku tygodniach codziennego stosowania wiem już, że kupię kolejne opakowanie i chyba szybko się z nim nie rozstanę. Przynosi natychmiastową ulgę mojej wrażliwej cerze i wyjątkowo skutecznie minimalizuje wszelkie zaczerwienienia. Cera po jego użyciu jest przyjemnie nawilżona, ukojona i gładka. Tonik bardzo szybko się wchłania, nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry i nie pozostawia tłustej warstewki. Ogromnym plusem jest także jego przyjazny skład, w którym znajdziemy wodę różaną, wodę pomarańczową z kwiatów gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z nasion dyni, kwas hialuronowy czy wyciąg z korzenia rabarbaru.

Kosmetyk doskonale sprawdza się jako jeden z kroków podczas porannej i wieczornej pielęgnacji mojej twarzy, ale według producenta można go także używać w ciągu dnia dla odświeżenia skóry. Najlepiej osiągnąć ten efekt spryskując przestrzeń przed sobą, a następnie przysunąć twarz w kierunku rozpylonej mgiełki, co zapewnia równomierne rozprzestrzenienie się produktu na skórze. I w tym momencie pora wspomnieć o jedynym minusie którego dopatrzyłam się w przypadku tego toniku, a który dotyczy nie samego produktu, lecz jego opakowania - a dokładnie atomizera, który zamiast obiecywanej delikatnej mgiełki dozuje dosyć silny, pojedynczy strumień który nie jest przyjemny dla mojej skóry. Szkoda, bo bardzo lubię bezpośrednią aplikację toniku na twarz w postaci delikatnej mgiełki, a zmuszona jestem najpierw nasączać nim wacik, którym następnie przecieram twarz. Zawsze w takim przypadku mam wrażenie, że niepotrzebnie marnuję zawartość opakowania, a już zwłaszcza w przypadku tak przyjemnego kosmetyku. 

Skład
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol*, Glycerin, Sodium Hyaluronate*, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate ( *składniki posiadają certyfikat naturalości )

Z dostępnością zarówno toniku jak i pozostałych kosmetyków Resibo nie ma problemu - produkty tej marki kupicie zarówno w wielu drogeriach internetowych, jak i sklepie internetowym marki. Opakowanie zawiera 150 ml produktu i kosztuje 49 złotych.

Podsumowanie
Mimo płatającego figle atomizera który nie chce aplikować toniku w formie obiecywanej, przyjemnej i lekkiej mgiełki, bardzo polubiłam ten produkt za skuteczność działania, która rekompensuje tą niedogodność. Jego właściwości łagodzące doceniła zwłaszcza moja wrażliwa i skłonna do zaczerwienień cera. Oprócz dawki nawilżenia tonik przynosi skórze ukojenie i pozostawia ją gładką, przyjemnie odświeżoną i najskuteczniej ze wszystkich toników wycisza zaczerwienienia. Zapewnia uczucie komfortu i świetnie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie podrażnia. Już szykuję się do zakupu kolejnego opakowania i wiem, że sięgnę także po inne kosmetyki z asortymentu Resibo.





4 listopada 2016

Ulubieńcy kosmetyczni - październik !

Październik nie był dla mnie łatwym miesiącem, ponieważ życie prywatne i różne sprawy z nim
związane pochłonęły niemal cały mój wolny czas, nie pozwalając mi na zachowanie potrzebnej
równowagi. Wiecie, są rzeczy ważne i ważniejsze, czasem trzeba z czegoś zrezygnować i ustalić
nowe priorytety. Mam nadzieję, że listopad będzie pod tym względem bardziej łaskawy i pozwoli
 mi nadrobić zaległości zarówno na moim, jak i Waszych blogach. Ale! Mimo iż bywałam bardzo
rzadko na blogu absolutnie nie znaczy, że kosmetycznie próżnowałam - ostatecznie o urodę
trzeba zadbać - nawet jeśli nie w pierwszej, to w następnej kolejności:-)

Dzisiaj pora na małe podsumowanie ubiegłego miesiąca, czyli kosmetycznych ulubieńców
października. Z jakimi tym razem kosmetykami polubiłam się najbardziej ?


Fantastyczna kosmetyczna październikowa czwórka:


Bourjois
Rozświetlający korektor pod oczy Radiance reveal
Korektor ten chciałam wypróbować od dawna, jednak zniechęcała mnie niezbyt przyjazna dla 
portfela cena. Świetną okazją do jego zakupu okazała się ostatnia promocja na kosmetyki do
makijażu w drogeriach Rossmann i cieszę się, że wreszcie się na niego skusiłam, ponieważ  
okazał się korektorem idealnym na aktualną porę roku. Kosmetyk ma przyjemną, intensywnie
kremową konsystencję która jest jednocześnie lekka i niezwykle łatwa w aplikacji, także za 
sprawą wygodnego i mięciutkiego aplikatora. Bardzo dobrze kryje ewentualne przebarwienia i
cienie pod oczami, które najczęściej występują u mnie właśnie jesienią i zimą. Dodatkowo w 
subtelny sposób rozświetla okolice oczu maskując tym samym oznaki zmęczenia i zapewnia
zdrowy, promienny wygląd. Korektor jest bardzo trwały, nie wchodzi w zmarszczki oraz nie 
wysusza delikatnej skóry pod oczami, a do tego ma delikatny i ładny zapach. Dostępny jest 
w dwóch odcieniach - 01 Ivory oraz 02 Beige. 


Bourjois
Tusz do rzęs Volume Reveal 
Maskarę otrzymałam do testów w ramach Klubu Ekspertek portalu Ofeminin.pl co niezmiernie
mnie ucieszyło, ponieważ bardzo lubię tusze tej marki. To co wyróżnia tą maskarę już na pierwszy
rzut oka, to niebanalne i eleganckie opakowanie w kształcie trójkąta, z umieszczonym na jednym 
z boków trzykrotnie powiększającym lusterkiem. Ale to co zachwyciło mnie najbardziej, to efekt 
jaki mogę przy pomocy tego tuszu wyczarować na moich rzęsach. Maskara precyzyjnie rozdziela 
rzęsy i pokrywa je tuszem o ładnym, intensywnie czarnym kolorze od ich nasady aż po same końce. 
Intensywnie pogrubia rzęsy i dodaje im pożądanej objętości, pozwalając tym samym na budowanie 
wymarzonego efektu poprzez dokładanie kolejnych warstw, dzięki czemu możemy uzyskać zarówno 
bardziej naturalne, jak i intensywnie podkreślone spojrzenie. Jest bardzo trwała, nie osypuje się, nie 
skleja rzęs i nie tworzy grudek. Bardzo polubiłam także silikonową szczoteczkę, która rzeczywiście 
pozwala na precyzyjne podkreślenie rzęs. 


Mokosh
Hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej
Do tej pory używałam najchętniej hydrolatu różanego oraz pomarańczowego które świetnie się
 u mnie sprawdzały, jednak chcąc nieco urozmaicić dotychczasową pielęgnację twarzy sięgnęłam 
tym razem po hydrolat malinowy. Używam go od początku października do codziennej pielęgnacji 
cery jako toniku, wypróbowałam go także do maseczki na bazie glinki. Stosowany bezpośrednio 
na skórę jako tonik przyjemnie odświeża, ale przede wszystkim wykazuje działanie kojące, co jest 
bardzo ważne w przypadku mojej wrażliwej cery. Po jego użyciu odczuwam przyjemne nawilżenie,
a skóra jest miękka i delikatnie wygładzona. 


Nivea
Jedwabisty mus pod prysznic do mycia ciała Creme Soft
Nowość do mycia ciała pod prysznicem w formie leciutkiej, puszystej białej pianki i otulającym,
idealnym na chłodne dni zapachem, będącym połączeniem nut zapachowych kultowej linii marki
Nivea i subtelnej woni migdałów. Bardzo polubiłam się z tym produktem i uważam go za świetną
alternatywę dla dotychczas używanych tradycyjnych żeli pod prysznic. W ubiegłym miesiącu to 
właśnie ten mus towarzyszył mi najczęściej pod prysznicem i nadal mi się nie znudził - kupiłam
już nawet kolejne opakowanie. Jeśli zainteresował Was ten produkt, zapraszam do przeczytania
obszerniejszej recenzji.


W ubiegłym miesiącu wypróbowałam także dwa bardzo popularne i zachwalane na blogach
kosmetyki, które niestety nie znalazły się w powyższym gronie, ponieważ mnie rozczarowały.
I to między innymi o nich przeczytacie w kolejnych postach.

Miłego weekendu :-)




Etykiety:

recenzja (183) ulubione kosmetyki (140) codzienność (101) zakupy (84) nowinki kosmetyczne (67) miłe chwile (50) ulubieńcy miesiąca (48) włosy (43) pielęgnacja włosów (38) Rossmann (31) książki (28) pielęgnacja twarzy (24) L'Oreal (22) Yves Rocher (22) kosmetyki (22) kosmetyki do włosów (21) promocje (20) przemyślenia (20) filmy (19) pielęgnacja ciała (19) farby do włosów (18) zachciewajki (17) zużyte kosmetyki (17) Garnier (16) projekt denko (16) zwierzęta (16) makijaż (15) Isana (14) mój pies (14) zdrowie (14) oferty (13) tusze do rzęs (13) weekend (13) Maybelline (11) Nivea (11) odżywki do włosów (11) moje gotowanie (9) przyroda (9) szampon do włosów (9) Biedronka (8) krem do twarzy (8) maska do włosów (8) Bielenda (7) krem do rąk (7) kremy (7) regeneracja (7) Święta (7) żele pod prysznic (7) Avon (6) Dove (6) Schwarzkopf (6) balsamy do ciała (6) farbowanie (6) gazetki (6) paznokcie (6) przesyłki (6) ulubione granie (6) wizyta u lekarza (6) wygrane rozdania (6) Kallos (5) Rimmel (5) TAG (5) kino (5) peeling do ciała (5) prezenty (5) rzęsy (5) żel do twarzy (5) Biovax (4) Lirene (4) Regenerum (4) peeling (4) regeneracja włosów (4) tanie i fajne (4) życzenia (4) Bioliq (3) Douglas (3) Gliss Kur (3) Timotei (3) balsam do ust (3) inspiracje (3) niespodzianki (3) olejek do włosów (3) podkład (3) podkład matujący (3) próbki (3) serum do twarzy (3) stylizacja włosów (3) Drogeria Natura (2) Elseve (2) L'Oreal Prodigy 5 (2) Lidl (2) Liebster Blog Award (2) Mikołaj (2) Pantene Pro-V (2) apteka (2) kosmetyki apteczne (2) maseczki do twarzy (2) mieszkanie (2) produkty do twarzy (2) rozdanie na blogu (2) sport (2) Aussie (1) Batiste (1) Dermika (1) Drogeria Hebe (1) Palette (1) Ziaja MED (1) buty (1) coś do kawy (1) gazety (1) imieniny (1) krem CC (1) kuracje do włosów (1) muzyka (1) oddanie na blogu (1) post informacyjny (1) przepisy (1) rozdanie (1) rozdanie świąteczne (1) sałatki (1) storczyki (1) suchy szampon (1) suplementy (1) szampony (1) ubrania (1)